Budżet domowy

Na palcach obu rąk nie zliczę chyba ile razy próbowaliśmy takowy prowadzić. Było zbieranie paragonów, był specjalny zeszyt, było wypłacanie gotówki. Jak można się spodziewać nic nie dało pożądanych efektów.

Wina oczywiście leżała po obu stronach: ja jestem z tych, co lubią wydawać pieniądze (rozsądnie, na same "potrzebne" rzeczy), ale jak wiem, że mam zacisnąć pasa to zacisnę. Z kolei P. nie lubi jakichkolwiek zakupów i ciągle powtarza o tym, że trzeba oszczędzać. Problem w tym, że nie precyzuje w jaki sposób chce to robić, ani nawet w jakim celu. Efekt jest taki, że ja wydaję na pierdoły, a on przymyka oko na moje zachcianki.


Jednak w lipcu udało nam się mniej więcej okiełznać budżet dzięki exelowi. P. zrobił ładne tabelki, na początku oboje staraliśmy się je uzupełniać, jednak szybko obowiązek spadł na mnie (czyli pojawia się pokusa na drobne odstępstwa od zasad).

Podzieliliśmy zakupy na kategorie: jedzenie, chemia, koty, nasze przyjemności, wspólna rozrywka i wypadki.
I tak na jedzenie przeznaczyliśmy 100 zł tygodniowo, na chemię 50 zł (na miesiąc), na koty też 50 zł, na indywidualne wydatki każde z nas ma po 100 zł i na wspólną rozrywkę też mamy stówkę. Staram się zapisywać każdą "wpadkę" - coś nieplanowanego, bilety komunikacji miejskiej itp.

Opłaty stałe możemy monitorować poprzez konto internetowe, ale planuję te kwoty gdzieś chociaż po boku zapisać, żeby można było zliczyć do ostatecznej sumy kosztów utrzymania.

Sierpień był miesiącem totalnie nieszablonowym. I chyba lepiej, że nigdzie nie zapisywaliśmy wydatków. We wrześniu mam zamiar zapisywać każdą złotówkę, ale do tanga trzeba dwojga i muszę zmobilizować P. do pilnowania mnie.

Mamy rok na ustabilizowanie naszych pieniędzy. Nie jesteśmy w stanie odkładać zawrotnych sum bo jesteśmy na tzw. "dorobku", a ja jeszcze studiuję. Nie mamy też potrzeb typu wczasy w Turcji, czy samochód więc powinno być dobrze.

Share this:

CONVERSATION

3 komentarze:

  1. Ja, jako studentka, kiedy zorientowałam się, że pieniądze mi się topią, postanowiłam zrobić odręcznie tabelki i zbierać rachunki a potem zapisywać na co ile wydałam. Kawki na mieści, kosmetyki i ksero zajmowały mi olbrzymią część budżetu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zgodzę się z tym kserem... przed sesją fortuna nie nie idzie ;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń