piątek, 28 lutego 2014

Skromne lutowe denko

No nie poszalałam w tym miesiącu. Na swoją obronę mam bardzo małą ilość kosmetyków "na wykończeniu" oraz dość obfite denka z ostatnich dwóch miesięcy. O! I jeszcze to, że nie wszystkie załapały się do zdjęcia ;)


1. Orginal Source, żel pod prysznic Raspberry&Vanilla milk - zapach boski, po prostu malinowa mamba pod prysznic, no ale... poza zapachem niestety to dość słaby żel. Słabo się pieni (a używam gąbki), zapach oczywiście po prysznicu się ulatnia, a właściwości pielęgnacyjnych nie ma żadnych. Po prostu myje. 

2. Synergen, masło kokosowe do ciała - aż żałuję, że zainteresowałam się nim dopiero jak były w CDN. Wcześniej myślałam, że zapach będzie chemiczny i po jakimś czasie mnie zmęczy - okazało się jednak, że jest w sam raz. Konsystencja ideał, szybko się wchłaniał, nawilżał. Dobrze, że mam jeszcze jedno masełko w zapasie. 

3. Fuss wohl, masło do stóp. Męczyłam chyba z rok. Zbita formuła całkiem mi odpowiadała, ale niestety dawała podobne efekty jak kremy do stóp, a wchłaniała się znacznie dłużej. Odkręcane opakowanie też nie było zbyt wygodne, no ale to już nie mój problem, uff. 

4. BeBeaty, Balsam do stóp. Chyba jest ok, ale używałam go tak nieregularnie, że nie jestem w stanie napisać jakiejkolwiek opinii. Zapach spoko, wchłanianie spoko - podobno to ten sam, co green pharmacy dwa razy droższy. Jak się pojawią to chyba skuszę się jeszcze raz (na okres zimowy ich nie ma).

5. Lovely, maskara Pump up - mój ulubiony tusz, o którym wszyscy napisali już wszystko. Kolejny już w użyciu :)

A teraz jeszcze dwie pozycje, które się na zdjęcie nie załapały:

6. Facialle, żel do higieny intymne. Już kiedyś pisałam - dla mnie on śmierdzi pociągowym WC, co skutecznie mnie do niego zniechęca. Gdyby sprawdził się na moich włosach, to pewnie jakoś bym się przemogla, ale na szczęście go nie polubiły. 

7. Head&Sholders - odżywka do włosów. To chyba moja ulubiona odżywka, mam jeszcze dwie w zapasie - bossska jest. Tzn. nie wiem jak jest faktycznie z odżywianiem, ale ujarzmia moje kudły. Od odżywiania mam inne + oleje ;)

No i to by było na tyle ;) A jak tam Wasze zużywanie? 

P S Myślałam o tym, żeby zrobić marzec miesiącem bez kupowania kosmetyków, no ale jak to tak, mam przecież urodziny i chyba w koncu wybiorę się do Hebe (mój pierwszy raz:D)

środa, 26 lutego 2014

Mój ulubiony szampon - włosy wysokoporowate

No dobra, żeby nie było, że ja tylko sprzątam i chodzę na zakupy, to wpis będzie o szamponie. Od jakiegoś czasu szukam  idealnego i prawie go znalazłam. Prawie, bo chyba producent wycofuje go z rynku* :( 

Przedstawiam mojego ulubieńca: Garnier Fructis Vitamin force fresh, tadam!


Teraz kilka nudnych słów od producenta i "szalenie przydatny" opis używania ;)


Co mnie w nim zachwyciło?
Po pierwsze zapach - baaardzo świeży, coś z pogranicza zielonej herbaty i cytryny. 
Po drugie - myłam włosy co dwa dni, z tym że pod koniec tego drugiego dnia były już "niewyjściowe". Dzięki Garnierowi przez całe dwa dni trzymają się całkiem nieźle, a rankiem trzeciego jeszcze nie wstyd wyskoczyć w takich do sklepu.
Po trzecie - jest bardzo wydajny, bardzo mocno się pieni, co akurat dla mnie jest wielkim plusem. 
Po czwarte - nie plącze moich włosów, co ma miejsce przy wszystkich szamponach bez tego strasznego SLS. 
Po piąte - naprawdę doskonale oczyszcza, włosy po nim tak fajnie skrzypią ;)

No właśnie, szampon zawiera słabszy niż SLS detergent, a mianowicie Ammonium Lauryl Sulfate. Nie wiem, czy jest mniej czy bardziej szkodliwy, wiem tylko że moim włosom służy bardziej niż polecane Babydream, Hipp czy Facielle. Wszystkie wymienione robią mi na głowie szopę nie do ogarnięcia;/ 

Dla ciekawskich wklejam skład:


Znacie może jakieś inne szampony z Ammonium Lauryl Sulfate? Chodzi mi oczywiście o takie w rozsądnych cenach ;)


*na pewno wycofali z Rossmana, ostatnio widziałam jedną butelkę w Biedronce, ale nie miałam jak wziąć ;/ Poszukam jeszcze w innych sklepach ;)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Zdjęciowo #1 - Dzień przewodnika

Wczoraj w Szczecinie obchodzono dzień przewodnika. Dla mnie ludzie wykonujący ten zawód to albo pasjonaci, albo miłośnicy dat. Niestety trafiliśmy za pierwszym razem na tego od dat, a żeby było jeszcze ciekawiej to zwiedzaliśmy z grupą najgderliwczych z gderliwych 60+. Mało tego, większość z nich uważała, że wie WSZYSTKO lepiej niż przewodnik... i WSZYSCY pstrykali zdjęcia WSZYSTKIEMU. No ale... warto było. 

