7 faktów o naszym mieszkaniu

1. Nie mamy żyrandoli. Tzn. mamy jeden w sypialni - zrobiony przez nas własnoręcznie ;) Kiedyś w pokoju mieliśmy papierową kulę, ale kot postanowił zrobić z niej jednorazowy drapak i już nie mamy. Nie czujemy też jakiejś ogromnej potrzeby, wyznajemy zasadę "jak kiedyś spotkamy idealny, to kupimy". Szczerze mówiąc nawet nie szukamy.

2. Nie lubię rolet w sypialni. Dawno, dawno temu z P. mieszkali współlokatorzy, którzy uznali, że niebieskie rolety idealnie pasują do zielonego pokoju (nie, nie pasują!).  Ich dodatkowym urokiem było odklejanie się średnio raz na miesiąc. I kiedy padło sakramentalne "ostatni raz to przyklejam, jak spadną to idziemy po nowe" to cholery wiszą już ponad 3 lata. Na szczęście mam już na oku nowe ;)


3. Dopiero po pięciu latach wzięliśmy się do urządzania balkonu, wcześniej był w stanie surowym. Teraz dorobiliśmy się już kafelków, miniszklarni, krzesła brazylijskiego i stolika z krzesłami. Do pełnego sukcesu brakuje mi żaluzji/zasłon/rolet i skrzyneczki z pnącym się bluszczem ;)

4. Kwiatki rosną u nas jak szalone. Fikus ma szczególną wolę przeżycia, bo zdarzało mi się o nim zapomnieć i został z niego kikut bez liści. Po kilku miesiącach pięknie się rozkrzewił. Pozostałe rosną okazale. Tzn. trzymam tylko kaktusy i sukulenty, do kwitnących nie miałabym cierpliwości.


5. Czeka nas remont. Odwlekamy jak możemy to malowanie, bo... nam się nie chce. Nie czujemy potrzeby zmian, ale trzeba przyznać, że nasze ściany wołają już o szpachlę (nasze koty dość intensywnie przeżywały bunt młodzieńczy) i ogólnie odświeżenie. Kuchnia to już w ogóle inna bajka, kiedyś będzie ją trzeba w końcu jakoś inaczej ogarnąć... 

6. Podstawowym kryterium przy wybieraniu mebli jest dla nas kolor. Konkretnie to wenge. Zaczęło się od komody, a potem nie chcąc już kombinować dokupowaliśmy resztę w tym samym kolorze. Gdzieś po drodze trafiła się jeszcze śliwa, ale to bardziej wypadek przy pracy niż zaplanowane działanie.


7. Zamiast łóżka kupiliśmy stelaż na nóżkach i do tego gruby materac. W planach mamy dorobienie zagłówka, ale jeszcze nie wymyśliliśmy jaki chcemy. Tzn. myślimy już trzy lata ;)

Z postu wynika, że jesteśmy wyjątkowo leniwymi ludźmi. To oczywiście nieprawda, my po prostu nie lubimy zabawy w urządzanie. A raczej nie przywiązujemy wagi do wystroju wnętrz. Serio, serio.

PS Niebieskie rolety odeszły wczoraj w niepamięć ;) 

Share this:

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. W salonie mam meble trochę jaśniejsze niż wenge i ... nigdy więcej!!! Marzy mi się wymiana na coś jasnego ale nie białego.
    A gołe żarówki tez do niedawna dominowały w naszym mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja na wenge nie narzekam ;) Też mi się białe nie podobają, tzn. nie chciałoby mi się ich czyścić ;)

      Usuń
  2. A co do rolet - to u mnie tylko rolety :d Tylko że typu noc-dzień. Firanek i zasłon nie toleruję i w żadnym pomieszczeniu nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sypialni też mamy tylko rolety i właśnie też kupiliśmy dzień-noc.

      Usuń
  3. Też nie mamy żyrandoli :D Mój mąż się śmieje, że jeszcze nie wyprodukowali takiego żeby się nam podobał :D

    Grunt to czuć się dobrze w domu, a brak żyrandoli na pewno w tym nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybijam piąteczkę! :) W końcu ktoś, kto nas rozumie:D

      Usuń
  4. Ciekawe podejście.
    Bez żyrandoli nie wyobrażam sobie mieszkania. Kiedyś też byłam nastawiona ''anty'' na wszystko, co dotyczyło wystroju mieszkania. A potem kupiliśmy własne i przepadliśmy. Pamiętam ten moment, gdy spojrzeliśmy na duży pokój w którym wisiał fajny żyrandol, stała wymarzona kanapa i inne meble. Nagle przez nasze głowy przeszła myśl ''no to jesteśmy u siebie''. W wynajmowanym mieszkaniu nie zmienialiśmy praktycznie niczego, nie kupowaliśmy też żadnych mebli (poza jedną biblioteczką) bo ciągle mieliśmy wrażenie, że jesteśmy zawieszeni w próżni i ciągle czekamy na urządzanie swojego własnego gniazdka.

    A ile macie metrów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w tym rzecz, że my od początku jesteśmy na swoim i bardzo miło wspominamy czasy, kiedy byliśmy w tym mieszkaniu "biedni i szczęśliwi". Przez pierwsze dwa lata P. miał w mieszkaniu urządzoną tylko łazienkę i trzy meble na krzyż. Potem sukcesywnie dokupowaliśmy niezbędną resztę, ale po tylu latach uznaliśmy, że żyrandole nie są niezbędne do szczęścia ;) Możliwe, że niedługo sobie wydrukujemy w 3d :D
      Mieszkanie ma 51 m + balkon i trawnik ;)

      Usuń