środa, 24 lipca 2013

#3 Organizacja przypraw

Przyprawy - kolejna dziedzina, na której punkcie mam bzika. Miałam już fazę kupowania przyprawy do wszystkiego: masła, pieczeni po staropolsku, cevapcici i twarożku. Teraz próbuję sama komponować własne mieszanki, ale jeszcze nie na tyle, żebym mogła się tym chwalić na blogu. Jedyne, z czego jestem zadowolona w 100% to moja organizacja torebek z przyprawami.

Ameryki pewnie nie odkryłam, ale najlepiej w tej roli sprawdzają się koszyczki. Tanie, prostokątne i idealnej wielkości. Doskonale widać każdą paczuszkę, łatwo też je przeglądać, bo nie trzeba wyjmować. Ja mam dwa koszyczki: w jednym trzymam przyprawy podstawowe (pieprz, papryka, oregano, bazylia itp.) oraz te, które często używam. W drugim natomiast są cuda-niewidy np. dip cynamonowy i przyprawa do grillowanego sera...



Jak widać pomiędzy koszyczkami jest wolna przestrzeń, ale wykorzystuję ją w 100% ponieważ idealnie mieści się tam paczka makaronu spaghetti. Obok jest mniejszy koszyczek, ale dla mnie mało poręczny - może kiedyś coś z nim wykombinuję :) 

A Wy jaki macie sposób na przyprawy?

wtorek, 23 lipca 2013

Nowości w mojej kuchni

To chyba jakiś nałóg, ale całkiem przyjemny - ja po prostu muszę ciągle coś nowego kupować do mojego królestwa zwanego kuchnią. Praktycznie już wszystko mam, więc nowe zakupy trafiają się coraz rzadziej, ale czasem coś tam się uda upolować. 

Na pierwszy ogień idzie zestaw do sprzątania. Długo czaiłam się na tą silikonową miotłę widząc w niej zbawienie - kocia jasna sierść na ciemnych kafelkach to moja zmora. Muszę przyznać, że radzi sobie o wiele lepiej niż klasyczna szczotka. Dodatkowym plusem jest to, że łatwo utrzymać ją w porządku, można po prostu wyszorować pod kranem. Silikonowa szczotka bez kija kosztowała 15 zł, więc tragedii nie ma. Obok, jej młodsze siostry: szufelka i zmiotełka (6 zł). Zestaw cieszy oko, ale w swojej roli też spisuje się znakomicie. Może nie wygląda, ale naprawdę jest poręczny:) 


Na zwijarkę do sushi polowałam chyba ze dwa lata. Cena 50 zł skutecznie mnie odstraszała, ale jak zobaczyłam ją za 24 zł... to chyba nie muszę mówić, co zrobiłam. Produkt jeszcze nie testowany, ale już go kocham (w końcu to coś związane z sushi). Dołączona była mini książeczka z przepisami, więc może nauczę się czegoś nowego :)


I ostatnią rzeczą na dziś jest łopatka do ciast/zapiekanek/lasagne. Jest bardzo wygodna, jeden brzeg ma zaostrzony jak nóż (jest z plastiku), a drugi brzeg jest ząbkowany. Bardzo łatwo coś ukroić/przekroić i wyjąć z naczynia żaroodpornego. Cena to ok. 10 zł. 


Coś Wam się spodobało? :) Polecacie coś, co KONIECZNIE powinno znaleźć się w mojej kuchni?:P



piątek, 12 lipca 2013

#2 Sprzątanie po raz pierwszy

Nie będę chyba dziwolągiem, jeśli powiem, że za sprzątaniem nie przepadam. Moja była współlokatorka z akademika mogłaby o tym książkę nawet napisać, ale jak już się przeprowadziłam do naszego gniazdka, to staram się o nie dbać.

Próbowałam być ekologiczna, próbowałam akcji z octem, ale to nie dla mnie. Jeśli mycie podłogi mam sobie jeszcze uprzykrzać specyficznym zapaszkiem, to ja jednak wolę chemię. Oto moja mała armia, która pomaga mi na co dzień walczyć z brudem:


1. Domestos - uwierzcie mi, wystarczy jak zastosujemy go raz w tygodniu. To jest nasze WC, nasze bakterie, a na bieżąco muszla odświeżana jest kostką do WC. Szczerze nie widzę różnicy pomiędzy Domestosem, a marketowymi odpowiednikami.

2. Płyn do mycia naczyń. Po wypróbowaniu tych najtańszych (Tymek z Biedronki) i tych droższych (Ludwik, Pur) Fairy jest moim numerem 1. Bardzo dobrze się pieni, jest mega wydajny. Tutaj akurat najnowsza wersja, podobno jeszcze bardziej skoncentrowana. Naprawdę polecam!

3. Fist Kamień i Rdza. Tani i bardzo dobry - w Biedronce można kupić za ok. 6 zł.Niezastąpiony do mycia kabiny prysznicowej i baterii. Możecie we mnie rzucać gromami z jasnego nieba, ale robię to rzadziej niż raz w miesiącu. Zapach nie zachęca, polecam maseczkę na nos i usta (chociaż ja się jej jeszcze nie dorobiłam). Całą recenzję macie TU!

4. Clin do mycia szyb. Okna to dla mnie praca syzyfowa, umyję, stanę zadowolona przed oknem i... jak nie zaświeci słońce, wrrr. Wiecie o czym mówię:P Co do marki nie mam preferencji, jedyne co mogę powiedzieć w tej kwestii - nigdy więcej płynu z Biedronki, bo on to potrafi robić smugi nawet na kieszonkowym lusterku. Jeśli już jesteśmy przy myciu okien, to do płynu polecam zwykły papier toaletowy - żadne tam ściereczki z mikrofibry.

5. Cif - płyn do mycia podłóg. Na początku bawiłam się w specjalne do paneli, specjalne do płytek, ale wielkiej różnicy pomiędzy nimi nie widziałam. Teraz używam tylko uniwersalnych, najczęściej Cif, czasem Ajax, Biedronkowe też nie odstają jakością. A, jeśli nie chcecie wywinąć orła, to zwracajcie uwagę, czy płyn ma dodatek silikonu.

6. Mleczko do czyszczenia. Używam głównie do brodzika i zlewów (i tego ze stali nierdzewnej i do ceramiki). Wcześniej miałam tradycyjny Cif, teraz W5 z Lidla, i znowu różnicy poza ceną nie widzę.

A to cały sprzęt Sprzątającej Pani Domu:


1. Mop - jak dla mnie, do powierzchni płaskich najlepszy jest z mikrofibry. Super chłonie wodę, łatwo go wycisnąć :) Ja nawet wiadra nie mam, bo uważam że jest zbędne przy naszych 50 m. Nalewam wodę do zlewu i wyciskam go rękoma, jak widać po dwóch latach nadal wygląda ok:) Kosztował razem z kijem ok. 20 zł.

2. Ściereczka z mikrofibry do wycierania blatów. Najpierw wycieram "na mokro" gąbką, a potem mikrofibrą wycieram do sucha. Dla mnie niezastąpiona.

3. Gąbka do naczyń - warto zainwestować 2 zł w porządną, jedna starczy na dłużej niż 10 tych tańszych, a i komfort mycia większy i płynu mniej zużywamy :)

4. Stara gąbka do naczyń - do brodzika i mycia kabiny, chyba jasne;)

5. Stara szczoteczka do zębów - przydatna, kiedy chcemy wyszorować szczeliny np. w kabinie prysznicowej.

Miłego sprzątania,
KD

P.S. Perfekcyjna pani domu wcale nie oznacza jej miłości do sprzątania. Jeśli więc wyjątkowo nienawidzisz sprzątać, to nie ma się co wysilać. Zamiast nerwów można zamówić sobie serwis sprzątający - np. TUTAJ :) W domu czysto, a Ty nie musisz klnąć pod nosem ;)

środa, 10 lipca 2013

#1 Tanie i dobre kosmetyki

Cykl zaczniemy od przyjemnej strony życia kury domowej, pal licho obiadki i sprzątanie, kosmetyki są najważniejsze! I jest to jedna z wielu pozycji domowego budżetu, na której można zaoszczędzić niemałą kwotę. 

Mam normalną skórę, cera mieszana, włosy porowate jak sitko i brak mi skłonności do jakichkolwiek alergii. Myślę, że wiele z Was ma podobnie :) Dawniej zwracałam uwagę na markę kosmetyków, uważałam, że skoro są droższe, to znaczy że są lepsze. Po wczytaniu się w składy (tyle o ile, ekspertką nie jestem) stwierdziłam, że skoro nie ma różnicy to po co przepłacać i przerzuciłam się na tańsze marki. 

Numerem jeden wśród moich kosmetyków jest zdecydowanie ZIAJA. Po pierwsze jest to polska firma, ma bardzo bogaty asortyment (także kosmetyki apteczne), cechuje się wysoką jakością i... niską ceną. Must have w łazience są mydła pod prysznic - zapachów i kolorów tyle, że nie sposób się nimi znudzić, aktualnie króluje orzeźwiająca pomarańcza. Szczególnie polecam oliwki do masażu, płyny do higieny intymnej, maseczki z glinką i balsam brązujący. Kremy mają w składzie parafinę, niektórym może ona przeszkadzać, ale mi osobiście kremy Ziaja bardzo podpasowały. Jedyny kosmetyk jakim się zawiodłam był czekoladowy balsam do ust... Podsumowując - dobre kosmetyki w cenie do 10 zł, proporcja ceny/jakości/pojemności idealna!


Kolejnymi kosmetykami, na które warto zwrócić uwagę są marki własne hipermarketów czy dyskontów. Wszyscy pewnie znają płyn micelarny z Biedronki. Sprawa wygląda tak, że znani producenci np. Tołpa, DAX produkują kosmetyki dla danego sklepu o składzie identycznym lub prawie identycznym do własnych marek, tyle że kilka złotych tańszych. Druga sprawa to marki własne drogerii np. Rossmana (Isana, Synergen) - można wśród nich znaleźć taniutkie perełki. Arbuzowe mydło z Carrefoura pachnie przepięknie!



I ostatnia już propozycja, trochę nawiązująca do pierwszej, to polskie kosmetyki. Mamy naprawdę całkiem porządne firmy oferujące produkty doskonałej jakości. Marketing niestety leży i kwiczy... a produkty znajdujemy tylko w osiedlowych drogeriach, albo na najniższych półkach. W ostatnich latach trochę się to poprawiło i chyba idzie w dobrym kierunku. Do moich ulubionych marek należą: Joanna, Mrs. Potters, Marion, Green Pharmacy, Wibo, Eveline, Delia i Loton. 


Zapomniałabym na śmierć o najważniejszym! Promocje i gazetki! Nie wiem, czy ja mam już jakieś zboczenie czy co, ale praktycznie wszystkie moje kosmetyki były kupione na promocjach. Nie potrafię kupić żelu pod prysznic, jak wiem, że za jakiś tydzień będzie 2 zł tańszy:P Niby nie majątek, ale grosz do grosza...

I jeszcze krótko wspomnę o akcjach w dyskontach - Biedronka czasem organizuje tydzień urodowy - kosmetyki znanych marek w baaaardzo korzystnych cenach:)

Pozdrawiam,
świeżo upieczona KD