Na zdjęciach nie ma sztandarowych zabytków Szczecina, bo niestety dzięki współuczestnikom odechciewało mi się robić zdjęcia ;)

1. Nasza nowa hala opery, większość na nią psioczy, ale mi się oczywiście podoba :) W ogóle lubię takie przeplatane style nowo-stare. Albo inaczej, bardzo nie lubię jak coś nowego próbuje udawać stare. Jak już będzie otwarta, to koniecznie muszę się tam wybrać - w operze byłam raz w życiu <wstyd>

2. Widok z Wałów Chrobrego - bardzo lubię widok tych portowych żurawi. W tle oczywiście Odra i budowana marina - tak, w Szczecinie ciągle coś budują ;)


3. Kopuła cerkwi. Kręci mnie wszystko co wschodnie, więc tu nie było inaczej. Do tego pop wyglądający jak rycerz, który mega ciekawie opowiadał. I ten zapach kadzideł, ach!


4. Wiosna!!!


5. Zdjęcie z Lisem o podwójnym znaczeniu ;) W Puszczy Bukowej istnieje bardzo fajne Centrum Edukacyjne (a będzie też kolejne!) z podziemiami. Niestety teraz gacki śpią, więc nie można było zejść:(


6. Panorama Szczecina. Tym razem trafił nam się super przewodnik, który oprowadził nas po części Puszczy Bukowej i nagle te kupki cegieł (gdzie się chodziło na wagary, randki itp.) nabrały znaczenia. 




7. Jeszcze tylko mały spacerek wokół Jeziora Szmaragdowego...



I do domu wróciłam mega zmęczona...

A jak w Waszych miastach, działo się coś? Chodzicie na takie imprezy miejskie?

sobota, 22 lutego 2014

Jak kupować taniej? - przewodnik dla zwykłych ludzi cz. I - hipermarkety

Po pierwsze kupowanie tanio wcale nie oznacza oszczędzania, ale to już wiemy z reklamy pewnego banku ;) Najlepszym sposobem na oszczędzanie jest po prostu brak zakupów, jednak o tym pisać nie mogę, bo wyszlabym na hipokrytkę:D Przedstawiam więc mały poradnik jak kupować więcej za tą samą cenę oparty o doświadczenia z okolicznych sklepów:

1. Hipermarkety i inne duuuuże sklepy (np. Real, Tesco, Carrefour) 

Śledząc gazetki widzę, że ceny promocyjne bardzo rzadko są niższe od normalnych w Biedronce czy Lidlu. Najatrakcyjniejsze wydają mi się akcje "kup jeden, a drugi za 1grosz" czy "drugi produkt za 50% ceny", ale zwykle są to produkty dość drogie/takie, których nie używam/których cenę podnoszą na czas trwania promocji. Czasem jednak zdarzają się naprawdę fajne okazje, ale wtedy problemem są tłumy w sklepach ;) 



Na uwagę zasługują też marki własne, większość sklepów ma dwie: tania, z najniższej półki i droższa - produkty zwykle bardzo dobrej jakości. Bardzo często kupuję te najtańsze produkty, bo o dziwo! mają proste składy, np. Kefir TiP to tylko mleko+bakterie, czego ze świecą szukać w droższych markach. Podobnie jest z serem żółtym, twarogiem czy serkiem wiejskim. Wychodzi na to, że tylko nabiał ;)

Taniej można kupić też produkty z krótką datą ważności, ale zauważyłam, że są tam tylko dość drogie marki, które po obniżce kosztują tyle samo, co te średniopółkowe. Ja zdacydowanie wolę w takiej sytuacji świeże, chociaż czasem skuszę się na łososia do grzanek. Inna inoszość jest jak wyprzedają świąteczne słodycze/dekoracje - ceny zjeżdżają nawet do 70%. 

A teraz coś, co Emilka lubi najbardziej, czyli artykuły przemysłowe, wszelakie pierdółki i przydasie. We wszystkich marketach prawie każdy dział ma na końcu taką magiczną półkę z ostatnimi sztukami, gdzie naprawdę można kupić coś za bezcen, np. 6 sztuk szklanek za 3 zł. Dotyczy to głównie artykułów gospodarstwa domowego, działu sportowego i zabawek ;) Większe markety co jakiś czas mają też akcje "na kilogramy", gdzie można kupić np. talerze, kubki, deski do krojenia czy pojemniki i wszelakiej maści artykuły plastikowe. Czasem jest to tandeta, ale zdarzają się też marki Curver czy Luminarc w bardzooo fajnych cenach. Ooo, albo koszyczki wiklinowe - mam kilka sztuk ;) 

W marketach moża też upolować bardzo tanie kosmetyki, ale głównie polskie. Popularne marki są zdecydowanie droższe niż w sieciowych drogeriach. Tu też od czasu do czasu zdarzają się wyprzedaże ostatnich sztuk - niedawno kupiłam róż w musie Meybelline za 5 zł (w ross 33 zł) i odżywki H&S też za 5zł (normalna cena ok. 20zł). 

I to by było chyba na tyle. Naprawdę rzadko robię zakupy w hipermarketach, bo tam zawsze mój rachunek to ok. 100, gdzie w Biedronce czy w Lidlu za te same zakupy płacę ok. 80 zł. 

P S Miał być jeden wpis o tych sposobach, ale chyba byłby za długi. Druga część będzie o Lidlu i Biedronce, a następna może o Rossmanie i ogólnie kosmetykach ;)


piątek, 21 lutego 2014

-40% na produkty Fackelmanna w realu i -20% na mrożone warzywa w Biedronce + przeceny

Tak, tak, znowu byłam na zakupach... Wróciłam z cholernymi wyrzutami sumienia, bo przecież miałam nic niepotrzebnego już nie kupować. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko rozbrajający uśmiech numer pięć i to, że te Facelmannowskie produkty miałam już od dawna na oku ;)


Zacznijmy może od tego, że nie przepadam za Fackelmannem - uważam, że cena produktów nie jest adekwatna do ich jakości. Spokojnie za takie sumy można kupić porządniejsze no name. Mają jednak baaaardzo bogaty asortyment niepotrzebnych pierdółek, które zawsze mnie kuszą. A jak zobaczyłam -40%, no to "sami wiecie co" ;)

1. Wykrawacz do sera i warzyw - gwiazdka. Wiem, wiem, można foremkami od ciasta, ale marzył mi się właśnie taki. W marcu mamy pełno naszych małych świąt, więc na pewno pójdzie w ruch - jakieś desery i koreczki na pewno się trafią. Po zniżce kosztował 7,20 zł.

2. Nożyk do smarowania kremem. Nazwa w sumie nieco mylna, bo bardziej przyda mi się do wygrzebywania resztek ze słoików. Nienawidzę marnowania jedzenia, do szewskiej pasji doprowadzają mnie wszelkie keczupy, musztardy i sosy, których nie da się wygrzebać do konca łyżeczką. Mam nadzieję, że to coś rozwiąże mój problem ;) 5,40 zł.

3. Uchwyt do kukurydzy. Uwielbiam gotowaną kukurydzę, ale niestety moja zachłanność sprawia, że zawsze mam poparzone palce i podniebienie. Uchwyty rozwiążą pierwszy problem, z drugim pozostaje mi żyć dalej :) Za 6 sztuk zapłaciłam 4,20 zł.



4. Komplet 6  szklanek 200 ml za zawrotną cenę 3 zł/komp. Nie mamy w sumie żadnych szklanek w komplecie, więc ani chwili się nie zastanawiałam za taką cenę. P. nawet spytał, czemu dwóch nie kupiłam - "cud nad Odrą"! ;)


W Biedronce do niedzieli trwa promocja -20% na mrożone warzywa. Niestety nie podam Wam dokładnych cen, bo wyrzuciłam paragon;/ Ale z tego co się orientuję Mroźna Kraina ma jedne z najtanszych warzyw na rynku, więc po obniżce są już w ogóle naj. Do koszyka wpadły warzywa na patelnię x2, fasolka szparagowa x2, brokuły i kalafior. Na więcej w zamrażarce nie mam miejsca :(


Pewnie jak robicie zakupy w Biedronce, to wiecie, że po jakimś czasie wyprzedają artykuły z poprzednich gazetek po obniżonych cenach. Czasem można trafić na obniżki większe niż 50%. I tak właśnie kupiłam dekoracje do ciast (czekoladę w płatkach i kropelki czekoladowe) - wyprzedają po 1,49 zł oraz orzechy Pecan. Z tymi orzechami to w ogóle śmieszna sprawa, bo w innych sklepach kosztują po kilkanaście złotych za opakowanie 75g, a w Biedronce IDENTYCZNE wyprzedają po 2,99 zł. Lubię próbować, więc kupiłam, ale powiem Wam, że dla mnie smakują prawie tak samo jak włoskie. Ciut delikatniejszy smak, troszkę większe, ale odkrycia nowego smaku nie było ;)

I teraz małe pytanko do Was:
O większości wyprzedaży w Biedronce, albo w Rossmanie dowiaduję się z wątków na Wizaż.pl. Oba pędzą w zawrotnym tempie i pewnie nie każdy ma czas dokładnie je śledzić, więc tu moje pytanie: chcecie żebym wypisywała obniżki cenowe na Facebook? 

środa, 19 lutego 2014

Kura domowa na warsztatach z kosmetyki naturalnej

A co, że kura domowa się nie może dokształcać? Jak nie jak tak! ;) Warsztaty odbywały się z okazji ferii zimowych, a ja skorzystałam z okazji, że widełki wieku kończyły się akurat na moich 25. Pal licho ramy wiekowe, bardziej przeraził mnie fakt, że pewna gimnazjalistka zwróciła się do mnie per pani. Serio jestem taka stara?! Inną bajką jest to, że nie przepadam za taką formą nauki, jak warsztaty - tam trzeba z ludźmi rozmawiać - a mi zdecydowanie bliżej do introwertyzmu niż wyrażania siebie na lewo i prawo. Szłam więc z pewnymi obawami, ale... było super i chciałabym jeszcze!

Bardzo spodobała mi się prowadząca, p. Ewa Zygnerska - po prostu mówiła prosto i na temat. Bez zbędnego owijania w bawełnę, bez zbędnych filozofii życiowych. W międzyczasie odpowiadała jeszcze na pytania i sama zadawała sprawdzające - ale atmosfera była zdecydowanie na luzie ;) Tematyka dotyczyła aromoterapii, więc się nawąchałam olejków i... chce je wszystkie! I święcie wierzę, że pomogą na moje wyimaginowane problemy :D 

Po części teoretycznej było coś, na co czekałam: bawienie się tymi wszystkimi półproduktami, sasa. Do zrobienia mieliśmy peeling cukrowy z dowolną kompozycją olejów i olejków. Niektórym wyszła zupa, ale mój jakoś wygląda, byle jak, ale wygląda:


Peeling energetyzujący wg Huszi: olej z pestek winogron, olej arganowy, olej z orzechów laskowych, olejek mandarynkowy, olejek pomarańczowy i olejek cytrynowy. No i cukier trzcinowy ;) (Już wypróbowałam i jeste całkiem ok)

Na koniec warsztatu było losowanie nagród, a że Huszi dzieckiem szczęścia jest, to wygrałam olejek do masażu:


A po warszatach poszłam do Natury i postąpiłam tak, jakbym wcale nie słuchała. Kupiłam olejek orientalny Mariona, który na pierwszym miejscu w składzie ma silikon. Ale spokojnie, kupiłam go całkiem świadomie do zabezpieczania końcówek ;) Swoją drogą nie mam pojęcia po co producenci marnują takie fajne oleje na takie produkty... 


