Czy zadziałała na mnie Magia Sprzątania?

Kilka tygodni temu pokazałam Wam książkę "Magia sprzątania" Marie Kando. Po jej opisie można wywnioskować, że posprzątanie domu zapewnia szczęście i dobrobyt ;) I jeszcze doda nam odwagi! 


Szczerze mówiąc nie przepadam za poradnikami. Zazwyczaj jest tak, że 75% książki to truizmy, a reszty można się domyślić będąc w miarę inteligentnym człowiekiem. No i zwykle poradnik swoją drogą, a prawdziwe życie zupełnie inną. 

I w tym właśnie zaskoczyła mnie Magia sprzątania. Pierwszy rozdział przeczytałam spokojnie, ale już w trakcie drugiego latałam po domu patrząc czego można się pozbyć. W ciągu dwóch godzin miałam już dwa worki "śmieci". W trzecim rozdziale autorka uczy nas sprzątać według kategorii (autorska metoda KonMari) i aż chciałoby się krzyknąć: EUREKA! A potem jest już troszkę gorzej...



Jeśli miałabym streścić całą książkę w jednym zdaniu to brzmiało by ono "otaczaj się przedmiotami które lubisz, a resztę wyrzuć". Sprzątanie sprowadzone jest tu do porządkowania rzeczy, a zupełnie pominięte jest codzienne utrzymywanie tego porządku tj. ścieranie kurzy, mycie podłóg itp.

Metoda KonMari, czyli sprzątanie kategoriami bardzo przypadła mi do gustu. Czyli najpierw sprzątamy ubrania (wszystkie jakie mamy w domu), potem kosmetyki, papiery itd. Cały myk polega na tym, że musimy zebrać naprawdę WSZYSTKIE rzeczy z danej kategorii, sprawdzić które sprawiają nam radość i wyrzucić te, których nie lubimy. Cały ten proces powinien odbyć się w jak najkrótszym czasie. 


W kolejnych rozdziałach zaczyna robić się... dziwnie. Rozmowy z przedmiotami, układanie skarpetek, żeby nie czuły się skrępowane, albo wykorzystywanie pudełek po produktach Apple do segregacji przedmiotów. Bo wiecie, każdy ma na pęczki sprzętu z jabłkiem ;) 

Ostatni rozdział pt. "Magia sprzątania radykalnie zmieni twoje życie" czytałam jak Science Fiction. Jestem typowym umysłem ścisłym, człekiem twardo stąpającym po ziemi (a że głowa w chmurach to inna sprawa) i serio, teksty typu "Kiedy uporządkowałam dom, odkryłam, co naprawdę chcę robić" absolutnie nie działają na mnie motywująco. Bo to nie w rzeczach jest problem, tylko w człowieku. 

Podtytuł książki to "japońska sztuka porządkowania i organizacji". No właśnie, japońska. Mam wrażenie, że jest lekko niedopasowana do polskich realiów. Bo np. osobiście nie znam nikogo, kto miałby tak zagracone mieszkanie jak opisywani klienci pani Kando. A jak czytałam jakie ilości ubrań wyrzucają, to pomyślałam, że ja tyle nie miałam przez całe życie.  

Dla kogo jest ta książka:
  • dla osób lubiących poradniki
  • dla osób, które uważają, że mają problem z gromadzeniem rzeczy
  • dla osób, które chcą coś w życiu zmienić, ale nie wiedzą od czego zacząć
I tym osobom szczerze ją polecam. Jeśli jednak kiedykolwiek miałeś styczność z ruchem minimalizmu, to lepiej skusić się na inną pozycję :)

Czy posprzątałam dom i odmieniłam swoje życie?
Nie.
Ale kilka worków nielubianych przedmiotów wyrzuciłam:


PS Kiedyś bardzo popularny na blogu był cykl "Co Huszi kupiła". Wiele razy dostawałam wiadomości typu "gdzie ty to wszystko trzymasz, przecież to nie jest niezbędne". To teraz jest okazja do wytłumaczenia.

