piątek, 29 listopada 2013

Przepiśnik z Biedronki

Tak, mam i ja! 
Jak tylko zobaczyłam przepiśnik w gazetce, od razu zaświeciły mi się oczka i zażyczyłam go sobie od P. z okazji mojego miesiąca. Później przyszedł zdrowy rozsądek i wytłumaczył na spokojnie, że już mam zeszyt z przepisami, że i tak niczego ostatnio nie piekę i że właściwie kucharka ze mnie... wspaniała inaczej. Ok, zrozumiałam.

Dzisiaj jednak otworzyła mi się Biedronka "rzut beretem", trzeba się było wybrać na przeszpiegi. No i pech. Przepiśniki były takie słodkie, że nie można było obok nich przejść obojętnie... Ok, pomyślałam, że kupię, trochę w domu poleży i będzie komuś na prezent. Jasne... Jak tylko go otworzyłam, to wiedziałam, że nikomu go już nie oddam. 

O co tyle pisania? No popatrzcie sami jaki piękny przepiśnik:


Otwieramy i widzimy taką oto stronę. No i jak tu komuś coś takiego sprezentować, jak to (tylko) ja jestem perfekcyjną gosposią? ;)


Dalej mamy kieszonkę na swoje karteluszki i fajny przelicznik miar i wag. Gizmelli też się przepiśnik spodobał ;)


Potem mamy osiem stron z 16 przepisami, dla mnie nic ciekawego, ale jak są, to niech będą ;) No i przechodzimy do sedna, czy tam serca przepiśnika - miejsca na nasze przepisy. Wszystko podzielone jest na siedem kategorii:
  • małe co nieco
  • sałatkowy ogród
  • kraina zup
  • obfity posiłek
  • słodkości
  • od wielkiego święta
  • specjały pani domu


Każda kategoria to 25 stron, na których możemy zapisać aż 50 różnych przepisów. Jak dla mnie to pewnie wystarczy do końca życia. Brakuje mi co prawda działu z przetworami, ale myślę, że można je wrzucić w specjały pani domu, albo zamiast zup ;)

Do wyboru mamy aż sześć różnych wzorów - wszystkie piękne! Przepiśnik kosztuje tylko 22 zł, jest formatu troszkę większego zeszytu i ma 336 stron. Jeśli macie na niego ochotę, to się spieszcie, bo idą jak świeże bułeczki ;)


środa, 27 listopada 2013

5 na 5, czyli pięć posiłków na cały tydzień #3

Od kiedy zaczęliśmy robić szczegółowy jadłospis, to rzeczywiście czuję, że mam kontrolę nad tym co jem. Oprócz tego zauważyłam, że właściwie nie marnujemy jedzenia - oszczędność jak ta lala ;) Oczywiście nie jest to super jadłospis opracowany przez dietetyka - po prostu zwykłe/przeciętne odżywianie normalnej pary.

Teraz akurat wypada tydzień, kiedy P. ma zmianę od 16 do 24, co zawsze stanowiło problem w dopasowaniu pór posiłków. Ale wymyślił, że jak rano (10) wstaje, to może zjeść sobie spokojnie śniadanie, potem wspólny obiad, a II śniadanie, podwieczorek i kolację zabiera ze sobą do pracy. Muszę przyznać, że taki układ jest naprawdę wygodny. Trzeba tylko pamiętać, że aż trzy posiłki muszą być "jedzeniem na wynos", czyli żadnego czosnku, bu:D

PONIEDZIAŁEK:
Ś:
O: warzywa na patelnię z ryżem
II Ś: bułki
P: owoce
K: kefir

WTOREK:
Ś: bułki
O: wątróbka
II Ś: pierogi
P: sałatka
K: serek wiejski

ŚRODA:
Ś: kanapki
O: cevapcici
II Ś: kanapki
P: kaszka manna
K: kefir

CZWARTEK:
Ś: kiełbasa na gorąco
O: zupa pomidorowa
II Ś: brokuły
P: kanapki
K: serek wiejski

PIĄTEK:
Ś: jajecznica
O: kurczak
II Ś: kalafior
P: owoce
K: kefir

Dania obiadowe oczywiście składają się też z jakiś ziemniaków, ryżu czy kaszy, ale to dopasowuję na bieżąco:) Zależy czy mam czas na gotowanie ziemniaków, czy może wolę w tym czasie grać w Muaraba ;) A i najważniejsze: to, że jadłospis istnieję, to wcale nie znaczy, że trzymamy się go w 100% - przecież w życiu najważniejszy jest spontan:D

wtorek, 26 listopada 2013

Kalendarz 2014 z Biedronki

Rok się już kończy, czas więc zacząć planować następny. Dla mnie najlepszym sposobem na to jest kalendarz :) W zeszłym roku zaszalałam i kupiłam sobie planner za 65 zł i niestety niezbyt się u mnie sprawdził - jak dla mnie było w nim zdecydowanie za mało miejsca. W tym roku nie miałam zamiaru już kombinować, poszłam na łatwiznę i kupiłam kalendarz w Biedronce za zawrotną sumę 9.99 zł. 


W Biedronce mamy do wybory (chyba) dwa formaty kalendarzy, jeden to A4 (różnokolorowe) i jednokolorowe A5, czyli mój. Kolory są tak piękne, że chciałoby się wziąć wszystkie - u mnie padło na jabłkową zieleń :) 

Na początku mamy standardowe pole do wpisania wszystkich swoich danych (bardzo szczegółowych), następna strona to dane firmy i skrócony kalendarz na 2014 rok.


Układ kalendarza jak dla mnie jest idealny: dzień podzielony na godziny, obok miejsce na notatki, a pod spodem na ważne informacje. Na powszedni dzień mamy całą stronę, sobotę i niedzielę upchali razem. 



Jest też strona do planowania urlopu:

Na końcu kalendarza jest skrócony 2015 rok, dość obszerny adresownik i stronka, która szczególnie mi się spodobała, bo możemy wpisać ważne daty swojej rodziny, typu imieniny babci i urodziny teściowej:D


Ooo i mamy w nim jeszcze tasiemkę do zaznaczania strony, w moim aktualnym bardzo mi tego brakuje... 

Ja swoją zieloność zaraz przyozdobię (w końcu przydadzą się naklejki z Biedronki:D) i podrasuję jeszcze bardziej pod siebie - jakaś mała kieszonka z tyłu np. 

A Wy macie już swoje kalendarze, czy może w ogóle nie używacie?

niedziela, 24 listopada 2013

Też się pochwalę, a co! - Rossman -40%

Tak, wiem, takich postów było już milion sto dziewięćset, ale promocje są po to, żeby kupować, a potem się chwalić łupami. Przeczytałam kilka zabawnych tekstów o podejściu kobiet do wszelakich wyprzedaży i nie powiem, udzieliło mi się:D W piątek zabijałam w myślach wszystkie kobietki po drodze, żeby zmniejszyć konkurencję przy szafach w R., choć wielkich łupów nie planowałam, ani też nie zrobiłam. Myśli chyba zadziałały, bo oprócz mnie w Rossmanie były tylko dwie osoby ;)

Co kupiłam? Taaa daaaam!


1. Lovely, Pump Up - ogólnie lubiana i polecana. Nawet troszkę podkręca te moje druty, więc chwalę ją pod niebiosa. Teoretycznie kupiłam sobie, ale sis coś marudzi, że chciałaby jakiś tusz... Jak będzie grzeczna to dostanie w prezencie (bo ja oczywiście mam też trzy inne:D). Po zniżce kosztowała 5,39 zł.

2. Mel Merio, Vanilla Spirit - waniliowa woda toaletowa za oszałamiającą cenę 8,39 zł! Zapach boski, przypominają mi się gimnazjalne czasy. Trwała oczywiście nie jest, ale jak się psiknę przed myciem naczyń czy tam podłóg, to od razu mi przyjemniej będzie. Na wyjścia raczej za słodka:D

3. Lovely, Błyszczykowa pomadka do ust - jakoś nie mogę się przekonać do innych niż bezbarwne... Dzięki tej promocji usłyszałam, że są półtransparentne pomadki, np. właśnie ta, lub droższa, Meybelline Color Whisper. Wybór padł na Lovely (jak się sprawdzi, to zainwestuje w whisper) na bezpieczny nr 05. Póki co jestem zachwycona i nawet ten zapach, co niektórym przeszkadza, mi się bardzo podoba. Pomadka za 5,09 zł.

4. Lovely, Matte Top Coat - miłość od pierwszego użycia. Tak jak za zdobieniem paznokci nie przepadam, tak maty kocham. Od dwóch dni nie mogę się napatrzeć na moje matowe pazurki - piękne! Kij z pękaczami, kij z jakimiś tam piaskami - mat wygrywa ;) Chyba nawet trochę przedłuża trwałość lakieru, bo szorowałam gary, a lakier w niezmienionym stanie, teraz po dwóch dniach leciutko starły się końcówki. 4,29 zł

5. Wibo, 4in1, Concealer palette - od dawna je chciałam kupić, teraz nadarzyła się okazja:) Jeszcze nietestowane, więc się o nich nie wypowiem. ;) 7,79 zł

6. Meybelline, Color Tatoo 40-Permanent Taupe - kolor mega mój: czasem brąz, czasem szarość. Jako kura domowa zrobiłam mu test wytrzymałości i przetrwał na dłoni przez całe mycie naczyń (razem z lakierem). Myślałam, że jest idealny. Następnego dnia zadowolona wymalowałam się na zajęcia, wracam i klaps - zrolował mi się, sic!. Muszę z nim poksperymentować, bo czuję, że możemy się polubić. 14,39 zł

7. Miss Sport, cat's eyes liner - czarny liner w pisaku. Ogarniam tylko taką formę eylinerów, po pierwszych testach mogę powiedzieć, że całkiem spoko, wytrzymał dłużej niż cień Tatoo :) Kolor intensywny i chyba będzie dobrze. Na zdjęciu nie ma, bo zaginął w akcji. 8,99 zł

Produkty raczej niskopółkowe, ale skoro się sprawdzają, to po co przepłacać, hm? ;) 

A Wy się już pochwaliłyście zdobyczami?:D

czwartek, 21 listopada 2013

-40% Super Pharm, zakupy w Naturze i przegląd w Rossmanie ;)

Zrobiłam sobie dzisiaj zakupowy dzień. Musiałam załatwić sprawę na mieście, więc "po drodze" zaszłam do kilku sklepów. Zaczęłam od Super-Pharm, a skończyłam na Realu ;)

Wczoraj na blogach naczytałam się o obniżce -40% na podkłady, tusze i kosmetyki do włosów w Super-Pharm. Oczywiście zainteresowała mnie trzecia kategoria. W SP byłam koło 10, tłumów więc żadnych nie było (jeśli nie liczyć pań metkujących produkty) i zdziwiłam się pierwotną ceną niektórych kosmetyków. No hello, 15,99 zł za żółtą odżywkę Garniera? Oświećcie mnie, SP naprawdę jest taki drogi? Jedyną marką, która mnie zainteresowała był Biovax - wszędzie o nim głośno, a ja jakoś nigdy nie miałam okazji spróbować. Wyszłam tylko z ich dwufazową odżywką NutriQuick bez spłukiwania, zobaczymy co to za cudo. 


Potem zaszłam do Dayli (dawny Schlecker) i myślę, że to była strata czasu. Myślała, że z nazwą zmieniło się coś jeszcze, ale niet - dalej puste półki. Jedynie co mnie zaciekawiło, to szafa Bell. 

Po drodze na przystanek była Natura, zaszłam tylko zobaczyć, ale... że jedwab GP był w promocji... ;) Wzięłam sobie jeszcze osławiony krem do rąk Anida i zakochałam się od pierwszego użycia. Myślę, że na zimę będzie jak znalazł - treściwy i ślicznie pachnie (jak w drogerii, hihi). 

Do Rossmana musiałam zajść po żarełko dla kociaków, więc przy okazji sprawdziłam co tam w szafach piszczy. Panie dokładały towar, więc myślę, że jutro będzie co kupować. Na pewno wezmę Tatoo Tape, ich eyliner niezbyt mi jednak przypadł do gustu, może wezmę Rimmela, a w ostateczności Wibo. No i jeszcze Wibowskie korektory 4in1 i matowy top Lovely. Mam nadzieję, że tylko tyle wyląduje w koszyku :D

Potem spożywka w Netto i Realu. Real wypuścił świąteczną gazetkę z kosmetykami - na pierwszy rzut oka nawet mi się spodobała:) Z dzisiejszych zakupów trochę tych gazetek przytargałam, będzie co wieczorem przeglądać:D


A na koniec bonus: znajdź kota:)



poniedziałek, 18 listopada 2013

Moja kolorówka z Rossmana - cienie do powiek

Pół Internetu już wie, że od 22 do 28 listopada w Rossmanie będzie obowiązywała promocja -40% na kolorówkę. Wiele osób szuka teraz info o tym, co ciekawego można upolować, albo też czego się wystrzegać ;) Mam w domu trochę tej kolorówki, więc stwierdziłam, że zrobię mały przegląd. Dzisiaj padło na cienie do powiek. Nazbierałam ich raptem siedem, oto moja kolekcja:



A teraz mały opis:

1. Lovely Matte Make Up 02 - Kolory śliczne, niestety pigmentacja bardzo słaba. Jeśli zaczynamy je rozcierać kolory praktycznie znikają.

2. Lovely Matte Make Up 03 - Beż też nie jest zbyt dobrze napigmentowany, ale lubię go kłaść na całą powiekę jako bazę. Granat jest ok, wyraźny kolor, utrzymuje się na bazie (Joko) ok. 6h w intensywnym kolorze.
Te matowe cienie chyba są powoli wycofywane, więc nie wiem czy są jeszcze w sprzedaży.

3. Lovely Holographic Eyes 02 - niby śliwka, ale czasem wychodzi z niej szarość. Solo mi jakoś nie pasuje, ale czasem z innym cieniem tworzy fajny duet. Fajny do eksperymentów, ale tylko z lepszymi jakościowo cieniami, bo inaczej znika w ekspresowym tempie.

4. Miss Sporty Mono, 122 Attraction - ceglasta pomarańczka. Średnia pigmentacja, ale trwałość całkiem ok. Do codziennego makijażu w sam raz.

5. Miss Sporty Mono, 127 Sand Francisco - używam jako rozświetlacza lub cienia bazowego i sprawdza się całkiem fajnie. Zdecydowanie się lubimy :

6. Miss Sporty Smoky Eye, 407 Luxury Smoky - zainteresował mnie połączeniem zółci i szarości. Miłość od pierwszego użycia. Miłość jest ślepa, więc przymykam oko na osypywanie się i konieczność poprawek, ale efekt połączenia tej czwórki to ostatnio mój najczęstszy makijaż.

7. Miss Sporty Smoky Eye, 403 Brown Eyes - bardzo fajne połączenie brązów, ciepłych brązów. To już moje drugie opakowanie, pewnie nie ostatnie :) Więcej o nich pisałam TUTAJ.