Podsumowując wszystko: warsztaty usystematyzowały mniej więcej moją wiedzę na temat olei i olejków, dały kopa do kombinowania swoich kosmetyków (półprodukty leżą nieużywane:/) i jak Huszi zrobi jakiś afrodyzjak... ]:->

Dobra, pora zejść na ziemię i iść zmywać naczynia:D 

Byłyście kiedyś na takich warsztatach? Jak Wasze wrażenia? Bo ja chcę jeszcze!



wtorek, 18 lutego 2014

Przyprawy, słodkości i pierdółki - czyli co kura domowa upolowała ;)

Czy Wy też tak macie, że boicie się wracać z zakupów do domu, bo zaraz zaczną się pytania "a po co ci to?". I żeby one były retoryczne i z wyrzutem to pół biedy, gorzej jak ON naprawdę chce wiedzieć i pyta z czystej ciekawości. I tu pojawia się mały problem, bo zwykle odpowiedź nie jest taka prosta... no bo jak racjonalnie wytłumaczyć, że niezbędny mi jest psikacz do cytryny? Po prawie pięciu latach razem jestem pewna, że P. przestał próbować zrozumieć mechanizmy rządzące mną podczas zakupów.

Koniec biadolenia, pora na łupy. Na początek Biedronka:


-20% na herbaty, no przecież nie mogłam przejść obok tej promocji obojętnie ;)

1. Herbarium, Melisa z pomarańczą - 20 torebek - 1,59 zł. To moje kolejne opakowanie, lubię zioła przełamane cytrusami
2. Green Hills Citrus -20 piramidek - 3,19 zł - Wydaje mi się trochę gorzkawa, ale piłam tylko posłodzoną (fuj!!!, P. nie posmakowała, a żal mi  było wylać), więc o prawdziwym smaku jeszcze nie mogę nic powiedzieć. 


3. Zestaw do wyciskania cytrusów - 7,99 zł. Zapomniałam kupić cytryny, więc wypróbowałam na pomarańczy i... sama się z siebie śmiałam, jak sobie psikałam sokiem z pomarańczy prosto do buzi :D Najważniejsze, że działa i to całkiem ok - do skrapiania ryby cytryną będzie idealny. Ta silikonowa gruszka też mi odpowiada, taki schowek na ręcznie wyciskaną cytrynę i koniec problemu z pestkami. 

4. Siekacz do cebuli, czosnku i ziół - 7,99 zł. No i tu mamy problem - wypadło mi jakieś plastikowe kółko i za cholerkę nie mogłam go z powrotem włożyć na odpowiednie miejsce. A podejrzewam, że dzięki niemu znika problem wyjmowania cebuli z pomiędzy ostrzy. No nic, będę kombinowała dalej. (jeśli sieka czosnek, to jest to już trzecie czosnkowe ustrojstwo w moim domu)

A teraz LIDL - po tym, jak tam wszystko poprzestawiali to jakoś przestałam tam zachodzić, ale muszę wrócić, bo uwielbiam ich jogurty i kefiry. No i mają całkiem ciekawe oferty.



5. Przyprawy: trawa cytrynowa, ostre papryczki i mieszanka przypraw do kuchni azjatyckiej - 2,99/sztukę. Lubię takie wynalazki i lubię kuchnię azjatycką - chociaż to może za dużo powiedziane, bo mało co próbowałam. Alę będę miała z czego kombinować.


6. Suszone kawałki orzecha kokosowego - 3,99zł/100g. Bardzo smaczne, ale szybko się zasłodziłam. Kupiłam z myślą o domowym musli, mam nadzieję, że się go doczekają. 


7. Choco Drink Monte Santos - zobaczymy co to za lidlowe cudo. Czasem wieczorem mam po prostu ochotę na kakao albo gorącą czekoladę. 

8. J.D. Groos Ecuador 70% z karmelem. 4,99 zł/125g. NIGDY w życiu nie zjadłam gorzkiej czekolady z własnej, nieprzymuszonej winy. Ale ostatnio się naczytałam, jakie to cudowne ma właściwości i postanowiłam się przekonać. Wzięłam z karmelem, żeby chociaż on mi życie osłodził i... przepadłam. Pyszna jest! Na szczęście cena jest dość wysoka jak na zachciankę, to za często jeść jej nie będę ;) 

A wracając do wstępu tego postu... Kupiłam też na "mega promocji" pastę do butów i wywiązał się pewien dialog z P. idealnie podsumowujący moje podejście do zakupów:

E: Miśko, kupiłam pastę do butów KIWI przezroczystą, normalnie kosztuje ponad 5 zł, a ja w Biedronce dorwałam za 1,29! Chyba żałuję, że wzięłam tylko jedną. 
P.: A Ty masz w ogóle jakieś skórzane buty?
Chwila zastanowienia
E: Yyy, no właśnie nie. Ty też nie masz...
P.: No to musisz sobie jakieś kupić skoro masz już pastę
E: Ano muszę.

I tak to pasta do butów za 1,29 zł sprawiła, że szukam butów:D








niedziela, 16 lutego 2014

Szybki post o najbliższych promocjach

Przeglądam właśnie gazetki promocyjne na ten tydzień, więc przy okazji podzielę się z Wami tym, co wypatrzyłam :)

BIEDRONKA (inspiracje
  • OD PONIEDZIAŁKU
  • -20% na wszystkie herbaty - pora zrobić zapasy:) Polecam szczególnie truskawkową z rabarbarem Twój Ogród, Herbarium Jabłko-Mięta i Pokrzywa z Trawą Cytrynową i Green Hills Jeżynową
  • Pomarańcze 2,49 zł/kg
  • Masło klarowane 11,99 zł/500g - do smażenia jajek i jajecznicy idealne!
  • Szynka szwarcwaldzka 3,95 zł/100g -droga, ale pyszna
  • Kiełbasa żywiecka Nasze Smaki 5,49 zł/286 g
  • Wyciskacze do cytrusów i krajacz do cebuli - 7,99zł. Zobaczcie sobie w linku jakie to są dokładnie, ale ja chyba zaczynam już sobie ostrzyć na nie pazurki ;) 
  • OD CZWARTKU
  • banany 3,49 zł/kg 
  • Chusteczki do czyszczenia Mr. Magic - do kuchni, łazienki i mebli 4,99 zł/80 sztuk. Używam teraz tych do mebli, ale kupię też do łazienki
  • Nektar pomarańczowy Riviva 2,39 zł/1,5l
  • GAZETKA SWOJE CHWALIMY (gazetka)
  • hiacynt lub narcyz - 4,99 - muszę sobie sprawić narcyza na wiosnę :)
  • polędwica łososiowa 3,99 zł/100g - nie widziałam jej nigdy, pora się rozejrzeć 

