piątek, 28 grudnia 2012

Zdobycze z Biedronki - silikonowa foremka do lodu i przyprawniki

Biedronka jest naszą sponsorką w kompletowaniu przyborów kuchennych. I niech sobie ludzie mówią, że to sklep dla biedaków, niech sobie przepłacają jeśli mają takie widzi mi się. Ja tam owada lubię i co jakiś czas dokupuję gałązkę do naszego gniazdka. 



Dzisiaj padło na komplet do przypraw (młynek do pieprzu + solniczka) oraz foremkę do lodu/czekoladek/ciasteczek w kształcie kwiatków. Wszystko produkowane dla Delco. Solniczkę i młynek mam zamiar używać zgodnie z przeznaczeniem, a foremki używać do małych, ręczne robionych mydełek (kiedyś nadejdą takie czasy).




Młynek i solniczka są porządnie wykonane, mechanizm chodzi bez zarzutu. Teoretycznie można sobie regulować grubość mielenia, ale ja nie widzę różnicy. A foremki, jak to foremki. Takie jak wszędzie tylko tańsze. Zarówno przyprawników jak i foremek mamy kilka wzorów do wyboru.

Cena przyprawników: 14,99
Cena foremek: 5,99

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Jacobs Kronung Millicano - moja nowa miłość

Ktoś chyba wysłuchał moich próśb o to, żeby pojawiła się kawa rozpuszczalna o smaku mielonej. Nie wierzyłam reklamie, ale jakimś cudownym trafem dołączyli saszetki Millicano do bonów sodexo. Zaparzyłam, spróbowałam i przepadłam! W sklepie widząc cenę mój entuzjazm troszkę osłabł (15 zł za 95g w promocji!), ale P. włożył do koszyka i sprawa była załatwiona:) Jak ja zazdroszczę w takich sytuacjach facetom...

Kawa w 85% składa się z rozpuszczalnej, a 15% to bardzo drobno zmielone ziarna kawy. Praktycznie wszystko się rozpuszcza, zostaje maleńka ilość osadu na dnie, ale nic nam w zębach nie zgrzyta. Najważniejszy jest oczywiście smak, dla mnie czysta kawowość. Idealne rozwiązanie dla lubiących wygodę rozpuszczalnych i smak mielonych.

Kawa stawia mnie na nogi, np. w takiej sytuacji jak teraz kiedy wpadam do domu na dosłownie pół godziny i znowu muszę gdzieś lecieć...


P.S. Muffinka robiona przez P. - pyyyycha, nawet wytrawnym smakoszom z akademika smakowała:)
P.S. 2 - Kupiłam kolejny numer Twojego Stylu, a nie zdążyłam przeczytać poprzedniego... czemu doba nie ma więcej godzin? Pora zorganizować sobie wieczór z prasą;)

czwartek, 13 grudnia 2012

Tangle Teezer - miłe zaskoczenie:)

Z okazji Mikołajek wpadło troszkę pieniążka więc postanowiłam się porozpieszczać. Na urodziny, dni dziecka i inne święta zwykle dostaję pieniądze, które jakimś cudem rozchodzą się raz dwa nie wiadomo na co. Teraz postanowiłam wydać je na rzeczy, na które już dawno miałam chrapkę, ale moja wrodzona oszczędność (hahah spadam z krzesła) nie pozwala wydać mi sporej sumy na kawałek plastiku bądź kilka(set) kartek. W grudniu postanowiłam rozstać się ze zdrowym rozsądkiem i nie żałuję :) 

Pierwszym prezentem jaki sobie sprawiłam jest Tangle Teezer. Tą szczotkę znają już chyba wszyscy więc nie będę się tu rozpisywać o obietnicach producenta.




Wybrałam nową wersję "Salon Elite", na allegro wraz z przesyłką zapłaciłam tylko 42 zł, a szczotkę miałam na drugi dzień! I... zakochałam się w niej po pierwszym przeczesaniu włosów. 

Szczotka ma owalny, dopasowany do dłoni kształt. Unowocześnieniem jest jej wygięcie, nie miałam starej wersji, ale wydaje mi się to dobrym rozwiązaniem - wspaniale dostosowuje się do kształtu głowy. No i te sławne silikonowe wypustki o dwóch długościach.

Mam gęste, grube włosy z tendencją do puszenia, a do tego końcówki lubiące się przesuszać. Rozczesywanie było naprawdę niezłą męką. Po tej szczotce nie spodziewałam się cudów, myślałam że to kolejny gadżet modny wśród bloggerek. Kiedy okazało się, że szczotka nie zatrzymuje się na "kołtunach" w połowie długości włosów uwierzyłam we wszystkie zachwyty nad nią. Zrobiłam jeszcze test na mokrych włosach bez odżywki i przepadłam. Teraz moją kolejną zachcianką jest wersja kompaktowa z barankiem Shaun ;) 

Fakt, 40 zł za szczotkę do włosów to dość dużo, ale uwierzcie mi, że warto. Zamiast batoników na przerwach pomiędzy wykładami, zamiast kolejnej zamówionej pizzy. Jeśli ktoś jeszcze się waha, to niech zrobi sobie prezent na święta, od Nowego Roku będziemy oszczędzać :D

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Czas na kawę z syropem

Od jakiegoś czasu "kolekcjonuję" syropy do kawy. W bardzo odległych czasach marzy mi się kurs baristy, tak dla siebie i moich gości. Chcę być baristką w kapciach, o! Chciałabym też wypasiony ekspres do kawy, żadne tam dolce gusto...ale to są bardzo odległe marzenia :) 

Post miał być o syropach więc ta dam!:


Seria Victroria's to syropy barmańskie (bezalkoholowe) przeznaczone do kaw i drinków. Produkowane przez firmę Cymes posiadają rekomendację Stowarzyszenia Polskich Barmanów. W ofercie mają ich chyba ze 20 rodzajów, a moja skromna kawowa kolekcja zawiera:
  • amaretto - pyszny, aromatyczny syrop do kawy. Kawa smakuje jak z prawdziwym likierem, tyle że bez szumu w głowie ;)
  • kokos - do kawy niezbyt się nadaje, dla mnie jest wtedy zbyt mdła. Za to jest świetny do mleka, dodaje kilka kropelek i mam smaczne mleko kokosowe - w liceum kupowałam takie w automacie na kawę
  • imbir - jedna z moich ulubionych przypraw, syrop kupiłam głównie jako dodatek do piwa, ale jeszcze nie miałam okazji spróbować
  • orzech - mój ulubiony z tej serii, orzechowa kawa smakuje wyśmienicie
  • wanilia - jest na trzecim miejscu po orzechu i amaretto. Jak dla mnie smak za mało egzotyczny;) Jeśli doda się za dużo to czuć chemiczny posmak
Butelka zawiera 490 ml syropu, a cena waha się od 10 zł w promocji do 15 (cena regularna w Realu). Syropy niestety nie mają niekapków, ale na stronie producenta można kupić specjalną pompkę. Sama butelka jest prosta, ale etykietki są piękne, z fajnymi rysunkami i bogatymi zdobieniami:) 

A teraz mój i P. faworyt jeśli chodzi o syropy: karmelowy Bellarom z Lidla. Aktualnie jest w promocji, za butelkę 350 ml zapłacimy tylko 4,44 zł. Są jeszcze waniliowe i o smaku orzecha laskowego. Syrop jest troszkę rzadszy niż poprzednicy, ale bardziej słodki, więc wydajność podobna. Karmelu używamy głownie do kawy, ale z kakao też smakuje wyśmienicie - generalnie nasz numer jeden.

Na talerzyku ulubione ciastko P.: donut z Lidla. Kosztuje 0,89 zł i jest niebem w gębie ;) Puszysty, słodki w sam raz do kawy:)

niedziela, 9 grudnia 2012

Pierniczki - przepis i zdjęcia ;)

Na dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy robienie pierniczków na święta. Powiedzmy, że nam wyszło, przecież nikt nie powiedział, że od razu mamy robić wszystkie i dekorować... ;)

Pierniczki z tego przepisu wychodzą bardzo smaczne, miękkie i przyjemne w obróbce.
  • 1,5 kg mąki
  • 1 kg cukru
  • 500 g margaryny
  • 250 ml śmietanki 18%
  • 3 czubate łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 1 duży proszek do pieczenia
  • 1 czubata łyżka sody
  • 3 opakowania przyprawy do pierników
I jak się do tego zabrać?

Na początku z 3 łyżek cukru robimy karmel czyli patelnia, mały ogień, wsypujemy ten cukier na rozgrzaną patelnię i dodajemy odrobinę wody. Dosłownie łyżkę. Po jakimś czasie dzieje się cud i cukier rozpływa się jako brązowawa ciecz:) 

Do garnka wlewamy śmietankę, dodajemy cukier i kakao i wszystko gotujemy. Potem dodajemy karmel i margarynę. Wymieszaną brązową, gęstą ciecz zostawiamy do ostygnięcia. Jak już będzie zimne to wsypujemy resztę składników czyli mąkę, proszek do pieczenia, przyprawę, sodę i jajka. Po dokładnym wymieszaniu wstawiamy wyrobioną masę do lodówki na noc. Rozwałkowujemy na placek grubości 0,5 cm i wykrawamy ciasteczka ;) Pieczemy 10 minut w temperaturze 180 stopni.

