środa, 12 lutego 2014

Zwierzenia kury domowej cz.III

Dziś będzie o pieniądzach, poczuciu winy i domowych obowiązkach. 

Niedługo minie trzy lata jak ze sobą mieszkamy, ale dopiero od lipca, czyli od pół roku jestem etatową "kurą domową". Wcześniej miałam wspaniały status studenta: dostawałam pieniądze od rodziców + dodatkowo pracowałam. W sumie chyba od początku naszego wspólnego mieszkania mieliśmy wspólne konto - wydaje mi się to być naturalne, ale wiem, że niektorzy mają inne podejście. Kwestia zaufania i poczucia indywidualności. Dodam jeszcze, że nigdy nie pokłóciliśmy się o pieniądze. Miałam nawet wrażenie, że chwilowe ich braki wywołują u nas szczyty naszej kreatywności... i luzu. 

Kiedy ludzie pod koniec studiów narzekali na to, że pracy w zawodzie nie ma, to my dyskutowaliśmy czy damy radę utrzymać się z pracy P. Jak się okazało, to dajemy radę i to całkiem nieźle., nawet z ogromną ratą kredytu. Pewne plany przesuwają się w czasie, kilka mądrych decyzji jeszcze przed nami, ale mam nadzieję, że w tym roku uda się zaoszczędzić większą sumę. No i tak to się ma od strony finansowej. 



Dwadzieścia lat temu większość związków tak wyglądała i nikt niczemu się nie dziwił. Dzisiaj to, że siedzę w domu (o zgrozo!) bez dziecka jest dla większości niepojęte. Niektórzy myślą, że robię to dla własnej wygody, inni zwalają to na Tuska - bo pracy w tym kraju nie ma, jeszcze inni pewnie mają mnie za mało ambitną. Nikt chyba nie bierze pod uwagę tego, że ja tego po prostu chcę. Albo inaczej, nie chcę pakować się w pracę całodobową. 

Nie czarujmy się, od kobiet wymaga się coraz więcej i więcej. Teraz kobieta idealna powinna robić karierę zawodową, miać kilkoro fajnych dzieciaków, być idealną kochanką, perfekcyjną panią domu, dbać o rodzinę i jeszcze mieć czas dla siebie i na wypady z przyjaciółkami. Nie da się. Albo inaczej, da się wszystko, ale po łebkach. A później psychoanalitycy mają robotę. Bo niestety kobieca psychika nie ewoluowała tak szybko jak jej kariera i ciągle mamy zakodowane, że to my jesteśmy odpowiedzialne za porządek w domu i inne pierdoły o ognisku domowym. 

A co z facetami? Tak jak dwadzieścia lat temu są głową rodziny, zarabiają pieniądze i... społeczeństwo będzie im biło brawa, że wychodzą w niedzielę z dzieckiem na spacer. Bo to, że kobieta zajmuje się dzieckiem jest przyjęte za normę i nikt za to nie będzie kobiet chwalił. To co, że pracuje tak samo ciężko jak facet. Owszem, są wspaniali mężczyźni, którzy dzielą się z partnerkami obowiązkami po równo, ale... oni wciąż myślą jak faceci - czarno biało. A przyjdzie kobieta i wymyśli sobie milion różnych odcieni szarości. 

Ok, wracamy na ziemię, bo się trochę zagalopowałam. Czy mam poczucie winy, że wydaję pieniądze zarobione przez P. na swoje przyjemności? I tak i nie. W tym miesiącu kupiliśmy mi telefon za 400 zł i oczywiście w swojej głowie przekalkulowalam sto razy, czy nas stać, żeby wydać tyle jednorazowo na rzecz bez której mogę się obejść. P. nie miał tego problemu - "chcesz, to kupimy". Jeśli chodzi o mniejsze przyjemności, to raczej sobie nie odmawiam, ale ja to z tych co skaczą z radości jak upolują coś w mega promocji, albo dorwą naklejki za dwa złote. Z wyjściami na piwo z kumpelami też nie mam problemu. 



Razem zdecydowaliśmy się na taki układ i jasno określiliśmy swoje obowiązki. Czy mam wyrzuty sumienia, że on teraz pracuje, a ja piję sobie piwo i przegryzam czekoladę? Nie. A dlaczego? Bo kiedy on gra na komputerze, to ja gotuję obiad. Kiedy on czyta sobie w spokoju* książkę, to ja zmywam podłogę. On bawi się swoją elektroniką, a ja rozwieszam pranie. Po prostu ustaliliśmy, że ja zajmuję się ogarnianiem domu, a on po pracy ma czas na swoje hobby. Ja pomiędzy obiadem a praniem także.

I oczywiście mamy czas dla Nas- czy to jakiś spacer, czy po prostu poprzytulanie - w czyściutkim, własnym gniazdku, z opłaconymi rachunkami, z nakarmionymi kotami - po prostu na spokojnie. 

PS Wszystkim kurom domowym polecam książkę z pierwszego zdjęcia! Dawkuję sobie, bo to nie jest książka, ktorą można pochłonąć w jeden wieczór - nad każdą historią trzeba się zastanowić i odnieść do siebie :)

*do P. :) Nie mów, że buziaki to nie jest spokój, bo jest! ;*

12 komentarzy:

  1. od roku zyłam w podobnym układzie szukając pracy i prawdopodobnie na dniach ta sytuacja się już u mnie zmieni :) w końcu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to trzymam kciuki, żeby wszystko było po Twojej myśli:)

      Usuń
  2. Hej Emilko!