Uff, to już koniec. Mam nadzieję, że komuś pomogę w wyborze. Tak w skrócie: Lovely niezbyt polecam, Miss Sporty, szczególnie poczwórne polecam bardzo:D

A Wy jakie cienie polecacie z Rossmana? Ja się zaczaję na Maybelline Tatoo <3

sobota, 16 listopada 2013

Bioelixire ArganOil - hit czy wielka ściema?

No właśnie, jestem zdezorientowana. Kiedyś hitem było Q10, potem kwas hialuronowy, teraz przyszedł czas na olej arganowy. Nie żebym miała coś przeciwko tym składnikom, bardzo je lubię, ale niekoniecznie dlatego, że są akurat na topie. Taka topowość sprawia, że im mniejsza zawartość w kremie/balsamie/odżywce, tym większy napis na opakowaniu.

Bioelixire serwuje nam swój produkt w minimalistycznym, białym kartoniku (niestety się nie ostał). W oczy rzucają się przede wszystkim BIO i ARGAN OIL. I dopóki nie poczytamy składu jesteśmy przekonane, że to super hiper produkt, który w cudowny sposób zadziała na nasze włosiska. Niestety skład z olejkiem arganowym niewiele ma wspólnego, prędzej można by go było nazwać silikon z dodatkiem olejków. 


Skład oczywiście przeczytałam dopiero w domu, troszkę się zdenerwowałam (głównie na swoją głupotę) i olejek wylądował na dnie szuflady. Ale "nagle" skończył mi się jedwab z Green Pharmacy, to sobie o nim przypomniałam. Złość minęła, pomyślałam, że w sumie moje włosy lubią silikony, to czemu nie spróbować. 

Po pierwsze: Genialny zapach! W tej kategorii przebił GP. 
Po drugie: Jak produkt do stylizacji, czyli przylizywania moich puszących się włosów sprawdza się genialnie. 
Po trzecie: Przyzwyczaiłam się do pompki w GP, więc to opakowanie wydaje mi się dosyć nieporęczne. Trudno jest je zakręcić śliskimi rękoma. 
Po czwarte: Według mnie producent wcale nie jest ok w stosunku do klientów nazywając ten produkt ArganOil. Biorąc pod uwagę ten fakt, no i opakowanie więcej go nie kupię. Wrócę do GP, działanie może ciut gorsze, ale... mniej ściemy i wygodna pompka! ;)

W Rossmanie kupiłam za 4,99 (20 ml) w promocji, normalnie chyba 9,99. Według mnie dychy to on nie jest wart.

A Wy co o nim sądzicie?

czwartek, 14 listopada 2013

Isana - duch peeling?!

Uwielbiam peelingi. Wszelakie, do ciała, do stóp, do dłoni, do twarzy. Im ostrzejszy tym lepszy. Jedyny kosmetyk, za którym tęsknię, to niebieski zdzierak z Avon z tej serii antypryszcz. 

Mniej więcej rok temu miałam Isanowski peeling z białą czekoladą. Działania rewelacyjnego nie miał, ale po sieci krążyły legendy, że klasyczna wersja jest lepsza. No to spróbowałam... 


Od producenta:
Isana peeling pod prysznic:

  • drobne mikroziarenka delikatnie usuwają zanieczyszczenia oraz martwy naskórek
  • prowitamina B5 oraz witamina E pielęgnują Twoją skórę
  • nanieść na nawilżoną skórę, lekko wmasować i dobrze spłukać wodą
  • pH przyjazne dla skóry, testowany dermatologicznie
Moja opinia:
Super wygodne opakowanie, zwykła miękka tuba. Wielki plus za to, że jest matowa i nie wyślizguje się z nawet mokrej dłoni. Zamknięcie to klasyczny zatrzask. Sam peeling jest bardzo rzadki, przez co dość trudno go dozować, zawsze coś gdzieś skapnie. Drobinki są naprawdę bardzo małe i takie jakieś plastikowe. Ale najgorszy jest chyba zapach, taki dusząco-mydlany. Działaniem także nie zachwyca, dla mnie to on nie robi nic więcej od zwykłego żelu pod prysznic. Ok, ok, producent przecież napisał, że to tylko mikroziarenka... Ja jestem na nie. 

Cena: ok. 5 zł/200 ml

Jeszcze dorzucę Wam skład Isana Duch Peeling:


Miałyście? Jakie są Wasze odczucia?

środa, 13 listopada 2013

Najlepszy płyn do płukania - Lenor Summer

Nie wyobrażam sobie prania bez tego typu produktu. Kij tam ze zmiękczaniem, liczy się przyjemność wyjmowania z pralki czystego, pachnącego prania. X lat temu, w sumie jeszcze w domu rodzinnym, a potem u P. używaliśmy czarnego Lenora. Nie wiem, czy coś zmienili w składzie, czy może się przyzwyczailiśmy, ale pranie zamiast pachnieć, to śmierdziało. 

No i się zaczęło eksperymentowanie... Lenora odrzuciłam kompletnie, ale było i E i K, Silany i pewnie inne też. Ale wszystko to były jednobutelkowe akcje. Na dłużej zatrzymałam się przy Biedronkowym Edenie (KLIK!), ale siostra poleciła mi żółty Lenor - zachęciła mnie głównie tym, że zapach unosi się w całym domu. Kupiłam i nie żałuję!


Zapachu niestety nie opiszę, ale z wakacjami mi się chyba nie kojarzy. Z praniem jak najbardziej  - świeżość w najlepszym wydaniu. Pranie pachnie nim nie tylko podczas wyjmowania z pralki, ale nawet podczas zdejmowania z suszarki i... otwierania szafki z ubraniami. Nigdy wcześniej takiego efektu nie zauważyłam. Po tej butelce na pewno spróbuję innych kolorów (macie jakieś Lenorowe hity?), ale do żółtego będę wracać regularnie. Dodatkowym plusem jest oczywiście też większa wydajność - na jedno pranie używam zdecydowanie mniej niż Edenu. 

Normalna cena w Realu to chyba 16 zł, ostatnio były w promocji po 10.99 :) A w Tesco zawsze cena 12,99 zł. 


wtorek, 12 listopada 2013

Drobnostki cieszące Kurę Domową ;)

Wczoraj miałam już skompletowane zamówienie na e-tesco, ale na chybił trafił - bez listy. Cena koszyka mnie troszkę negatywnie zaskoczyła, więc postanowiłam, że Tesco sobie daruję, a dziś na spokojnie zrobię jadłospis i listę. Na zakupy wybrałam się do zagłębia Biedronka-Lidl, ale oczywiście oprócz codziennej spożywki coś tam jeszcze do koszyka wpadło. 

W Lidlu od początku listopada czuć już święta, co mnie wcale pozytywnie nie nastraja. Nie lubię przedświątecznego szumu i kupowania wszystkiego, co nam się trafi pod rękę. Skłamałabym jednak, że i mi się oczka nie świecą jak widzę wszelkiego rodzaju ozdóbki do ciasteczek, świąteczne foremki, posypki i te sprawy. Dzisiaj skusiłam się jednak na przyprawy:

  • wanilia w lasce - dwie sztuki zapakowane w urocze fiolki kosztowały 4,44 zł
  • anyż - 15 gwiazdek za 3,33 zł - idealny do zimowych herbat, a może nawet skuszę się na jakąś naleweczkę z jego udziałem

W Biedronce świąt troszkę mniej, ale czekoladowe mikołaje spokojnie możemy już kupić. Ja tam skusiłam się jednak zupełnie na co innego:

  • masło klarowane 98% tłuszczu - 500g tylko 11,99 zł! Najniższa cena jakąkolwiek widziałam. Samo masło jak dla mnie jest idealne do smażenia - nic się nie dymi i nie spala;) 
  • płyn ułatwiający prasowanie Eden - już od dosyć dawna "marzył" mi się tego typu produkt. Jak działa nie mam jeszcze pojęcia, ale Tż stwierdził, że na pewno z butelki wylatuje dżin i sam prasuje - nie miałabym nic przeciwko:D Jedyne co mogę stwierdzić, to ładny zapach ;)


A jak tam Wasze "przedświąteczne" zakupy? Cieszycie się, czy narzekacie na kolejki w sklepach?

niedziela, 10 listopada 2013

Pieczony pstrąg z masłem i czosnkiem

Co prawda to popisowa potrawa Mężczyzny, ale... musiałam kiedyś ratować swój honor i zrobić ją sama ;) Ok, dosyć wstępu, lecimy.

Co nam potrzebne?

  • dwa pstrągi
  • odrobina masła - kilka "wiórków"
  • dwa ząbki czosnku
  • cytryna do skropienia
  • przyprawa do ryb

Ja tam pstrąga kupuję wypatroszonego, więc pozostaje mi tylko dokładnie go umyć i można się już za niego zabierać. Rozpruty brzuch posypujemy przyprawą, wkładamy wiórki masła i plasterki czosnku.


Wierzch też posypujemy przyprawą i układamy czosnek. Dodatkowo wszystko skrapiamy sokiem z cytryny.


Tak przygotowaną rybkę szczelnie owijamy folią aluminiową i sruuuuu! do piekarnika. Ja mam gazowy, ustawiam na 5-6 i piekę około godzinki.


Czekamy, czekamy i... wyjmujemy! Ostrożnie, bo ja tam się już kilka razy folią poparzyłam ;)


Teoretycznie powinno się usunąć oko, ale ja tam nie mam serca do ich wydłubywania ;) Łba i tak nie jem, więc się nie zatruję. Rybka jest aromatyczna i ma fajny cytrynowy smaczek. 

Smacznego!

czwartek, 7 listopada 2013

Najlepszy płyn do mycia naczyń - Fairy Platinum

Uff, poszukiwania ideału dobiegły końca. Jeśli chodzi o sprzątanie, to jestem zwolenniczką ostrej chemii. Uwielbiam wersje skoncentrowane i nie zachowuje się jak statystyczna Polka: dam więcej, to będzie lepiej. Wręcz przeciwnie - albo ściśle stosuję się do zaleceń producenta albo nawet daję troszkę mniej.

Już od samego początku, kiedy Fairy pojawił się na rynku, uważałam, że jest to jeden z lepszych płynów. A że to były czasy domowych eksperymentów, nie zawsze pełnego portfela, to różne inne płyny też mi się zdarzały. Jednym z nich był biedronkowy Tymek (RECENZJA), który okazał się totalną porażką. Był też klasyczny Ludwik oraz Pur.

Jak zobaczyłam w sklepie nową wersję Fairy, od razu wpadł do koszyka. Cierpliwie poczekał na swoją kolej i... zagrzał sobie u mnie miejsce.



Butelka 720 ml! wystarczyła mi na równo cztery miesiące codziennego zmywania. Zaznaczam, że nie posiadamy zmywarki, jest nas teoretycznie dwójka, ale naczyń brudzimy co najmniej za trójkę ;)

Wersja Platinum od normalnej różni się procentowością środków powierzchniowo czynnych - normalna wersja ma >15%, a Platinum aż >30% - ma chłopak moc!

Obie wersje kosztują tyle samo, w promocji ok. 5 zł (aktualnie jest w Realu), teraz kupiłam zwykła, żeby porównać na jaki czas nam starczy.

Niestety słyszałam też, że niektórych Fairy uczula, ale widziałam wersję Sensitive, więc może wrażliwcy niech na nią zwrócą uwagę.

Podsumowując: Fairy Platinum to najlepszy płyn do mycia naczyń na rynku ;) A Wy co o nim sądzicie?

Teoretycznie znalazłam już dla siebie najlepszy płyn pod słońcem, ale ostatnio naczytałam się o cudach do sprzątania (m.in. płyn do naczyń), które można zamówić na  http://www.beneva.pl. A że kobieta zmienną jest, to chyba się skuszę :D

środa, 6 listopada 2013

Zakupowe szaleństwo - Rossman, Biedronka i Pepco

Pogoda za oknem wcale nie zachęca do wychodzenia z domu bez potrzeby. W domku jest przecież tak przyjemnie i cieplutko, można zapalić sobie świeczki i zaszyć się z książką pod kocykiem. A w łazience otulać się jesienno-zimowymi zapachami fundując sobie domowe SPA. Kuchnia też nie pozostaje w tyle - czas na rozgrzewające, sycące potrawy. 

Wszystko ładnie, fajnie, tylko do tych powyższych przyjemności trzeba jakoś pozyskać materiały, nie wszystkie same do domu przyjdą (o jak ja kocham zakupy e-tesco). Z rzeczami, które mają mnie rozpieszczać jest tak, że ja je muszę najpierw kilka razy dotknąć, ewentualnie powąchać, żeby poczuć w bebechach, że to właśnie ta konkretna rzecz mnie uszczęśliwi.

Wczoraj wybrałam się do siedziby zła wielkiego tj. Rossmana. 


  • Eveline korektor 8w1 kolor Nude - kupiłam go za całe 5,49 zł ;) Wydaje się być całkiem ok, ma fajne krycie, ale grzecznie musi poczekać na swoją kolej.
  • Gliss kur dwufazowa odżywka do włosów - tak, zachowałam się jak typowa baba, zobaczyłam, że jest przecena z 19,99 na 3,99 więc wzięłam. W domu zobaczyłam, że skład tragiczny, opinie w internecie też niezbyt przychylne. Miejmy nadzieję, że u mnie się sprawdzi ;)
  • Perfecta, cukrowy wosk do depilacji twarzy - 9.99 zł. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło... problem wąsika raczej mnie nie dotyczy, ale kilka meszkowatych włosków jest, a raczej było. Plastry oprócz tych kilku mizernych włosków zerwały mi też naskórek i mam prostokątnego strupka pod nosem. Produktu nie skreślam, bo to pewnie wina mojego niedoświadczenia. 
  • Facelle - żel do higieny intymnej - 3,49 zł. Tyle się o nim naczytałam, że może zastąpić i szampon i żel do mycia twarzy i w ogóle och ach ech. Niestety, zapach do dyskwalifikuje, dla mnie on śmierdzi wc w pociągu ;) Zużyję pewnie zgodnie z przeznaczeniem...
Rossman był wczoraj, a dzisiaj napadłam na Biedronkę i Pepco. W owadzie jest do dziś promocja na żele pod prysznic, płyny do kąpieli, sole i mydła - 25%. No jak mogłam nie skorzystać?:)




  • podgrzewacze La Rissa czekolada-wiśnia, 4.49 za 18 sztuk. Zapach cudowny, właśnie się palą i czuć je dość wyraźnie. Biedronka na jesień oprócz tej wersji wprowadziła też śliwkowe
  • Bebeauty SPA żel Brazylia z ekstraktem z Guarany. Cudowny zapach, miłość od pierwszego powąchania. Owocowy, słodki, podejrzewam że w środku zimy będzie ogrzewał wspomnieniami wakacji. Normalnie kosztuje 4.99, teraz ok. 3.5
  • BeBeauty SPA ujędrniająca sól do kąpieli Kwiat Lotosu - będzie w sam raz do moczenia stópek w czasie mrozów ;) 
  • BeBeauty Creme ogórkowy. Biedronkowa wersja mydła Dove, zawiera 33% kremu nawilżającego - kupiłam na zapas, nie mam pojęcia kiedy zużyje. Kosztowało ok. 1.3 zł
  • Linda, zapas mydła w płynie jeden litr za ok. 3.8 zł - opinie ma dość dobre, ale też będzie musiało poczekać na swoją kolej:)
  • Pilniczki z Pepco 2.99 za 18 sztuk! Nie będzie mi już szkoda wyrzucać po dwukrotnym użyciu ;)
  • Ręcznik kuchenny 5.99 ze słodką aplikacją. Jakiś czas temu kupiłam ręcznik do kuchni z mikrofibry, ale niestety niechętnie wpija wodę, mam nadzieję, że ten będzie lepiej spełniał swoje zadanie:)
Uff, to już wszystko:) Potrzeba pierdółkowatych zakupów zaspokojona na jakiś miesiąc :)

