niedziela, 6 września 2015

Niedzielnik #16

Dawno nie przeżyłam tak wyczerpującego tygodnia. W kościach jednak czuję, że to dopiero początek. Początek czegoś nowego, lepszego i... spokojniejszego. Ale to potem, teraz mamy jeszcze tydzień kompletnego lenistwa! ;)

Ze spacerami w tym tygodniu było słabo ;) Przeszliśmy tylko 40 km :D Znudziło mi się już robienie zdjęć polnym drogom, więc tym razem mam dla Was przegląd szczecińskiej fauny:







 Udało nam się w końcu odkryć Jezioro Goplana i Syrenie Stawy. To są miejsca, które od centrum miasta oddalone są o 15 minut drogi tramwajem! Za to właśnie uwielbiam Szczecin.



 Ogólnie staramy się jeść zdrowo - pięć posiłków, gotowanie na parze, owoce, mało węgli, na kolacje białko itd. I wiecie co? Gówno z tego wszystkiego wychodzi, bo waga stoi w miejscu. Od dwóch tygodni jemy jak przeciętna polska rodzina + te nasze spacery i w końcu nasza waga poszła w dół. A oto typowy polski obiad:


Lubię próbować nowe smaki piw, więc nie mogłam przejść obojętnie obok kokosowego. Tym bardziej, że kojarzy mi się z koleżanką ze starych dobrych studenckich czasów <3 ZAWSZE kiedy uczyłyśmy się do egzaminu, to w środku nocy szłyśmy na stację benzynową po Bounty :D


Ok, zaczynamy przemycać koty do postu. Na początek nasza Młoda, która pojawia się w zlewie zawsze w momencie, kiedy chcę umyć ręce. A to drugie to nowe futro do kochania u P. mamy. Mała znajda, do której wstawałam dzisiaj ze trzy razy w nocy, bo "płakała". Kociarze zrozumieją. 



Jak już jesteśmy u P. mamy, to pochwalę się naszym "nicnierobieniem". Przez bite dwie godziny leżeliśmy z P. i patrzyliśmy się w chmury gadając o głupotach. I kształtach chmur. 


A teraz akcja w naszym stylu. