niedziela, 11 maja 2014

Zbędne gadżety kuchenne.

Zacznijmy od tego, że pomysł na post jest P. i jemu też go dedykuje. Nie mam zielonego pojęcia, czemu za każdym razem mi o nim przypominał akurat wtedy, kiedy szukał czegoś w moich magicznych skrzyneczkach ;) Post jest bardzo obiektywny - P. sam mi wyjmował rzeczy, których wcale nie używam (dobrze, że nie wie o innych kryjówkach ;)

No dobra, nie oszukujmy się. Często znoszę do swojego gniazdka nowe gałązki do domu i "czasem" są one zupełnie bezużyteczne. Poniżej zbiór pierdółek, które w naszym domku nie mają racji bytu. Co wcale nie znaczy, że w Waszych nie będą, hihihi ;)


1. Dekoratory do kawy. Robienie trzywarstwowej kawy opanowałam, odpowiednie spienienie mleka także, ale... do takich zabawek serio potrzeba porządnego ekspresu. Inaczej wzorek rozmywa się po kilku sekundach - skutecznie mnie to zniechęciło do dalszego używania. W ich obronie wymyśliłam kilka innych zastosowań (dekoracja ciast, rysowanie wzorków itp.), więc zostają w kuchni ;)


2. Moździerz. No kurczę no, "chorowałam" na ten sprzęt około roku zanim kupiłam. I nic w nim nie robię... Ale zacznę, obiecuję!


3. Coś do wyjmowania czegoś. Nie pytajcie, nie pamiętam co miałam na myśli, kiedy to kupowałam. Trzeba poszukać kolejnego właściciela...

4. Pałka do ucierania masy. Moja wina, że nie lubię ciast z masą, albo że nie mamy jeszcze dzieci, które przebierają się za króla i potrzebują berła?


5. Szczypce do grilla. No przecież mamy grill elektryczny i nawet go używamy... Ok, ok. Łatwiej i wygodniej po prostu widelcem. Nawet już wiem, komu je oddamy ;)

6. Trzepaczka. Powinna być w każdym domu, prawda? No to jest. A nóż widelec kiedyś prądu zabraknie, albo mikser się zepsuje, a nam się zachce ciasta?


Tu potrzebny jest wstęp: lecę na silikon. Nie ważne co, ważne że silikonowe - można powiedzieć, że to moje motto zakupowe. Powyżej silikony, które okazały się niewypałem.

7. Wyciskacz do cytrusów. Najpierw trzeba się namęczyć, żeby wsadzić tam owoc. Potem trzeba użyć sił nadprzyrodzonych, żeby jak najwięcej z niego wycisnąć. A na koniec trzeba się pomęczyć z wyjmowaniem pozostałości. Co w zamian? Fajnie sok sika przez te dziurki ;)

8. Foremka do jajek. Nie mam cierpliwości po prostu. Bo żeby wyszedł ładny kwiatek, to trzeba foremkę docisnąć porządnie - a i tak białko bokiem wycieka... i trzeba poodcinać.

9. Obierak do czosnku. Ta rureczka nawet działa. Tylko, że szybciej i wygodniej małym nożykiem. A zapach czosnku na rękach to ja nawet lubię, jak gotuję ;)

10. Forma do gotowania jajek. Myślałam, że pomoże nauczyć mi się gotować jajka na miękko, ale nic z tego. Jeszcze zanim wyjęłam ją z opakowania, kot zgryzł mi uchwyt. Zrobiłam kolejny, który skończył tak samo jak poprzedni... I w ogóle okazało się, że muszę wstawiać te jajka w wielkim garnku, bo w małym woda ich nie przykrywa. A na koniec dodam jeszcze, że eLki się nie mieszczą.


11. Tarka do jabłek. No i co, że teraz nie używam. Była za śmieszną cenę, a kiedyś przy dzieciach się przyda!


12. Maszynka do sushi. Właściwie to od niej się zaczęło... upatrzyłam ją sobie jak była po 50 zł i marudziłam, że chcę. Potem jak zobaczyłam, że kosztuje tylko 25, to od razu capnęłam. Kupiłam składniki do sushi i byłam wniebowzięta, do momentu jak mi ta maszynka całkowicie maki spieprzyła... No cóż. Pozostał symbol "niepotrzebnego gadżetu" :)


13. Tacka. Ładna, nie? Nie pomyślałam tylko, że nie urządzam w domu przyjęć. A dwa kubki z kawą potrafię i bez tacki przenieść ;)

O i jeszcze jeden gadżet, który wyrzuciłam jakiś czas temu:

14. Pojemnik do gotowania jajek w mikrofalówce. Takie małe otwierane jajeczko, do którego wbija się jajo. Pierwsze użycie i bum! Cała mikrofala w jajku! Ale żeby nie było, zrobiłam wszystko jak w instrukcji i na pewno dobrze zamknęłam.


A teraz mnie pocieszcie i powiedzcie, że Wasze kuchnie też są wypełnione takimi duperelami...


21 komentarzy:

  1. Genialne. Aż strach pomyśleć co ja skumuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam gadżety kuchenne, większości jednak używam, ale zdarza się, że tylko leżą w szufladzie i nie ma z nich żadnego pożytku. Ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanej większości też używam ;) Więc wolę się nie przyznawać ile ich wszystkich mam:D

      Usuń
  3. elmirka te szczypce mam i ja.ale po mojemu to nie sa szczypce do grilla tylko do makaronu spagetti zwłaszcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisane były jako szczypce do grilla ;) A do spaghetti to mam osobną specjalną łyżkę :D

      Usuń
    2. a moje były podpisane ze do spaghetti :-D i nawet dzisiaj wrzuciłam to hasło w google no i wyskakuja jak to sie mówi jak byk.na grillowe sa za krótkie.czyli nie musisz sie ich pozbywac:-P

      Usuń
  4. Genialny post! Sama pewnie mam sporo takich gadżetów kuchennych, bo je uwielbiam, ale nawet nie chcę wiedzieć ile nie używam... Z tych co tutaj pokazałaś mam foremki (!) do jajek sadzonych i fakt, z każdej wypływa :( Ale za to przydają się do ułożenia jakiegoś deseru czy ryżu na talerzu ;) Ostatnio chciałam kupić ten młynek do ziół z empiku, ale M. stwierdził, że skoro tyle czasu go nie potrzebowałam to na co mi on teraz... A Ty go używasz, sprawuje się? Bo może jednak kupię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciiii, jeszcze go nie użyłam ;) Czekam aż mi bazylia na tyle duża urośnie, żebym mogła siekać ;) ooo, dzięki za pomysł na wykorzystanie foremek do jajek ;)

      Usuń
    2. Ostatnio widziałam przecenę -50% na ziołową kolekcję w Empiku, myślę że spokojnie można poczekać jeszcze do -70% i kupić za bezcen :)

      Usuń
    3. Też widziałam i już miałam ten młynek w rękach :P Ja czekam, aż czekoladową kolekcję dadzą na -70% bo foremki kuszą, ale boję się, że nie użyję...

      Usuń
  5. Zamiast silikonowych foremek do jajek używał papryki pokrojonej w krążki. Plusem tego dodatkowo jest efekt wizualny :)
    Sama też mam masę takich przydasiów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś robiłam z papryką ;) Fajny efekt a i smak wzbogacony ;)

      Usuń
  6. Zamiast silikonowych foremek do jajek używał papryki pokrojonej w krążki. Plusem tego dodatkowo jest efekt wizualny :)
    Sama też mam masę takich przydasiów

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie szczypce do grilla są niezastąpione :D .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała grill na ogródku, a nie elektryczny to pewnie też by mi się przydawały:D

      Usuń
  8. Te pierwsze drewniane szczypce w moim rodzinnym domu mama używała 100, jak gotowała w wielkim garze pościel i krochmal. Kiedy to było? Ech..pewnie przeszło 30 lat temu. Potem nastała era pralek automatycznych ;-)
    Drugie szczypce moja teściowa używa do makaronu typu spaghetti.
    U mnie też znajdzie się kilka takich gadżetów, ale sa też takie bez których nie wyobrażam sobie życia, np. uchwyty do gotowanej kukurydzy.
    Natuś-77
    PS: Uśmiałam się z pożartego uchwytu do gotowania jajek ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam tego posta to też mi się właśnie przypomniało jak mama krochmaliła (do dzisiaj to robi i uwielbiam spać u rodziców pod taką sztywną pościelą:D), ale tym czymś to by chyba nawet poszewki na poduszkę się nie wyjęło:D
      Aaa, uchywyty do kukurydzy też mam - P. mi je nawet wyjął do zdjęcia, aleeee... kupiłam je po sezonie, więc się jeszcze nie zdążyły przydać:D

      PS Mi do śmiechu nie było:D:D:D

      Usuń
  9. oj i ja mam kilka takich gadżetów! na silikon nie lecę zawsze:p foremek nie lubię, wolę coś sztywniejszego;)

    z kategorii buble, niewypały - obieraczka do czosnku z biedronki, tartka z wymiennymi tarkami, pojemnik do gotowania jajek w mikrofali,

    zachciewajki głównie wizażowe:p - podstawki do kukurydzy:D i tu o dziwo w sezonie używane i ja oczywiście je polecam, nawet dla samego faktu że mają szpikulce do trzymania kolby;)

    i innych milion rzeczy które wcześniej czy później mi się przydadzą jeśli już będę mieć swój kąt:) ale póki co kitram wszystko po szafkach, spiżarkach i innych dziurach. jakbym tak miała się wyprowadzać to jeden tir to mało:P

    pozdrawiam whenee;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tarka z wymiennymi wkładami się do zdjęcia nie załapała, bo używam jej dość regularnie, ale po prosu jej nie lubię. Ledwo trzy rządki i się człowiek namacha zanim marchewkę zetrze :/
      Zaciekawiłaś mnie podstawkami pod kukurydzę, lecę szukać co to takiego:D

      Usuń
  10. Jezu, od samego czytania tej wyliczanki, skóra mi cierpnie...Ja, zadeklarowana minimalistka, nie mogłabym zasnąć mając w domu tyle wszystkiego. Przecież te gadżety są najzupełniej zbędne w kuchni. I miejsce zajmują, i bałagan się robi, i mycia, i sprzątania tak wiele...O nie, nigdy, ja mam w kuchni schludnie i przejrzyście, wszystko, co potrzebne ma swoje miejsce. A że niewiele tego, to porządek zawsze. Minimalizm jest ok. Nie tylko w kuchni. W każdym miejscu domu...Nie potępiam nadmiaru rzeczy u innych, każdy żyje według swojej miary i upodobań. I to jest fajne...Buba

    OdpowiedzUsuń