Niedzielnik #7

Oficjalnie zmieniam nazwę sobotnik na niedzielnik, bo w sobotę to ja się raczej już nigdy z takim wpisem nie wyrobię ;) 

Tydzień zaczęłam od... kolejki u lekarza. Co prawda to nie ja miałam wizytę, a babcia, ale co się tam nadenerwowałam to moje. Pal licho NFZety, długie oczekiwanie itd. To jest po prostu pikuś w porównaniu do problemów jakie są w stanie wymyślić ludzie w kolejce do lekarza. A jak zaczęły się jeszcze opowieści o przebytych chorobach, to nawet jako zdrowa osoba  zaczęłam podejrzewać u siebie co najmniej raka.

Później pobiegłam na egzamin. Na totalnym luzie w sumie, bo byłam dość dobrze przygotowana. Wasze kciuki chyba też pomogły, bo po sprawdzeniu wyników okazało się, że mam aż 95%! ;)

Ok, za dużo już gadania. Pora na zdjęcia ;)

JEDZENIE



W tym tygodniu jadłam głównie kanapki. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mi chleb smakował (siedem ziaren). No to jadłam i jadłam ;) 


A wczoraj robiłam chłodnik. Coś czuję, że latem będzie u nas gościł ze trzy razy w tygodniu. Muszę poszukać jakiś wariacji w tym temacie, żeby się za szybko nie znudził ;)

GRZESZKI


Nie wiem co te ciastka mają w sobie, ale ciągnie mnie do nich. A P. "niestety" ma je w automacie w pracy i wie, jak je lubię :D Jedno ciacho ma aż 52 kcal! Jak to zobaczyłam to postanowiłam dawkować sobie jedno dziennie, więc opakowanie starczyło na prawie cały tydzień :D


Nowe piwa też lubię testować. Tym razem padło na rosyjskie ESSA (ananas i grapefruit) i Frumalta bezalkoholowego. Pierwsze przypominało mi złotego reddsa, tylko było bardziej alko czuć. A drugie to taki przyjemny bananowy soczek - strasznie słodkie, ale w takiej małej porcji całkiem do wypicia. 

WYDARZENIA RODZINNE


Komisyjnie zerwana została pierwsza truskawka na naszym balkonie. Musiała dwa dni czekać, aż w końcu nabrała mnie na nią ochota. Coś nietruskawkowi jesteśmy w tym roku. 


A tak mnie moje futrzaki do sprzątania zachęcają... nie miałam sumienia ich budzić, żeby łóżko zaścielić ;)


Ułożyłam Impossipuzzle. I chyba nie rozumiem idei. A co do puzzli, to sprzedaję te 3d (KLIK!)


I żeby nie było, że ja tylko jem i się obijam ;) Próbuję polubić bieganie, choć dalej nie mogę się pozbyć przeświadczenia, że to nudny sport. Spróbuję jeszcze pokombinować z trasami, bo te kółka w parku już mi się znudziły.

Jestem też w połowie "Magii sprzątania". Wyrzuciłam już dwa worki nieużywanych rzeczy, kolejne dwa też się już zapełniają...

A jak tam u Was to wygląda? Potraficie wyrzucić coś bez emocji, czy też 20 razy się zastanawiacie, czy to się czasem jeszcze kiedyś nie przyda?


Share this:

CONVERSATION

2 komentarze:

  1. bieganie jest spoko. pokochasz i nie będziesz mogła bez tego żyć :) mój TZ biega od dłuższego czasu i startuje w polmaratonach np ostatnio nocny pko półmaraton we wrocławiu. Zazdroszczę mu kondycji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje zdanego egzaminu! :) oj czekanie w kolejkach do lekarza jest najgorsze z możliwych, chociaż jeszcze gorsze jak siądzie obok ciebie babcia uwielbiająca tylko i wyłącznie gadać o swoich chorobach ;/ od razu przejmuję jej choroby i reszty poczekalni ;/

    OdpowiedzUsuń