Fa, Anty-Perspirant Sport Invisible Power

Dziś z okazji piątku szybka recenzja antyperspirantu. Zwykle używam Lady Speed Stick, ewentualnie Garniera, ale akurat żadnego nie było w promocji. Skusiłam się na Fa.


Moją ulubioną formą antyperspirantu są sztyfty, więc nie wydziwiałam i Fa też wzięłam sztyft. Opakowanie jest całkiem ładne, zgrabne i wygodne. Nie mam do niego żadnych zarzutów.


Skład nie zachwyca, ale niestety naturalne deo się u mnie nie sprawdzają.


A teraz kilka zdań ode mnie.
Sztyft Fa jest bardzo tępy i nawet po zetknięciu z ciepłą skórą dość ciężko się go nakłada. To taki jakby puder w kamieniu. Podejrzewam, że dzięki tej niedogodności będzie bardziej wydajny od LSS. Wybierając wersję Sport liczyłam na świeży zapach, ale okazał się takim pudrowo-słodkim przeciętniakiem. Nie zachwycił. 

Antyperspirant podobno jest "anti-white, anti-yellow, anti-oily stains". Niestety nie mogę się zgodzić. Wieczorem niemiło się zaskoczyłam białymi plamami na bluzce. I na koniec przechodzimy do jego głównego zadania, czyli zabezpieczenia przed potem. W normalnych warunkach nawet nieźle się spisuje, ale wystarczy lekki stresik lub wysiłek fizyczny i dosłownie daje plamę. Zaznaczam, że nie mam problemu z nadmierną potliwością,  a używając LPP i Garniera czułam się zawsze komfortowo. A to 72H to już w ogóle przesada... ;)

W Rossmanie za standardową pojemność 50ml w promocji zapłaciłam 5,99zł. 

Jaki z tego wniosek? Wracam do swoich ulubieńców, a Fa zostawiam na lżejsze dni ;)


Share this:

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Nie miałam go nigdy i już teraz wiem, że tym bardziej mieć nie będę :)

    OdpowiedzUsuń