Owszem, kupuję sporo i jak możecie zauważyć, za naprawdę niewielkie pieniądze. Każda z tych rzeczy na jakiś sposób sprawia mi radość, a jeśli przestaje to:
a) idzie w świat (pozdrowienia dla siostrzyczki ;)
b) wyrzucam
To po prostu takie moje hobby. I uwierzcie, nie mam zagraconego mieszkania ;)

Share this:

CONVERSATION

24 komentarze:

  1. Miałam dokładnie takie same odczucia co do części o rozmawianiu ze swoimi rzeczami :) Mnie jednak książka mocno zmotywowała do posprzątania domu. Ciągle jestem w trakcie (bo jak pisała autorka to może zająć nawet pół roku), ale znaczną większość już przejrzałam, powyrzucałam rzeczy zbędne a resztę poukładałam na nowych miejscach. Dla mnie ta książka to był hit :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co nieco powyrzucałam, więc też uważam, że książka spełniła swoją rolę ;)

      Usuń
  2. Ta książka pewnie też w końcu wyląduje u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi oddasz poprzednią:P

      Usuń
    2. Oddam :) Jednak to, że leży na półce nie sprawia, że jestem perfekcyjną panią domu,,, Niestety...

      Usuń
  3. Moim zdaniem dorabianie różnych ideologii do sprzątania jest trochę na wyrost, bo przecież nie każdy musi mieć wyprasowane i złożone w kostkę skarpetki :D Nie twierdzę,że sprzątanie nie jest ważne, bo jest, a nawet bardzo, ale to tylko czynność która powinna dla każdego być oczywista, ale w rożnym stopniu - jeden lubi pedantyczny porządek, a dla innego wystarczy po prostu czystość, z ewentualnym artystycznym nieładem. :) Moim zdaniem liczy się tylko to, by nie żyć w brudzie, kurzu, roztoczach itd. A wszelkie hasła: musisz posprzątać by zmienić swoje życie i programy w których kobiety płaczą bo strasznie zapuściły mieszkania i jeszcze mają odwagę to pokazać w TV to przegięcie :D A jeżeli chodzi o zbędne rzeczy, to mam dokładnie tak, jak Ty - jeśli lubię mieć sporo pierdół i kupować je mimo iż nie wiem, czy je wykorzystam, to co komu do tego? :) Niech każdy sam rządzi w swoim domu i to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100% :) Piąteczka!

      Usuń
  4. Hej Emilko!
    Dzięki za recenzję.
    Bardzo podzielam opinie ''Anonimowego''. Jednak tak sobie myślę, że w dzisiejszym świecie do wszystkiego można dorobić ideologię. Ja bardzo lubię porządek, ale przy trzech zwierzakach w domu niestety nie da się utrzymać absolutnej czynności. Codziennie zamiatam podłogę i myję ją 2 lub 3 razy w tygodniu. Jednak jakbyś teraz do mnie weszła, to byś nie powiedziała, że wczoraj była myta...Trzeba zawsze znaleźć złoty środek.

    Pozdrawiam!
    Lasub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako posiadaczka dwóch kotów (w tym jednego, który nie daje się wyczesać) wiem o czym mówisz ;) A jak sobie pomyślę, że kiedyś do tego dojdzie jeszcze dziecko, to chyba zwariuję ;)
      W tej książce nie chodzi o takie codzienne sprzątanie, tylko o ogólny układ i ilość rzeczy w mieszkaniu. W opisach jest, że ludzie wyrzucają po kilkadziesiąt worków ubrań!!! Ja jakbym zebrała wszystkie moje i P. ciuchy to pewnie wyszłoby kilkanaście. Ja po prostu nie czuję, że mam problem z nadmiarem rzeczy, Ty na nowym mieszkaniu pewnie też nie ;)

      Usuń
    2. Z jednej strony dobrze jest mieć ''posegregowane'' wszystko. Nie ukrywam, że ja również do takiej segregacji dążę bo zauważyłam w praktyce, że np. łatwiej i bardziej praktycznie jest, gdy chemia gospodarczą masz w kupie, a kosmetyki też zgromadzone w jednej szafce.

      A propos ilości worków, to moja teściowa jest idealnym przykładem. Jest osobą bardzo sentymentalną i po jej śmierci Luby i jego siostra będą mieli naprawdę dużo sprzątania bo ich mama uwielbia pierdółki (serweteczki, gipsowe figurki), które rozrastają się w niesamowitej ilości. Dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, gdy trzyma w szafce w kuchni nierozpakowany serwis ślubny, podczas gdy makaron trzyma w szafce w pokoju bo nie ma już na niego miejsca w kuchni. I chyba właśnie głównie dla takich osób jest ta książka.

      Ja trochę ponadprogramowych rzeczy mam, ale teraz wzięłam się za ich systematyczne usuwanie. Albo rozdaję jak coś jeszcze nadaję się do użytku albo kładę obok śmietnika bo może komuś się przyda.

      W tym tygodniu sprzątaliśmy wraz z Lubym piwnicę po naszym byłym lokatorze-tam to dopiero kwiatki znaleźliśmy. Dziupla typowego chomika. Po dwugodzinnym sprzątaniu okazało się, że jednak mamy całkiem dużą komórkę.

      Pozdrawiam!
      Lasub

      Ps. Dziecko, czy ty coś pisałaś o dziecku :P?

      Usuń
    3. Ja jestem w stanie zrozumieć postępowanie pokolenia naszych dziadków czy rodziców, bo oni naprawdę pamiętają czasy, kiedy nie było niczego. Przeżyli lata, w których ciągle trzeba było kombinować i robić coś z niczego. I choć nie popieram takich rozwiązań w obecnych czasach, to nigdy nie krytykuję. I dopóki nie wtrącają się w moje życie, to siedzę cicho:D

      PS Mam nadzieję, że się z dzieckiem przed 30 wyrobię:D

      Usuń
    4. Oj tam Kochana,
      jeszcze 3 lata masz.
      A ja raptem rok :P

      Usuń
  5. Och, kupiłbym ją mojemu dziadkowi, gdyby jeszcze żył. Miał w domu około 100 koszul, kilkadziesiąt par butów, kilka żelazek, tony makulatury, z osiemdziesiąt krawatów... Sprzątanie domu po jego śmierci trwało ponad rok. Najgorsze, że miał talent do utykania rzeczy po szafkach tak, że nie dałoby się tam potem wcisnąć nawet karty do gry. To plus jego mania kupowania, zbierania rzeczy i ich niewyrzucania (nawet jak się popsuły, i mówię tu także o jedzeniu) okazało się naprawdę nieznośne.
    Tak więc spokojnie mogę sobie wyobrazić, że nawet w polskich realiach MOŻNA w niewyobrażalny sposób zagracić swoje mieszkanie. Oraz potwierdzam, że przekłada się to na jakość życia - u dziadka było tak... przytłaczająco. Niby czysto, ale... wszystkiego się odechciewało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś pisał o mojej teściowej.
      Jak do niej idę, to po 2 godzinnej wizycie jestem śnięta jak ryba.
      Moja teściowa ma manię na punkcie kupowania, szczególnych drobnych i tanich rzeczy, więc dom jest cały zagracony. Ale niestety mam wrażenie, że taki stan rzeczy odzwierciedla to, co się dzieje we wnętrzu człowieka. A moja teściowa ma raptem 58 lat ...

      Pozdrawiam!
      Lasub

      Usuń
    2. Tak jak pisałam w poprzednim komentarzu - jestem w stanie zrozumieć takie zachowania u starszych osób. Ale z tym wrażeniem przytłoczenia to pewnie macie rację.

      Usuń
  6. Ja mam "Perfekcyjną Panią Domu" i miałam zapał od razu po przeczytaniu, a później... jak zwykle. Ta książka wydaje się fajna, tym bardziej, że właśnie dzięki porządkowaniu, łatwiej zapanować nad chaosem, szczególnie jak się ma trójkę dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat rady PPD troszkę mnie drażnią. Może nie same rady, a głos tej pani ;) Ale pewnie pomogła niejednej pani domu i to jej się chwali ;) Gratuluję trójeczki :)

      Usuń
  7. Bardzo fajny wpis.
    Zapraszam do promowania swoich wpisów w nowym serwisie http://www.bloglov.es/

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurcze nie wiedziałam, że można napisać książkę o sprzątaniu. Oj ze sprzątaniem to u mnie kiepsko. Lubię porządek, ale sama wolę nie uczestniczyć w jego tworzeniu.
    Z tym pozbywaniem się zbędnych rzeczy to się w 100% zgadzam. Im mnie mamy tym łatwiej utrzymać porządek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O sprzątaniu to pewnie już setki książek napisali - ale pernamentny porządek to coś takiego, co wszyscy o tym słyszeli, ale nikt nie widział :D

      Usuń
  9. świetna książka! dobrze przeczytać, aby oduczyć się zagracania przestrzeni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wystarczy przeczytać, tu trzeba zadziałać ;)

      Usuń
  10. czytalam i dzialam, zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejna na mojej czytelniczej liście.

    OdpowiedzUsuń