niedziela, 6 października 2013

Krótki przegląd jutrzejszych promocji w dyskontach

Od jakiegoś czasu namiętnie przeglądam gazetki... no będzie już ze trzy lata. Jak na złość ciągle pojawiają się nowe :P

Na pierwszy ogień idzie Netto:




 


 

We wtorek są tanie cukierasy, w środę ser, a w czwartek Lenor :)

A teraz mój ulubiony owad, czyli Biedroneczka:



A na koniec Lidl, wybaczcie, że zamiast zdjęć wstawię tylko link... Po prostu obawiam się, że jak się napatrzę na słynne lidlowe czekolady za 1,69 zł, to jutro polecę po nie z samego rana. I jeszcze w oko wpadły mi herbaty Tekanne za 2,99! :) Winter Time <3

LIDLOWE PYSZNOŚCI  :)

Miłych zakupów jutro!:)

piątek, 4 października 2013

Domowe musli

Jakiś czas temu przeczytałam, że kupne musli jest bardzo kaloryczne. Szczerze mówiąc, to się zdziwiłam - no jak to?! Szybko się jednak okazało, że to co inni nazywają musli, to nie wiele ma z nim wspólnego. Jak można sądzić, że płatek oblany białym, słodkim ulepkiem jest fit? Po prostu marketing na piątkę.

Zwykle kupujemy gotowe musli w Lidlu, kilogramowa paka za 8 zł. Żadnego dosładzania, sama natura.  Przeglądając moje cudowne pojemniki (kupiłaś coś dziwnego - tak włóż to właśnie we mnie!) pomyślałam, że można z tego zrobić fajną mieszankę i jeść z mlekiem/jogurtem. Jak Emilka pomyślała tak zrobiła.

No to co? Zaczynamy! Znajdujemy w odmętach TEJ szafki (każda z Nas taką ma) płatki owsiane, kukurydziane i bakalie.

 Teraz dokonujemy aktu wymieszania i... możemy się cieszyć samodzielnie skomponowanym musli ;)


SMACZNEGO!!!

P.S. Ameryki nie odkryłam, ale wypiłam już pół różowej kadarki i czuję się prawdziwą blogerką ;)
 








czwartek, 3 października 2013

Be Beauty, Normalizujący żel-peeling oczyszczający do mycia twarzy

To, że piastuję etat kury domowej nie znaczy, że o siebie nie dbam. Jestem dowódcą łazienkowej armii, swoich żołnierzy mam porozstawianych w strategicznych miejscach łazienki. Na linii frontu bardzo często (nawet dwa razy dziennie!) pojawia się żel z Biedronki ;)


Producent obiecuje nam oczyszczenie, wygładzenie i odświeżenie:


A tutaj mamy jeszcze skład:


A co ja o nim myślę?
Ja nie myślę, ja używam :) Opakowanie jest bardzo wygodne (150 ml miękka tuba z zatrzaskiem), nie mam żadnych problemów z jego obsługą. Dizajn opakowania zaliczam do udanych ;) Tuba jest lekko matowa, co przydaje się podczas używania pod prysznicem. Produkt teoretycznie jest żelem, ale według mnie to porządny zdzierak. Jeśli miałabym wrażliwą skórę twarzy to bałabym się go używać codziennie, ale na szczęście moja taka nie jest ;) Skóra rzeczywiście jest dobrze oczyszczona, jednak trochę ściągnięta - bez kremu ani rusz...



Żel jest dosyć gęsty i wydajny - przy codziennym stosowaniu wystarcza mi na 3-4 miesiące. Jego kolor nie jest zbyt apetyczny, bo taki mleczno-szaro-przezroczysty. Zatopione są w nim malutkie przezroczyste kryształki i zdecydowanie mniej (ale za to większych) niebieskich kuleczek, które rozpuszczają się po kontakcie ze skórą. Zapach mocno wyczuwalny, troszkę mydlany, troszkę perfumy babci, ale idzie się przyzwyczaić ;)


Głównym zadaniem żelu jest oczyszczanie i brak innych szkód, więc chyba ten biedronkowy dostanie u mnie stały etat ;)

Marka Bebeauty dostępna jest oczywiście tylko w Biedronce, a żel kosztuje zawrotne 4,99 zł. Myślę, że to znikome obciążenie domowego budżetu, chłop nie będzie krzyczał, hihih ;)

wtorek, 1 października 2013

Green Hills Jeżyna

Nadeszła jesień i sezon herbaciany. Przy okazji promocji w Biedronce obkupiłam się jak mogłam. Poza znanymi mi już smakami, skusiłam się na piramidki Green Hills o smaku jeżyny. Tego posta pisze siedząc pod kocykiem i otulona zapachem gorącej herbatki.



Zacznijmy może od składu, który jak na herbaty z dyskontu jest całkiem niezły. No dobra, wyrzuciłabym korzeń lukrecji i aromaty, bo za nimi nie przepadam - na szczęście nie czuć ich w smaku ;)


W smaku oczywiście w pierwszej kolejności czujemy hibiskus, ale po jakimś czasie jeżyna zaczyna się delikatnie przebijać. Czuć charakterystyczny smaczek jeżynowych liści, a w odpowiedniej temperaturze (trochę przestudzona) można wyczuć smak owocu. Pod żadnym względem nie można tych piramidek zaliczyć do sianowatych, bo nawet jak robię w większym kubku, to ani zapach, ani smak, ani nawet kolor nie traci na intensywności. Podejrzewam nawet, że w filiżance byłaby dla mnie za mocna ;) Dodam, że ja herbat wcale nie słodzę.

Naprawdę jedna z lepszych herbat owocowych w torebkach, które piłam. Do kupienia tylko w Biedronce, cena 3.99 zł za 20 piramidek - warto! :)

A Wy czym raczycie się w chłodne dni? Polecicie jakiegoś dobrego rozgrzewacza?:)