Kura domowa na warsztatach z kosmetyki naturalnej

A co, że kura domowa się nie może dokształcać? Jak nie jak tak! ;) Warsztaty odbywały się z okazji ferii zimowych, a ja skorzystałam z okazji, że widełki wieku kończyły się akurat na moich 25. Pal licho ramy wiekowe, bardziej przeraził mnie fakt, że pewna gimnazjalistka zwróciła się do mnie per pani. Serio jestem taka stara?! Inną bajką jest to, że nie przepadam za taką formą nauki, jak warsztaty - tam trzeba z ludźmi rozmawiać - a mi zdecydowanie bliżej do introwertyzmu niż wyrażania siebie na lewo i prawo. Szłam więc z pewnymi obawami, ale... było super i chciałabym jeszcze!

Bardzo spodobała mi się prowadząca, p. Ewa Zygnerska - po prostu mówiła prosto i na temat. Bez zbędnego owijania w bawełnę, bez zbędnych filozofii życiowych. W międzyczasie odpowiadała jeszcze na pytania i sama zadawała sprawdzające - ale atmosfera była zdecydowanie na luzie ;) Tematyka dotyczyła aromoterapii, więc się nawąchałam olejków i... chce je wszystkie! I święcie wierzę, że pomogą na moje wyimaginowane problemy :D 

Po części teoretycznej było coś, na co czekałam: bawienie się tymi wszystkimi półproduktami, sasa. Do zrobienia mieliśmy peeling cukrowy z dowolną kompozycją olejów i olejków. Niektórym wyszła zupa, ale mój jakoś wygląda, byle jak, ale wygląda:


Peeling energetyzujący wg Huszi: olej z pestek winogron, olej arganowy, olej z orzechów laskowych, olejek mandarynkowy, olejek pomarańczowy i olejek cytrynowy. No i cukier trzcinowy ;) (Już wypróbowałam i jeste całkiem ok)

Na koniec warsztatu było losowanie nagród, a że Huszi dzieckiem szczęścia jest, to wygrałam olejek do masażu:


A po warszatach poszłam do Natury i postąpiłam tak, jakbym wcale nie słuchała. Kupiłam olejek orientalny Mariona, który na pierwszym miejscu w składzie ma silikon. Ale spokojnie, kupiłam go całkiem świadomie do zabezpieczania końcówek ;) Swoją drogą nie mam pojęcia po co producenci marnują takie fajne oleje na takie produkty... 


Podsumowując wszystko: warsztaty usystematyzowały mniej więcej moją wiedzę na temat olei i olejków, dały kopa do kombinowania swoich kosmetyków (półprodukty leżą nieużywane:/) i jak Huszi zrobi jakiś afrodyzjak... ]:->

Dobra, pora zejść na ziemię i iść zmywać naczynia:D 

Byłyście kiedyś na takich warsztatach? Jak Wasze wrażenia? Bo ja chcę jeszcze!



Share this:

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Spędziłaś fajnie czas, też bym chciała wybrać się na takie warsztaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj, może w Twojej okolicy też się coś dzieje :)

      Usuń
  2. Ciekawe doświadczenie,teraz możesz eksperymentować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wypróbowałam zapachową wodę do żelazka - niestety miałam tylko sztuczny olejek, ale i tak fajnie pachniało ;)

      Usuń
  3. Świetnie spędzony czas :) Mam nadzieję, że kiedyś podzielisz się z nami swoją tajemną wiedzą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że ten Marion ma takie silikony. Tak jak napisałaś tylko szkoda dobrych olejków do takich kosmetyków

    OdpowiedzUsuń