P.S. Od jutra w Biedronce konserwy mięsne -25%. 

wtorek, 5 listopada 2013

Pielęgnacja włosów wysokoporowatych z tendencją do puszenia się #2

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak pielęgnuję swoje włosy - TU! Dziś natomiast chciałabym napisać o produktach, które kompletnie NIE SPRAWDZAJĄ się na włosach wysokoporowatych. Zaznaczam, że piszę na podstawie własnych doświadczeń.

No to lecimy po kolei.

1. Perłowe szampony - nie trafiłam jeszcze na żaden, który nie powodowałby u mnie szybszego niż normalnie przetłuszczania. Niechlubne rekordy biły szampony Syoss, ale Timotei z różą z jerycha depcze mu po piętach. Już nigdy nie kupię perłowego szamponu. W ogóle mam wrażenie, że te zwykłe ziołowe oczyszczają włosy o niebo lepiej.

2. Odżywki bez silikonów - męczyłam się ze dwa miesiące z takimi i jedyne co zmieniło się w moich włosach to ich ilość - rwałam je sobie garściami przy rozczesywaniu. Nawet wtedy, gdy używałam Tangle Teezer.

3. Olej kokosowy - ma naprawdę fajne właściwości, ale do włosów wysokoporowatych się niestety nie nadaje. Zamiast pięknych, zdrowych włosów mamy wysuszone i matowe. Zdecydowanie lepiej sprawdza się zwykła oliwa z oliwek.

A teraz konkretne produkty:

4. Maska Alterra - wiem, wszyscy ją chwalą, ale mi od samego początku nie przypadła do gustu. Zaczynając od dziwnej konsystencji na zapachu farby akrylowej skończywszy. Włosy miałam po niej gumowate, zupełnie bez życia. Winę za to wszystko biorę na siebie, a konkretnie na strukturę mojego włosa.


5. Szampon Babydream - pierwotnie kupiłam P., a nóż widelec pomogłoby na jego suchą skórę głowy, w końcu jest bardzo delikatny. Guzik! Powędrował więc na moje włosy... NIGDY nie straciłam tyle włosów, co po próbach rozczesania po nim włosów. Kilkakrotnie próbowałam z różnymi odżywkami do spłukiwania i niestety efekt ten sam. Do moich włosów się niestety nie nadaje, ale do mycia pędzli owszem. 

6. Puder go2be - dawno, dawno temu wygrałam go w jakimś konkursie, ale do dzisiaj nie mogę zapomnieć, jaką masakrę zrobił na moich włosach. Plastelina to przy nich ideał konsystencji. Sztywne, klejące... lakier do włosów z lat 80 robił chyba mniejszą szkodę włosom niż ten ulepek. 

*zdjęcia pochodzą z serwisu wizaż.pl, bo na szczęście żaden z tych produktów się u mnie nie uchował ;)

Na dzisiaj to koniec, w razie potrzeb będę uzupełniała listę w kolejne koszmarki. Mam jednak nadzieję, że takowych nie będzie dużo. 

A jeśli macie problem z wypadaniem włosów, to może warto poczytać o Novoxidyl?

poniedziałek, 4 listopada 2013

Przyjrzyj się swoim rurkom... Hydrauliku, ratuj!

Dziś pojawiam się tu z małą przestrogą, bo ostatnio spotkały nas dwie, niezbyt miłe sytuacje. "Mieszkanie na swoim" ma oczywiście więcej plusów niż minusów, ale nagle okazuje się, że jest mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. Nasze gniazdko ma dopiero cztery lata, wszystko było nowiutkie, więc jakoś nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że coś by się mogło schrzanić. A jednak...

SILIKON W ŁAZIENCE
Jakiś czas temu wyjmowałam z szafy zimowe ubrania i wszystkie śmierdziały mi stęchlizną. Pomyślałam, że skoro leżały tam całe lato, to mają prawo nie pachnieć fiołkami. Z przerażeniem odkryłam, że powodem zapaszku była pleśń! Super, szafa ma dopiero dwa lata ;/ Co się okazało? Po drugiej stronie mamy prysznic, a w brodziku ledwie zauważalnie odkleił się silikon. I tak sobie podciekało, że nawet gumowa powłoczka na ścianie niewiele pomogła. Wymieniliśmy silikon, ale przez kilka dni walczyliśmy z odgrzybianiem ściany. Niefajne to było. 


