"Wolny" dzień pani domu

Post jest zainspirowany małą kłótnią, a raczej cichym porankiem z P. więc możliwe, że się trochę wyżyję. 

Do niedawna byłam studiującą i pracującą panią domu. Teraz już tylko studiującą, ale sesja to też nie jest bajka. Praktycznie nie miałam żadnego dnia wolnego, już nie mówię o chwili dla siebie. Ostatnio trochę z tym czasem lepiej, a wolny dzień zdarzył się wczoraj. I co?

Zrobiłam mały eksperyment: zapisywałam wszystkie czynności, które wykonywałam (a związane były z obowiązkami domowymi), ta dam!:
  • śniadanie - no dobra, robiłam je rano tylko dla siebie, ale dnia poprzedniego zrobiłam P. do pracy sałatkę

  • pranie - mam wrażenie, że faceci tą czynnością nazywają wrzucenie wszystkiego jak leci do pralki, potem proszek i płyn, a końcem tej podobno wyczerpującej czynności jest wciśnięcie START. A jak u mnie to wygląda? Na początek pranie segreguję, co trzeba wyprać koniecznie, co ewentualnie można zostawić do kolejnego prania no i oczywiście kolorami/tkaninami. Włożenie tego do pralki i nastawienie programu to jest bajka w porównaniu do tego, że trzeba opróżnić suszarkę. Ładnie poskładać, ewentualnie poodkładać do wyprasowania, posegregować, poparować skarpetki, a potem wszystko ułożyć w odpowiednich szafkach/szufladach. A jak się pranie skończy to trzeba je rozwiesić, i to nie byle jak, tylko wszystko porządnie roztrzepać, żeby po zdjęciu nie wyglądało jak wyjęte psu z gardła. Ja te czynności wykonuje już machinalnie i dla mnie to żaden problem, ale nikt mi nie powie, że pranie robi się samo.

  • zmywanie naczyń - i znowu, podobnie jak z praniem, na początek trzeba opróżnić suszarkę, jak to zwykle bywa, każdy element do innej szafki i czasem w tych szafkach trzeba zrobić mniejszy lub większy porządek, żeby się ta patelnia czy garnek zmieściły. Potem sztućce, każde do swojej przegródki i na koniec umyć ociekacz. Posegregować naczynia, powyrzucać fusy, namoczyć co trzeba (tak, można to zrobić od razu po użyciu, ale nie zawsze się udaje) i zmyć. A potem opłukać, umyć zlew, przetrzeć szafki i kuchenkę.

  • podlewanie kwiatków - niezbyt skomplikowane, ale chwilkę czasu też zabiera

  • segregacja śmieci - osobno zbieramy szklane butelki i papier. A że zwykle butelki stawia się obok lodówki, kartony po pizzy też tam lądują to przychodzi moment, kiedy trzeba to wszystko powkładać w reklamówki i przygotować do wyniesienia 

  • wyniesienie śmieci - mamy trzy śmietniki w domu (łazienka, kuchnia i w pokoju - taki biurowy) więc każdy trzeba sprawdzić, wyjąć, nałożyć nowy worek i z tymi trzema workami udać się do śmietnika

  • zrobienie obiadu - czynność teoretycznie jedna, ale praktyka mówi co innego. Wczoraj zaplanowałam sobie pieczone udka. Kurczaka trzeba było najpierw wyjąć z zamrażarki, poczekać aż odtaje, przyprawić i zapakować do piekarnika. Ziemniaki obrać i ugotować. Zamiast surówki słoiczek ogórków od Mamy. Teoretycznie też "wszystko się samo robi", ale przecież nie zostawię tego i nie pójdę na zakupy.

  • zamiatanie/odkurzanie/mycie podłóg. Mamy w domu panele (pokoje) i kafelki (reszta) i może to moje widzimisię, ale zawsze przed odkurzaniem zamiatam normalnie szczotką. Mamy dwa koty, które drewniany żwirek roznoszą po całym domu i moje długie włosy - wszystko to daje niezły bałagan. W dodatku teraz jest okres zimowy i cały przedpokój jest w soli, pomimo wycieraczki przed i za drzwiami. Więc najpierw zamiatanie, potem dokładne odkurzanie, a na koniec zmywanie podłóg. W kuchni dwa razy. 

  • lista zakupów i zakupy. Dla mnie ważniejsza i trudniejsza jest pierwsza czynność. Trzeba przejrzeć czego brakuje, zaplanować mniej więcej posiłki na kolejnych kilka dni i jeszcze skonfrontować to z aktualnymi gazetkami promocyjnymi. Jeśli ma się dobrze zrobioną listę to sama czynność zakupów to wisienka na torcie. Raz dwa się obleci sklep i wrzuci do koszyka co trzeba. Potem to wszystko spakować, donieść/dowieźć do domu i znowu rozpakować. 

  • wysłanie kartki na dzień babci. Tak, trzeba wszystkie przejrzeć, zobaczyć czy życzenia pasują, ewentualnie napisać swoje, potem pójść na pocztę, ładnie zaadresować i stanąć w kolejce po znaczek. 
I tak to, o 17 wraca P. po 8h w pracy, owszem pochwalił, że pyszny obiad, że ładnie posprzątane, ale... pytanie o to, jak spędziłam "wolny" dzień rozłożyło mnie na łopatki. Leżałam i pachniałam, k***.

To nie tak, że ja nie lubię tego wszystkiego robić, to nie tak, że P. mi nie pomaga (bo w normalny dzień - on praca, ja uczelnia -  dzielimy się obowiązkami), tylko wymagam trochę szacunku dla kobiet, które poświęcają się pracy (tak! to jest praca!) w domu. Nie wierze w perfekcyjną panią domu, coś takiego nie istnieje. Owszem, można sobie tak zagospodarować czas, że na wszystko odrobina się znajdzie. Ale nie da się dawać z siebie 100% w pracy zawodowej, 100% jako gospodyni domowa, 100% jako rodzic, 100% jako kochanek/kochanka partnera, 100% jako dusza towarzystwa. Zawsze jest coś za coś. Trzeba znaleźć złoty środek i idę go szukać, godząc się z P.:)

Share this:

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. "co robiłaś cały dzień ? " to zdecydowanie mój "ulubiony" tekst :) także rozumiem doskonale, z praniem zgadzam się całkowicie, jeszcze dodałabym, że jak wywalam cały kosz na podłogę w łazience żeby posegregować i rozplanować to podłoga tez się nadaje do odkurzania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!:) A jak ma się jeszcze kota, który na ten stos ubrań wywala jeszcze pół kuwety żwirku to już w ogóle nic tylko iść się powiesić:D

      Usuń
  2. oj to ja trafiłam jakoś wyjątkowo ;)
    Mój K częściej zmywa ode mnie, śmieci też głównie on wynosi i odkurza też. wiadomo,że zdarzają się sytuacje kiedy i ja odkurzam lub wynoszę śmieci ale to rzadko. ja częściej gotuje, moja jest łazienka, kwiatki, ogólnie wystrój mieszkania. listę zakupów robimy wspólnie a pranie kto akurat "jest bliżej". Sciąganie z suszarki, składanie, parowanie, i rozdzielanie na "moje i twoje" też mu idealnie wychodzi. Chyba dzielny okaz mi się trafił. no i często słysze "nie przemęczaj się" jak sprzątam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że post sponsorowany kłótnią, więc nieobiektywny:D Normalnie też się wszystkim dzielimy, ale mamy bardzo nieunormowany tryb życia i nie da się tego równo podzielić - zdarzają się tygodnie, gdzie palcem w domu nie kiwnę i przychodzę "na gotowe". Jedyny podział jaki obowiązuje to moje jest pranie, a jego opłacanie rachunków:)

      Usuń
    2. o zniesławienie Cię powinien posądzić Potworze :P

      Usuń
  3. O Chryste! "Leżałam i pachniałam, K****", umarłam po tym zdaniu. :D

    Faceci nas po prostu nie doceniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my kobiety jesteśmy nieomylne i w ogóle nadgatunek:D

      Usuń