wtorek, 4 marca 2014

Zwierzenia kury domowej cz.IV - Nie ogarniam

Marzy mi się takie ułożone życia, każdy dzień wg planu i oczywiście mała nutka szaleństwa w postaci moich głupich pomysłów. Wiecie, chodzi o to, żeby w domu zawsze było w miarę czysto, żeby były ciastka w razie niespodziewanych gości i żebym codziennie mogła z uśmiechem pakować P. drugie śniadanie/obiad świeżo przygotowany. I zwykle tak jest, jakoś daję radę wszystko ogarniać i serio - dbanie o to nasze gniazdko + dwa koty naprawdę sprawia mi przyjemność. 

Ale co jakiś czas dociera do mnie, że nie ogarniam. Wystarczy drobna pierdoła, żeby mnie kompletnie roztroić i po jednym dziwnym dniu nie mogę ogarnąć kolejnych. NAGLE pojawia się mnóstwo "do nadrobienia", sytuacja "nie wiadomo w co ręce włożyć". I tak wczoraj urosła mi w zlewie góra naczyń, makulatura się wysypuje, szklane butelki czekają na wyniesienie, wysypuję kotu ostatnią porcję karmy i nie mam co zapakować P. na drugie śniadanie. A ja zamiast zabrać się do ogarnięcia tego chaosu, to narzekam. Że nie daję rady, że zmęczona jestem itd. Nic tylko usiąść z butelką wina... 

O tak wygląda teraz moja chałupa:




Próbując robić jedno myślę o tym, ile mam jeszcze do zrobienia. Nie nastraja to pozytywnie. Wiem, że to są tylko drobne pierdoły i:
a) nie muszę tego robić, bo nikt nade mną z batem nie stoi 
b) ogarnięcie tego zajmie mi około godziny
c) wystarczy ruszyć pupę.

Wszystko to wiem, gorzej z praktyką. Nie potrafię sobie teraz zrobić na spokojnie kawy, olać wszystkiego i delektować się jej smakiem. Dobijam się jeszcze myślą, że mam do ogarnięcia tylko dom i dwa koty, nie mam pojęcia co by było gdyby jakieś dzieci mi się jeszcze plątały pod nogami. Tak, czas na pisanie tego posta mam, bo jakbym napisała go za godzinę, to nie byłoby tych emocji. 

Nie lubię takich sytuacji. Nie zdarzają się często, ale irytuje mnie fakt, że się jednak pojawiają. Nie chcę być perfekcyjną panią domu, chce po prostu mieć poczucie, że panuję nad sytuacją. 

P. oczywiście problemu nie widzi, oferował zmycie naczyń, a mi nakazał odpalenie gierki komputerowej. Chciałabym czasem myśleć tak prosto jak facet ;)

A teraz kończąc moje narzekanie napiszę tylko, że okres mi się zbliża - myślę, że to wiele tłumaczy. 

P S Powiedzcie mi tylko, czy te wszystkie pracujące szczęśliwe mamy z idealnym domem z ogrodem i psem to jakieś cyborgi? Jak to do cholerki wszystko ogarnąć?!

19 komentarzy:

  1. Kochana, nie ma kogoś takiego, jak "pracująca szczęśliwa mama z idealnym domem z ogrodem i psem". Ja osobiście nie mam własnej rodziny (w sensie męża, dzieci i psa), ale 99% moich koleżanek ma i żadna, powtarzam żadna, nie ogarnia wszystkiego na raz.
    Moim zdaniem należy rozłożyć sobie wszystko w czasie. Sama tak robię i wtedy ogarnięcie całości nie przyprawia o zawrót głowy. Poza tym relax... relax... relax... Szczególnie przed "tymi dniami" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie wszystko rozkładam, ale jeden inny niż zazwyczaj dzień potrafi mnie z tego rytmu wybić :/ Jutro robię sobie dzień lenia :D

      Usuń
  2. eee tam przesadzasz;) a poważniej to mój dom zawsze tak wygląda:) choć nie, zwykle jest dużo gorzej, tak jest jak ogarnę:) i nie znam mamy ogarniającej wszystko i żadna z moich koleżanek ze mną na czele nie może przyjąć gości ot tak, niezapowiedzianych. codziennie dom tylko "ogarniam" a porządne sprzątanie robię przed "wizytami-wizytacjami" rodziców;0 i oczywiście ciągle mam plany żeby to zmienić tylko niestety doba ma tylko 24 h jak dla mnie przynajmniej o 5 za mało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pocieszenie:D U mnie niezapowiedziani goście zdarzają się rzadko, ale ja chyba sama dla siebie lubię mieć porządek:) Tak, wiem - to tylko i wyłącznie mój problem:D

      Usuń
  3. Czas wyrzucić kapustę, gnije Ci w lodowce i wygląda obrzydliwie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I naprawdę potrzebny był Twój komentarz, żebym to zauważyła... ;)

      Usuń
  4. Ja często tak mam, że po pracy nic mi się nie chce i przerasta mnie zrobienie w domu czegokolwiek. Właśnie nie umiem się jakoś ogarnąć - zwłaszcza jeśli chodzi o przygotowanie jedzenia do pracy na następny dzień :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że na ogarnięcie jest jakiś magiczny sposób - trzeba tylko go poznać:D

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tam myślę, że to przed okresowa niemoc i spadek nastroju :) mam podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam wrażenie, że im dłużej siedzę w domu bez pracy tym coraz mniej robię, rozleniwiłam się. Przeraża mnie myśl - praca, dom, psy. Choć może wtedy nie siedziałabym czasami bezczynnie, tylko działała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na bezczynność nienarzekam, ale wiosna idzie, można zacząć robić jeszcze więcej:D Dla mnie zbawieniem jest planowanie, jak sobie napiszę na karteczce, że mam wstawić pranie to wstawię, a jak nie, to się ociągam ze dwa dni... ;p

      Usuń
  8. Ależ ja Cię dobrze rozumiem.... też jestem "kura domową" i czesto siedząc calymi dniami w domu zastanawiam sie nad tym "dlaczego ja do cholery siedze zamiast ruszyc dupe i wszystko raz dwa ogarnąć" ale mi sie zwyczajnie nie chce... lub nie ma mi kto porządnie nagadać bo mąż jest za bardzo wyrozumiały.
    Pzodrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mój P. też wyrozumiały :D Same się musimy zmobilizować:D

      Usuń
  9. O rany, jakbym czytała o sobie. Też mam teraz straszny bałagan. Niby pranie się robi, ale co z tego jak nie ma gdzie powiesić, bo wczoraj też było pranie :/ Na stole pełno papierów, podłoga się lepi. M. gra sobie na komputerze (chyba od rana), a ja zamiast się ruszyć to wolę siedzieć na wizażu, czytać Twojego bloga i zajadać likworki z biedronki. Zazdroszczę Ci lodówki, nasza ma tylko 3 półeczki i po promocji na sery nic mi się nie mieści ;) Ech, a jeszcze tyle pracy na studia, angielski nie powtórzony... Ale to chyba wina pogody, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie o to to mi chodzi... kilka rzeczy odłożone na później i robi się bałagan z pozoru nie do ogarnięcia :) No tak, można zrzucić też na pogodę w sumie, teraz na topie jest przesilenie wiosenne:D

      Usuń
  10. Ja nie umiem miec wzglednego porzadku w lodowce, jakbym nie poukladala to i tak wydaje mi sie, ze jest balagan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja robie małe porządki zawsze w poniedziałek po zakupach, najgorzej jest pod koniec tygodnia ;) Na szczęście mam takiego, co większość rzeczy "sprząta":D

      Usuń