środa, 8 stycznia 2014

Zdobycze dnia wczorajszego - Natura, Rossman i Tesco

Na słowo wyprzedaż reaguję tak samo jak koń na wiśta wio - pędzę na oślep! :D Nie dotyczy to jednak wyprzedaży w sieciówkach odzieżowych, których wręcz nienawidzę. Wołami nikt by mnie nie zaciągnął teraz do centrum handlowego. Na łowy do SH to co innego... No dobra, ja nie o tym:D

Po pierwsze to obiecałam sobie po zdanym egzaminie kupić sławne błoto z Rossmana. Że ono takie z Morza Martwego i w ogóle cuda robi. W moim Ross go nie znalazłam, w trzech następnych też nie... ale P. zaprowadził mnie do piątego i... było. Capnęłam szybko i jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Od razu po powrocie do domu nałożyłam na moją facjatę, pomęczyłam się 10 minut bo piekło cholernie, zmyłam i się zakochałam. Jak żyję nie miałam tak oczyszczonej cery.
Jak tak się szlajałam po tych Rossmanach to wpadło do koszyka kokosowe masło Synergen w CDN - 6,29zł!


Do Natury zaszłam, żeby zobaczyć jak bardzo zmacaną kolorówkę wyprzedają. Trochę się zdziwiłam, bo dużo było przecenionych rzeczy normalnie w szafach, ale nic dla siebie nie wypatrzyłam. Wzięłam dwa olejki Green Pharmacy, żeby zobaczyć co zdziałają na moich wysokoporowatych włosach. I już miałam wychodzić, kiedy zobaczyłam że ekspedientka wykłada mój ulubiony krem, którego ostatnio trochę się naszukałam. Okazało się, że to jakieś pozostałości z magazynu z kończącą się datą ważności. Szczerze powiedziawszy trochę mnie to zmartwiło, ale z drugiej strony... miesiąc w tą czy w tamtą mnie nie zabije. Zgarnęłam krem, tonik i sztyft na wypryski. Wszystko za 1,99 zł/sztukę. 



W Tesco wyprzedają artykuły przemysłowe, a że mieliśmy kartę upominkową to... przeciągnęłam P. przez wszystkie alejki. Kupiliśmy klawiaturę, taką specjalnie dla graczy za 60 zł i coś, na co czaiłam się już ponad rok. Tadam!


Hula hop! Kiedyś pożałowałam kasy i zamówiłam z all. Jak przyszła mi przesyłka to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać... Kombinowałam, ale szybko wyrzuciłam, żeby mnie nie denerwowało. Wcześniej widziałam właśnie to w Tesco, ale kosztowało 50 zł i wydawało mi się za drogie. Teraz wzięłam bez mrugnięcia okiem i jeszcze okazało się, że jest na wyprzedaży i kosztuje 35 zł. Bajka. O nim na pewno będzie jeszcze wpis, bo mam zamiar dzięki niemu pozbyć się brzucha ;)

No to już koniec... ale jutro jest początek wyprzedaży w Biedronce, więc spodziewajcie się kolejnej relacji:)

8 komentarzy:

  1. Pierwsze zdanie mnie urzekło, hahaha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hula hop mam od kilkunastu lat od czasów podstawówki, genialnie zrobione z bambusa :) tylko trochę o nim ostatnio zapomniałam ;) dzięki za przypomnienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaaaa, uwielbiam bambus pod każdą postacią, ale o hulahop bambusowym bym nigdy nie pomyślała:D To co, kręcimy razem?:>

      Usuń
  3. Spodobalo mi sie określenie "jak bardzo zmacaną kolorówkę wyprzedają" niestety natura taka jest. Ja znam oleje z papryką i jestem z niego zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hula - hup bym też chciała :D

    OdpowiedzUsuń
  5. no ładnie zobaczyłam to błoto troche poczytałam i CHCE JE MIEC:-D a w rossmannie bede dopiero w sob a i tak moze nie byc buuuu
    na olejek tez sie czaje ten z czerwona papryka ale rosyjski )podobno ma lepszy skład) .firmy tej GP moje włosy nie lubia oj nie lubią......a tez mam wysokoporowate . a propos takich włosów moje ostatnie odkrycie to kuracja olejkiem arganowym firmy marion (ale kuracja nie odzywka!!!!!!! bo nie popatrzyłam co dokładnie biore za pierwszym razem)
    dosłownie kropla tego cuda na reke +suszarka z jonizacja i mam "normalne" włosy a nie siano
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. 50 zł za drogie? Jejku, kobieto!;) Ja takie hula kupowałam 2 lata temu na ebayu, bo w Polsce ich jeszcze nie było... Zapłaciłam 200 zł, a było gorszej jakości niż to z Tesco, bo na plastikowej rurce. Tescowe wymiata i nawet te 50 zł to praktycznie za półdarmo...

    OdpowiedzUsuń