Pielęgnacja włosów wysokoporowatych z tendencją do puchu

Włosy - moja duma i utrapienie. Ok, fajnie jest słyszeć komplementy, jakie to one gęste, jakie grube... ale tylko ja wiem, ile się muszę namęczyć, żeby one jakoś wyglądały ;)

Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie (jeszcze!), ale metodą prób i błędów doszłam do pewnych wniosków.
Po pierwsze moje włosy kochają silikony, nie tylko do zabezpieczania końcówek, ale na całości (no dobra, skalp odpuszczam).
Lubią suszarkę, jeśli wysuszę włosy od razu, oczywiście strumień powietrza z góry, to dają się jakoś ułożyć.
Kochają szczotkę Tangle Teezer - moja najlepsza inwestycja włosowa.
Lubią kuchenne oleje.
Nie potrafią żyć bez SLS i SLES - próbowałam odstawić i niestety, ale bardziej je chyba zniszczyłam szorowaniem i późniejszym rozczesywaniem niż te związki zdążyłyby nabroić podczas mycia.

A teraz krótki przegląd mojej aktualnej pielęgnacji:

Szampony:
Tania (dorwałam w Netto) i Timotei Jericho Rose Wyrazisty Kolor. Pierwszy to najzwyklejszy szampon ziołowy i właśnie takie najbardziej lubię. Na szczególną uwagę zasługują szampony Pati, bo jak na ziołowe, to pienią się szaleńczo:) Timotei to hmmm... jestem średnio zadowolona.


Odżywki do spłukiwania:
Stosuję po każdym myciu, bo moje włosy uwielbiają być dociążone. Wszystkie poza odżywką Timotei mogę polecić z czystym sumieniem. Aktualnie moją ulubioną jest chyba H&S, ale używam ich wszystkich na zmianę.


Odżywki bez spłukiwania:
Używam bardzo rzadko, np. na wyjazdach, albo jak nie mam czasu na nałożenie tych powyżej:) Rosa uratowała mi kiedyś końcówki, ale teraz nie ma już takiej potrzeby.


Wcierkopodobne:
Muszę się przyznać, że używam od wielkiego dzwonu. Bardziej niż na zagęszczeniu zależy mi na połysku, ale nie będę kłamać, że używam systematycznie ;)


Oleje:
Najciemniej pod latarnią ;) Szukałam idealnego oleju i znalazłam go w kuchni. Genialnie na moich włosach sprawdza się olej lniany, ale oliwa doskonale go uzupełnia. Do tej pory stosowałam oddzielnie, ale właśnie wpadłam na pomysł ich połączenia :)


Jak widać moja pielęgnacja nie jest zbyt wyszukana, ale skoro się sprawdza, to po co kombinować?:) A może jednak macie jakieś perełki dla puszących się, wysokoporowatych włosów?
 

 


Share this:

CONVERSATION

13 komentarze:

  1. Gdzie kupiłaś olej lniany ? Wszędzie go szukam i nie mogę znaleźć :(
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat ten kupiłam w Biedronce (w jakiejś ofercie czasowej), ale widuję w realu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja też i jeszcze wersję z ginkgo biloba do włosów farbowanych:)

      Usuń
    2. olej lniany widziałam jeszcze w lewiatanie :)

      Usuń
  4. nie miałam żadnego z wymienionych produktów, ale muszę spróbować tej rosy na końcówki:)

    P.S Niedawno odkryłam woje dwa blogi i przeglądałam i czytałam je już po kilka razy:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie polecam Ci tego Timoteia, on właśnie u mnie wywołuje efekt puszenia : < Bardzo dobrą wypuścił teraz serię biovax, z olejkiem arganowym i macadamią, u mnie ta odżywka w spray'u sprawdza się bez zarzutu jeżeli chodzi o puszenie, cena jest naprawdę w porządku, może wypróbuj?

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :)
    Ja również jestem posiadaczką włosów wysokoporowatych. Wiem też jak łatwo jest wywołać na głowie katstrofę :(
    Jednak na mojej półce leżą też produkty, które z czystym sumieniem mogę polecić (przynajmniej mi pasują), ale przecież ciągle testujemy :D Więc co zaszkodzi spróbować :)
    Używałam również odżywek Wellaton i Mr. Potters czy Garniera i przyznaję racje, duużo działają :) Oliwę z oliwek również moje włosy kochają :)
    Ja ze swojej strony mogę zaproponować : odżywkę Diplona, która jest po prostu NIE ZASTĄPIONA u mnie :) Mr, Potters różowy balsam - ginkgo i keratyna, obecnie testuję balsam Romantic i również jestem zadowolona :) Balsam Jasmine z Kallosa
    Olej z pestek moreli
    Do mycia włosów - żel do higieny intymnej Facelle (bo babydream to porażka dla moich włosów), obecnie stosuje też barwę do oczyszczania i też jest super no i oczywiście i do włosów i do ich mycia - kallos al latte :)
    Może coś kiedyś przetestujesz, dla mnie to takie faworyty :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wellę, Mrs. Potters ginkgo i keratyna miałam i lubiłam ;) Z Diploną się nie polubiłam (miałam do włosów zniszczonych), nad Romantic się zastanawiałam i chyba wypróbuję i ten olej z moreli też muszę poszukać:D Kallosa nigdzie dorwać nie mogę stacjonarnie, a facelle próbowałam i nijak się nie mogę przekonać do zapachu - jak go używałam, to czułam się jak w wc PKP :D:D:D dziękuję bardzo za podsunięcie nowych produktów do testów:D

      Usuń
  7. haha :D dobre porównanie :D Ja zastanawiam się nad h&s, ale kiedyś stosowałam ich szampony i zawsze łupież mi się pojawiał :( Zastanawiam się nad wypróbowaniem, ale boje sie, żeby nie było u mnie tego efektu co przy szamponach eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam problemu z łupieżem, szamponu H&S użyłam raz (P. używa tylko H&S) i jakoś mi nie podpasował, za to odżywki to moja miłość:D Kurczę, Hebe mam na drugim końcu miasta i czuję coraz większą potrzebę wybrania się tam na wycieczkę:D

      Usuń
  8. A co do kallosa, są dostępne w drogeriach hebe i w hurtowniach fryzjerskich

    OdpowiedzUsuń