wtorek, 28 października 2014

Zwierzenia Kury Domowej cz. VI, czyli jak pogodzić studia z domowymi obowiązkami

Zacznę od tego, że nie wiem. Podejmując decyzję o studiach dziennych zdeklarowałam się, że nic się w naszym układzie nie zmieni. W sensie P. pracuje - ja zajmuję się domem. Jedyne czego od Niego oczekiwałam, to wsparcie w moim "genialnym" pomyśle. 

Przez pierwsze trzy tygodnie kompletnie nie ogarniałam. Ilość zjedzonych fast-foodów już po kilku dniach przekroczyła miesięczną normę, a zjawisko "porządek ala perfekcyjna pani domu" u nas nie występowało. I tak jak przez ostatni rok nie było dla mnie problemem wstać o 5, zrobić śniadanie i przygotować obiad, tak teraz mam ochotę wyrzucić budzik przez okno. Podejrzewam, że to dlatego, że słowo "chcę" zostało zastąpione przez "muszę". 

Październik jest w ogóle szalonym miesiącem, bo oprócz moich studiów udało nam się też w końcu mniej więcej urządzić salon. Nie obyło się bez perypetii i niepotrzebnych nerwów - "reklamacje" w Agata Meble są dość specyficzne. Zaliczyliśmy też kilka wizyt rodzinnych i braliśmy czynny udział w łapaniu kota-uciekiniera z drugiego piętra. Generalnie nasz wypracowany przez ostatni rok plan dnia/tygodnia/miesiąca legł w gruzach. Pora pokombinować nad nowym. 

Moim najnowszym pomysłem na organizację czasu jest tabelka tygodniowa, w której każdy dzień podzielony jest na trzy części: I - godziny zajęć/pracy II - jadłospis III- rzeczy do zrobienia w danym dniu. W trzeciej rubryce wpisuje pierdoły typu pranie, posprzątanie łazienki czy zrobienie zakupów. Kiedyś miałam to wszystko w głowie, teraz niestety przestało się mieścić. Mało tego, zaczęło uwierać, bo myślałam tylko o tym, co mam jeszcze do zrobienia i jak bardzo mi się nie chce. 

I jakoś zaczęło się to wszystko kręcić :) P. oczywiście mi pomaga i wspiera, a ja zaczynam w końcu zamiast zmęczenia odczuwać satysfakcje :)


7 komentarzy:

  1. Ja godzę te obowiązki od ponad dwóch lat. Potrzebujesz czasu na przyzwyczajenie się do sytuacji, z czasem w zasadzie wszystko wróci do normy, bo nauczysz się organizować swój czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasu, czasem, czas... wybacz powtórzenia :)

      Usuń
    2. Wcześniej też godziłam, w sumie przez 2,5 roku, ale ten rok mnie rozleniwił ;)

      Usuń
  2. Nie mieszkam ze swoim TŻ, ale doskonale wiem, że nie potrafilibyśmy się zgrać. Przy moim tempie życia i ilości rzeczy do zrobienia, muszę działać według własnego trybu, bo jedynie tak ogarniam wszystko, natomiast jak tylko TŻ pojawia się na horyzoncie na dłużej niż jeden wieczór, mój doskonale działający plan życia nagle się rozpada i nie jestem w stanie nic wykonać z tego co mam zrobić. Nie wróży to za dobrze na dalsze lata, bo ja zwolnić nie mam zamiaru, ups ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem wszystko jest kwestią dogadania :) Mieszkanie razem wcale nie oznacza 100% wspólnie spędzanego czasu, chociaż rzeczywiście pewne rzeczy wolę robić, jak P. nie ma w domu;) No i podobno istnieją szczęśliwe pary, które mieszkają osobno i im dobrze :)

      Usuń
  3. Dziewczyno, to co Ty zrobisz jak będziesz miała dzieci? :) Może by tak chłopaka zaprzęgnąć do roboty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeorganizuję sobie życie na nowo - jak widać miesiąc mi wystarcza, a ciąża trwa trochę dłużej :P

      Mój P. to nie koń, żebym go musiała zaprzęgać. Jak trzeba, to pomaga, ale bałaganu w mojej głowie nie posprząta nawet jakby bardzo chciał ;)

      Usuń