I teraz uwaga, znajomy fachowiec polecił nam wymianę silikonu w brodziku raz na rok! Właśnie ze względu na takie mikroodklejenia i grzybki... Nie widać, a są :/ Może to jest dla niektórych z Was normalna kolej rzeczy, ale dla mnie było dość dużym zaskoczeniem. Ok, ruszajcie do łazienek sprawdzić stan waszych uszczelnień, bo wierzcie mi, odgrzybiacz to nie perfumy...

RURKI OD WODY
Druga sprawa, mniej brzemienna w skutkach, bo awaria trwała góra 10 minut. O piątej nad ranem obudził nas gwiżdżący i szumiący świst. Jestem przekonana, że tak właśnie brzmi koniec świata. Ja spanikowałam, ale Mężczyzna zachował spokój i szybko zdiagnozował problem: woda! Zakręcamy główny zawór, wpadamy do kuchni, a tam zalana podłoga. Okazało się, że pękła rurka od baterii... O tak ładnie wyglądała:


Co było powodem? Lekko ruszająca się (nie dokręcona) bateria... Skończyło się na wymianie całej baterii, bo nijak nie dało się wykręcić śruby ze starej :/ Nawet nie chce myśleć, co by było, gdyby nie było nas w domu. I naprawdę doceniłam to, że P. przy każdym wyjeździe robi obchód domu i zakręca wszelkie możliwe zawory. Pędźcie więc do kuchni sprawdzić stan waszych rurek (a może macie to szczęście i macie je w murze?), bo zalane mieszkanie to chyba nie jest wasze marzenie...


niedziela, 3 listopada 2013

Pulpety w sosie koperkowym

Smak zapamiętałam ze szkolnej stołówki, która serwowała pyszne, domowe obiady. Dzieciaki zwykle się na nie krzywiły, ja sama zakopywałam mięso pod  ziemniaki, ale jak to zwykle bywa dobro docenia się po latach. Szukając nowych przepisów na obiad wybór padł właśnie na pulpeciki. 

Z podanych ilości wychodzi piętnaście pulpetów, czyli trzy porcje.

Co potrzebujemy?

  • 250g mięsa mielonego
  • pół litra wywaru (może być z kostki)
  • pieprz, sól
  • 100 ml śmietany
  • mąka 
  • mąka ziemniaczana (skrobia)
  • pęczek koperku


Jak robimy?
Na początek przyprawiamy mięso solą i pieprzem, możemy dodać przyprawy do mięsa mielonego. Formujemy pulpety troszkę większe od orzecha włoskiego i obtaczamy je w mące ziemniaczanej, wtedy się podobno nie rozwalają. Na 10 minut wkładamy mięsne kulki do gotującego się wywaru. W międzyczasie szatkujemy pęczek koperku. Jeśli pulpety już się ugotowały to wyjmujemy je łyżką cedzakową i bierzemy się za sos z wywaru. Najpierw dodajemy poszatkowany koperek, a następnie hartowaną śmietanę. 

Śmietanę hartujemy (czyli dolewamy do niej wywaru, tak pół na pół, żeby się nam w sosie nie zważyła), a jak to trochę przestygnie, to dodajemy mąkę. Najwygodniej jest zmieszać wszystko rogalikiem w szklance. Mieszankę ze szklanki wlewamy do wywaru i mieszamy do momentu aż sos zgęstnieje. 

Jeśli sos jest gotowy wkładamy do niego pulpeciki i chwilę podgrzewamy. W razie potrzeby dosalamy/dopieprzamy sos. 

Podajemy z ziemniakami i kiszonymi/korniszonymi ogórkami:) Smacznego!


sobota, 2 listopada 2013

Prosty gulasz z drobiowych serc

Pewnie część z Was zamknie teraz okienko, bo nie każdy przepada za podrobami. Ja je uwielbiam i tylko świadomość, że nie można z nimi przesadzać (zawartość metali ciężkich) powstrzymuje mnie przed codziennym jedzeniem wątróbki. Dzisiaj podpowiem, jak przyrządzić gulasz z serc drobiowych.

Co będzie potrzebne?

  • tacka serc drobiowych (400g)
  • kostka rosołowa
  • 100 ml śmietany
  • 2 łyżki mąki
  • sól, pieprz
  • listek laurowy, ziele angielskie
Co robimy?
Na początek rozpuszczamy kostkę rosołową w 0,5 l wody (prawdziwy wywar jest oczywiście lepszy) i kroimy serca. Wcześniej je oczywiście myjemy, a podczas krojenia zwracamy uwagę na zaległe skrzepy krwi, które trzeba usunąć (na całej tacce tylko dwa serducha miały). Pokrojone wrzucamy do wywaru, dodajemy listek laurowy, ziele angielskie. Całość gotujemy do miękkości, jakieś 20-30 minut. 

Śmietanę hartujemy (czyli dolewamy do niej wywaru, tak pół na pół, żeby się nam w sosie nie zważyła), a jak to trochę przestygnie, to dodajemy mąkę. Najwygodniej jest zmieszać wszystko rogalikiem w szklance. 

Kiedy serducha będą już miękkie wlewamy śmietanę i zagotowujemy. Gulasz gotowy!



Można podawać z kaszą, albo z ziemniakami - jak kto woli. Do tego jeszcze jakieś ogóreczki i mamy obiad :)

Smacznego!