  • Zawieszka do WC Bref 10 zł/3 szt
  • Masło 10 zł/ 3x200g
  • Pomarańcze 2,79 zł/kg
  • Kasza gryczana 5zł/2x400g
  • Słonecznik łuskany 6zł/2x400g
  • Płyn do mycia Fairy 10zł/3x750ml
  • Pasta do zębów Blend-a-med 8zł/2x100ml
  • zabawki i pierdółki dla psów i kotów
LIDL (gazetka)
  • kurczak 5,55 zł/kg
  • mleczko kokosowe 4,49 zł
  • przyprawy 2,99 zł/100g - ciekawią mnie ;)
  • bułka śniadaniowa fitness - 0,59 zł 
REAL (gazetka)
  • kurczak 5,59 zł/kg
  • papryka czerwona 6,79 zł/kg
  • mleko smakowe Muller - 2,49 zł
  • Jacobs Millicano -14,29zł/95g
No i tyle z łatwo dla mnie dostępnych sklepów. Mleka mam pod dostatkiem, więc Tesco na dowóz w tym tygodniu odpada ;)

środa, 12 lutego 2014

Zwierzenia kury domowej cz.III

Dziś będzie o pieniądzach, poczuciu winy i domowych obowiązkach. 

Niedługo minie trzy lata jak ze sobą mieszkamy, ale dopiero od lipca, czyli od pół roku jestem etatową "kurą domową". Wcześniej miałam wspaniały status studenta: dostawałam pieniądze od rodziców + dodatkowo pracowałam. W sumie chyba od początku naszego wspólnego mieszkania mieliśmy wspólne konto - wydaje mi się to być naturalne, ale wiem, że niektorzy mają inne podejście. Kwestia zaufania i poczucia indywidualności. Dodam jeszcze, że nigdy nie pokłóciliśmy się o pieniądze. Miałam nawet wrażenie, że chwilowe ich braki wywołują u nas szczyty naszej kreatywności... i luzu. 

Kiedy ludzie pod koniec studiów narzekali na to, że pracy w zawodzie nie ma, to my dyskutowaliśmy czy damy radę utrzymać się z pracy P. Jak się okazało, to dajemy radę i to całkiem nieźle., nawet z ogromną ratą kredytu. Pewne plany przesuwają się w czasie, kilka mądrych decyzji jeszcze przed nami, ale mam nadzieję, że w tym roku uda się zaoszczędzić większą sumę. No i tak to się ma od strony finansowej. 



Dwadzieścia lat temu większość związków tak wyglądała i nikt niczemu się nie dziwił. Dzisiaj to, że siedzę w domu (o zgrozo!) bez dziecka jest dla większości niepojęte. Niektórzy myślą, że robię to dla własnej wygody, inni zwalają to na Tuska - bo pracy w tym kraju nie ma, jeszcze inni pewnie mają mnie za mało ambitną. Nikt chyba nie bierze pod uwagę tego, że ja tego po prostu chcę. Albo inaczej, nie chcę pakować się w pracę całodobową. 

Nie czarujmy się, od kobiet wymaga się coraz więcej i więcej. Teraz kobieta idealna powinna robić karierę zawodową, miać kilkoro fajnych dzieciaków, być idealną kochanką, perfekcyjną panią domu, dbać o rodzinę i jeszcze mieć czas dla siebie i na wypady z przyjaciółkami. Nie da się. Albo inaczej, da się wszystko, ale po łebkach. A później psychoanalitycy mają robotę. Bo niestety kobieca psychika nie ewoluowała tak szybko jak jej kariera i ciągle mamy zakodowane, że to my jesteśmy odpowiedzialne za porządek w domu i inne pierdoły o ognisku domowym. 

A co z facetami? Tak jak dwadzieścia lat temu są głową rodziny, zarabiają pieniądze i... społeczeństwo będzie im biło brawa, że wychodzą w niedzielę z dzieckiem na spacer. Bo to, że kobieta zajmuje się dzieckiem jest przyjęte za normę i nikt za to nie będzie kobiet chwalił. To co, że pracuje tak samo ciężko jak facet. Owszem, są wspaniali mężczyźni, którzy dzielą się z partnerkami obowiązkami po równo, ale... oni wciąż myślą jak faceci - czarno biało. A przyjdzie kobieta i wymyśli sobie milion różnych odcieni szarości. 

Ok, wracamy na ziemię, bo się trochę zagalopowałam. Czy mam poczucie winy, że wydaję pieniądze zarobione przez P. na swoje przyjemności? I tak i nie. W tym miesiącu kupiliśmy mi telefon za 400 zł i oczywiście w swojej głowie przekalkulowalam sto razy, czy nas stać, żeby wydać tyle jednorazowo na rzecz bez której mogę się obejść. P. nie miał tego problemu - "chcesz, to kupimy". Jeśli chodzi o mniejsze przyjemności, to raczej sobie nie odmawiam, ale ja to z tych co skaczą z radości jak upolują coś w mega promocji, albo dorwą naklejki za dwa złote. Z wyjściami na piwo z kumpelami też nie mam problemu. 



Razem zdecydowaliśmy się na taki układ i jasno określiliśmy swoje obowiązki. Czy mam wyrzuty sumienia, że on teraz pracuje, a ja piję sobie piwo i przegryzam czekoladę? Nie. A dlaczego? Bo kiedy on gra na komputerze, to ja gotuję obiad. Kiedy on czyta sobie w spokoju* książkę, to ja zmywam podłogę. On bawi się swoją elektroniką, a ja rozwieszam pranie. Po prostu ustaliliśmy, że ja zajmuję się ogarnianiem domu, a on po pracy ma czas na swoje hobby. Ja pomiędzy obiadem a praniem także.

I oczywiście mamy czas dla Nas- czy to jakiś spacer, czy po prostu poprzytulanie - w czyściutkim, własnym gniazdku, z opłaconymi rachunkami, z nakarmionymi kotami - po prostu na spokojnie. 

PS Wszystkim kurom domowym polecam książkę z pierwszego zdjęcia! Dawkuję sobie, bo to nie jest książka, ktorą można pochłonąć w jeden wieczór - nad każdą historią trzeba się zastanowić i odnieść do siebie :)

*do P. :) Nie mów, że buziaki to nie jest spokój, bo jest! ;*

Nowości w Biedronce

Wiosna idzie, wszędzie wszystko nowe - nawet w Biedronce. Zwykle nie poluję na nowości, wolę na początku poczytać opinie innych, ale czasem mi się zdarza polecieć na jakiś nowy smak jogurtu czy czekolady. 


Po pierwsze, to są nowe ziółka z serii Herbarium - Pokrzywa z trawą cytrynową o smaku cytrynowym. Skład: liść pokrzywy 79%, trawa cytrynowa 6%, aromat cytrynowy, jabłko, korzen lukrecji 3%, skórka limonki 1%. W opakowaniu mamy 20 saszetek po 1,9g czyli razem 38g. Kosztuje 1,99 zł. 

Pijałam pokrzywę, którą zbierało się w maju na łące i była ok, ale bardziej się do niej zmuszałam niż czerpałam z tego przyjemność. Kiedyś kupiłam torebkową i była tragedia - sianowata... jakoś ją zmęczyłam i dopiero dzisiaj po ok. dwóch latach znowu spróbowałam. Spodobało mi się połączenie z trawą cytrynową. 

Byłam bardzo mile zaskoczona i smakiem i zapachem. Ziółka są bardzo orzeźwiające i już sobie wyobrażam, jak będę piła pokrzywę z lodem podczas upałów - nadaje się do tego znakomicie. Zastanawiam się tylko, czy działa tak moczopędnie jak poprzedniczki - bo jeśli tak, to może być latem problem. 


Z nowości kupilam jeszcze mrożone zioła od Frosty. GENIALNY pomysł, serio. Zwykle sieję bazylię latem, ale więcej było z tym zachodu niż pożytku (co oczywiście nie znaczy, że zaniecham własnych ziółek), bo zawsze albo mi zwiędła, albo kot ją załatwił. 

A tu proszę, dostaje już gotowe, posiekane zioła, ktore pachną identycznie jak świeże. Po otwarciu bazylii, czułam już smak mozzarelli ;) Jak widać bazylia i koperek są w kartonikach z otwarciem, ale chyba niezbyt poręcznym, bo znając mnie to po kilku dniach wszystko by mi się wysypało w zamrażarce. Na wszelki wypadek włożyłam kartoniki w torebkę strunową ;) 75g koperku/bazylii kosztuje 2,49 zł. 

A Wy lubicie nowości, czy też podchodzicie do nich tak ostrożnie jak ja?:>



wtorek, 11 lutego 2014

Sterylizacja kotki

Ktoś tu mnie ponagla o posta, ale od operacji minęły tylko trzy tygodnie, więc będzie relacja "na świeżo". Zacznijmy od tego, że kotki się sterylizuje, a kocury kastruje - nie wiem czemu, ale te pojęcia są często mylone. Sterylizaca polega na usunięciu macicy oraz jajników w pełnej narkozie. No dobra, tyle teorii, a teraz jak to wygląda w praktyce?


Mamy dwie kotki, starsza już od dawna jest wysterylizowana, a z młodą trochę zwlekaliśmy... jakiś rok. Zafundowała nam tak głośną rujkę, że dłużej czekać nie mogliśmy. Dodam tylko, że to nie jest kot kanapowy, częściej można ją spotkać latającą po ścianach niż śpiącą. 

W sumie całe zamieszanie, od pierwszej wizyty do ściągnięcia szwów, trwało ok. dwóch tygodni. W tym czasie przesiedziałam kilka ładnych godzin u weta (tak to jest jak się wybiera najlepszego wetwrynarza w mieście), nasłuchałam się opowieści o kotkach i pieskach, poznałam mnóstwo dziwnych chorób i zawiązałam zwierzęce znajomości ;) Ale... warto było. 

Pierwsza wizyta polegała na zbadaniu, czy można w ogóle wykonać zabieg. Gizmelka została porządnie osłuchana, zmierzono temeraturę, zważono i zajrzano w każdą dziurkę. A na koniec dostała tabletkę na odrobaczenie. Przy okazji wzięłam też dla drugiej - za badanie, i dwie tabletki na odrobaczenie zapłaciłam 15 zł. Ustaliłyśmy też termin sterylizacji, wolne były już za trzy dni, ale nam najwygodniej było za tydzień. 

Na dwanaście godzin przed godziną zero trzeba zabrać koteckowi jedzonko i wodę - czułam się jak wyrodna matka:(



W dniu sterylizacji mieliśmy przyjść na konkretną godzinę i zostawić kotkę w transporterze. Weterynarz znowu ją zbadała, a nam wydrukowała oświadczenie, na ktorym był opis operacji i możliwe powikłania. Podpisał oczywiście P, bo ja tam już miałam łzy w oczach. Po czterech godzinach zadzwonili, że możemy już odebrać Gizmelkę. Młoda była już wybudzona, ale wyglądała jak mała ćpunka... Wet ubrała ją w specjalny kaftanik i mogliśmy ją zabrać do domu. Koszt samej sterylizacji, to 185 zł + 10 zł za ubranko. 

Po przyjściu do domu młoda pierwsze co chciała zrobić, to wskoczyć na szafę - oczywiście z mizernym skutkiem. Ogólnie chodzila do tyłu i generalnie taka zadżumiona była - wszystko to, to oczywiście normalne reakcje po narkozie. Zabawne było to, że jak się ją postawiło w jednym miejscu, to tak stała lub leżała do momentu przestawienia w inne ;) Po zabiegu mogła pić, ale znowu trzeba było czekać 12 godzin, żeby mogła coś zjeść. 