    Zapewne Twoje podejście do sprawy bycia ''kurą domową'' może być obiektem zainteresowań wielu postronnych osób którym tak naprawdę nic do tego jak ty i twój mężczyzna układacie sobie życie.
    Ja raczej nie potrafiłabym odnaleźć się w takim układzie. Mieliśmy okazję żyć z pensji R. przed 2 miesiące i pomimo, że wystarczało, to nie czułam się dobrze. Nie chodziło o stosunek do pieniędzy, których własnymi rękoma nie zarobiłam ani wyrzutów sumienia. Chodziło o czysty pragmatyzm. Mając do dyspozycji drugą pensję mamy do dyspozycji możliwość spełniania większych/mniejszych zachcianek i potrzeb tak podstawowych jak mieszkanie. W przyszłości chciałabym przynajmniej dwójkę dzieci,a jedna pensja na cztery osoby to w obecnej sytuacja byłoby podobne bardziej do upadku na głowę niż rozsądnie podjętej decyzji.Nie bez znaczenia pozostają również moje ambicje zawodowe. Chcę zrobić i stworzyć ''coś swojego'' i nie po to niejednokrotnie ślęczę nad książkami, żeby za chwilkę przejść na utrzymanie męża.

    Najważniejsze, że Wam taki układ pasuje.
    W życiu trzeba postępować tak, żeby człowiekowi było dobrze samemu ze sobą bo nic tak nie cieszy jak samodzielne podejmowane decyzje zgodne z własnym poczuciem sumienia (nawet jeśli są postrzegane przez otoczenie jako coś negatywnego).
    Myślę, że dopóki swoim ''stylem życia'' nikogo nie ranicie, to jakiekolwiek komentarze na temat waszych wyborów są co najmniej niestosowane.

    Pozdrawiam!
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mówię, że taki układ będzie mi pasował za pół roku czy za dwa lata :) Ambicje zawodowe też mam, próbuję ciągle się rozwijać w swoim kierunku i mam nadzieję, że odkryję jakąś fajną bakteryjkę ;) Ale cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty, którzy akceptują to, że ktoś może myśleć trochę inaczej :)

      Usuń
  3. równy podział obowiązków i przyjemności - taki układ mi pasuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki jak nasz, czy taki, że oboje pracują i zajmują się domem?:)

      Usuń
  4. Dziękuję za ten post :) Myślę, że dużo zależy od podejścia partnera w takim układzie. Jeśli partner zgadza się na takie ustalenia i docenia ciepły obiad na stole, czysty dom to nie ma tematu ;) U mnie jest trochę inaczej. Nie wiem czy to ja sama czuję się winna czy wzbudzają we mnie to poczucie winy. Mam wyrzuty sumienia, jak siedzę w domu i oglądam serial, a on zarabia. Często muszę się prosić o pieniądze i to wcale nie na moje wydatki, tylko na zakupy dla nas. Nie zarabiam, więc skąd mam mieć pieniądze na zakupy? Czuję się niedoceniana, jasne, dom sprząta się sam ;) Mam powoli dość tej sytuacji. Czuję się nikomu niepotrzebna, bezwartościowa. Nie wiem jak długo zniosę tą sytuację. Żałuję tych wszystkich nieprzespanych nocy z powodu zakuwania na studia, tych wszystkich stresów. Po co mi to było? Do mycia podłogi papierek niepotrzebny? Pieprzone bezrobocie!
    Dbanie o dom sprawia mi ogromną przyjemność i satysfakcję, tylko chciałabym być czasami zauważona, ja i moje potrzeby. Marzy mi się taka praca zawodowa, taka żebym mogła wrócić do domu posprzątać, ugotować zrobić pranie :) Chciałabym mieć pieniądze na swoje małe przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko zależy od WSPÓLNYCH ustaleń :) Jaka bezwartościowa? Skończyłaś studia, kobieto!:) Udało się to, pora na kombinowanie co dalej. W ogóle po przeczytaniu tego komentarza przypomniał mi się pewien obrazek: http://www.gazeta.ie/forum/index.php?showtopic=79235. Jak masz ochotę pogadać, to pisz do mnie na e-mail: elmirkaxp@gmail.com :)

      Usuń
  5. Wiele już lat nie pracuję zawodowo, bardzo mi to odpowiada, mężowi również. W domu jest wszystko zrobione, a ja nie mam tej presji, że muszę codziennie rano iść do pracy. Uwielbiam taką wolność, mogę iść gdziekolwiek chcę, poleżeć, kiedy chcę, robię co chcę. Mam po prostu fajne, spokojne życie. Dziecko już dorosłe, a ja mam czas na wszystko. Kura domowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też najbardziej odpowiada właśnie ten spokój :)

      Usuń
  6. Witam w klubie kur domowch, ja czekam na kurs języka niemieckiego który rozpoczyna się w marcu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie jestem w trakcie kursu rachunkowości, a angielskiego uczę się sama :)

      Usuń