niedziela, 26 lipca 2015

Niedzielnik #11

Jeszcze do wczoraj uważałam, że ten tydzień jest tak nudny, że nawet nie będę miała Wam co pokazać. P. miał nocki, więc praktycznie całe dnie przesypialiśmy. Jedynymi spacerami w tygodniu były wyprawy na drugi koniec osiedla do kotów P. znajomych, którymi aktualnie się opiekujemy :) Ale jak dzisiaj zgrywałam zdjęcia, to wyszło że jednak coś tam się u nas działo ;)

Zacznijmy od końca, czyli od dzisiaj. Wczoraj przeczytałam post u Happyholic i przypomniało mi się nasze dawne hobby - geocaching ;) Okazało się, że w baaaaardzo bliskiej okolicy jest kilka nowych skrytek. Jakoś udało się namówić P. i poszliśmy szukać skarbów. 

Z pierwszym poszło nam łatwiutko:


Przy drugiej namęczyliśmy się chyba z pół godziny i odeszliśmy z kwitkiem. Tzn. nawet nie z kwitkiem, po prostu z niczym. A akurat na tej zależało mi najbardziej. No nic, wrócimy tak kiedyś. 

Z trzecią było w sumie najwięcej śmiechu. Musieliśmy zamienić się w podmostowe trolle ;) Przy okazji poszukiwań P. znalazł też 2 zł - więc jakby nie patrzeć, opłacił nam się spacer. 

 

Cache był bardzo dobrze ukryty i nie pamiętam, kiedy ostatnio rzucałam mięsem tak bardzo. Po porażce z poprzednim powiedziałam, że tego już nie odpuszczę i choćbym miała nocować pod mostem, to go odnajdę. Na szczęście udało się bez noclegu ;)


Z czwartym poszło w miarę gładko. Wielkie gratki dla autora, bo skrzyneczka bardzo udana i sycząca ;)


I na tym zakończyliśmy keszowanie, ale okazało się, że największy skarb czeka na mnie pod blokiem w... śmietniku! Ale po kolei. Jak mieszkałam w internacie, to na jednym z pięter znajdowała się poradnia dla dzieci. Mieli tam taką wielką salę, z mnóstwem zabawek sensorycznych. Zawsze miałam ochotę pobawić się jedną z nich, ale nigdy nie starczyło mi na to odwagi, żeby tam po prostu wejść. Potem chciałam kupić taką zabawkę siostrzeńcowi, ale w końcu kupiłam co innego, a to cały czas gdzieś mi w głowie siedziało. No i stała ta zabawka w moim własnym śmietniku! W idealnym stanie! No jak mogłam nie wziąć?!


Genialne uczucie! Niby takie nic, ale wciąż mam banana na gębie. 

Przy okazji poruszę jeszcze temat "wystawek". Mieszkam na nowym osiedlu i z tego, co czasem znajduje się w naszych śmietnikach, to spokojnie można by było mieszkanie studenckie umeblować. Z jednej strony nasuwa się pytanie "jak można wyrzucać na śmieci takie coś?", ale z drugiej przypominam sobie jak ciężko jest coś po prostu oddać. Wystawiałam kiedyś książki i sprzęt elektroniczny na olx w kategorii za darmo. Zgłosiło się mnóstwo osób, które chciały: a) żebym im to wysłała za pobraniem b) żebym im to przywiozła na drugi koniec miasta c) opowiadały mi historię o biednych dzieciach i dlaczego im się "to należy". No kurde! Oddaję coś za darmo, a ktoś jeszcze chce, żeby ponosiła koszty dostarczenia. Zdecydowanie łatwiej wynieść coś na śmietnik i pewnie dlatego można na nim znaleźć takie smaczki ;) Koniec rozpisywania się. 

Ruszyliśmy też z naszym projektem DRUK3D. Dzieła z tego tygodnia:


Czyli widać, w co grywa mój P. ;) Są tu jacyś Falloutomaniaki? ;)

I w końcu, po miesiącu drukowania coś tylko dla mnie. Śliczny, prawda?





 Teraz tradycyjnie, przegląd tego, co jedliśmy w tym tygodniu. Muszę przyznać, że było smacznie i prawie zdrowo ;)


Leczo. Było o nim we wtorek na blogu - KLIK! Było takie pyszne, że zrobiłam je drugi raz - 4 kg szczęścia! 


Płatki jaglane z syropem klonowym. Dałam tylko łyżeczkę syropu, ale było zdecydowanie za słodkie. Zdecydowanie bardziej lubię płatki z żurawiną ;)


Dorsz z frytkami. Frytki i ryby mogę jeść kilogramami. Niestety. 


Smoothie - kefir z czarnymi porzeczkami. Boooże, jakie to było pyszne i jakie to było kwaśne! 


Warzywa z masłem (niedawno o nich pisałam - KLIK!) z mięsem mielonym w waflu. Pyszne to to, ale jak sobie pomyślę ile w tym tłuszczu... olaboga! 


A tu "romantyczna kolacja" - ślimaki + bagietka czosnkowa. Najeść się tym nie dało. 

Wczoraj byliśmy na spacerze i przechodziliśmy obok Biedronki. Wyszłam z torebką pięć kilo cięższą, ale mam urocze doniczki na zioła! A tu link do oferty - KLIK! - są jeszcze inne wzory doniczek i puszki.


A na koniec pokażę Wam, jak mój P. ciężko pracuje i jednocześnie opiekuje się dzieckiem na rekonwalescencji.


Następny niedzielnik może być odrobinę opóźniony, bo w niedzielę wracam dopiero z Woodstocku:D Wybiera się ktoś i ma ochotę się spotkać z Huszi? :D Będę żyć gdzieś przy scenie.

10 komentarzy:

  1. Świetną mieliście zabawę :) Koktajl porzeczkowy uwielbiam - w ogóle wielbię wszystko co kwaśne i z pestkami. Doniczki widziałam w sklepie, są naprawdę fajne. Masz rację z wyrzucaniem/oddawaniem prawie nowych rzeczy. Ludzie myślą, ze wszystko im się należy, wielka szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa razy próbowałam coś oddać i dwa razy tylko mi te wiadomości prywatne z olx ciśnienie podnosiły;/

      Usuń
  2. Nudny tydzień? Działo się, działo. Doniczki superaśne, kotlety w waflu mnie bardzo zaintrygowały, a napój wypiłabym tu i teraz:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj. Tez wybieram się na Woodstock w tym roku ale po raz pierwszy. Nie mam pojęcia w co się zapakować i co zabrać. Niby są oczywistości ale przecież ten festiwal nie jest taka oczywistością jak każdy inny. Czy mogłabyś napisać notkę na dniach odnośnie Woodstocku? Taki przewodnik. Co warto zobaczuc, gdzie iść, co spakować, co może się przydać, co z Kąpiela, co z jedzeniem, w co się zapakować? A przede wszystkim opisz jak wszystko wygląda w twoich oczach. Co jest na plus a co na minus. Czym i z kim jedziecie? Pozdrawiam i do zobaczenia na Woodstock

    OdpowiedzUsuń
  4. mielismy ta zabawke jednak wcale sie synek nie chcial nia bawic;) Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak już zaczniesz pisać to czytam i czytam i strasznie się wciągam. Super, że są na świecie jeszcze tacy pozytywni ludzie z poczuciem humoru jak Ty. A jedzonko wygląda apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna zabawa!
    Co do tego oddawania rzeczy za darmo to faktycznie niejednokrotnie przysparza więcej problemów. Ja czasem kontaktuję się ze znaną mi wolontariuszką, by oddać jej ubrania, czy inne rzeczy, a ona przekazuje je potrzebującym. Przez internet ogłoszenia nie mają sensu. Do tego mam wrażenie, że korzystają z tego osoby nie do końca potrzebujące, a raczej cwane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem zupełnie na czym polega taki geocaching, ale wygląda na genialną zabawę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Leczo wygląda bardzo apetycznie. I te doniczki na zioła - są super <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Patrzę geocaching jest coraz popularniejszy :D

    OdpowiedzUsuń