Niedzielnik #10

O Boże, co to był za tydzień. Tyle emocji to ja chyba przez cały rok nie przeżyłam ;)

Zaczęło się od Rasti... tak jak pisałam ostatnio, rana zagoiła się dosyć szybko. Okazało się jednak, że ma uczulenie na antybiotyk, potem przestała nam jeść i podłączyli koteła do kroplówki. Zlecili też kompleksowe badania itd. A ja głupia zaczęłam szukać informacji u dr Googla i tak się przeraziłam tym co wyczytałam, że do weta po odbiór wyników wysłałam P. 



Wyniki okazały się w porządku i wyszło na to, że Rastuśka nie jadła ze stresu. Siedzenie w domu i wizyty u wet widocznie jej nie służą. Po konsultacji wypuściliśmy ją na dwór (hasała z wenflonem) - zniknęła gorączka i brak apetytu. I teraz mamy zdrowego koteła skaczącego po meblach ;)


I jeszcze zdjęcie Gizmelki, żeby nie czuła się pominięta ;)


Ok, temat kotów zamykamy i przechodzimy do jeszcze bardziej gorącego tematu. 

Razem z P. byliśmy świadkami na "ślubie w tajemnicy". Wiedzieliśmy o nim tylko my i młodzi. To był najlepszy ślub/wesele na jakim byłam i raczej nikomu nie uda się tego pobić. Mam nadzieję, że przez całe życie będą tak szczęśliwi i wyluzowani jak w dniu ślubu ;)


Ok. Koniec skrajnych emocji ;) Później był już chillout na balkonie - piwo, kot i książka ;)



Według mnie nowy Desperados nie różni się dużo od klasycznego. Ot ciemny kolorek i odrobinę mniej słodkie. Smaczne, ale mnie jakoś nie zachwyciło. 

Jak już jesteśmy na balkonie, to pochwalę się moją szklarnią na zioła i truskawki:


Kulinarnie w tym tygodniu zawiodłam. Jedyne co mam do pokazania to:


A na weekend pojechałam do rodziców "na agrowczasy". 







Herbatka u mamusi ;)


Wróciłam (niedzielny PKS z nad morza żyje swoim własnym życiem i rozkładem) i padam. Mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie spokojny ;)

PS Byłam też u fryzjera - podcięłam końcówki. Zaczęłam mieć jednak traumę do fryzjerów - serio, nie interesuje mnie sytuacja rodzinna poprzedniej klientki... A plotkujących facetów przemilczę.

Share this:

CONVERSATION

7 komentarze:

  1. Jak ja kocham PKSy :D one jeżdżą jak chcą i gdzie chcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A uzyskanie jakiejkolwiek informacji to cud nad Wisłą ;) Dlatego zwykle wybieram pociąg, ale do rodziców niestety nie dojeżdża.

      Usuń
  2. I jak tu nie lubić lata....:) Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kot podobno przywiazuje sie do miejsc, nie do ludzi. Rzeczywiscie po powrocie do domu wysoko skacze ha ha ha. Kot zawsze znajduje sobie najmniej oczekiwane i najbardziej "ekwilibrystyczne" miejsce. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
  4. "ślub w tajemnicy" brzmi super :) Też bym chciała wziąć udział w takim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię Twój niedzielnik :) Agrowczasy najlepsze! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrówka dla kici :-) Swoją drogą - super uczucie brać udział w takim ślubie :-)

    OdpowiedzUsuń