sobota, 31 sierpnia 2013

Kurczak po prowansalsku z kuskusem

Chodził za nami już od jakiegoś czasu i w końcu skompletowaliśmy wszystko co potrzeba. Kurczak w smaku jest bardzo delikatny, a sos to istne niebo w gębie.


Co potrzebujemy?
  • kurczak (udka i skrzydełka)
  • oliwę
  • 2 szklanki białego wytrawnego wina
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 pomidory bez skórki 
  • kilka czarnych oliwek
  • bazylię (najlepiej świeżą)
  • sól i pieprz

Jak robimy?
  • przyprawiamy kurczaka pieprzem i solą, a następnie lekko obsmażamy na oliwie (można na patelni, można w rondlu)
  • do kurczaka dodajemy wino, bazylię, czosnek, oliwki i drobno posiekane pomidory
  •  dusimy do momentu aż kurczak będzie miękki (na małym ogniu ok. 45 minut)
  • podajemy z kuskusem
 Smacznego!

piątek, 30 sierpnia 2013

Moja mała kolekcja lakierów do paznokci

Zrobiłam mały porządek, wyrzuciłam te które się ciągnęły i zostało 22 sztuki. Chyba nie jest ze mną tak źle, prawda? No to lecimy:

Czerwonopodobne:



Zielonopodobne:

Niebieskości:


Brązy:


Inne:


Jak pewnie widać, moimi ulubieńcami są lakiery Virtual (u mnie trzymają się ok. 5 dni!) i Miss Sporty (tymi mi się akurat dobrze maluje). Szczerze myślałam, że mam ich więcej... a tak to można sobie jeszcze coś na jesień dokupić ;)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Lirene, peeling gruboziarnisty głęboko oczyszczający

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wszystkie peelingi: do twarzy, do ciała, do rąk, do stóp... Jasne, wszystkie można zastąpić kawowym, ale czasem można się rozpieścić drogeryjnym cudakiem :)


Parę słów od producenta:

 
Skład:


Jak wygląda?:

Moja opinia:
Produkt zamknięty w klasycznej, 75ml tubce z zakrętką. Zdecydowanie lepszy byłby zatrzask, bo zamknięcie peelingu mokrymi rękoma graniczy z cudem. Ma bardzo delikatny mydlany zapach, taki troszkę babciny. Dostajemy dwa rodzaje granulek: małe - ostre i duże (te niebieskie) rozpuszczalne.
Peeling Lirene bardzo fajnie oczyszcza skórę, po prostu czuć, że to niezły zdzierak - po zastosowaniu skóra jak u niemowlaka. Nawilżenia niestety żadnego nie zauważyłam, ale ściągania też nie ;)

Gdzie i za ile?
Rossman, ok. 10 zł (ja kupiłam na -40% więc taniutko)

Ja polecam, a Wy? Miałyście z nim do czynienia?


środa, 21 sierpnia 2013

Head&Shoulders odżywka przeciwłupieżowa do codziennej pielęgnacji

Odżywka wpadła w moje ręce powiedzmy, że przez przypadek. P. akurat szukał ich szamponu, a ja wypatrzyłam zestaw z odżywką za 18,99 w Biedronce - żal było nie brać. 


Od producenta: 
Odżywka przeciwłupieżowa codzienna pielęgnacja do włosów normalnych. <-- chyba najbardziej minimalistyczny opis jaki widziałam ;)

Sposób użycia: 
Po umyciu włosów szamponem head&shoulders wmasuj delikatnie w całą długość włosów, spłucz.

Skład:

Opakowanie:
Butla bardzo podobna do wszystkim znanych szamponów stawiana na zakrętce. Pojemność 360ml.

Moja opinia: 
Na początku zaznaczę, że szamponu H&S nie używam, bo (odpukać!) problemu z łupieżem nie mam. Trochę bałam się tej odżywki, ale okazało się, że bardzo mi podpasowała. Ma średnio gęstą konsystencję, nakłada się przyjemnie, bo nic nie spływa. Zapach ma typowy dla ich szamponów, silnie perfumowany i utrzymujący się dłuuuugo na włosach. Zapach kojarzy mi się z moim P., więc to akurat u mnie plus.

A teraz do sedna, czyli działanie. Zwykle moje włosy są sztywne, ale po użyciu tego produktu są bardzo miękkie, błyszczące i aż chce się ich dotykać. Mam wrażenie, że są naprawdę nawilżone, i pomimo silikonów w składzie nie jest to typowy dla tego składnika poślizg. Nawet po dwóch dniach od mycia/nałożenia odżywki efekt się utrzymuje.

Podsumowując: z odżywki H&S jestem bardzo zadowolona, jeśli będę miała okazję to na pewno do niej wrócę.

Miałyście? Jakie macie odczucia? :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Inspiracje balkonowe

Nasze mieszkanko ma już prawie cztery lata, a niestety balkon nie doczekał się jeszcze zagospodarowania. Wzięłam sobie więc za punkt honoru jakoś go urządzić i... przepadłam. Już czuję, że to będzie moje miejsce. Na czytanie, na popołudniową kawę, może nawet na szydełkowanie ;) 



Marzy mi się balkon w drewnie, bardzo przytulny, ale też i praktyczny. Na początek potrzebujemy podłogi, cały czas się waham pomiędzy drewnem a gresem ala drewno. Poza tym chciałabym jakieś wygodne siedzisko, mały stoliczek, a na reszcie powierzchni mały ogródeczek warzywno-ziołowy. Może jakieś kwiatki u sufitu... 


Podświadomie wybierałam chyba zdjęcia z doniczkami na zioła, ale co ja zrobię jak one mi się tak bardzo podobają ;)








Ale się nakręciłam ;)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Delia, BioBB Crem 7w1 - OSTRZEŻENIE ;)

Pora na jakąś małą recenzję, przecież nie samym sprzątaniem i kuchnią żyje człowiek ;)

Dziś będzie o BB od Delii. Firmę bardzo lubię, ich podkład jest moim numerem jeden, TUTAJ macie recenzję. Coś mnie pokusiło, żeby wypróbować ich BB i... niestety żałuję.



Obietnice producenta:
BB Cream to doskonały krem z dodatkiem lekkiego podkładu, który może służyć jako nawilżający krem do codziennej pielęgnacji lub delikatny podkład korygujący. Lekka konsystencja kremu BB idealnie rozprowadza się na skórze, bardzo dobrze się wchłania, nie blokując przy tym porów. Delikatna formuła, oparta na intensywnie pielęgnujących składnikach: długotrwale nawilżający FUCOGEL, łagodząca alantoina, ochronna wit. E, gwarantuje doskonałe nawilżenie i intensywną regenerację skóry. 

Mineralne pigmenty oraz perłowe substancje rozświetlające Prestige Shine doskonale korygują niedoskonałości i wyrównują koloryt skóry, a dodatek filtru SPF 15 zapewnia skuteczną ochronę przed promieniowaniem słonecznym 

Efekt: nawilżona skóra z delikatnym, rozświetlającym makijażem.

Stosowanie: krem nałożyć równomiernie na oczyszczoną twarz, szyję i delikatnie wmasować. W celu uzyskania dokładniejszego krycia należy nanieść więcej kremu.

Opakowanie:
Plastikowa tubka air-less z bardzo wygodnym dozownikiem. Solidne, upadki nie działają na niego destrukcyjnie.  Pojemność to 55 ml. 



Moja opinia:
Żadna z obietnic producenta nie została spełniona. Po nałożeniu krem niesamowicie się klei, u mnie w ogóle się nie wchłania. Nie mam problemu ze świecącą skórą, ale po tym kremie jestem jak żarówka - zero matu! O jakimkolwiek kryciu można zapomnieć, ile bym nie nałożyła to i tak wszystkie przebarwienia są wyeksponowane. Miałam kilka podejść, no i niestety nie dam rady. Popytam jeszcze rodzinkę, znajomych, może ktoś skusi się na ten koszmarek, bo nie lubię niczego wyrzucać.

Cena: ok. 10 zł/Carrefour

Skład:
Dodaj napis
Delia - BioBB Crem 7w1 - tego zdecydowanie nie lubię!

środa, 7 sierpnia 2013

Fiskars - najlepsze noże ever

P. jest nożomanen. Naprawdę nie chce wiedzieć, ile on w swoim życiu wydał na te cacka... ale jak to w życiu bywa szewc bez butów chodzi. Bagnety, maczety, "nie bierz tego do ręki, bo sobie krzywdę zrobisz". multitool, a w kuchni same tępaki. Żeby było jeszcze śmieszniej, to kupione w Biedronce za 13 zł i nie dla noży, tylko dla listwy z magnesem.

Emilka wzięła sprawy w swoje ręce i zamiast czekać kolejne lata, aż P. znajdzie noże idealne do naszej kuchni, za radą i praktyką mamy kupiłam noże Fiskarsa. Długo debatowałam nad tym, czy kupić zestaw 5 w bloku, czy tylko dwa. Minimalizm wygrał, bo po zrobieniu ankiety wśród innych prawie perfekcyjnych pań domu przekonałam się, że naprawdę używa się właśnie tych dwóch wielkości - 21 cm i 11 cm. Reszta leży w szufladzie albo stoi i się kurzy. Mówię tu oczywiście o przeciętnej kuchni, a nie takiej w której urzędują fanki Magdy G.



 Noże są bardzo dobrej jakości, bardzo ostre (aż dziw, że się jeszcze nimi nie skaleczyłam), ale P. zdążył już mnie nauczyć, że podstawą w używaniu noży jest ostrzenie. Kupiłam więc zestaw z ostrzałką, za wszystko na all zapłaciłam 53 zł (razem z przesyłką).

Po miesiącu użytkowania nie chcę już żadnych innych. P. - nożownik też jest zadowolony, więc sprawa noży w naszym domu jest już załatwiona.

Fiskars ma oczywiście w swojej ofercie dużo innych fajnych rzeczy, od grabi do ogrodu aż do artykułów papierniczych, więc podejrzewam, że jeszcze coś do naszego domu trafi:D Aaa, zapomniałabym - brat jest wielkim entuzjastą fiskarowskich siekier ;)


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Kawa z pianką - nowa wersja znanego peelingu z kawą

Chyba każdy słyszał o kawowym peelingu. Taniutki i bardzo skuteczny, kofeina naprawdę działa cuda, skóra po takim peelingu jest niesamowicie gładka. Wcześniej nie pijałam kawy sypanej, więc rzadko go robiłam, ale od kiedy mam kafetierkę, to mam i fusy ;) 

Lubię takie rozwiązania, kiedy mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Na początku peeling robiłam mieszając fusy z żelem pod prysznic (do ciała), albo z żelem do mycia twarzy (na buźkę). Zalet nie muszę chyba wymieniać, ale były też wady: peeling trudno się rozprowadzał, spływał zanim zdążyłam go wmasować. Kilka dni temu dostałam olśnienia: pianka!




Kawowe fusy zmieszałam z pianką do mycia twarzy Lirene i... wyglądało to tak, że miałam ochotę ten mus zjeść ;) Po nałożeniu na całe ciało też się miło zaskoczyłam, bo nic nie spłynęło, a masaż był samą przyjemnością.

Jeśli przeszkadzała Wam konsystencja peelingu kawowego z żelem pod prysznic, to z całego serca polecam piankę :) Myślę, że taka do golenia też się sprawdzi, ale raczej tylko do ciała;)