środa, 15 sierpnia 2012

Przyuczenie do zawodu - roczny plan mobilizacji

Olśniło mnie! 
Za rok o tej porze będę już po studiach. Będę Panią magister inżynier biotechnologii Emilią H. Cztery lata temu mówiono nam, że za pięć lat będzie BOOM na biotechnologów bo zmieni się prawo i każdy większy zakład (bezpośrednio ingerujący w środowisko naturalne) będzie musiał zatrudniać na etacie biotechnologa. Niestety nic mi o tym nie wiadomo. Przeglądając oferty pracy w zawodzie trafiam wyłącznie na przedstawicieli medycznych/handlowych jednocześnie wiedząc, że to nie jest praca dla mnie i nie chcę tak pracować. Nie mam predyspozycji do rozmawiania z ludźmi i wciskania kitów. Moim marzeniem jest siedzieć w labie i coś tam sobie pichcić. Nawet w takim, który zajmuje się tylko diagnostyką. Chcę chodzić w białym fartuchu i mieć przyrośniętą pipetę do dłoni. 

Staram się rozmawiać na temat pracy z ludźmi z kierunku i jeśli ktoś rozważa pracę w zawodzie to ma w planach robienie doktoratu. Dla mnie to nie jest wyjście: po pierwsze to kolejne kilka lat studiowania, po drugie to za te pieniądze nie da się utrzymać rodziny, czasem nawet trzeba dokładać do badań z własnej kieszeni. Mnie na to nie stać. Kariera na uczelni też mi się nie marzy. 

Przeraża mnie też fakt, że większość ludzi nie ma nawet zamiaru szukać pracy w zawodzie. Chcą wyjechać i pracować choćby na zmywaku w Anglii. Dawno już wyrobiłam sobie zdanie o współczesnej emigracji, kilka razy głośno powiedziałam i ostro się o to pokłóciłam. Ja zostaję w Polsce, ba! nawet w Szczecinie i spróbuję udowodnić, że tutaj da się coś osiągnąć. 

Marzę o własnej firmie produkującej kosmetyki. Rok temu wszyscy znajomi z kierunku byli zachwyceni, wyobrażałyśmy sobie już nawet gabinet prezesek. Ostro się we wszystko wkręciłam, szukałam rozwiązań od strony prawnej, ewentualnych dotacji, sprawdzałam jak musi być wyposażone laboratorium. I wtedy już nie było nas. Życzyli mi powodzenia z przymrużeniem oka. Potem był stres związany z obroną inżyniera i mój zapał do pomysłu osłabł. Pierwszy semestr magisterki minął nie wiem kiedy. 

Mam nadzieję, że to jeszcze nie jest moment na obudzenie się z ręką w nocniku. Mam rok na pomysły i działanie. Chcę spróbować. 

Pomysły na dziś, na świeżo:
  1. Zapisać się do bezpłatnej szkoły policealnej na "kierunek" kosmetologia. Interesuje mnie tylko jeden przedmiot (biochemia kosmetyczna), ale chyba miło będzie mieć papierek tego technika. Wiem, że przedmiot jest wykładany na bardzo dobrym poziomie. Nic nie ryzykuję, zajmę się tym 27.08.
  2. Odwiedzić Inkubator Przedsiębiorczości na uczelni. Istnieje coś takiego, zobaczymy co mi poradzą. Obiecuję, że zrobię to do końca tego roku kalendarzowego.
  3. Śledzić nowinki biotechnologiczne w dziedzinie kosmetologii.
  4. Obok zwykłej nauki angielskiego, czytanie i tłumaczenie publikacji po angielsku - przyda mi się do magisterki. (z technicznym angielskim w biotechnologii jest o tyle prosto, że nazwy pochodzą z łaciny)
  5. Ruszenie z blogiem o biotechnologii - dla własnej satysfakcji i pogłębiania wiedzy. Przynajmniej jeden wpis na tydzień. Od tego tygodnia. 
  6. Grzebać w tych wszystkich ustawach dalej, ale myślę że moje wątpliwości prawne mogą rozwiać w Inkubatorze.
  7. "Przerobić" przynajmniej jedną na miesiąc pozycję książkową z biochemii kosmetycznej i produkcji kosmetyków.
  8. Systematycznie uzupełniać mój słowniczek składników. Przynajmniej jeden kosmetyk na tydzień.
  9. Modlić się, wieszać amulety i biegać nago w deszczu, żeby to wszystko się udało. 

5 komentarzy:

  1. A że tak zapytam,teraz pracujesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. można powiedzieć, że tak. Ale to raczej dorywczo i umowy na zlecenie nijak nie związane z tematem niestety;/ Dodatkowo udzielam korepetycji w roku szkolnym:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tam realizacja po pól roku? Najbardziej ciekawi mnie co z tym blogiem o biotechnologii ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog nie wyszedł... Pojawił się jako postanowienie noworoczne i ciągle siedzi mi w głowie - niestety magisterka pożera czas.

      Na kosmetyczkę się zapisałam, ale zrezygnowałam po kilku zajęciach bo przekonałam się, że nie lubię tak bezpośredniej pracy z ludźmi... lepiej wcześniej niż później;P

      Reszta w sumie do przodu, w głowie klaruje się pomysł:)

      Usuń
  4. :) tak juz jest po studiach, niestety, ja ukonczylam architekture wnetrz ale w mojej miescinie nie mozna nawet liczyc na staz, a otworzyc wlasna firme boje sie szczerze powiedziawszy... :( i tak wlasnie... pomysle jeszcze ale studiow, trudow z nimi zwiazanych, pieniedzy szkoda

    OdpowiedzUsuń