czwartek, 30 stycznia 2014

Mrożenie pościeli

Mrozy w tym roku omijam - w sumie to wychodziłam tylko z kotem do weterynarza ;) Nie dlatego, że nie lubię, ale w domu taaaak ciepło :) Z mrozów postanowiłam jednak skorzystać i odświeżyć pościel - podobno wymrożenie jest lepsze niż gotowanie. 


Sąsiedzi chyba wpadli na taki sam pomysł, bo balkony były obwieszone kołdrami ;) 

wtorek, 28 stycznia 2014

Sałatka z rukolą

Skoro podoba się Wam mój brak stwarzania pozorów idealności i ogólno pojęta normalność, to notek prawdopodobnie będzie więcej. Potrawy, które są wybitnie niefotogeniczne również ujrzą światło dzienne:D Dzisiaj, na dobry początek "no porno food" przedstawiam sałatkę z rukolą.

Rukolę kupiłam na promocji w Biedronce (a jak!), bo wszyscy tak zachwalają i och i ach. Zupełnie nie miałam pojęcia co z nią można robić, więc wpadłam na genialny pomysł "przeglądu lodówki". Znalazłam rukolę, sałatę lodową, pomidory i jajka.


Jako, że mój P. nie uznaje niczego bez mięsa, to jeszcze wyjęłam pierś z kurczaka i zaczęłam kombinować. Mięcho podsmażyłam z przyprawą do gyrosa, jajka ugotowałam na twardo i wszystko wymieszałam. Polałam to jeszcze jakimś sosem sałatkowym z torebki i... posmakowało nam :D 


Robiona mniej więcej na oko, ale dla pedantów podam ilość składników na dwie osoby. Tak, żeby się najadły, a nie udawały, że zapchały się sałatą.

  • pół opakowania rukoli
  • 5 liści sałaty lodowej
  • 1 duży pomidor
  • pierś z kurczaka (ta taka połówka) + przyprawa do gyrosa/kebaba/kurczaka
  • 2 jajka
  • łyżeczka sosu sałatkowego + łyżka oleju/oliwy
Znacie jakieś inne przepisy na sałatkę z rukolą? Chętnie skorzystam, bo rukola, szczególnie jej pikantność chyba mi zasmakowała ;)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dziękuję! 100 000 wyświetleń :)

Nie wiem od czego zacząć, bo nigdy nie sądziłam, że zobaczę u siebie taką liczbę :) Bloga prowadzę od listopada 2011 roku, z licznymi przerwami, ale dopiero teraz czuję, że bloguję :) A to głównie Wasza zasługa.

Najlepszym potwierdzeniem, że te moje wypociny mają jakiś sens są komentarze. Serio, serio - z każdego ogromnie się cieszę i w tym miejscu chciałabym podziękować najaktywniejszym komentatorkom: Soemi87, Friday, Dorotxy, marta, Iasoa, nika88, Barbara, Karolina Karlita, april87, Justyna Sobońska, Gośka, Króliczek doświadczalny i wszystkim tym, którzy piszą jako Anonim. Dziękuję za poświęcony czas i zostawienie po sobie śladu. 

Skoro tu czasem przebywacie, to macie prawo do wyrażenie swojego zdania na temat tego miejsca w sieci :) Ja sama czuję, że coś jest nie w porządku, nie mam na bloga skonkretyzowanego pomysłu i piszę czasem o pierdołach. Muszę się chyba przyznać, że blog w baaaardzo małej części odzwierciedla jaką jestem osobą. 

Chcę to zmienić, blog pewnie przejdzie niedługo kolejną rewolucję. Myślę nad nazwą domeny, nad szablonem, nad obróbką zdjęć... Generalnie nad motywem przewodnim. Macie może jakieś pomysły? Krytykę też chętnie przyjmę :) 


P S Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję! :*

sobota, 25 stycznia 2014

Styczniowe łupy kosmetyczne

Uwielbiam kupować kosmetyki, takie moje małe hobby. Wróć... ja uwielbiam kupować kosmetyki podczas promocji, o! Rzadko zdarza mi się kupować produkty w regularnej cenie, wyjątkiem są kosmetyki z dyskontów - one i tak są mega tanie ;) W styczniu na kosmetyki wydałam 93 zł. Dla jednych to pewnie dużo, dla innych mało, a dla mnie w sam raz. Co takiego kupiłam?


1. Masło kokosowe Synergen - fajny zapach, nawilżenie w normie - jednym słowem ok. 6,29 zł/250 ml

2. Błoto z Morza Martwego White Flowers - na wizażu był na to szał, mnie skusiło te obietnice dogłębnego oczyszczania. Błoto sprawdziło się u mnie rewelacyjnie, moja najlepsza maseczka ever. 15,99 za 500g - jest tak wydajne, że starczy mi chyba do końca życia

3. Krem pod oczy Kozie Mleko, Ziaja - tak, tak, to już ten wiek, kiedy trzeba zacząć używać kosmetyków z napisem "zmarszczki" - na szczęście moje są mimiczne od ciągłego uśmiechania:D 4,79 zł/15 ml

4. i 5. Olejek łopianowy z olejkiem arganowym i Olejek łopianowy z czerwoną papryką od Green Pharmacy - na razie używam tego pierwszego, jeszcze się nie polubiliśmy, ale może potrzeba nam czasu - 4.99 zł/100 ml

6. Trymery do brwi For Your Beauty - na początku nie wiedziałam, jak ich używać, ale się już nauczyłam. Efekt mi się podoba, ale "zabieg" trzeba powtarzać co kilka dni. 7,99 zł za 2szt

7. Gumki do włosów For Your Beauty - bez metalowych zapięć, mocne, przyjemne w użyciu - dla moich gęstych i nieogarniętych włosów wręcz idealne - 3,99 zł/ 10 sztuk

8. i 9.  Odżywki Head&Shoulders Jedwabista Miękkość - uwielbiam! Serio, najlepsza odżywka, jaką kiedykolwiek miałam. Włosy są po niej sypkie, łatwo się układają oh, ah! Na wyprzedaży w Realu capnęłam od razu dwie, bo były po 5zł / 360 ml.

