Ch.... Nieogarnięta Pani Domu

Prowadzę tego bloga od ponad trzech lat. Z założenia miał być o idealnym prowadzeniu domu, ale nie wyszło. Pora się chyba w końcu przyznać (i przed Wami i przed sobą), że idealna nie jestem i praktyka wcale nie czyni mistrza. Ostatnio przeżywam apogeum swojego nieogarnięcia i kurodomowych porażek - poniżej zestawienie trzech z ostatniego tygodnia. 

1. Nie róbcie tego w domu, czyli historia wywabiania plam.


Kuchnia, koty, jedzenie i jasna tapicerka, to nie jest idealne połączenie. Zielony skaj na krzesłach i koty tym bardziej, ale to temat na inną historię. Idą święta, więc coś z tymi poplamionymi krzesłami wypadało zrobić. W Realu na stoisku z przecenami dorwałam środek do usuwania plam. Z opisu wynikało, że nada się idealnie i już za kilka minut będę się mogła cieszyć czyściutkimi krzesłami.

Przyszłam do domu i bez rozpakowania reszty zakupów zaczęłam psikać tapicerkę. Zapach nie był idealny, ale szczerze mówiąc wtedy mnie nie przeraził. Po kilku minutach starłam resztę piany i... plamy jak były tak zostały.Wkurzyłam się i... olałam sprawę.

P. wchodząc do mieszkania spytał się, co nam w domu zdechło. Dało mi to do myślenia... Bo mi też coś zalatywało kiszonymi ogórkami. Oczywiście padło na krzesła. Wywędrowały na balkon, a ja próbowałam wyszorować je sprawdzonymi (pachnącymi!) sposobami. Okazało się, że pierwszy środek był z impregnatem, a reszta się tylko po nim ślizga. Zapachu nic nie jest w stanie zabić. 

Czeka nas więc wymiana tapicerki, badum!

2. A podobno każdy potrafi ugotować jajko.


W lodówce echo i światło, a ja miałam ochotę na coś dobrego. Padło na gotowane jajko z pysznym żółtkiem. Jajka od szczęśliwych kurek mojej babci, więc co mogło pójść źle? Jak widać mogło. Z czterech jajek trzy dosłownie mi wypłynęły. Na jajeczne mutanty nie miałam ochoty.

3. Kaczka-dziwaczka, czyli łazanki z uszek.


Tak, przyznaję się bez bicia, czasem robię na obiad mrożonki. To akurat było śniadanie. Echa i światła w lodówce ciąg dalszy, więc trzeba było przeszukać zamrażarkę. Znalazłam uszka z kapustą i grzybami - no co, Boże Narodzenie było całkiem niedawno. 

Nastawiłam wodę, posoliłam i nawet dodałam łyżkę oleju, żeby się nie posklejały. Wrzuciłam uszka i popatajałam do swoich obowiązków. Wróciłam, patrzę, a tam papka. Przecedziłam uszka przez sitko i wyszły łazanki. Potraficie tak?

Teraz się z tego śmieję, ale to taki śmiech przez łzy. Nie mam pojęcia co się ostatnio ze mną dzieje: kawy pić nie mogę, wszystko mi z rąk leci i spieprzę każdą rzecz, której się dotknę. Internety mówią, że to przesilenie wiosenne. Możliwe. Myślicie, że z butelką wina będzie lżej?

Share this:

CONVERSATION

13 komentarze:

  1. Czesc :) Od niedawna jestem Twoim stalym, za czym idzie regularnym czytelnikiem, no i muszę Ci powiedziec, ze kazdy Twoj tekst jest lepszy od poprzedniego, a żaden nie jest slaby :p Caly blog jest swietnie prowadzony, a od pierwszych przeczytanych wersow da się wyczuc naprawdę gesty, nigdzie niepowtarzalny, pozytywny oczywiscie klimat :) Dzękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie uwierzyłam, proszę, przestań spamować na moim blogu :)

      Usuń
  2. ja mam problem z pamięcią chyba ostatnio,bo ciągle zapominam o soli! Ziemniaki nieosolone,woda na makaron też, nawet Narzeczonemu zapomniałam doprawić jajecznicę :D

    Będzie dobrze! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja mam w drugą stronę - solę podwójnie :D

      Usuń
  3. To na pewno przesilenie, też chodzę taka nieogarnięta już od jakiegoś czasu, a wino, wiadomo dobre na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj z wina zrobiło się nowe Somersby, ale pomogło - dzisiaj jest zdecydowanie lepiej :)

      Usuń
  4. hehehehehe prawie spadłam pod stół :D :D
    W moich kręgach się mówi, że to bociany w tym roku wcześniej przyleciały ;)
    Natuś-77

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niech już sobie odlatują, bo dłużej tak nie wytrzymam:D

      Usuń
  5. dokładnie ja tak miałam jak byłam w ciazy :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na szczęście to tylko wiosna:D

      Usuń
    2. zapomniałam ci napisac a propos tych krzeseł. jest jeden domowy sposób na pozbycie sie zapachu.Trzeba zasypac soda oczyszczoną i zostawic na jakis czas-im dłuzej tym lepiej .potem zebrac te sode np odkurzaczem. przetestowałam to jak w czasie choroby moje dziecko enty raz (podkładka sie akurat przesuneła) zesikało łóżko.u nas pomogło a zapach był naprawde intensywny :-P (wczesniej jak sie tak zdarzało próbowałam to zapierac ale guzik dawało)
      sode kupuje w rossmannie przy chemi domowej jest w takich duzych bodajze poł kilowych opakowaniach.

      Usuń
    3. Dzięki za radę, sody Ci u mnie dostatek, z półtora kilo chyba mam:D Wypróbuję dzisiaj Twój sposób, mam nadzieję, że pomoże :)

      Usuń
  6. Witam bywają takie dni, kiedy najprostsze rzeczy po prostu nam się nie udają. Reszta może się śmiać, ale to naprawdę nie raz wcale nie zależy od nas. Po prostu jest taki dzień nie za przychylny, dla nas i tyle. Trzeba się umieć z tego śmiać, a na pewno kiedy ten dzień minie będzie tylko powodem do wspominania z uśmiechem pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń