piątek, 27 grudnia 2013

Uff, udało się!

Teraz mogę się już nazywać prawdziwą kurą domową - organizację świąt w Naszym Gniazdku mam już za sobą. Było miło i chyba tak, jak powinno być - żadnych niezręcznych sytuacji ani nic w tym stylu. Tak się z A. zorganizowałyśmy, że przed kolacją wigilijną miałyśmy kilka godzin luzu - dla mnie to nowość, bo z mamą ledwo wyrabiałyśmy się na czas ;) 

Jedynym zmartwieniem tych kilku dni była praca P. Niestety miał nocki, ale pracował zdalnie z domu, więc chociaż tyle dobrego. Rozwaliło to nam wszelakie normy godzinowe dla snu i zwykle połowa spała, a połowa jadła :D Na szczęście na wspólne spędzanie czasu też znalazło się miejsce :)

No to teraz trochę zdjęć ;)

1. Nie ma jak robienie sernika w warsztacie P. na maszynce do mięsa odziedziczonej od jego prababci ^.^

2. W tym roku chyba wszyscy byliśmy bardzo grzeczni ^.^ Co do choinki, to stało się już tradycją, że wybieramy tą najmniej urodziwą - żeby czasem nie spędziła Wigilii jako ta niechciana ;) Ubieranie oczywiście w wigilijny poranek i to tak, żeby żadna gałązka nie była smutna! ;)


3. Świąteczne układanie puzzli, jupi! Miałyśmy układać je całą noc, ale koło drugiej wymiękłyśmy... Dokończyłyśmy na drugi dzień. 


4. Aaa ozdabianie pierniczków i nasz zmysł artystyczny. Pleśnie, autyzmy i niebiesko-zielone palce ;) No powiedzcie, że śliczne ;)


5. I na koniec coś, co jest rzadkim widokiem: ciastka w puszce od ciastek! Mi i reszcie zgromadzonych kojarzyły się tylko z przyborami do szycia ;)


Także tego... Fajnie było! :) A jutro jadę na powtórkę ze świąt do rodziców - znowu zajdę w ciążę spożywczą ;)

A jak tam u Was minęły święta? Może ktoś z Was urządzał je też pierwszy raz? Nie powiem, troszkę się tym faktem stresowałam ;)

piątek, 20 grudnia 2013

Przedświąteczny brak czasu

Tak jak myślałam... W ostatnim wpisie było o tym, że do Wigilii mamy jeszcze 10 dni, a teraz zostało już tylko cztery. Aaa, ratujcie! Pomysłów na notki oczywiście od groma, ale z realizacją ciężko. Próbując ogarnąć wszystko to co się wokół dzieje, zrobiłam sobie mały przedświąteczny planner - tabelka na każdy dzień z podpunktami i po kolei skreślam.

Dzisiaj bawiłam się w lepienie pierogów - jedna potrawa już gotowa ;)

Trochę polatałam po sklepach za świątecznymi specjałami, dzisiaj część zakupów przywiózł miły Pan z Tesco (chwała temu, kto wymyślił zakupy spożywki on-line), tu część mojej kolekcji:


Pierogi już zjedzone, jeśli ktoś się zastanawia czy dobre, to ja zdecydowanie polecam. Następnym razem kupię gotowe zamiast klnąć pod nosem, że moje nie chcą się sklejać:D

A! Jeśli już mówiłam o Tesco, to odebrałam patelnię Fisslera za naklejki. Pewnie wkrótce pojawi się recenzja ;) Idą jak świeże bułeczki, więc radzę się spieszyć, bo jest genialna.

Dobra, lecę - noc jeszcze młoda, zdążę coś sprzątnąć:D

sobota, 14 grudnia 2013

Menu na Wigilię - zostało tylko 10 dni!

Jakiś tydzień temu dowiedziałam się, że urządzam w Naszym Gniazdku Wigilię. Pierwsza myśl: super! Kolejne... Huszi, wiesz w ogóle od czego zacząć?! Niby to tylko kolacja na cztery osoby, a mamie P. daleko do stereotypowej teściowej, ale chyba zaczynam się powoli stresować. Wiem, że wszystko wyjdzie fajnie i miło, ale przede mną dziesięć dni dylematów typu kolor obrusu, wkładać sianko czy nie? W sumie to mnie to kręci ;)

Usiedliśmy dzisiaj i zrobiliśmy spis 12 potraw. Wygląda to naprawdę smacznie i już cieszę się na te chwile w kuchni, kiedy "ciacho w piekarniku", a ja kleję pierogi. Podejrzewam, że za tydzień nie będzie mi już tak wesoło.

Ta daaaam! Oto plackowa lista potraw na Wigilię:

  • śledzie pod pierzynką*
  • zupa śledziowa + ziemniak* (P. gada mi o tej zupie od kilku lat, wiecie może co to takiego?!)
  • ryba po grecku
  • ryba w galarecie
  • ryba smażona
  • koreczki śledziowe
  • pierogi ruskie
  • barszcz z uszkami
  • kluski z makiem*
  • sałatka jarzynowa*
  • krokiety*
  • pieczone pierożki
*te dania mam zrobić własnoręcznie - P. zagroził, że jak je kupię, to będzie eksmisja na balkon:D

A teraz mięcho na pierwszy dzień świąt:
  • bigos*
  • skrzydełka + udka z kurczaka
  • pieczeń
  • gyros
I trochę słodyczy:
  • domek baby jagi - sernik z herbatnikami
  • śmietanowiec
  • muffinki
  • cukierki czekoladowe
  • ciastka
  • owoce
Uff, wyobrażacie sobie ile to roboty? Pewnie nie będę tego wszystkiego robiła sama, ale i tak mnie to przeraża :) Robienie listy zakupów zostawiam sobie na jutro. 

A jak tam u Was przygotowania? Idziecie do rodziców, czy urządzacie u siebie? ;)

P.S. Po świętach postaram się wrzucić zdjęcia wszystkich tych pyszność:)

czwartek, 12 grudnia 2013

Trójwarstwowa kawa wg Huszi

Zastanawiałam się, czy to caffee macchiato, czy inny wytwór... Szczerze nienawidzę tych wszystkich wymyślnych nazw kaw i potraw. Dla mnie istnieje kawa, kawa z mlekiem, kawa z pianką, ewentualnie z jakimś alkoholem. No! A ta jest po prostu trójwarstwowa i tak wygląda:


Co nam będzie potrzebne?
  • kawa (u mnie biedronkowa)
  • mleko (koniecznie 3,2% albo bardziej tłuste)
  • opcjonalnie śmietanka 12%
  • sosy do deserów (najlepiej czekoladowy)
  • spieniacz do mleka (na all za ok. 30zł*)
  • coś z dziubkiem, dzbaneczek, konewka coś w tym stylu, u mnie mlecznik ;)
  • szklanki
Jak robimy?
  1. Na początek robimy mocną kawę ("esspresso") - u mnie to trzy płaskie łyżeczki kawy na 250 ml wody.
  2. Później wlewamy zimne mleko do szklanki, tak mniej więcej do 1/4 (w porywach do 1/3) szklanki
  3.  Spieniamy mleko - ja ubijam piankę na najmniejszym gazie, podobno ciepłe ubija się lepiej/szybciej. Mleko dla baristów ma chyba 4% tłuszczu, więc ja swoje 3,2% ulepszam śmietanką - tyle ile mi się uleje. Spienionym mlekiem uzupełniamy szklaneczki. 
  4. Zaparzoną kawę wlewamy do pojemniczka z dziubkiem i powoli wlewamy do mleka - czary mary, robią się śliczne trzy warstwy: na dole mleko, potem kawa, na górze pianka. 
  5. A teraz wzorek... Sosem do deserów robimy kółeczka, mogą być różne kolory.
  6. Wykałaczką robimy wzorek rysując promienie przechodzące przez kolejne kółeczka (no inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię). I wychodzi taka gwiazdka:
Przede mną eksperymentowanie z innymi zdobieniami, efektami na pewno się pochwalę;) 

*jedyne zastrzeżenie do mojego spieniacza - bardzo niskiej jakości plastik, ma taki swój specyficzny zapach, którego pozbyć się nie mogę;/ 

To kto wpada do mnie na kawę? ;)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Cebulki Zapiekane Stanhal-Eco-Food

Dawno, dawno temu pisałam o zapiekanej cebulce Culineo z Biedronki - KLIK!. Po jakimś czasie dostałam za tą recenzję podziękowania od jej producenta - calutki karton pysznej, chrupiącej cebulki! Dzisiaj otworzyłam ostatnią już paczuszkę i... z zawstydzeniem przypomniałam sobie, że nie napisałam jeszcze recenzji na blogu. Moja wina. 


Jest to identyczny produkt jak w Biedronce, tyle że w oryginalnym opakowaniu. Producent (http://www.stanhal.pl/) zapewnia, że cebulka nie jest smażona, tylko prażona - dzięki temu nie muszą być dodawane do niej żadne ulepszacze: skład to tylko cebula, olej i mąka. 

Cebulkę można stosować praktycznie do wszystkiego, do zup, domowych hamburgerów i hot-dogów, ale najlepsze rozwiązanie moim zdaniem to posypanie nią pierogów ruskich <3. (Informacje o tym, że zjadłam połowę paczki łyżką prosto z opakowania pominiemy). O i jeszcze moja mama piekła z tą cebulką chleb cebulowy - zjadaliśmy zanim ostygł. 


A teraz pędźcie do Biedronki, !nie paczcie na ilość kalorii! - i kupujcie. W święta na pewno się przyda :) <chrup, chrup>

niedziela, 8 grudnia 2013

Tydzień w zdjęciach

Przez ostatnie kilka dni nie byłam sobą, widmo nauki chyba na mnie źle podziałał. Stąd właśnie taki mały zastój na blogu, ale od jutra obiecuję się poprawić. Chcecie recenzję pysznych herbatek czy może szamponu BingoSpa? 

Ok, a teraz żeby nie było, że nic nie robiłam:

1. Rastuśka - "a świeć sobie tą lampą, mnie to nie rusza"
2. Prezenty od Mikołaja - urocza szkatułka (napatrzeć się nie mogę) i cieplutkie skarpetki z motywem świątecznym ^.^
3. Osiołek! W sobotę byliśmy na planszówkach, a potem na jarmarku świątecznym. Niestety renifery do zdjęć się nie załapały. 
4. Grad, koty nie ogarnęły ;) Chwilę później spadł śnieg - luuuubię to! (pomijam, że nie mam butów na zimę:D)
5. Rachunkowość finansowa - zaliczone na 4, ale nie polubiłyśmy się jeszcze... Poczekaj ty, jeszcze cię rozgryzę!
6. Nowy monitor - Placki zdecydowanie to lubią! :) 
7. Karton, najlepszy przyjaciel kota. Dziś mieliśmy okazję widzieć galopujący karton.
8. Kanapeczki dla P. - trzeba dokarmiać samca, co by przed nowym monitorem nie umarł z głodu. 
9. Łiiii, osiedle poczuło święta - ślicznie to wszystko wygląda :)

A Wam jak tydzień minął? Ksawery Was nie porwał?

środa, 4 grudnia 2013

Wyprzedaż i promocja w Realu

Nie znalazłam nigdzie oficjalnej informacji o dokładnej dacie przekształcenia się hipermarketów Real w Auchan, ale na sklepie można wyczuć, że coś się szykuje. Między innymi trafiłam na wyprzedaż kosmetyków. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wyszperała ;)

Część wyprzedaży stała na kartonowych stojakach, a kolorówka była w małych koszyczkach. Jak się można domyślić, to wszystko było zmacane... 



1. Miss Sporty, Kohl Kajal eye pencil, 020 sapphire - miękka kredka w ciekawym kolorze. Trwałość średnia, ale dla mnie wystarczająca. Zmacaną końcówkę po prostu zatemperowałam. Kosztowała aż 1 zł ;)

2. Meybelline, Colorsensational Lip Liner 440 Coral Fire - stosuję do oczu, trochę twardsza i trwalsza niż Miss Sporty. 3 zł.

3. Kleenex, balsam soothing nose & balm - Trochę się zawiodłam, bo okazało się, że to zwykła wazelina. Nie wiem czemu, ale miałam nadzieję na coś mentolowego. Ok, 2 zł nie majątek, a produkt się przyda. Zapakowany był, więc zmacanie niemożliwe ;)

4. La Chinata Lip Balm SPF 8 - Zapach i smak identyczny jak tych wszystkich błyszczyków dodawanych do gazet typu Bravo, przypomniały się szczeniackie lata ;) Skład oparty na wazelinie, działanie niezłe. Balsam kosztował 1 zł ;)

5. Head&Shoulders, Odżywka przeciwłupieżowa jedwabista miękkość. Jej siostra (KLIK) przypadła mi do gustu :) 360ml za 7 zł.

Oprócz tego w Realu dostępnych jest mnóstwo zestawów prezentowych, skusiłam się na Tutti Frutti od Faramony. Za masło (275ml), peeling (120ml) i olejek do kąpieli (500ml) zapłaciłam tylko 15,99 zł! Jeżyna&malina pachnie malinową mambą, po jakimś czasie jakaś jeżyna też się wybija. Pewnie kiedyś będzie recenzja.


A Wy wiecie może co z przemianą Real-Auchan?:> 

wtorek, 3 grudnia 2013

-25% na kawy w Biedronce

Te kilkudniowe obniżki cen w biedronce jakoś mnie nie rajcowały. Czasem coś wpadało, ale nie w ilościach "zapasy na koniec świata". No to dzisiaj zaszalałam z kawami! Oto moja skromna kolekcja:


1. Cafe d'or Gold - dla mnie to biedronkowy odpowiednik złotego jacobsa (od niedawna też dostępnego w B.) 200g za 9,74 zł

2. O Poranku - w sumie to po nią głównie się wybrałam. Z opisu wynika, że to połączenie 70% kawy zbożowej z 30% kawy instant - super rozwiązanie. Próbuję ograniczyć ilość kawy (tak, wiem, widać to po załączonym obrazku;) więc jak podejdzie mi smakowo, to zostanie z nami na dłużej. Słoik 300g za 6,74 zł.

3. Nescafe Classic - wiem, że nie każdemu ona smakuje, ale dla mnie może być :) Puszka 240 g za 12,36 zł

4. Douwe Egberts Caramel - mały słoik na spróbowanie :) Kawę z lidlowskim syropem karmelowym uwielbiam, mam nadzieję że wyjdzie coś podobnego:) 95g za 8,99 zł.

5. La movida Cappuccino - orzechowe i z magnezem. W sumie nie pijam, ale może kiedyś zrobię jakieś ciasto, albo goście sobie zażyczą - za tą cenę grzech było nie wziąć :D Podobno w smaku identyczne jak Mokate (ten sam producent) 130g za 1,71 zł. 

Oprócz tego w domu mam jeszcze Jacobs Velvet, sypaną MK Premium no i ziarnistą. Jeśli tej zimy nastąpi jakiś armagedon to mam pewność, że kawy mi nie zabraknie :D 


P.S. Od czwartku promocja na czekolady. Od miesiąca nie jem słodyczy, ale może jakaś wpadnie jako dodatek do prezentów;) Rzuciła mi się dzisiaj w oczy Lindt Pistacjowa z migdałami - musi być boska! ;)

niedziela, 1 grudnia 2013

Duuuuże denko - listopad 2013

Jestem z siebie dumna, wykończyłam zalegające od dawna resztki kosmetyków i teraz mogę pochwalić się denkiem ;) No to lecimy:

PRODUKTY DO WŁOSÓW


1. Tania Naturals - zwykły pokrzywowy szampon, szału nie robił. 

2. Timotei with Jericho Rose Wyrazisty Kolor - nie, nie, nie. Nigdy więcej perłowych szamponów. Moje włosy ich zdecydowanie nie lubią. 

3. Head&Shoulders - odżywka przeciwłupieżowa do codziennej pielęgnacji - recenzja TUTAJ

4. Garnier Ultra Doux - awokado i masło karite - wszyscy ją znają, u mnie sprawdza się idealnie :)

5. Nivea, Diamond Gloss - chyba się nie polubiłyśmy, przy okazji wypróbuję sławną Long Repaire, jeśli ona też się nie sprawdzi, to daję sobie spokój z tą firmą.

6. Loton, Jedwab do włosów - odżywka w sprayu. To moje trzecie opakowanie, wcześniej się sprawdzała, a teraz jakoś średnio. Może kiedyś wrócę.

7. Szczotka do włosów - nadszedł jej czas. Aktualnie używam TT, ale do robienia kucyków się nie nadaje, więc zwykłą też mam zawsze pod ręką ;)

PIELĘGNACJA CIAŁA

8. Original Source Plum&Maple Syrup - limitka z zeszłego roku. Zapach fajny, ale zaczynam mieć wątpliwości, co do innych właściwości żelu. Jakiś taki niewydajny, zapach szybko się ulatnia... Mam jeszcze jedną wersję, no ale kokosowa też mnie kusi:D

9. Isana Dusch Peeling - nigdy więcej. Recenzja TUTAJ.

10. Ziaja, Pomarańczowe mleczko do ciała, Energia Pomarańczy - Fajny, lekki balsam. Zapach idealny na lato, na pewno kiedyś wrócę. Wielki plus za pompkę - fantastyczne rozwiązanie.

11. Ziaja Intima - bardzo mi podpasował :) Duży, wydajny i w całkiem przyjemnej cenie - czego chcieć więcej?

12. Dove, żel pod prysznic - miniaturka. Nigdy Dove nie miałam, ale przy najbliżej okazji to zmienię :)

POZOSTAŁE:


13. Listerine Fresh Burnt - nasz ulubiony, któraś butelka z rzędu :) Polecam :)

14. Rijana Face, tonik alkoholowy. Wykończyłam, ufff ;)

15. Wibo, eyliner - klasyk. Zanim nauczyłam się nim malować zdążył się zepsuć - teraz kupiłam brąowo-złoty :)

16. Avon, sztyft na wypryski - skończone i nie chcę mieć z nim więcej nic wspólnego:D

17. Ziaja, krem witaminowy nawilżający - lekki, szybko się wchłaniał i był całkiem ok. Znalazłam lepszy (Uroda Melisa), więc ten zużyłam jako balsam - w tej wersji sprawdzał się idealnie, nigdy nie miałam takiej gładkiej skóry ;)

18. Be4Me - woda toaletowa z Biedronki. Pachnie ogórkami, mówili mi, że identycznie jak zielony jabłuszko DKNY. Nie wiem, bo oryginału nie wąchałam. A te biedronkowe okazały się mega trwale;)

PRÓBKI

Żadna mnie nie zachwyciła, ale po użyciu podkładu Estee Lauder mój P. stwierdził, że "pachnę" Bondem...

Uff, to już wszystko. Prawda, że ładnie się w tym miesiącu spisałam?:D A jak Wasze zużycia?

piątek, 29 listopada 2013

Przepiśnik z Biedronki

Tak, mam i ja! 
Jak tylko zobaczyłam przepiśnik w gazetce, od razu zaświeciły mi się oczka i zażyczyłam go sobie od P. z okazji mojego miesiąca. Później przyszedł zdrowy rozsądek i wytłumaczył na spokojnie, że już mam zeszyt z przepisami, że i tak niczego ostatnio nie piekę i że właściwie kucharka ze mnie... wspaniała inaczej. Ok, zrozumiałam.

Dzisiaj jednak otworzyła mi się Biedronka "rzut beretem", trzeba się było wybrać na przeszpiegi. No i pech. Przepiśniki były takie słodkie, że nie można było obok nich przejść obojętnie... Ok, pomyślałam, że kupię, trochę w domu poleży i będzie komuś na prezent. Jasne... Jak tylko go otworzyłam, to wiedziałam, że nikomu go już nie oddam. 

O co tyle pisania? No popatrzcie sami jaki piękny przepiśnik:


Otwieramy i widzimy taką oto stronę. No i jak tu komuś coś takiego sprezentować, jak to (tylko) ja jestem perfekcyjną gosposią? ;)


Dalej mamy kieszonkę na swoje karteluszki i fajny przelicznik miar i wag. Gizmelli też się przepiśnik spodobał ;)


Potem mamy osiem stron z 16 przepisami, dla mnie nic ciekawego, ale jak są, to niech będą ;) No i przechodzimy do sedna, czy tam serca przepiśnika - miejsca na nasze przepisy. Wszystko podzielone jest na siedem kategorii:
  • małe co nieco
  • sałatkowy ogród
  • kraina zup
  • obfity posiłek
  • słodkości
  • od wielkiego święta
  • specjały pani domu


Każda kategoria to 25 stron, na których możemy zapisać aż 50 różnych przepisów. Jak dla mnie to pewnie wystarczy do końca życia. Brakuje mi co prawda działu z przetworami, ale myślę, że można je wrzucić w specjały pani domu, albo zamiast zup ;)

Do wyboru mamy aż sześć różnych wzorów - wszystkie piękne! Przepiśnik kosztuje tylko 22 zł, jest formatu troszkę większego zeszytu i ma 336 stron. Jeśli macie na niego ochotę, to się spieszcie, bo idą jak świeże bułeczki ;)


środa, 27 listopada 2013

5 na 5, czyli pięć posiłków na cały tydzień #3

Od kiedy zaczęliśmy robić szczegółowy jadłospis, to rzeczywiście czuję, że mam kontrolę nad tym co jem. Oprócz tego zauważyłam, że właściwie nie marnujemy jedzenia - oszczędność jak ta lala ;) Oczywiście nie jest to super jadłospis opracowany przez dietetyka - po prostu zwykłe/przeciętne odżywianie normalnej pary.

Teraz akurat wypada tydzień, kiedy P. ma zmianę od 16 do 24, co zawsze stanowiło problem w dopasowaniu pór posiłków. Ale wymyślił, że jak rano (10) wstaje, to może zjeść sobie spokojnie śniadanie, potem wspólny obiad, a II śniadanie, podwieczorek i kolację zabiera ze sobą do pracy. Muszę przyznać, że taki układ jest naprawdę wygodny. Trzeba tylko pamiętać, że aż trzy posiłki muszą być "jedzeniem na wynos", czyli żadnego czosnku, bu:D

PONIEDZIAŁEK:
Ś:
O: warzywa na patelnię z ryżem
II Ś: bułki
P: owoce
K: kefir

WTOREK:
Ś: bułki
O: wątróbka
II Ś: pierogi
P: sałatka
K: serek wiejski

ŚRODA:
Ś: kanapki
O: cevapcici
II Ś: kanapki
P: kaszka manna
K: kefir

CZWARTEK:
Ś: kiełbasa na gorąco
O: zupa pomidorowa
II Ś: brokuły
P: kanapki
K: serek wiejski

PIĄTEK:
Ś: jajecznica
O: kurczak
II Ś: kalafior
P: owoce
K: kefir

Dania obiadowe oczywiście składają się też z jakiś ziemniaków, ryżu czy kaszy, ale to dopasowuję na bieżąco:) Zależy czy mam czas na gotowanie ziemniaków, czy może wolę w tym czasie grać w Muaraba ;) A i najważniejsze: to, że jadłospis istnieję, to wcale nie znaczy, że trzymamy się go w 100% - przecież w życiu najważniejszy jest spontan:D

wtorek, 26 listopada 2013

Kalendarz 2014 z Biedronki

Rok się już kończy, czas więc zacząć planować następny. Dla mnie najlepszym sposobem na to jest kalendarz :) W zeszłym roku zaszalałam i kupiłam sobie planner za 65 zł i niestety niezbyt się u mnie sprawdził - jak dla mnie było w nim zdecydowanie za mało miejsca. W tym roku nie miałam zamiaru już kombinować, poszłam na łatwiznę i kupiłam kalendarz w Biedronce za zawrotną sumę 9.99 zł. 


W Biedronce mamy do wybory (chyba) dwa formaty kalendarzy, jeden to A4 (różnokolorowe) i jednokolorowe A5, czyli mój. Kolory są tak piękne, że chciałoby się wziąć wszystkie - u mnie padło na jabłkową zieleń :) 

Na początku mamy standardowe pole do wpisania wszystkich swoich danych (bardzo szczegółowych), następna strona to dane firmy i skrócony kalendarz na 2014 rok.


Układ kalendarza jak dla mnie jest idealny: dzień podzielony na godziny, obok miejsce na notatki, a pod spodem na ważne informacje. Na powszedni dzień mamy całą stronę, sobotę i niedzielę upchali razem. 



Jest też strona do planowania urlopu:

Na końcu kalendarza jest skrócony 2015 rok, dość obszerny adresownik i stronka, która szczególnie mi się spodobała, bo możemy wpisać ważne daty swojej rodziny, typu imieniny babci i urodziny teściowej:D


Ooo i mamy w nim jeszcze tasiemkę do zaznaczania strony, w moim aktualnym bardzo mi tego brakuje... 

Ja swoją zieloność zaraz przyozdobię (w końcu przydadzą się naklejki z Biedronki:D) i podrasuję jeszcze bardziej pod siebie - jakaś mała kieszonka z tyłu np. 

A Wy macie już swoje kalendarze, czy może w ogóle nie używacie?

niedziela, 24 listopada 2013

Też się pochwalę, a co! - Rossman -40%

Tak, wiem, takich postów było już milion sto dziewięćset, ale promocje są po to, żeby kupować, a potem się chwalić łupami. Przeczytałam kilka zabawnych tekstów o podejściu kobiet do wszelakich wyprzedaży i nie powiem, udzieliło mi się:D W piątek zabijałam w myślach wszystkie kobietki po drodze, żeby zmniejszyć konkurencję przy szafach w R., choć wielkich łupów nie planowałam, ani też nie zrobiłam. Myśli chyba zadziałały, bo oprócz mnie w Rossmanie były tylko dwie osoby ;)

Co kupiłam? Taaa daaaam!


1. Lovely, Pump Up - ogólnie lubiana i polecana. Nawet troszkę podkręca te moje druty, więc chwalę ją pod niebiosa. Teoretycznie kupiłam sobie, ale sis coś marudzi, że chciałaby jakiś tusz... Jak będzie grzeczna to dostanie w prezencie (bo ja oczywiście mam też trzy inne:D). Po zniżce kosztowała 5,39 zł.

2. Mel Merio, Vanilla Spirit - waniliowa woda toaletowa za oszałamiającą cenę 8,39 zł! Zapach boski, przypominają mi się gimnazjalne czasy. Trwała oczywiście nie jest, ale jak się psiknę przed myciem naczyń czy tam podłóg, to od razu mi przyjemniej będzie. Na wyjścia raczej za słodka:D

3. Lovely, Błyszczykowa pomadka do ust - jakoś nie mogę się przekonać do innych niż bezbarwne... Dzięki tej promocji usłyszałam, że są półtransparentne pomadki, np. właśnie ta, lub droższa, Meybelline Color Whisper. Wybór padł na Lovely (jak się sprawdzi, to zainwestuje w whisper) na bezpieczny nr 05. Póki co jestem zachwycona i nawet ten zapach, co niektórym przeszkadza, mi się bardzo podoba. Pomadka za 5,09 zł.

4. Lovely, Matte Top Coat - miłość od pierwszego użycia. Tak jak za zdobieniem paznokci nie przepadam, tak maty kocham. Od dwóch dni nie mogę się napatrzeć na moje matowe pazurki - piękne! Kij z pękaczami, kij z jakimiś tam piaskami - mat wygrywa ;) Chyba nawet trochę przedłuża trwałość lakieru, bo szorowałam gary, a lakier w niezmienionym stanie, teraz po dwóch dniach leciutko starły się końcówki. 4,29 zł

5. Wibo, 4in1, Concealer palette - od dawna je chciałam kupić, teraz nadarzyła się okazja:) Jeszcze nietestowane, więc się o nich nie wypowiem. ;) 7,79 zł

6. Meybelline, Color Tatoo 40-Permanent Taupe - kolor mega mój: czasem brąz, czasem szarość. Jako kura domowa zrobiłam mu test wytrzymałości i przetrwał na dłoni przez całe mycie naczyń (razem z lakierem). Myślałam, że jest idealny. Następnego dnia zadowolona wymalowałam się na zajęcia, wracam i klaps - zrolował mi się, sic!. Muszę z nim poksperymentować, bo czuję, że możemy się polubić. 14,39 zł

7. Miss Sport, cat's eyes liner - czarny liner w pisaku. Ogarniam tylko taką formę eylinerów, po pierwszych testach mogę powiedzieć, że całkiem spoko, wytrzymał dłużej niż cień Tatoo :) Kolor intensywny i chyba będzie dobrze. Na zdjęciu nie ma, bo zaginął w akcji. 8,99 zł

Produkty raczej niskopółkowe, ale skoro się sprawdzają, to po co przepłacać, hm? ;) 

A Wy się już pochwaliłyście zdobyczami?:D

czwartek, 21 listopada 2013

-40% Super Pharm, zakupy w Naturze i przegląd w Rossmanie ;)

Zrobiłam sobie dzisiaj zakupowy dzień. Musiałam załatwić sprawę na mieście, więc "po drodze" zaszłam do kilku sklepów. Zaczęłam od Super-Pharm, a skończyłam na Realu ;)

Wczoraj na blogach naczytałam się o obniżce -40% na podkłady, tusze i kosmetyki do włosów w Super-Pharm. Oczywiście zainteresowała mnie trzecia kategoria. W SP byłam koło 10, tłumów więc żadnych nie było (jeśli nie liczyć pań metkujących produkty) i zdziwiłam się pierwotną ceną niektórych kosmetyków. No hello, 15,99 zł za żółtą odżywkę Garniera? Oświećcie mnie, SP naprawdę jest taki drogi? Jedyną marką, która mnie zainteresowała był Biovax - wszędzie o nim głośno, a ja jakoś nigdy nie miałam okazji spróbować. Wyszłam tylko z ich dwufazową odżywką NutriQuick bez spłukiwania, zobaczymy co to za cudo. 


Potem zaszłam do Dayli (dawny Schlecker) i myślę, że to była strata czasu. Myślała, że z nazwą zmieniło się coś jeszcze, ale niet - dalej puste półki. Jedynie co mnie zaciekawiło, to szafa Bell. 

Po drodze na przystanek była Natura, zaszłam tylko zobaczyć, ale... że jedwab GP był w promocji... ;) Wzięłam sobie jeszcze osławiony krem do rąk Anida i zakochałam się od pierwszego użycia. Myślę, że na zimę będzie jak znalazł - treściwy i ślicznie pachnie (jak w drogerii, hihi). 

Do Rossmana musiałam zajść po żarełko dla kociaków, więc przy okazji sprawdziłam co tam w szafach piszczy. Panie dokładały towar, więc myślę, że jutro będzie co kupować. Na pewno wezmę Tatoo Tape, ich eyliner niezbyt mi jednak przypadł do gustu, może wezmę Rimmela, a w ostateczności Wibo. No i jeszcze Wibowskie korektory 4in1 i matowy top Lovely. Mam nadzieję, że tylko tyle wyląduje w koszyku :D

Potem spożywka w Netto i Realu. Real wypuścił świąteczną gazetkę z kosmetykami - na pierwszy rzut oka nawet mi się spodobała:) Z dzisiejszych zakupów trochę tych gazetek przytargałam, będzie co wieczorem przeglądać:D


A na koniec bonus: znajdź kota:)



poniedziałek, 18 listopada 2013

Moja kolorówka z Rossmana - cienie do powiek

Pół Internetu już wie, że od 22 do 28 listopada w Rossmanie będzie obowiązywała promocja -40% na kolorówkę. Wiele osób szuka teraz info o tym, co ciekawego można upolować, albo też czego się wystrzegać ;) Mam w domu trochę tej kolorówki, więc stwierdziłam, że zrobię mały przegląd. Dzisiaj padło na cienie do powiek. Nazbierałam ich raptem siedem, oto moja kolekcja:



A teraz mały opis:

1. Lovely Matte Make Up 02 - Kolory śliczne, niestety pigmentacja bardzo słaba. Jeśli zaczynamy je rozcierać kolory praktycznie znikają.

2. Lovely Matte Make Up 03 - Beż też nie jest zbyt dobrze napigmentowany, ale lubię go kłaść na całą powiekę jako bazę. Granat jest ok, wyraźny kolor, utrzymuje się na bazie (Joko) ok. 6h w intensywnym kolorze.
Te matowe cienie chyba są powoli wycofywane, więc nie wiem czy są jeszcze w sprzedaży.