9. Garnier Fructis Vitamin Force Fresh - ładnie pachnie, dobrze się pieni, a moje włosy wytrzymują po nim dwa dni (normalnie jeden) - polubiliśmy się! ok. 6 zł/400 ml

10. Dream Touch blush Maybelline - od dawna czaiłam się na jakiś róż w kremie, a tu w Realu za 5 zł i to jeszcze w moim kolorze! Jestem z niego bardzo zadowolona :)

11. i 12. Delia Colar Air - krem do skórek i paznokci + Akrylowy rekonstruktor paznokci - próbuję ratować moje skórki na wszelkie możliwe sposoby, więc działania samego kremu stwierdzić nie mogę, bo ciągle coś eksperymentuje. Gel Look fajny efekt, ale schnie cholernie długo. Zestaw za 6,59 zł.

13. Peeling pod prysznic Alterra pomarańcza i cukier trzcinowy. Peelingiem tego na pewno nie można nazwać, bo drobinek jest malutko i nie są jakoś szczególnie skuteczne. Ale zapach genialny! 4,59 zł/ 200 ml

14., 15. i 16.  Eveline Pure Controle SOS - tonik, krem i roll-on - genialne trio, baaardzo się polubiliśmy. Dzięki nim i błotku moja cera znacznie się poprawiła. Zbliża się ich termin ważności, ale za sztukę zapłaciłam tylko 1.99 zł.

17. Olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży Babydream. W ciąży jeszcze nie jestem, ale kupiłam, żeby używać na włosy i rozstępy - może coś pomoże :) 9.99 zł/250 ml.

Po przeliczeniu wyszło mi, że za produkt średnio zapłaciłam 5,5 zł! Z większości naprawdę jestem zadowolona, więc styczeń uważam za miesiąc kosmetycznie udany :)

A jak tam u Was? Dużo nakupowałyście?:D


czwartek, 23 stycznia 2014

Kosmetyki z Biedronki

Jestem biedronkomaniaczką i skrytą kosmetykoholiczką. Jakie są tego skutki? Ano właśnie takie:


BeBeauty to biedronkowa marka, pod którą kryją się inne znane marki np. Tołpa. Zwykle składy są identyczne, czasem różnią się jednym składnikiem - czyli dostajemy TEN SAM produkt zdecydowanie taniej. 
  • Moim ulubieńcami są żele do mycia twarzy, głównie ten peelingujący (zielony), ale żel micelarny też daję radę - stosuję je na zmianę, żeby się nie znudzić. 
  • Płyn micelarny to zdecydowany hit kosmetycznej blogosfery - u mnie sprawdza się idealnie. Dokładnie zmywa mój codzienny makijaż, fajnie pachnie, skóra jest odświeżona, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.
  • Peeling do stóp Be Beauty to chyba najlepszy zdzierak jaki miałam, niestety zmienił się już producent i w ogóle zimą jest niedostępny, oszczędzam tą moją resztkę jak mogę. 
  • Żel pod prysznic Brazylia pachnie bosko, dobrze się pieni - jest ok, ale szału nie robi. 
  • Sól do kąpieli jak dla mnie to najlepszy stosunek jakości do ceny, wielki plus dla Biedronki za wypuszczanie sezonowych limitek - nie idzie znudzić się zapachem.
  • Płyn do płukania ust Smile - dla mnie super, odświeża, ale ryjka nie wypala. 



W Biedronce co jakiś czas pojawia się "Gazetka kosmetyczna", która wywołuje dziki szał wśród bloggerek. Można wtedy dorwać ciekawe kosmetyki w przystępnych cenach. Aktualnie posiadam tylko kolorówkę: 
  • lakiery Virtual - po przecenie 2 zł za sztukę! Szybko schną, ciekawe kolory, wytrzymałość ok. 3 dni :)
  • cienie Bell - z bazą trzymają się całkiem nieźle
  • błyszczyk Bell Air Flow - szybko się zjada, ale za to pięknie pachnie winogronami
  • mascara Push Up Bell - tu się trochę zawiodłam, bo tusz jest bardziej szary niż czarny, puszapa też żadnego nie widzę
  • odżywka do rzęs Eveline - używam jako bazy pod tusz, całkiem dobrze się sprawdza
  • Oeparol - tłusta pomadka ochronna, nie polubiłyśmy się, ale inni zachwalają
W gazetkach często powtarzają się te same produkty i firmy, głównie: Nivea (szampony, odżywki, masełka do ust, antyperspiranty), Bell (kolorówka: podkłady, cienie, róże, pudry, lakiery), Eveline (serum wyszczuplające, do pośladków, do biustu, kolorówka: błyszczyki, cienie, lakiery do paznokci), czasem jakiś Garnier. Bywają też mniej znane marki jak np. Diplona czy Deba. 

Od jakiegoś czasu widuję też markę Ladycode - o ile się orientuję, to biedronkowa marka kolorówki produkowana przez Bell. Nic jeszcze nie testowałam, ale pewnie kiedyś się skuszę. 


Moje najukochańsze perfumy też pochodzą z Biedronki. Be hot 4 me to cudowny zapach świeżych ogórków - wszyscy mi mówią, że pachnę DKNY Be Delicious. Dla mnie wow. Na opakowaniu jest napisane, że to perfumy - nie wiem na ile to prawda, ale trzymają się bardzo długo. 
La mores to taka słodka landrynka - używam, jak mam odpowiedni nastrój, trzymają się trochę słabiej niż B4M, ale jak na kosmetyk za 6 zł, to są idealne. 


A na koniec must have mojej łazienki: płatki i patyczki Carea. Dobra jakość za niską cenę. Do płatków można się trochę przyczepić, bo do zmywania paznokci się nie nadają, zostawiają jakiś biały nalot, zawsze w łazience muszę mieć jakieś inne. Carea są jednak najbardziej delikatne i miękkie. 

Ok, już koniec. Niezbyt dużo, prawda? ;) A Wy lubicie biedronkowe kosmetyki, czy unikacie jak ognia? :D

środa, 22 stycznia 2014

Sterylizacja Gizmelli

Decyzję odwlekaliśmy ponad rok, zawsze coś wypadało, ale dzisiaj już po wszystkim. Kocią babcią nie zostanę. Już kilka godzin po zabiegu, Gizmelka chodzi prawie prosto, ale serce mi się kraja jak tęsknie spogląda w stronę misek. Jutro dostanie same delicje :) 


Pozdrawiamy,
zmartwiona "mamusia" i obolała Gizmella

P S Jak tylko kotka wydobrzeję, to zrobię dokładną notkę jak to wszystko wygląda od strony technicznej i finansowej. Bo jak sama szukałam info, to niewiele znalazłam rzetelnych informacji o sterylizacji i tylko przeżywałam czytając jak to kotka sąsiada kuzyna babci się nie wybudziła. 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Fasolka z woka

To danie to nasze odkrycie stycznia, a może nawet i roku. Jest po prostu genialne: zdrowe i smaczne :) Na biedronkowym forum dziewczyny opisywały, jak przyrządzają zieloną mrożoną fasolkę - połączyłam kilka przepisów, dodałam coś od siebie i wyszło cudo! Może urokliwie nie wygląda i z tej fasolki żadne porno food, ale uwierzcie, nadrabia smakiem!


Czego potrzebujemy?

  • oliwa (olej do woka, czyli oliwa połączona z olejem sezamowym)
  • fasolka (u mnie biedronkowa Mroźna Kraina 2.55 za 450g)
  • sos sojowy ciemny
  • migdały (najlepiej w płatkach, ale posiekane też dają radę)
  • słonecznik
  • curry
  • wok

Przepis jest banalny: 
Rozgrzewamy oliwę na patelni, rzucamy na niego (najlepiej rozmrożoną) fasolkę i polewamy sosem sojowym (ja po prostu robię nim zygzaka po fasolce). Wsypujemy ze dwie łyżki migdałów, garść słoneczniku i całość posypujemy przyprawą curry. Co jakiś czas mieszamy :) Danie jest gotowe, kiedy fasolka jest miękka i gorąca, a słonecznik lekko uprażony. Smacznego!

My jadamy zamiast ziemniaków do mięsa, a czasem jako samodzielne danie. Tanie, pożywne i jeszcze niebo w gębie, czego chcieć więcej? :)

P S Danie powstało m.in. dlatego, że nie miałam co zrobić z sosem sojowym (irytowała mnie duża butelka w lodówce) i z paczką słoneczniku, którego termin dobiegał końca. Wyszło na to, że niedługo będę musiała dokupić oba składniki :D

piątek, 17 stycznia 2014

Domowa pizza

Już od dłuższego czasu (tak ze dwa lata) nosiłam się z tym, żeby sama zrobić pizzę. Niby nic wielkiego, a jednak ;) Przepis już od dawna był w przepiśniku, wystarczyło tylko kupić składniki i zrobić. Wyprawa do sklepu rozszerzyła się jednak o napad na Rossmana i suma sumarum pizza wyszła ze dwa razy drożej niż zamówiona w naszej ulubionej pizzeri ;)

Chyba nawet podliczając same składniki, gaz i czas, to wyszła drożej, no ale jest domowa ;) Czyt. nigdy więcej babraniny:D Zrobiłam cztery różne wersje:

  • mozzarella z pomidorami i bazylią
  • wiejska - dużo mięcha, sera i ogórków
  • na bogato - z szynką schwarzwaldzką 
  • z owocami morza



Do zdjęcia zachowały się niestety tylko dwie:D

A oto przepis na ciasto (od mamy, ona robi najlepszą):

  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka mleka
  • 2 łyżki oleju
  • 3 dag drożdży
  • 2 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
Drożdże ucieramy z cukrem. W misce mieszamy pozostałe składniki i dolewamy drożdże. Całość wyrabiamy, jak się za bardzo klei dosypujemy mąki. Ta ilość ciasta starczyła nam na cztery 25cm pizze :)

A potem to już czyste szaleństwo. Ciasto smarujemy sosem (ja mieszam koncentrat pomidorowy z przyprawą do pizzy) i układamy ulubione składniki. Po wierzchu jak lubimy, to posypujemy oregano :) pieczemy w 150 stopniach, do momentu zarumienienia się brzegów, czyli jakieś 20-30 min. 

Mała rada: warto formę wysypać mąką, bo nasze pizze niestety przywarły do dna:)

Smacznego! :)

środa, 15 stycznia 2014

Zwierzenia kury domowej cz.2

Nie ma co owijać w bawełnę - pół roku bycia "panią domu" i 7 kg do przodu. Winę oczywiście zrzuciłam na wagę, która śmiała się popsuć i nie zaalarmowała mnie w porę. A teraz na poważnie. 

Zmieniłam tryb życia, nie da się temu zaprzeczyć. Sześć miesięcy temu studiowałam i pracowałam, a teraz większość dnia spędzam w domu. Skończyły się codzienne kilkukilometrowe spacery na przystanki autobusowe, skończyło się ciągłe życie w lekkim stresie i chyba wyszło szydło z worka. Jem albo tyle samo, albo nawet mniej niż wtedy, ale zdecydowanie brakuje mi ruchu. 

Pierwszą zbagatelizowaną oznaką dodatkowych kilogramów były stykające się uda. Nigdy nie miałam przerwy pomiędzy nogami, ale nigdy też nie zauważyłam, żeby się o siebie ocierały - "nagle" zaczęły. Druga sprawa - dawno nie używane spodnie. Próbuję się dopiąć i dupa... Ale wiecie, są ze sztywnego dżinsu, więc myślałam, że się "rozciągną" - no i się nie rozciągnęły. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, ale żyłam złudzeniami, że to tylko 2-3 dodatkowe kilogramy. Kupiłam wagę, okazało się że to całe siedem kilo.

Zastanawia mnie jedynie fakt, że ludzie którzy mnie dawno nie widzieli mówią, że schudłam. I wiem, że nie są to z ich strony próby poprawienia mi humoru. Ja w lustrze też spaślaka nie widzę, więc myślę że ludzi na ulicy nie straszę. To siedem kilo przeszkadza mi bardziej psychicznie niż fizycznie, to taki znak, że się jednak "zapuściłam". Że coś robię źle. Że tak dalej być nie może. 

Pora się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Nie mam zamiaru katować się ćwiczeniami z Ewą Chodakowską, tym bardziej restrykcyjną dietą. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie tego nie lubię, musiałabym się do tego zmuszać i nie czułabym się sobą. Serio, wolałabym być grubą i szczęśliwą Huszi niż udawać, że najadam się liściem sałaty. 

Postanowiłam więc zamienić ilość jedzenia w jego jakość. Albo inaczej, pozbyć się z jadłospisu pustych kalorii. Szukałam w Internecie jak powinna wyglądać prawidłowa dieta, ale albo wyskakują mi jakieś truizmy, albo diety mega odchudzające. Ja po prostu potrzebuję prostych jadłospisów, w których zachowana jest odpowiednia proporcja pomiędzy białkiem węglowodanami cukrami i tłuszczami. Proste posiłki to takie, których nazwy jestem w stanie przeczytać, a produkty mogę kupić w Biedronce czy Lidlu. No i mam problem, bo nie potrafię takich wyszukać.

Pora się chyba wgłębić w akademickie podręczniki dietetyki i dietę ułożyć sobie samej. Pięć prostych posiłków - 2000 kcal. Ekstremalnie dopasowaną do moich (i P.) potrzeb. Zaznaczam, że moim celem jest nie tyle schudnięcie tych siedmiu kilo, co zapobieganie kolejnym. Dostałam po prostu fajnego, motywacyjnego kopa do zdrowszego odżywiania i w ogóle trybu życia. 

Z moim podejściem do aktywności fizycznej z regularnym ćwiczeniem będzie ciężko. Fitness absolutnie nie jest dla mnie, nie rozumiem idei, serio. I nie chcę rozumieć. Muszę sobie po prostu znaleźć coś, co będzie sprawiało mi frajdę. Np. uwielbiam hula-hop i sobie kręcę, ale zdaję sobie sprawę, że to moje pół godziny to strata tylko 100 kcal - za mało jak na moją obecną sytuację. Spokojnie sobie to przemyślę i za jakiś czas spróbuję jeszcze czegoś innego - przecież nie od razu Kraków zbudowali ;)

Dobra, żeby nie było, że to tekst o niczym i bez celu. Wszem i wobec chcę ogłosić, że dzięki moim staraniom 15.04.2014 r. będę ważyła 62 kg, a 15.06.2014 poniżej 60. Jeszcze nie wiem jakimi metodami, ale to zrobię. Będziecie trzymać kciuki? :)




wtorek, 14 stycznia 2014

Mazidła do ust

Też tak macie, że nie wyjdziecie z domu bez pomadki ochronnej? Ja mogę wyjść bez telefonu (w sumie zdarza mi się często), ale pomadka musi być. Dzięki temu mojemu skrzywieniu nie pamiętam już, kiedy narzekałam na suche usta. Przedstawiam Wam moją kolekcję:


1. Carmex znają chyba wszyscy. Albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja oczywiście zaliczam się do tej pierwszej grupy, zawsze jakiś się u mnie pląta ;) Wyjątkowo teraz posiadam tylko próbkę "w razie nagłej potrzeby ratowania ust". Dla mnie wszystkie wersje są godne uwagi, ale wygrywa klasyczna w słoiczku.

2. Kleenex - po prostu zwykła wazelina, o niezbyt przyjemnym zapachu. Nie polecam, zdecydowanie nie za tą cenę - 8 zł?! 

3. W7 PinUp Cheeky Cherry. Niestety jedyne co fajne w tym balsamie, to opakowanie. Nie czuję żadnego nawilżenia, działa trochę jak błyszczyk, ale ekspresowo znika z ust. Opakowania kuszą, ale w razie czego to przestrzegam ;)

4. Wibo, Natural Lip Stick - mój faworyt, najlepsza z całej siódemki. Jedynym minusem jest troszkę ziołowy zapach. Działanie ma jak Carmex, czuć to charakterystyczne mentolowe mrowienie, ale konsystencja bardziej mi odpowiada. Cena też dwa razy niższa... ;)

5. Laura Conti Watermelon - naklejka się zdarła, ale zastąpiłam ją szczecińską wlepką. Sama pomadka jest bardzo przeciętna, na początku podobał mi się zapach, potem zaczął zalatywać chemią. 

6. Operol Balance Melon - kolejna wazelina jak dla mnie, w zapachu melona nie czuję zupełnie. Jedyny plus to mała wydajność - przynajmniej szybko się skończy:D 

7. La chinata balsamo labial protector - kolejne potwierdzenie mojego przekonania o pseudo naturalnych produktach. Dno. Pamiętacie może te wszystkie kosmetyki dołączane do bravopodobnych czasopism? Pachnie i smakuje tak samo... 


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zakupy! + wygrana w konkursie :)

No właśnie, może od tej wygranej zacznę. Uwielbiam dostawać e-maile o wygranej, której się zupełnie nie spodziewałam. Wiecie, chodzi o te konkursy z tysiącami zgłoszeń... Udało mi się! :) Jak do tej pory chyba moja najdroższa nagroda - słuchawki Sony MDR-XB200.


Zakochałam się od pierwszego użycia. Zawsze wzbraniałam się od takich nausznych, ale te są mega zgrabne, chyba nawet odważę się w nich wyjść kiedyś na miasto. Dźwięk tak czysty, że nawet ja słyszę niską jakość utworów ;)

A że słuchawki trzeba było odebrać osobiście, to od razu zwiedziłam sklepy w okolicy. Carrefour, Rossman i Biedronka :D

KSIĄŻKI


1. Sekrety kuchni indyjskiej - uwielbiam carry i coraz śmielej eksperymentuje w indyjskim kierunku, więc ta mini książeczka na pewno się nie zmarnuje. 2.99 w Carrefourze :)

2. Mój pierwszy atlas. Co prawda troszkę podniszczona, ale myślę że siostrzenicy nie będzie to przeszkadzać:) Wydaje mi się, że geografia może Młodą zainteresować, wielką mapę Polski ma już w pokoju. 4.99 zł w Carrefourze.

3. Joga. Od kilku lat chodzi za mną joga, ale jakoś nigdy się nie odważyłam. Poczytam, może dostanę jakiegoś kopa. 4.99 zł w Rossmanie

KOSMETYCZNIE


4. Przyrząd do regulacji brwi (trymer) For Your Beauty - nie wiem, czy ja tego ustrojstwa nie potrafię używać, czy to po prostu nie działa? Bliżej jestem tej drugiej odpowiedzi... 7,99/Rossman

5. Delia Coral AIRepair - Gel look akrylowy rekonstruktor paznokci + gratis krem nawilżający do skórek. Poszukiwałam właśnie kremu, ale zestawem nie pogardziłam. Zobaczymy co to za cudo:D 6,59 za zestaw w Carrefourze

6. Płukanka do ust Smile - któraś butelka, Listerine to to nie jest, ale wg mnie daje radę. 5,95/600ml/Biedronka

PAPIERNIK



7. Karteczki post in w fajnych kształtach. Niestety okazało się, że klej nie jest zbyt wytrzymały i się odklejają ;/ 1,39/minibloczek w Carrefourze

8. Pióro na naboje. Miałam kiedyś identyczne i pisało się nim genialnie - tym na szczęście też. Kosztowało całe 2,79 zł, też w Carrefourze

9. Zestaw długopisów InkJoy - dla mnie to najlepsze jednorazówki! Zestaw pięciu (dwa niebieskie, czerwony, czarny, zielony) kosztował tylko 3,49 zł. Carrefour

10. Taśma dekoracyjna - nie pytajcie do czego mi on, po prostu od dawna mi się marzyła :) No to mam! 5,29 zł za 4 sztuki/Carrefour.

Zakupy zdecydowanie zaliczam do tych udanych! :)

sobota, 11 stycznia 2014

Tydzień w zdjęciach #2

Nie mam pojęcia gdzie uciekają mi te wszystkie dni :) Ten tydzień zdecydowanie uważam za udany, m.in. po dość długiej przerwie udało mi się coś wygrać. Tak, tak konkursomaniaczką też jestem ;) Oprócz tego w końcu spotkałam się z kumpelami z liceum i... jak ja je uwielbiam! O wyprzedaży w Biedronce też nie sposób nie wspomnieć:D 


1. Mamy kuchenkę gazową starego typu, więc jak na szlachtę przystało zapalaliśmy palniki zapałkami. Któregoś dnia wzięły i się skończyły... trzeba więc było trzymać ogień z ostatniej zapałki ;) W ruch poszły świeczki i było całkiem romantycznie :D

2. Rybka w warzywach - czy ja już kiedyś mówiłam, że P. z lenistwa wymyśla genialne potrawy? ;)

3. Spacer na Cmentarz Centralny i robienie zdjęć wiewiórkom. To jedyne, które wyszło, bo skubane szybkie są ;) W ogóle nie ma jak się zgubić na cmentarzu i trafić do miejsca o nazwie "dezynfekcja karawanów" :D

4. Jesteśmy zdolni i sami zrobiliśmy żyrandol! Uwaga, uwaga! To nasz pierwszy żyrandol w mieszkaniu ;) Pikny jest!

5. Pizza, dzięki której schudłam. Jak zamawiałam zapomniałam powiedzieć, że płatność kartą... I biegłam do bankomatu - zwykle taka wyprawa zabiera mi jakieś 25 minut, wtedy tylko 12 :D Dostawca dostał niezły napiwek, pizza była pyszna, więc wszyscy są zadowoleni ;)

6. Uczymy się... Nie, nie, Ty mnie musieć głaskać!!! Dzień jak co dzień u każdego służącego kota ;)

7. Dzisiejszy urodzinowy tort pewnego trzynastolatka. Doooobry! I czy tylko ja lubię tą cholernie słodką masę cukrową?

Uff, koniec. A Wam jak minął tydzień?

piątek, 10 stycznia 2014

Zwierzenia Kury Domowej (KD) cz. I


Dzień dobry, nazywam się Emilka, mam 24 lata, skończyłam studia i też nie mam pracy. Wróć… ja jej jeszcze nie szukałam. Tak, jestem na utrzymaniu mojego mężczyzny, który nawet nie jest moim mężem i raczej nigdy nim nie zostanie. I teraz najgorsze: taki układ nam obojgu pasuje. Ja zajmuję się domowymi obowiązkami (i kotami oczywiście!), on pracuje. Żadne z Nas nie czuje się w żaden sposób wykorzystywane, a dzięki takiej sytuacji oboje mamy więcej czasu na swoje zainteresowania.

Stereotypy mówią, że taka sytuacja jest całkiem ok. Chłop w pracy, kobieta w domu. Nic bardzo mylnego... Teraz takie czasy, że "każdy musi pracować". Najlepiej za minimalną krajową, żeby miał na co narzekać. Często muszę się tłumaczyć z tego, że pracy nie szukam. No bo jak to tak?! To po co te studia kończyłaś?! Już wyjaśniam.

Kura domowa to nie jest głupia gęś. Mam dużą potrzebę samorealizacji i studia m. in. właśnie do tego mi służyły. Chyba na drugim roku dotarło do mnie, że studiuję w celach rekreacyjnych. Jak już je skończyłam, to nie byłam zdziwiona jak 3/4 magistrów, że pracy po naszym kierunku nie ma. Ja wiedziałam to od dawna i nie obwiniałam za to Tuska. Z drugiej strony uważam, że jak ktoś chciałby znaleźć pracę choć trochę związaną z biotechnologią, to by znalazł. Jest nisza, można nawet wymyślić coś swojego - wystarczy chcieć.
Teraz postanowiłam sobie zrobić technika rachunkowości i powiem szczerze, że mi się spodobała taka praca. Nie mówię więc nie i może za jakiś czas będę czegoś szukała w tym kierunku.

Ok. Wszystko ładnie i pięknie, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak, mamy ich wystarczająco dużo, żeby pozwolić sobie na taką sytuację. Ale zapewniam, że jeśli padłabym tu konkretna kwota, wraz z kwotą raty kredytu hipotecznego i pozostałymi opłatami, to część z Was popukałaby się w czoło. Nam to jednak wystarcza i jesteśmy szczęśliwi. Sekret chyba tkwi w tym, że (uwaga, truizm!) "nie wydajemy pieniędzy których nie mamy, na rzeczy których nie potrzebujemy, by podobać się ludziom, których nie lubimy". Jakbyśmy przez cały roku sumiennie oszczędzali, to może byłoby Nas stać na urlop w Egipcie, ale... byliśmy najszczęśliwsi, kiedy wspólnie podjęliśmy decyzję, że zamiast się napinać i szukać miejsca na urlop na siłę, to zostajemy w mieście. Nie dlatego, że Nas nie stać na góry czy Mazury, my po prostu tak chcieliśmy. Nie leczymy kompleksów wydawaniem pieniędzy.


Kolejna sprawa... uwielbiam pytanie: "a co zrobisz, jak on Cie zostawi?" Hello! To może jeszcze zapytajcie co zrobię, jak będę miała raka, albo jak w ziemię uderzy asteroida. Wszystko tak samo prawdopodobne. Podstawą związku jest dla mnie zaufanie, a takie pytanie jego podważaniem. Może jestem naiwna, ale żyjąc w takim przeświadczeniu od prawie pięciu lat jestem szczęśliwa. Gdybym codziennie rozważała nasze rozstanie chyba nie byłabym w stanie cieszyć się z życia.

Muszę kończyć, bo pranie czeka ;)

czwartek, 9 stycznia 2014

Zimowa wyprzedaż w Biedronce

Jeśli ktoś mi powie, że jestem nienormalna, to najzwyczajniej w świecie mu uwierzę. Nikt normalny nie zwiedza miasta w poszukiwaniu Biedronek i wyprzedaży. A ja tak! I jaka dumna wracam ze swoimi zdobyczami!

Uwaga! Zaczynam się chwalić:

1. Golarka do odzieży - 20 zł. Obniżka nieduża, ale polowałam na nią od jakiegoś czasu. Ostatnio prawie zdesperowana kupiłam tą na baterie, ale jednak warto było poczekać :)


2. Ozdobne dziurkacze - 5 zł/sztuka. No jak mogłam nie wziąć, jak one takie ładne? ;) 


3. Saszetka na biodra (nerka) - 3 zł. Przyda się przy moim chodzącym trybie życia, no i oczywiście na jakiś wyjazdach :) 


4. Waga elektroniczna - 20 zł. Pół roku temu popsułam poprzednią i tak jakoś żyliśmy bez. Przyniosłam do domu, stanęłam i... miałam nadzieję, że źle waży. Niestety dobrze. Przez pół roku przytyło mi się ponad 5kg! Szczerze mówiąc, to się załamałam. Spodziewajcie się więc niedługo wpisu o odchudzaniu...


5. Naklejki! 1zł/szt. Koooocham i uwielbiam takie duperelki, na punkcie biedronkowych naklejek mam już chyba jakąś obsesję :D Sami zobaczcie:


6. Cienkopisy - 1 zł/5 sztuk. Tych to nigdy za wiele! 
7. Spinacze i pinezki 2zł/opakowanie. To też się zawsze przyda.


8. Organizer na łóżko - 3 zł. Kiedyś bardzo chciałam go kupić, ale jakoś nie było okazji. Teraz się napatoczył, ale łóżko mamy już w inną stronę i kombinuję jak go założyć:D

9. Pachnący papier do szuflad - 1 zł. Kupiłam chyba z myślą o pakowaniu prezentów ;)

10. Pokrowiec na ubrania - 3 zł. No co nooo, kiedyś się przyda:D 


Łącznie wydałam 72 zł, czyli mniej niż założyłam. Wyprzedażą jestem lekko rozczarowana, ale coś tam dla siebie upolowałam, do domu wróciłam zadowolona, więc dzisiejszą wyprawę uważam za owocną:D

A Wy jak tam, poszalałyście na wyprzedażach?:D

środa, 8 stycznia 2014

Zdobycze dnia wczorajszego - Natura, Rossman i Tesco

Na słowo wyprzedaż reaguję tak samo jak koń na wiśta wio - pędzę na oślep! :D Nie dotyczy to jednak wyprzedaży w sieciówkach odzieżowych, których wręcz nienawidzę. Wołami nikt by mnie nie zaciągnął teraz do centrum handlowego. Na łowy do SH to co innego... No dobra, ja nie o tym:D

Po pierwsze to obiecałam sobie po zdanym egzaminie kupić sławne błoto z Rossmana. Że ono takie z Morza Martwego i w ogóle cuda robi. W moim Ross go nie znalazłam, w trzech następnych też nie... ale P. zaprowadził mnie do piątego i... było. Capnęłam szybko i jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Od razu po powrocie do domu nałożyłam na moją facjatę, pomęczyłam się 10 minut bo piekło cholernie, zmyłam i się zakochałam. Jak żyję nie miałam tak oczyszczonej cery.
Jak tak się szlajałam po tych Rossmanach to wpadło do koszyka kokosowe masło Synergen w CDN - 6,29zł!


Do Natury zaszłam, żeby zobaczyć jak bardzo zmacaną kolorówkę wyprzedają. Trochę się zdziwiłam, bo dużo było przecenionych rzeczy normalnie w szafach, ale nic dla siebie nie wypatrzyłam. Wzięłam dwa olejki Green Pharmacy, żeby zobaczyć co zdziałają na moich wysokoporowatych włosach. I już miałam wychodzić, kiedy zobaczyłam że ekspedientka wykłada mój ulubiony krem, którego ostatnio trochę się naszukałam. Okazało się, że to jakieś pozostałości z magazynu z kończącą się datą ważności. Szczerze powiedziawszy trochę mnie to zmartwiło, ale z drugiej strony... miesiąc w tą czy w tamtą mnie nie zabije. Zgarnęłam krem, tonik i sztyft na wypryski. Wszystko za 1,99 zł/sztukę. 



W Tesco wyprzedają artykuły przemysłowe, a że mieliśmy kartę upominkową to... przeciągnęłam P. przez wszystkie alejki. Kupiliśmy klawiaturę, taką specjalnie dla graczy za 60 zł i coś, na co czaiłam się już ponad rok. Tadam!


Hula hop! Kiedyś pożałowałam kasy i zamówiłam z all. Jak przyszła mi przesyłka to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać... Kombinowałam, ale szybko wyrzuciłam, żeby mnie nie denerwowało. Wcześniej widziałam właśnie to w Tesco, ale kosztowało 50 zł i wydawało mi się za drogie. Teraz wzięłam bez mrugnięcia okiem i jeszcze okazało się, że jest na wyprzedaży i kosztuje 35 zł. Bajka. O nim na pewno będzie jeszcze wpis, bo mam zamiar dzięki niemu pozbyć się brzucha ;)

No to już koniec... ale jutro jest początek wyprzedaży w Biedronce, więc spodziewajcie się kolejnej relacji:)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Przegląd gazetek promocyjnych #2

Pomyślałam, że skoro i tak je nałogowo przeglądam, to mogę się z Wami podzielić promocjami. Kiedyś wrzucałam zdjęcia gazetek, ale szczerze powiedziawszy za dużo z tym wszystkim zachodu, więc po prostu krótko wypiszę :)

NETTO (7-12.01)
Mlekovita, Masło Polskie 200g - 3,69 zł
Vizir, Proszek do prania 5kg - 24,99 zł
Mandarynki 1 kg - 2,49 zł (7-8.01)
Pyzy ziemniaczane lub pyzy z mięsem 500g - 1,99 zł
Twaróg 200 g (chudy, półtłusty, tłusty) - 1,65 zł
Danio 4pak - 3,99 zł
Mleko Hula Krasula 3,2% 1l - 2,19 zł
MKCafe Premium 500g - 13,99 zł
Dezodorant Nivea roll-on duopack 2x50ml - 12,99 zł
Domestos 1,25l + mleczko CIF 250 ml - 9,99 zł

LIDL (7-12.01)
Mix sałat 120-200g - 3,79 zł
Winiary Pomysł na... (papirusy) - 2,19 zł
Spodnie dresowe - 27 zł
Kurczak świeży 1 kg - 5,55 zł (9-12.01)

BIEDRONKA (9.01-15.01)
Olej rzepakowy Wyborny 5l - 19,89 zł
Ręcznik kuchenny 100 m - 7,99 zł
Pizza Guseppe 2x335g Cztery Sery - 9,99 zł
Swojska Chata Pierogi z mięsem lub ruskie 1 kg - 8,78 zł
Masło osełka 0,5kg - 9,49 zł
Danonki ośmiopak + 3 figurki - 4,99 zł
Snickers Max Caramel 48g - 1,19 zł
Schweeppes 2l - 3,99 zł
Eden Płyn do płukania 2x2l - 15 zł

Dodatkowo w gazetce Biedronki jest napisane, że od 9.01. w wybranych sklepach będą trwały wyprzedaże artykułów przemysłowych. W tamtym roku można było kupić naprawdę fajne rzeczy za grosze, ciekawe jak będzie tym razem, bo w ciągu tego roku Biedronka bardzo podrożała:(

Resztę promocji np. Inspiracje z Biedronki czy gazetki Real dopiszę jak pojawią się oficjalnie w sieci ;)

Dajcie mi znać, czy takie posty się Wam podobają :) Dać sobie z nimi spokój, coś do nich dodać... wszystkie rady bardzo mile widziane:)



niedziela, 5 stycznia 2014

Grudniowe denko

Trochę późno, ale muszę się pochwalić, bo trochę tych zużyć jest. Chyba nawet więcej niż zakupy+prezenty :) Nie wiem kto wymyślił ten projekt, ale chwała mu za to!


No to zaczynamy od początku:

1. Ziaja, Maseczka regenerująca - lubię i chętnie wracam :) Jeszcze kilka w zapasie jest.

2. Próbka Ivostinu - nie zachwyciła mnie, ale po jednym użyciu nie ma co produktu oceniać.

3. Soraya, Maseczka czekoladowa - mmm, dla mnie ma bardziej zapach kakao niż czekolady, ale i tak boski. Moje odbicie w lustrze przestraszyło nawet mnie:D Działanie? Hmmm, nie zauważyłam żadnego. Zużyję drugą saszetkę, ale raczej więcej nie kupię.

4. Loreal, Elseve, Odżywka z kolagenem. Dawniej nałogowo używałam czerwonej wersji, ale ta też mi się spodobała. Włosy po niej były przyjemnie sypkie i nawet czuć było zapach.

5. Lirene, Peeling gruboziarnistyKLIK! recenzja :) Fajny był, ale chyba mi się już znudził. Teraz męczę wersję enzymatyczną i on to chyba zupełnie nic nie robi;/

6. ArganOil - kurczę, troszkę obsmarowałam go w recenzji KLIK!, ale chyba stęskniłam się już za jego zapachem.

7. Rexona, miniaturka - wykończyłam wakacyjne pozostałości :)

8. Signal, pasta do zębów - dziwna jestem, ale ja tam pomiędzy pastami różnicy nie widzę ;) 

9. Miss Sporty, numeru niestety nie znam, ale dla mnie to była czerwień idealna. Zglucił się, ale po kilku latach zdecydowanie miał do tego prawo. 

10. Bielenda, dwufazowy płyn do demakijażu Awokado - całkiem spoko, delikatny tłusty film mi nie przeszkadzał, ale zakochałam się w biedronkowym micelu, więc następnego razu nie będzie.

11. BeBeauty, Peelingujący żel do mycia twarzy, mój faworyt z biedronkowej trójki - recenzja KLIK!

12. Wella, odżywka - moje drugie opakowanie,  po prostu lubię. Fajny zapach, wydajna, włosy są sypkie i nie puszą się. 

13. Palette, color creme chyba R5 kasztanowa czerwień - odkryłam swój wymarzony kolor, z którego jestem niesamowicie dumna! :) Opakowanie już wyrzuciłam, ze zdjęcia ciężko odczytać numer, więc mam nadzieję, że trafię na ten sam:D Aaa, mi tam Palette wcale włosów nie niszczy, to moje ulubione farby:)

14. BeBeauty, sól do kąpieli, trawa cytrynowa:) Typowy letni orzeźwiający zapach, w sam raz do moczenia nóżek :)

15. Radox, żel pod prysznic relax, przeciętniaczek... niby zapach coś w sobie miał, ale jakoś ogólnie nie przypadł mi do gusty. To moje drugie rozczarowanie radoxem, więc raczej więcej się nie spotkamy.

16. BingoSpa, szampon jajeczny. Miała być recenzja, ale uznałam, że wolę pisać o fajnych produktach. Szampon podczas mycia z moich włosów robił kołtun, były strasznie gumowate i w ogóle nie jak moje włosy. Jakoś dokończyłam (na różne sposoby, łącznie z praniem skarpetek) i nigdy więcej. 

No to by było na tyle :) Są już styczniowe pierwsze denka, więc za miesiąc też się pochwalę:) A jak Wam idzie zużywanie?

P.S. Chciałam sobie dzisiaj po zaliczonym na 5 egzaminie zrobić prezent i kupić w Rossmanie sławne błotko, ale wykupione, chlip, chlip. 

piątek, 3 stycznia 2014

Święta się już skończyły?

Bo jakoś tego nie zauważyłam. Ciągle się coś dzieje, albo ja wyjeżdżam, albo ktoś wpada do Nas i chyba zapomniałam już jak się nazywam. W międzyczasie się jeszcze przeziębiłam, a właśnie w tej chwili sobie uświadomiłam, że jutro już sobota i szkoła... Ok, wezmę to wszystko na klatę :) 

A teraz mam coś przyjemniejszego, tegoroczne (w sumie już ubiegłoroczne) prezenty świąteczne. Co prawda jeszcze niekompletne, ale co tam ;)

1. Stolnica silikonowa - Mikołaj się domyślił, że lecę na silikonowe cacka, a z kolorem trafił idealnie! Jeszcze nie przetestowana, ale słyszałam od elfów, że genialna :)


2. Troszkę ceramiki - czyli kolejne drobiazgi wywołujące banana na mojej buzi ;) Dwa kubki-tablice (ah, te liściki miłosna gratis do kawy) i wreszcie mam swój własną, wielką kubeczkomiseczkę.


3. Kosmetyki - tego nigdy za wiele! Cieszę się, że mogę w końcu wypróbować te marki, na które najzwyczajniej szkoda mi było pieniędzy. I chyba zaczynam rozumieć fenomen maseł The Body Shop. Zapach żurawiny obłędny!


4. Pościel - wciąż jesteśmy "na dorobku" i takie prezenty bardzo się przydają :) Kolor idealny, a jak zobaczyłam, że jest na zamek błyskawiczny to już w ogóle piszczałam z radości :D


5. Czapka i rękawiczki ^^. Uff, w końcu mam czapkę, bo kupuję sobie już od dwóch lat i zawsze mi nie po drodze było. Cieplutka i przyjemna :)


6. Radiobudzik - tak na wypadek, żebyśmy się mogli dowiedzieć o końcu świata, bo z TV zrezygnowaliśmy. Całkiem przyjemne urządzonko :D


7. Koperta "Na żyrandol" :D Tak, od czterech lat nie mamy w domu żyrandoli i nikomu to chyba tak nie przeszkadza jak mojej mamie. Życia chyba sobie bez tego wyposażenia nie wyobraża:D A Wy jakie zdanie macie na ten temat? Potrzebne to to?:D

8. Świąteczny kocyk - miły gest home.pl :D

Nie ma jeszcze naszego wspólnego prezentu, bo chyba sami nie wiemy czego chcemy :D Ale chyba jednak zdecydujemy się na czytnik e-booków :) 

A jak tam Wasze Mikołaje? :D Też takie domyślne jak moje? ;)