Niestety nie wzięliśmy pod uwagę tego, że do kuwety sama też nie pójdzie - zsikała się nam na łóżko... Na szczęście "zapach" był znikomy, tak jakby sama wodą. Od tamtej pory nosiliśmy ją co jakiś czas do kuwety, ale oczywiście nie uchroniło nas to przed zsikaniem się na plecak :/ Tym razem wysikała chyba wszystkie leki, bo plecak śmierdział szpitalem. 

Dwa dni po zabiegu mieliśmy wizytę kontrolną, weterynarz znowu dokładnie ją zbadała, obejrzała rankę po operacji i zrobiła dwa zatrzyki - prawdopodobnie przeciwbólowe. Wszystko było z młodą w porządku więc wyjęła jej też wenflon. Dodatkowo dała mi też w strzykawce syrop przeciwóbolowy na następny dzień, żeby wstrzyknąć do pyszczka. Koszt wizyty - 20 zł. 

Trzecia wizyta podobnie jak druga za dwa dni - badanie, dwa zastrzyki i syropek na następny dzień. Młoda przez te kilka dni apetyt miała całkiem ok, ale się nie wypróżniała. Wet wybadała, że jelita ma drożne i "kupy tam nie czuje", i jeszcze nacisnęła ją w odpowiednim miejscu i się młoda wysikała - moja mina bezcenna. Poradziła mi, żebym spróbowała zdjąć jej na chwilę kaftanik, bo mógł być przyczyną stresu, ale na szczęście obyło się bez tego i sama zrobiła do kuwety :) Koszt wizyty - 20 zł 



10 dni po sterylizacji zdejmuje się szwy. Zabieg trwa dosłownie trzy minuty i u mnie wliczony był w koszt sterylizacji. Ranka gizmelki bardzo ładnie się zagoiła, młoda ani jej nie drapała ani nie lizała. Razem ze szwami można było zdjąć kaftanik. A razem z kaftanikiem zniknęła moja grzeczna, siedząca w jednym miejscu kotka... Śmialiśmy się z P., że to był po prostu kaftan bezpieczeństwa ;) 

Po tych trzech tygodniach młoda już powrócila do formy "przed", czyli karnisze i szafa znowu w jej zasięgu. , Ani chęć do niszczenia mebli czy denerwowania starszej kotki jej nie przeszedł... a na to liczyłam. Zobaczymy za jakieś pół roku - może znormalnieje ;)

Na koniec jeszcze dodam, że jak chciałam młodą wsadzić do transportera na pierwszą kontrolną wizytę po operacji, to miała mi ochotę zniszczyć twarz pazurami... od tamtego czasu zakładałam jej luźno szelki, owijałam w kocyk i tak z nią szłam do weterynarza.

Myślę, że to już wszystko. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to pytajcie w komantarzach. 

P S Jak wszystko podsumować to za sterylizację zapłaciłam 240 zł :)

piątek, 7 lutego 2014

Buty z SH i kiermasz książek

Tak, wiem, miałam oszczędzać, a tu znowu zakupy. Ale już się tłumaczę: wizyta w SH była zaplanowana, kolejne przetarte spodnie wręcz mnie do niej zmusiły, a książki kupiłam z zaplanowanego na ten miesiąc "kieszonkowego". 

Lubię kupować ubrania w Second Hand, bo... przynajmniej wiem jak wyglądają po praniu. Ostatnio rzadko mi się to zdarza, ale jeszcze nigdy nie wróciłam z pustymi rękoma. Naprawdę w większości lumpeksów idzie wyszukać coś w dobrym stanie i przede wszystkim wysokiej jakości. U mnie szperanie rozwinęło się do tego stopnia, że jak kiedyś postanowiłam kupić coś w sieciówce odzieżowej, to wyszłam z niczym, bo stosunek jakości do ceny, to jakiś kosmos był! 

Spodnie, koszulki, sweterki, bluzy - nie mam najmniejszych oporów przed kupowaniem ich używanych, ale przed butami długo się wzbraniałam... Ale dzisiaj znalazłam idealne, takie jakie chciałam i jeszcze mój rozmiar! Wyglądają tak, jakby ktoś je tylko przymierzył. Kosztowały zawrotną sumę - 13 zł!


A książki wpadły przy okazji wizyty w bibliotece. Co jakiś czas odbywa się tam kiermasz - wszystko za 1 zł. Wyszukałam dla siebie trzytomowe Kompendium terminów z zakresu rachunkowości (może coś mi się rozjaśni w tej łepetynie) i dwie książki Erica Meyera: CSS według Erica Meyera Sztuka Projektowania stron WWW i Kolejna Odsłona. Nie wiem, czy to nie jest jakieś ulepszone wydanie, ale za 1 zł żal było nie brać, tym bardziej, że na stronie wydawcy te książki razem kosztują ponad 100 zł. 


Rozgrzeszycie mnie z zakupów?:D

czwartek, 6 lutego 2014

-20% na mielone w Biedronce

Od dzisiaj obowiązuje promocja -20% na mięsa mielone w Biedronce. Mięso kupuję regularnie, więc w ramach oszczędności zrobiłam mały zapas. Dwa kilogramy, to aż osiem obiadów. Będą mielone, pulpety, lasagne i chili con carne. Może nawet jakieś hamburgery?


Te w czarnych tackach, to mięso wołowo-wieprzowe garmażeryjne. W składzie znajdziemy tylko 85% mięsa, reszta to jakieś śmieci... ale kurcze lubię je, właśnie do chili i lasagne, bo po usmażeniu nie jest takie suche jak to z szynki. W mięsie mielonym z szynki jest już 99,1% mięsa, a w składzie tylko sól - wydaje mi się, że jest odtłuszczone - zawiera do 7% tłuszczu. W promocji to garmażeryjne kosztowało 4,63zł/500g, a z szynki 6,79zł/500g.
Wpadła też przekąska tatarska z Sokołowa - 5,59zł/250g -  80% mięsa wołowego - reszta to jakieś E i te sprawy. Ale to znowu kłaniają się moje kubki smakowe - takiego prawdziwego tatara nie przełknę, smak surowego mięsa, to nie jest coś co lubię. Przekąskę kupuję głównie dla P., ale coś tam sobie przy okazji przygotowania podziubię.

Pomarańcze też w promocji (a jak!) za 1,99 zł/kg. A ręczniki Milla to już bez obniżki, 3,99 zł.

Podobno to już koniec tych procentowych obniżek w Biedronce, jestem ciekawa co wymyślą :)

poniedziałek, 3 lutego 2014

-30% na pasty do zębów + smartphone z Biedronki ;)

Od dzisiaj do czwartku W Biedronce można zrobić zapas past, płynów i szczoteczek do zębów ;) Wg mnie 30% to całkiem ciekawa promocja, asortyment w Biedronce też jest niezły, więc warto skorzystać. Ja nie zaszalałam, bo nie chciałam przegiąć z dzisiejszym paragonem ;)


Płyny Smile lubię, działania nie jestem pewna, ale przyjemnie odświeżają nie wypalając przy okazji twarzy. W promocji butelka 600 ml kosztuje 4,09 czyli prawie 2 zł taniej niż normalnie. Za pastę max fresh 100 ml zapłaciłam 3,74 zł, a za klasyczną 2,76 zł. 

Jednak głównym celem dzisiejszej wizyty w Biedronce był telefon. Od ponad roku zastanawiałam się nad smartphonem, ale nie chciałam pakować się w abonament. A ceny bez niego były dla mnie zaporowe. Pod koniec listopada w ofercie Biedronki pojawił się MyPhone DuoSim i w sumie od tamtego czasu nad nim myślałam, a jak ostatnio zobaczyłam, że przecenili go na 399zł, to zaczęłam myśleć intensywniej ;) No i mam! 


Jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o smartphony, w sumie nigdy się nawet żadnym nie bawiłam ;) Ten, po kilku godzinach zabawy wydaje mi się być bardzo intuicyjny i chyba już się polubiliśmy. Raz przez przypadek zadzwoniłam do byłej szefowej, później zamiast wysłać SMS, to zadzwoniłam do siostry, ale myślałam, że będzie gorzej :D I uważajcie, bo zaczęłam też ogarniać Instagram ;)

Znacie jakieś mega przydatne aplikacje dla kur domowych? :D

sobota, 1 lutego 2014

Denko - styczeń 2014

W tym miesiącu szału nie ma, stosunek kupionych do zużytych jest zdecydowanie niekorzystny, ale muszę z tym jakoś żyć ;)


1. Sztyft Lady Speed Stick, tutaj akurat wersja Light Permufe - LSS to moje ulubione antyperspiranty, teraz używam Rexona, ale wrócę do tych ;)

2. Gliss Kur ultimate repair dwufazowa odżywka w sprayu. Yyy... chyba przesuszyła mi trochę włosy, całe szczęście, że kupiłam ją w CDN za 3,99 zł, to się niezbyt na nią złościłam (cena regularna to ok. 20 zł;/)

3. Eva Natura - szampon pokrzywowy - taki zwykły ziołowy szampon. Dla mnie mało wydajny, ale dobrze oczyszczał, bo włosy po nim skrzypiały.

4. Płyn do płukania ust Smile z Biedronki - po prostu lubię za łagodny smak i przyzwoitą cenę. Przyjemnie odświeża, ale nie wypala ;)

5. Deba, balsam regenerujący dla wszystkich typów włosów - kupiony w Biedronce za bezcen, bo za 3 zł. Skład podobno ma fantastyczny, ale po raz kolejny sprawdziła się smutna prawda - moje włosy uznają tylko chemię...

6. Tutti Frutti, peeling Malina&Jeżyna - fajny zdzierak, małe opakowanie nie pozwoli na znudzenie się zapachem (ma on w sobie coś z malinowej mamby). Przyjemnie się używało, ale nie mam ochoty sięgnąć po niego jeszcze raz.

7. Żel pod prysznic - zagadka, bo to była jakaś odlewka. Cudownie kremowa i pieniąca się:D

8. L'biotica Biovax - intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania - hit gazetki kosmetycznej z Biedronki. Skusiłam się na aloes w niej zawarty, ale się zawiodłam. Włosy mam po niej jakoś dziwnie sztywne ;/

9. Tutti Frutti mus do ciała Jeżyna&Malina - konsystencja, zapach, wydajność, wchłanialność, nawilżanie - wszystko na plus. Kiedyś skuszę się na inną wersję.

10. Eveline, Superskoncentrowane Serum modelujące do biustu - lubię! Super zapach, lekko ujędrnia cycki, no i w ogóle fajne jest:D

11. La'fresh Beutisa Organic cool & minty foot scrub - ja za naturalne, kupne kosmetyki już chyba podziękuję - jak dla mnie ten peeling był za delikatny nawet na twarz, a co dopiero na stopy. Nigdy więcej ;)

12. Uroda Melisa, krem silnie nawilżający - genialny na lato! Na pewno do niego wrócę - recenzja KLIK!

13. Soraya - czekoladowa maseczka do twarzy nawilżająco-regenerująca. Pachnie kakao, ale niestety mnie nie zachwyciła.

14. AA Wrażliwa Natura - nawilżająco-rozjaśniający krem pod oczy. Moje cienie pod oczami to zasługa moich genów, więc krem raczej nie pomógł, ale nie zaszkodził ;) Na pewno nawilżył, ale kruca fiks widzę już pierwsze zmarszczki ;) No ale co zrobić, śmiać się przecież nie przestanę ;)

15. Płatki Carea - moje ulubione:) Pora zrobić zapas, bo w Biedronce znowu są trzypaki ;)

A jak tam u Was zużywanie? W lutym postanowiłam przystopować z nowościami w łazience, ale te oferty walentynkowe taaak kuszą... ;)

P S Kotce ściągnęli już szwy, leczenie już zakończone, więc za kilka dni będzie notka.