czwartek, 13 grudnia 2012

Tangle Teezer - miłe zaskoczenie:)

Z okazji Mikołajek wpadło troszkę pieniążka więc postanowiłam się porozpieszczać. Na urodziny, dni dziecka i inne święta zwykle dostaję pieniądze, które jakimś cudem rozchodzą się raz dwa nie wiadomo na co. Teraz postanowiłam wydać je na rzeczy, na które już dawno miałam chrapkę, ale moja wrodzona oszczędność (hahah spadam z krzesła) nie pozwala wydać mi sporej sumy na kawałek plastiku bądź kilka(set) kartek. W grudniu postanowiłam rozstać się ze zdrowym rozsądkiem i nie żałuję :) 

Pierwszym prezentem jaki sobie sprawiłam jest Tangle Teezer. Tą szczotkę znają już chyba wszyscy więc nie będę się tu rozpisywać o obietnicach producenta.




Wybrałam nową wersję "Salon Elite", na allegro wraz z przesyłką zapłaciłam tylko 42 zł, a szczotkę miałam na drugi dzień! I... zakochałam się w niej po pierwszym przeczesaniu włosów. 

Szczotka ma owalny, dopasowany do dłoni kształt. Unowocześnieniem jest jej wygięcie, nie miałam starej wersji, ale wydaje mi się to dobrym rozwiązaniem - wspaniale dostosowuje się do kształtu głowy. No i te sławne silikonowe wypustki o dwóch długościach.

Mam gęste, grube włosy z tendencją do puszenia, a do tego końcówki lubiące się przesuszać. Rozczesywanie było naprawdę niezłą męką. Po tej szczotce nie spodziewałam się cudów, myślałam że to kolejny gadżet modny wśród bloggerek. Kiedy okazało się, że szczotka nie zatrzymuje się na "kołtunach" w połowie długości włosów uwierzyłam we wszystkie zachwyty nad nią. Zrobiłam jeszcze test na mokrych włosach bez odżywki i przepadłam. Teraz moją kolejną zachcianką jest wersja kompaktowa z barankiem Shaun ;) 

Fakt, 40 zł za szczotkę do włosów to dość dużo, ale uwierzcie mi, że warto. Zamiast batoników na przerwach pomiędzy wykładami, zamiast kolejnej zamówionej pizzy. Jeśli ktoś jeszcze się waha, to niech zrobi sobie prezent na święta, od Nowego Roku będziemy oszczędzać :D

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam... Ale są zachciewajki, które odczepić się od człowieka nie chcą ;)

      Usuń
    2. czasem to sobie myślę, że dziwna ze mnie kobieta. z kosmetyków wystarczy mi podkład, puder, kredka, tusz do rzęs i trochę różu ;) żadne buty, bluzki, kolczyki nie budzą u mnie ochów i achów, nie dręczą mnie. nic a nic. są za to inne zachcianki. od wczoraj jest nią drewniany młynek do pieprzu z regulacją grubości mielenia ;) no i porządnym kompletem meeeega ostrych noży nie pogardzę ;) kocham tą swoją inność.

      Usuń
    3. Ja akurat kosmetyki lubię;) Ale jak mam iść kupować buty albo ubrania to jestem chora, łażenie po centrach handlowych w babskim wydaniu jest mi zupełnie obce i jestem raczej po stronie tych biednych, ciąganych za sobą facetów... O tak, przedmioty do domu to jest to! Z noży polecam Fiskarsa (sama się na nie czaję aktualnie) a młynek to mi się marzy do kawy :)

      Usuń