3. Lovely Holographic Eyes 02 - niby śliwka, ale czasem wychodzi z niej szarość. Solo mi jakoś nie pasuje, ale czasem z innym cieniem tworzy fajny duet. Fajny do eksperymentów, ale tylko z lepszymi jakościowo cieniami, bo inaczej znika w ekspresowym tempie.

4. Miss Sporty Mono, 122 Attraction - ceglasta pomarańczka. Średnia pigmentacja, ale trwałość całkiem ok. Do codziennego makijażu w sam raz.

5. Miss Sporty Mono, 127 Sand Francisco - używam jako rozświetlacza lub cienia bazowego i sprawdza się całkiem fajnie. Zdecydowanie się lubimy :

6. Miss Sporty Smoky Eye, 407 Luxury Smoky - zainteresował mnie połączeniem zółci i szarości. Miłość od pierwszego użycia. Miłość jest ślepa, więc przymykam oko na osypywanie się i konieczność poprawek, ale efekt połączenia tej czwórki to ostatnio mój najczęstszy makijaż.

7. Miss Sporty Smoky Eye, 403 Brown Eyes - bardzo fajne połączenie brązów, ciepłych brązów. To już moje drugie opakowanie, pewnie nie ostatnie :) Więcej o nich pisałam TUTAJ.

Uff, to już koniec. Mam nadzieję, że komuś pomogę w wyborze. Tak w skrócie: Lovely niezbyt polecam, Miss Sporty, szczególnie poczwórne polecam bardzo:D

A Wy jakie cienie polecacie z Rossmana? Ja się zaczaję na Maybelline Tatoo <3

sobota, 16 listopada 2013

Bioelixire ArganOil - hit czy wielka ściema?

No właśnie, jestem zdezorientowana. Kiedyś hitem było Q10, potem kwas hialuronowy, teraz przyszedł czas na olej arganowy. Nie żebym miała coś przeciwko tym składnikom, bardzo je lubię, ale niekoniecznie dlatego, że są akurat na topie. Taka topowość sprawia, że im mniejsza zawartość w kremie/balsamie/odżywce, tym większy napis na opakowaniu.

Bioelixire serwuje nam swój produkt w minimalistycznym, białym kartoniku (niestety się nie ostał). W oczy rzucają się przede wszystkim BIO i ARGAN OIL. I dopóki nie poczytamy składu jesteśmy przekonane, że to super hiper produkt, który w cudowny sposób zadziała na nasze włosiska. Niestety skład z olejkiem arganowym niewiele ma wspólnego, prędzej można by go było nazwać silikon z dodatkiem olejków. 


Skład oczywiście przeczytałam dopiero w domu, troszkę się zdenerwowałam (głównie na swoją głupotę) i olejek wylądował na dnie szuflady. Ale "nagle" skończył mi się jedwab z Green Pharmacy, to sobie o nim przypomniałam. Złość minęła, pomyślałam, że w sumie moje włosy lubią silikony, to czemu nie spróbować. 

Po pierwsze: Genialny zapach! W tej kategorii przebił GP. 
Po drugie: Jak produkt do stylizacji, czyli przylizywania moich puszących się włosów sprawdza się genialnie. 
Po trzecie: Przyzwyczaiłam się do pompki w GP, więc to opakowanie wydaje mi się dosyć nieporęczne. Trudno jest je zakręcić śliskimi rękoma. 
Po czwarte: Według mnie producent wcale nie jest ok w stosunku do klientów nazywając ten produkt ArganOil. Biorąc pod uwagę ten fakt, no i opakowanie więcej go nie kupię. Wrócę do GP, działanie może ciut gorsze, ale... mniej ściemy i wygodna pompka! ;)

W Rossmanie kupiłam za 4,99 (20 ml) w promocji, normalnie chyba 9,99. Według mnie dychy to on nie jest wart.

A Wy co o nim sądzicie?

czwartek, 14 listopada 2013

Isana - duch peeling?!

Uwielbiam peelingi. Wszelakie, do ciała, do stóp, do dłoni, do twarzy. Im ostrzejszy tym lepszy. Jedyny kosmetyk, za którym tęsknię, to niebieski zdzierak z Avon z tej serii antypryszcz. 

Mniej więcej rok temu miałam Isanowski peeling z białą czekoladą. Działania rewelacyjnego nie miał, ale po sieci krążyły legendy, że klasyczna wersja jest lepsza. No to spróbowałam... 


Od producenta:
Isana peeling pod prysznic:

  • drobne mikroziarenka delikatnie usuwają zanieczyszczenia oraz martwy naskórek
  • prowitamina B5 oraz witamina E pielęgnują Twoją skórę
  • nanieść na nawilżoną skórę, lekko wmasować i dobrze spłukać wodą
  • pH przyjazne dla skóry, testowany dermatologicznie
Moja opinia:
Super wygodne opakowanie, zwykła miękka tuba. Wielki plus za to, że jest matowa i nie wyślizguje się z nawet mokrej dłoni. Zamknięcie to klasyczny zatrzask. Sam peeling jest bardzo rzadki, przez co dość trudno go dozować, zawsze coś gdzieś skapnie. Drobinki są naprawdę bardzo małe i takie jakieś plastikowe. Ale najgorszy jest chyba zapach, taki dusząco-mydlany. Działaniem także nie zachwyca, dla mnie to on nie robi nic więcej od zwykłego żelu pod prysznic. Ok, ok, producent przecież napisał, że to tylko mikroziarenka... Ja jestem na nie. 

Cena: ok. 5 zł/200 ml

Jeszcze dorzucę Wam skład Isana Duch Peeling:


Miałyście? Jakie są Wasze odczucia?

środa, 13 listopada 2013

Najlepszy płyn do płukania - Lenor Summer

Nie wyobrażam sobie prania bez tego typu produktu. Kij tam ze zmiękczaniem, liczy się przyjemność wyjmowania z pralki czystego, pachnącego prania. X lat temu, w sumie jeszcze w domu rodzinnym, a potem u P. używaliśmy czarnego Lenora. Nie wiem, czy coś zmienili w składzie, czy może się przyzwyczailiśmy, ale pranie zamiast pachnieć, to śmierdziało. 

No i się zaczęło eksperymentowanie... Lenora odrzuciłam kompletnie, ale było i E i K, Silany i pewnie inne też. Ale wszystko to były jednobutelkowe akcje. Na dłużej zatrzymałam się przy Biedronkowym Edenie (KLIK!), ale siostra poleciła mi żółty Lenor - zachęciła mnie głównie tym, że zapach unosi się w całym domu. Kupiłam i nie żałuję!


Zapachu niestety nie opiszę, ale z wakacjami mi się chyba nie kojarzy. Z praniem jak najbardziej  - świeżość w najlepszym wydaniu. Pranie pachnie nim nie tylko podczas wyjmowania z pralki, ale nawet podczas zdejmowania z suszarki i... otwierania szafki z ubraniami. Nigdy wcześniej takiego efektu nie zauważyłam. Po tej butelce na pewno spróbuję innych kolorów (macie jakieś Lenorowe hity?), ale do żółtego będę wracać regularnie. Dodatkowym plusem jest oczywiście też większa wydajność - na jedno pranie używam zdecydowanie mniej niż Edenu. 

Normalna cena w Realu to chyba 16 zł, ostatnio były w promocji po 10.99 :) A w Tesco zawsze cena 12,99 zł. 


wtorek, 12 listopada 2013

Drobnostki cieszące Kurę Domową ;)

Wczoraj miałam już skompletowane zamówienie na e-tesco, ale na chybił trafił - bez listy. Cena koszyka mnie troszkę negatywnie zaskoczyła, więc postanowiłam, że Tesco sobie daruję, a dziś na spokojnie zrobię jadłospis i listę. Na zakupy wybrałam się do zagłębia Biedronka-Lidl, ale oczywiście oprócz codziennej spożywki coś tam jeszcze do koszyka wpadło. 

W Lidlu od początku listopada czuć już święta, co mnie wcale pozytywnie nie nastraja. Nie lubię przedświątecznego szumu i kupowania wszystkiego, co nam się trafi pod rękę. Skłamałabym jednak, że i mi się oczka nie świecą jak widzę wszelkiego rodzaju ozdóbki do ciasteczek, świąteczne foremki, posypki i te sprawy. Dzisiaj skusiłam się jednak na przyprawy:

  • wanilia w lasce - dwie sztuki zapakowane w urocze fiolki kosztowały 4,44 zł
  • anyż - 15 gwiazdek za 3,33 zł - idealny do zimowych herbat, a może nawet skuszę się na jakąś naleweczkę z jego udziałem

W Biedronce świąt troszkę mniej, ale czekoladowe mikołaje spokojnie możemy już kupić. Ja tam skusiłam się jednak zupełnie na co innego:

  • masło klarowane 98% tłuszczu - 500g tylko 11,99 zł! Najniższa cena jakąkolwiek widziałam. Samo masło jak dla mnie jest idealne do smażenia - nic się nie dymi i nie spala;) 
  • płyn ułatwiający prasowanie Eden - już od dosyć dawna "marzył" mi się tego typu produkt. Jak działa nie mam jeszcze pojęcia, ale Tż stwierdził, że na pewno z butelki wylatuje dżin i sam prasuje - nie miałabym nic przeciwko:D Jedyne co mogę stwierdzić, to ładny zapach ;)


A jak tam Wasze "przedświąteczne" zakupy? Cieszycie się, czy narzekacie na kolejki w sklepach?

niedziela, 10 listopada 2013

Pieczony pstrąg z masłem i czosnkiem

Co prawda to popisowa potrawa Mężczyzny, ale... musiałam kiedyś ratować swój honor i zrobić ją sama ;) Ok, dosyć wstępu, lecimy.

Co nam potrzebne?

  • dwa pstrągi
  • odrobina masła - kilka "wiórków"
  • dwa ząbki czosnku
  • cytryna do skropienia
  • przyprawa do ryb

Ja tam pstrąga kupuję wypatroszonego, więc pozostaje mi tylko dokładnie go umyć i można się już za niego zabierać. Rozpruty brzuch posypujemy przyprawą, wkładamy wiórki masła i plasterki czosnku.


Wierzch też posypujemy przyprawą i układamy czosnek. Dodatkowo wszystko skrapiamy sokiem z cytryny.


Tak przygotowaną rybkę szczelnie owijamy folią aluminiową i sruuuuu! do piekarnika. Ja mam gazowy, ustawiam na 5-6 i piekę około godzinki.


Czekamy, czekamy i... wyjmujemy! Ostrożnie, bo ja tam się już kilka razy folią poparzyłam ;)


Teoretycznie powinno się usunąć oko, ale ja tam nie mam serca do ich wydłubywania ;) Łba i tak nie jem, więc się nie zatruję. Rybka jest aromatyczna i ma fajny cytrynowy smaczek. 

Smacznego!