piątek, 14 września 2012

Skill Shopping

Co tu się okłamywać, ja po prostu lubię zakupy. Uwielbiam kupować nowe gałązki do naszego mieszkania, jedzenie i kosmetyki. Za to kiedy muszę kupić prezent, ubranie czy buty to jestem jak stereotypowy facet - odciągam to jak długo się da.

Dla mnie każda rzecz w domu musi mieć swoją historię, ewentualnie kiedy zobaczę ją na półce w sklepie to serducho mi musi szybciej zabić. Ja po prostu nie potrafię pójść do sklepu i tak bezdusznie kupić coś, co możliwe, że będzie mi towarzyszyło do przysłowiowego końca życia. Weźmy np. taką chochelkę. Pierwszą kupiliśmy bo była potrzebna na gwałt - po jakimś czasie zardzewiała, bo żadne z nas nie zwróciło uwagi, że nie była ze stali nierdzewnej. Druga chochelka akurat była na promocji za śmieszne pieniądze - bezmyślne wrzucenie do koszyka. Wytrzymała trochę dłużej niż pierwsza, ale też zardzewiała. Po tej drugiej obiecałam sobie, że następna jaką kupię będzie ostatnią w moim życiu. Trochę czasu minęło, aż trafiłam na jakiejś wyprzedaży śliczną, czerwoną, z porządnego plastiku za 5 zł. Teraz jak nalewam nią zupę to za każdym razem się uśmiecham, bo ją po prostu lubię.

Z jedzeniem jest gorzej bo sama nie wiem czego chcę. Jednego tygodnia mam fazę na robienie zapasów, następnego na kupowaniu na bieżąco. Tyle razy układałam już sobie jadłospisy i listy zakupów wg nich, ale nigdy mi to w 100% nie wyszło. Opcja z zapasami jest o tyle dobra, że można je robić kupując produkty na promocjach. Zawsze przeglądam gazetki promocyjne, dobrze orientuję się w cenach poszczególnych produktów więc wiem, że na niektórych produktach zaoszczędzę kilka złotych. Jest tylko jedno ale... jak mamy  w domu dużo jedzenia to ono szybko znika. Ja pochłaniam słodycze i frytki, P. mięcho. Od jakiegoś czasu mobilizujemy się do pewnych zdrowych nawyków, ale sprawa pozostaje otwarta.

Kosmetyki... moje małe zboczenie (w przyszłości może zawodowe). Tego to zawsze mam w domu zapas ;) I to chyba jedyne produkty, które ZAWSZE kupuję po promocyjnych cenach. Mimo tego mojego hopla nie wydaję na nie dużo - na pewno nie więcej niż 100 zł miesięcznie. Staram się kupować polskie kosmetyki, zwykle są tanie i dobre. Zwracam uwagę na stosunek jakości, ceny i wydajności, często zanim coś kupię, czytam opinie i recenzje na blogach. Na pewno nie jestem z tych, co płacą tylko za markę.

Pozostaje ta nielubiana część zakupów, ehh. Ubrania najczęściej kupuję w SH. Po pierwsze tanio, po drugie nie muszę się martwić, że bluzka czy spodnie są z zeszłego sezonu, po trzecie wiem, że nie spotkam na mieście 10 dziewczyn w takich samych jak moja koszulkach. Buty... Glany to dobre obuwie, nie? Latem trampki, albo adidasy kupione w małym sklepie obuwniczym. Podobnie jak przy ubraniach: jest taniej i połowa miasta w takich nie chodzi (CCC i Deichmann O.o). Teraz planuję kupić sobie jakieś ładne, porządne i skórzane i nie glany ;)

 I ostatnia szczerze przeze mnie znienawidzona kategoria zakupów - prezenty. Kto to wymyślił?! Jak czegoś potrzebuję to sobie sama kupuję, a P. to jedyna istota, która trafia w mój gust. A kupowanie prezentów innym polega na zastanowieniu się ile należy na to wydać (no nie może być z promocji i za tanie), "co kupić?!" zwykle wszyscy wszystko mają, a potem wydać jeszcze trochę kasy na ładną kartkę i torebkę. Tak, wiem, można zrobić samemu, ale w naszym społeczeństwie w większości postrzegane jest to jako skąpstwo. Ja wychodzę z założenia, że prezentów nie powinno dawać się na konkretną okazję. Jak widzę coś i przez głowę mi przebiegnie, że komuś by się to spodobało/przydało to miło byłoby to kupić i podarować tej osobie tak o, bezinteresownie. Tylko czy ktoś jeszcze wierzy w bezinteresowność? :)

P.S. wpis miał być o tym, że ludzie nie potrafią gospodarować pieniędzmi na zakupach, a napisało mi się jak ja robię zakupy... przypadek?:D

1 komentarz:

  1. Ja jedzenie kupuję góra na 3 dni, ale np. są dwie rzeczy, które kupuję w nadmiarze - rzeczy które sprawiają, że po ich użyciu czuję się dobrze - maszynki do golenia i szampon.

    Kiedyś szlag mnie trafiał, jak potrafiłem budzić się rano nieogolony i z, wiadomo jakimi włosami, a tu zero dobrej maszynki i zero szamponu. Masakra !

    Teraz kupuję zawsze maszynki do golenia na dwa miechy do przodu

    (opakowanie z 10 maszynkami za 5,99 zł; wychodzi jakieś 60 gr za maszynkę) w markecie, ale lepszych maszynek w życiu nie używałem,

    a jeśli chodzi o szampon to mam teraz Shampoo Achem Piwny Bliżej natury (1 litr, bardzo gęsty, duża butelka) bardzo fajny, jeden z ciekawszych, jakie używałem. I nie ma strachu, że nagle się skończy.

    Pozdrawiam.

    Acha, zapomniałem, jeszcze są trzy rzeczy, których staram się mieć w większej ilości na zaś:

    -chusteczki higieniczne
    -herbata Saga (mam taki duży pojemnik na herbatę, że wejdzie do niego chyba nawet z 200 sztuk Sagi
    -zapas kawy.

    Nawet jeśli budzę się rano i mam pustą lodówkę, ale mam czym umyć głowę, czym się ogolić, mam herbatę i kawę ... to już wiem, że nie zginę :))

    OdpowiedzUsuń