Kallos, Argan Colour Hair Mask do włosów farbowanych

Zacznę może od tego, że odżywki/maski do włosów zużywam w ilościach hurtowych. Moje włosy wpijają w siebie praktycznie wszystko, co nałożę. Żadna odżywka/maska do spłukiwania mi ich jeszcze nie przeciążyła, ba! one nawet potrafią wchłonąć kilka łyżek oleju ;) 

W związku z powyższym szukałam masek o dużych pojemnościach. W Internecie aż huczy od polecania Kallosów, więc się skusiłam. Kupiłam małą Latte i litrową Argan Colour Hair Mask. Pierwsza wylądowała już w denku, a dzisiaj będzie o drugiej.



Od producenta:
Nabłyszczająca, odżywiająca maska do włosów. Włosy stają się błyszczące, jedwabiste i łatwo się rozczesują. 

Sposób użycia: 
Zaaplikować na umyte włosy, zmyć po 10 minutach, stosować 2 razy w tygodniu. 

Skład:

Jak widać, arganu nie uświadczymy. Według mnie nazwa jest bardzo myląca, ale producent podobno tłumaczy się tym, że to maska o zapachu arganu... Tjaa... 

Opakowanie:
Litrowy zakręcany plastikowy pojemnik. Łatwo otworzyć go mokrymi rękoma, ale w połowie produktu dość ciężko się go wygrzebuje. Lepiej sobie przelać do mniejszego opakowania. 

Moja opinia:
Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to zapach. Jest bardzo intensywny, nawet dość przyjemny, ale chemiczny. Nie wyczujemy tu żadnych kwiatków... Utrzymuje się na włosach, ale ten zapach jest zdecydowanie słabszy niż w opakowaniu. Maska jest dosyć gęsta, ale jak przechylimy pojemnik to sobie z niego powolutku wypłynie... Bardzo fajnie rozprowadza się ją na włosach, daje taki przyjemny poślizg. Włosy łatwo sie po niej rozczesują, dają się układać i są lejące. Moje włosy bardzo trudno ujarzmić, więc za działanie maska ma u mnie wielkiego plusa.


Gdzie i za ile?
Kupiłam w Hebe za 9,99 zł/1000ml. Dostępne są też w hurtowniach fryzjerskich i oczywiście w Internecie.

Pomijając nazwę, to naprawdę całkiem fajny produkt. Dodatkowo może służyć jako baza do własnych kombinacji - jeszcze nie próbowałam, ale w przyszłym miesiącu się skuszę. A właśnie - czerwiec ogłaszam miesiącem włosowym ;) Ktoś się przyłącza? Będę szalała z olejami, popróbuję własnych wynalazków itp. 

Share this:

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Jeszcze jej nie miałam, na razie zachwycam się Pilomaxem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a masz może porównanie do biovaxu? Bo ten zupełnie mi nie podszedł...

      Usuń
  2. Używam Kallosów od dawna na zmianę ze Sleek Line, moje ulubione maski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ło, o Sleekach nie słyszałam ;) To tej samej firmy co sławne paletki cieni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to o cieniach nie słyszałam :D

      Usuń
  4. Miałam iść po Kallos do Hebe na dniach, spadłaś mi z nieba z tą recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kallos latte to dla mnie najlepsza maska pod słońcem. Moje włosy ją kochają. Są po nich mega błyszczące, lejące, dociążone ale nie przeciążone. Jedynym mankamentem jest ta litrowa bańka, która na moje niedługie włosy starczałaby pewnie na 2 lata ;-) dlatego odlewam komu się da. Arganowej nie miałam, ale chętnie bym spróbowała.
    Natuś-77

    OdpowiedzUsuń