Zwierzenia kury domowej cz.2

Nie ma co owijać w bawełnę - pół roku bycia "panią domu" i 7 kg do przodu. Winę oczywiście zrzuciłam na wagę, która śmiała się popsuć i nie zaalarmowała mnie w porę. A teraz na poważnie. 

Zmieniłam tryb życia, nie da się temu zaprzeczyć. Sześć miesięcy temu studiowałam i pracowałam, a teraz większość dnia spędzam w domu. Skończyły się codzienne kilkukilometrowe spacery na przystanki autobusowe, skończyło się ciągłe życie w lekkim stresie i chyba wyszło szydło z worka. Jem albo tyle samo, albo nawet mniej niż wtedy, ale zdecydowanie brakuje mi ruchu. 

Pierwszą zbagatelizowaną oznaką dodatkowych kilogramów były stykające się uda. Nigdy nie miałam przerwy pomiędzy nogami, ale nigdy też nie zauważyłam, żeby się o siebie ocierały - "nagle" zaczęły. Druga sprawa - dawno nie używane spodnie. Próbuję się dopiąć i dupa... Ale wiecie, są ze sztywnego dżinsu, więc myślałam, że się "rozciągną" - no i się nie rozciągnęły. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, ale żyłam złudzeniami, że to tylko 2-3 dodatkowe kilogramy. Kupiłam wagę, okazało się że to całe siedem kilo.

Zastanawia mnie jedynie fakt, że ludzie którzy mnie dawno nie widzieli mówią, że schudłam. I wiem, że nie są to z ich strony próby poprawienia mi humoru. Ja w lustrze też spaślaka nie widzę, więc myślę że ludzi na ulicy nie straszę. To siedem kilo przeszkadza mi bardziej psychicznie niż fizycznie, to taki znak, że się jednak "zapuściłam". Że coś robię źle. Że tak dalej być nie może. 

Pora się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Nie mam zamiaru katować się ćwiczeniami z Ewą Chodakowską, tym bardziej restrykcyjną dietą. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie tego nie lubię, musiałabym się do tego zmuszać i nie czułabym się sobą. Serio, wolałabym być grubą i szczęśliwą Huszi niż udawać, że najadam się liściem sałaty. 

Postanowiłam więc zamienić ilość jedzenia w jego jakość. Albo inaczej, pozbyć się z jadłospisu pustych kalorii. Szukałam w Internecie jak powinna wyglądać prawidłowa dieta, ale albo wyskakują mi jakieś truizmy, albo diety mega odchudzające. Ja po prostu potrzebuję prostych jadłospisów, w których zachowana jest odpowiednia proporcja pomiędzy białkiem węglowodanami cukrami i tłuszczami. Proste posiłki to takie, których nazwy jestem w stanie przeczytać, a produkty mogę kupić w Biedronce czy Lidlu. No i mam problem, bo nie potrafię takich wyszukać.

Pora się chyba wgłębić w akademickie podręczniki dietetyki i dietę ułożyć sobie samej. Pięć prostych posiłków - 2000 kcal. Ekstremalnie dopasowaną do moich (i P.) potrzeb. Zaznaczam, że moim celem jest nie tyle schudnięcie tych siedmiu kilo, co zapobieganie kolejnym. Dostałam po prostu fajnego, motywacyjnego kopa do zdrowszego odżywiania i w ogóle trybu życia. 

Z moim podejściem do aktywności fizycznej z regularnym ćwiczeniem będzie ciężko. Fitness absolutnie nie jest dla mnie, nie rozumiem idei, serio. I nie chcę rozumieć. Muszę sobie po prostu znaleźć coś, co będzie sprawiało mi frajdę. Np. uwielbiam hula-hop i sobie kręcę, ale zdaję sobie sprawę, że to moje pół godziny to strata tylko 100 kcal - za mało jak na moją obecną sytuację. Spokojnie sobie to przemyślę i za jakiś czas spróbuję jeszcze czegoś innego - przecież nie od razu Kraków zbudowali ;)

Dobra, żeby nie było, że to tekst o niczym i bez celu. Wszem i wobec chcę ogłosić, że dzięki moim staraniom 15.04.2014 r. będę ważyła 62 kg, a 15.06.2014 poniżej 60. Jeszcze nie wiem jakimi metodami, ale to zrobię. Będziecie trzymać kciuki? :)




Share this:

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Ja będe trzymać:) mam podobny cel i zapatrywanie na diety i odchudzanie. Tyle że posiłki muszę dopasować jeszcze do wybrzydzających dzieci i to jest masakra, bo niby jedzą wszystko ale jak przychodzi do jedzenia to okazuje się że jednak nie. Ja sama od jakiegoś czasu ograniczyłam pieczywo (zostało ciemne), makarony zamieniłam na te pełnoziarniste, śmietanę na jogurty naturalne, mniej smażenia a więcej dań z piekarnika i grila i moja waga poszła w dół, w pół roku 5 kilo czyli bez szału ale po kolejnych kilku miesiącach nie przybyło ( a były święta i czas zimowy czyli mniej ruchu) więc jest ok. mam zamiar stosować to dalej:) znalazłam też bloga z fajnymi przepisami - normalnymi, z produktami z Biedronki:) http://smak-zdrowia.blogspot.com/
    co do ruchu to ja lubię orbitrek i tez trochę mi pomagał ale się zepsuł :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi też ciężko się dopasować z posiłkami do zmianowej pracy P. Pół biedy, jakby to były stałe zmiany, a on praktycznie każdy tydzień ma na inną godzinę;/ Z dziećmi pewnie jeszcze gorzej, ja mam cichą nadzieję, że wyrobię sobie dobre nawyki żywieniowe jeszcze przed dziećmi, żeby od małego jadły zdrowo i widziały dobry przykład w rodzicach - takie tam moje marzenie:D

    Ja muszę P. w końcu poprosić, żeby rower mi naoliwił i napompował - bo rower to ja uwielbiam:D I chyba właśnie pora na niego.

    Dziękuję za polecenie bloga, faktycznie fajny:D

    OdpowiedzUsuń