Spostrzeżenia: Masa przed wstawianiem do lodówki jest dosyć rzadka, ale pod wpływem zimna staje się twarda więc nie ma co dosypywać mąki. W przepisie niby jest cała noc, ale nam 3 godziny wystarczyło ;) I ostatnie, najważniejsze: pierniczki podczas pieczenia rosną!!! Nie wzięliśmy tego pod uwagę przy pierwszej partii i mieliśmy piernika w kształcie blaszki :)






Smacznego!

środa, 5 grudnia 2012

Poczułam zimę i święta :)

Hasłem wczorajszego wieczoru było: "Patrz, śnieżek prószy" ;) No bo prószył, a dziś rano na trawniku była niezła pierzynka. Kocham Polskę m.in. za te cztery pory roku, ciągle jakieś zmiany. Ja zdecydowanie jestem zwierzęciem sezonowym ;)

Na zakupach ciągle miałam śnieżny i świąteczny nastrój, więc do koszyka wpadło kilka nastrojowych produktów:

Anyż! Zawsze lubiłam cukierki anyżowe, takie czarne landrynki kupowane w Syriuszu na przeciwko liceum <3. Uwielbiam ten zapach, teraz jest moim numerem jeden (imbir spadł na drugie miejsce)!

Ciasteczka korzenne z błyszczącymi pisakami do dekoracji ;) Pobawimy się nimi w przyszłą środę, którą ogłosiliśmy dniem ciasteczek.

Przyprawa do ponczu. Wyżebrana drgającą wargą i mokrymi oczkami ;) Ale wina już się nie udało, przyprawa poczeka na lepsze czasy... na wypłatę?

Zimowa czekolada, internet od niej huczy i dobrze, bo jest przepyszna!

Czekoladowe kropelki - do muffinek w następną środę.

A teraz ta dam! Herbata z pomarańczą, malinowym sokiem, miodem i anyżem. Jedna gwiazdka starczyła na duuuuży dzbanek herbaty, podejrzewam, że drugi raz też można jeszcze użyć. Aromat przepiękny w całej kuchni ;) W smaku idealna.

A teraz zdjęcie z mojego centrum dowodzenia światem czyli kuchni:

I jak tu nie mieć banana na gębie?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pisanie magisterki - czy to może być przyjemne?

Zdecydowanie TAK! Wszystko zależy od naszego podejścia do sprawy. Słowem wstępu mam już napisaną większą połowę części teoretycznej, dziś i jutro mam nadzieję na finisz. Nie mam pojęcia co na to powie moja pani promotor, ale będę miała czas na poprawę ewentualnych błędów - obrona przecież dopiero w czerwcu. Temat mam trochę śmierdzący bo o oczyszczalni ścieków ;) Ale wgłębiając się w temat naprawdę mnie to zaciekawiło - szczególnie oczyszczanie biologiczne. 

A teraz kilka rad dla osób piszących pracę licencjacką/inżynierską/magisterską (po przebojach z inżynierką mogę wszystko):
  • nie traktujcie tego jako przykry obowiązek - nawet jak jest to praca odtwórcza to można naprawdę znaleźć fajne zagadnienie, mi szczerze mówiąc sprawia frajdę dokładne wgłębianie się w temat.
  • nie idźcie do wyluzowanych promotorów! Oni są wyluzowani, a wy będziecie mega zestresowani przed obroną - naprawdę nie warto. Lepiej przez rok przeżywać małe stresy niż w miesiąc przed terminem zero wyrywać włosy z głowy
  • nie czekajcie do ostatecznego oddania (haha, właśnie przekroczyłam termin), naprawdę lepiej pisać po troszeczku codziennie niż ślęczeć cały dzień - świeży umysł niezbędny
  • warto wcześniej zgłębić literaturę, przeczytać podobną pracę
  • sprawiać sobie małe nagrody za kolejne strony, rozdziały. Pisanie ma nam sprawiać przyjemność ;) 
 Mój zestaw na dziś:) Świeczka z Rossmana o zapachu truskawkowej czekolady, kawa z amaretto, prinsessa tiramisu, maseczka (nie tylko umysł ma być piękny) i desperados na rozwiązanie języka ;) Szkoda, że Mężczyzny w domu nie ma, ale przynajmniej posiedzę tu co najmniej do północy czekając aż wróci.