O zakupach w SH :)

Jak ktoś czyta ten blog, to pewnie zdążył zauważyć, że lubię zakupy. Z ogromną przyjemnością kupuję kosmetyki, pierdółki do domu, czy nawet jedzenie. Ale ubrań kupować nienawidzę. Serio, w głowie mi się nie mieści, jak laski potrafią w galeriach handlowych spędzać pół dnia chodząc pomiędzy wieszakami... Tzn. podziwiam je, bo ja dzisiaj po przejściu w trybie ekspresowym ok. 10 sklepów byłam bliska załamaniu nerwowemu.

Zależało mi głównie na T-shirtach, po prostu chciałam ze dwie zwykłe koszulki. Te tańsze <50 zł, to jakościowa tragedia. Droższe nie podobały mi się na tyle, żeby dać za nie tyle kasy. Wyszłam z pustymi rękoma i oczywiście zła. Na pocieszenie kupiłam sobie kilka kosmetyków w Carrefour, ale o nich w następnym poście ;)

Wracając do domu natknęłam się na SH. Od czasu do czasu odwiedzam tego typu sklepy, ale ostatnio te "moje" coś się popsuły i jakoś mnie nie ciągnęło. Z racji tego, że naprawdę nie mam w czym chodzić, to wstąpiłam. Po pięciu minutach żałowałam, że straciłam tyle czasu na chodzenie po sieciówkach. 

Oto moje łupy:


1. Cieniutka bawełniana koszulka w kwiatki. Mój ulubiony krój ;)


2. Złotko. Sama nie wiem, co mną kierowało jak wkładałam ją do koszyka. Jest zupełnie nie moja, więc jak się siostrze nie spodoba, to spróbuję ją sprzedać.


3. Cieniutka, zwiewna tunika. Tego mi brakowało w ostatnie upały.


4. Koszula w kratkę. Uwielbiam koszule, ale niestety z powodu rozmiaru mojego biustu jestem skazana na te przynajmniej dwa rozmiary większe. Nienawidzę rozchodzących się guzików, więc wybieram po prostu szersze/luźniejsze. 


5. Brązowa narzutka.  Nie mogę się doczekać jesieni... uwielbiam ten moment, kiedy przychodzi zarzucić coś cieplejszego na ramiona ;)


6. Koszula prawie idealna. Długa, w kratę i z kapturem... Niestety, nie mieszczę się w cyckach :/ Poczekam do moich upragnionych 60kg i jak wtedy nie wejdę, to puszczę ją w świat. 


7. Zwykła, bawełniana koszulka.Właśnie w poszukiwaniu takich wybrałam się na zakupy. 


8. Sukienka z dzianiny z długim rękawem. Chyba się w końcu przekonam do sukienek i to właśnie jesienią :) Od kilku lat się do takiej przymierzałam i jakoś nigdy okazji nie było. 


9. I kolejna jesienna sukienka. Pora myśleć o dodatkach. 


10. Sukienka dla siostrzenicy. Ona w przeciwieństwie do cioci lubi się stroić i najchętniej to przebierałaby się 10 razy dziennie. 

 
11. Dwustronne szorty. Teraz są na mnie odrobinę za duże, więc możliwe, że w przyszłe wakacje będą jeszcze bardziej - wtedy oddam albo sprzedam ;)

Za całą jedenastkę zapłaciłam zawrotną kwotę 20 zł i 42gr.
Jak tak patrzę na te zdjęcia, to myślę, że moim stylem jest brak stylu. No cóż, dla mnie podstawą jest wygoda i nie mam zamiaru z niej rezygnować :) 

A Wy lubicie SH? Potraficie wygrzebać jakieś perełki?

 


Share this:

CONVERSATION

15 komentarze:

  1. Też nie przepadam za ciuchowymi zakupami i idę, jak czegoś naprawdę potrzebuję ;) . Wchodzę, mierzę, jak jest ok, to biorę i wychodzę, a jak nie, to trudno :) . Do SH chodzę bardzo rzadko ale jak już, to zawsze coś upoluję i nie mam nic przeciwko takiej dostawie ubrań :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zrobiłam porządki w szafie i okazało się, że mam mniej ubrań niż P., czyli jest naprawdę źle :D

      Usuń
  2. Ja ostatnio jestem lowca wyprzedaży. :D mieszkam w Niemczech i jest ich tu mnóstwo :) ostatnio kupiłam bluzki po 2€ w h&m itp i baleriny z koronki za 5€ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce też idzie wyszperać coś za grosze ;)

      Usuń
    2. Jestem tak rzadko że nie mam szans :)

      Wczoraj kupiłam adidasy z pumy za 20€ :D

      Usuń
  3. 1,3,7 i 8 to bym Ci mogła podwędzić :) Ja tam lubię sh. wchodzę do nich co prawda jak jestem w pobliżu, ale lubie pobuszować między wieszakami, no i portfel nie cierpi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nieee, 1 i 8 nie dam! :D Też lubię sh, a po wczorajszej wyprawie utwierdziłam się w przekonaniu, że jakościowo ubrania są tam o wiele lepsze niż w sieciówkach:)

      Usuń
  4. Hej Emilko!

    Gratuluję udanych łowów:)
    Kiedyś chodziłam bardzo często do lumpeksów i praktycznie tylko w nich robiłam zakupy.
    A potem mi przeszło.Powodów było kilka, ale najważniejszy z nich to taki, że przestałam znajdować sensowne ubrania. Kilkakrotnie się nacięłam(np.sweterek z maleńką dziurką, której nie mogłam zszyć). Przerzuciłam się na nowe ubrania, ale kupowane wyłącznie na wyprzedażach i tym samym kupuję np.koszulki o raptem parę złote droższe od używanych, a jednak nowe i bez jakichkolwiek wad...Poza tym w Łodzi porządny SH też się ceni, np. 50 złotych za kilogram, co raczej mega okazją już nie jest...

    Pozdrawiam:)
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakich sklepach kupujesz na wyprzedażach? Mam kilka koszulek z sieciówek i po kilku praniach wyglądają tak, że w SH nie zwróciłabym na nie uwagi. Jakoś nie potrafię znaleźć dla siebie sklepu, kiedyś coś jeszcze w Carry upolowałam, ale ostatnio nic mi się nie spodobało.
      Co do cen w SH, to właśnie jakiś czas temu w tych popularniejszych rzeczywiście poszły w górę, ale właśnie wczoraj trafiłam na wyprzedaż 10zł/kg.

      Usuń
  5. Kiedyś sama miałam lumpeks, na początku, jak była to jeszcze nowość. Znam te ciuchy na wylot, na ulicy zawsze, no prawie zawsze, rozpoznaję ciuchy z SH. Po prostu są inne, niż w sklepach z nowymi. Kiedyś miałam dużo ciuchów, teraz praktykuję minimalizm, wolę kupić jedną, dwie nowe rzeczy, porządne, choć droższe. Jak coś mi leży, to noszę to na okrągło, a w szafie porządek. Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, można czasem poznać ubrania z SH, ale głównie dlatego, że nie wpisują się w aktualną modę ;) O mojej szafie można powiedzieć, że też jest minimalistyczna - ze swoimi ubraniami zajmuję tylko dwie wąskie półki :)

      Usuń
  6. Fajne rzeczy udało Ci się złapać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A moje szafy a właściwie garderoba pęka w szwach. Mam masę ubrań z sh, właściwie to teraz chyba z 60%. Jestem zdania, że im więcej rzeczy to tym mniej się niszczą ;-) i rzadziej chodzi się po sklepach. Nie rozumiem, jak przyjaciółka gania po sklepach np. za spódnicą...:/ jak za czasów PRL-u najczęściej przed jakąś ważną imprezą lub wyjazdem. I uważam, że każda kobieta powinna mieć w swojej szafie rzeczy na każdą okazję :p Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Trzeba być przygotowaną zarówno na spacer w ulewie jak i wyjście do opery czy pogrzeb ;-)
    Pozdrawiam po urlopie
    Natuś-77

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja wyznaję zasadę, że lepiej mniej a dobre jakościowo ;) I też zawsze przed uroczystościami ganiam za sukienkami, bo nienawidzę takich ubrań kupować, źle się w nich czuję, więc ani kupowanie ani używanie nie sprawia mi przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń