czwartek, 17 lipca 2014

Brait - nowe kostki do WC ;)

Zastanawiałam się jak ugryźć ten temat ;) Bo to było tak: jakiś czas temu zauważyłam, że w WC porobiły mi się zacieki właśnie od kostki. Niczym cholerstwa nie jestem w stanie ruszyć - po prostu zmatowiły powierzchnię :/ I właśnie w dzień, w którym walczyłam z zaciekami dostałam e-mail o możliwości przetestowania nowych kostek od Brait. P. nazwał mnie królową sedesu, ale kurczę, w końcu dbałość o WC wchodzi w zakres działalności kury domowej, nie? :D


Od producenta:
Brait Hygiene&Fresh
Kostka toaletowa została oparta na unikalnej, dwufazowej recepturze, dzięki której środek skutecznie czyści toaletę oraz usuwa wszelkie zabrudzenia. Dodatkowo zastosowane formuły zapobiegają gromadzeniu się kamienia i osadów oraz eliminują nieprzyjemne zapachy. To, czym nowa kostka Brait wyróżnia się na rynku to, obok innowacyjnego składu, oryginalny kształt, który zapewnia stopniowe uwalnianie świeżych kompozycji zapachowych oraz jeszcze skuteczniejsze działanie dezynfekujące samej kostki.

Kostka toaletowa Brait Hygiene&Fresh dostępna jest w trzech wariantach – Flowers, Pine i Oceanic. 

Moja opinia:
Pierwsze co mi się w nich spodobał, to kształt i fajne zestawienia kolorów. Wiem, że dla większości to nie ma zupełnie znaczenia w przypadku kostek do WC, ale ja lubię wszystko co cieszy oko. I jeśli mam do wyboru coś nijakiego i coś kolorowego, to wybieram kolorowe. Jeśli chodzi o działanie, to jestem zadowolona (przede wszystkim dlatego, że nie zostawia zacieków:D). Kostki bardzo intensywnie pachną, zapach czuć przy każdym otworzeniu toalety - też bardzo przydatna cecha ;) Generalnie spełniają swoje zadanie, a jedyne do czego mogę się doczepić to słabe pienienie - ale to chyba nie ma większego wpływu na działanie.  

Co sądzicie o takich przyziemnych tematach? Chcecie poczytać moje opinie o innej chemii gospodarczej? O organicznej pisać nie będę bo to moja studencka trauma :)

7 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Twoje wpisy o chemii gospodarczej. Pisz pisz :D Pewnie bym się na te kostki skusiła, ale po ostatniej mojej przygodzie z koszyczkiem od kostki, który wpadł mi do sedesu... to zrezygnowałam z tych dobrodziejstw. Trochę pogrzebałam ręką, trochę drucikiem i wyjęłam cholerstwo, ale się zarzekłam, że nigdy więcej :D Mam zamiar kupić takie żelowe coś do przyklejenia na muszlę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę przygody :) Miałam kiedyś żelowe kwiatki z Biedronki i niestety słabe były - jak dla mnie to one tylko ładnie wyglądały:/ Z domestosa są chyba jakieś paski.

      Usuń
  2. Ja bym chciala poczytac o tabletkach do zmywary jak juz sie zdecydujesz na jakies i czy depilator daje rade:) pozdrawiam, Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tymi tabletkami to nie mam się co wypowiadać na razie, bo ciągle się uczę tej zmywarki ;) Używam somat gold, ale kupiłam wczoraj małe opakowanie biedronkowych i dostałam kilka sztuk finisha od siostry - jak już będę miała jakieś spostrzeżenia to napiszę :)
      Z depilatorem też się dopiero zapoznaję, jedyne co mogę na tą chwilę powiedzieć, to to, że nie urywa włosków tylko wyrywa z cebulkami - czyli główna obawa zażegnana;)

      Usuń
  3. Kupiłam wersję różową i nigdy więcej. Też skusiło mnie fikuśniaste opakowanie, ale ten zapach....:/ Cóż dla mnie obrzydliwy, kojarzy mi się z klozetem w szalecie miejskim. Po kilku dniach wspólnie z mężem zdecydowaliśmy, że wypieprz...amy w kosmos...Poleciał w kubeł. Nie dość że zapach paskudny to jeszcze piana przez kilka sekund po spłukaniu i tyle...NIE! NIE! i jeszcze raz nie.
    Mieliśmy taką śmieszną zawieszkę z kółkami jak tarcza zegara i one miały cudowny zapach gumy balonowej. Chyba z Agenta były. Jak jeszcze będę w biedronce to na pewno kupimy ;-)
    Natuś-77

    OdpowiedzUsuń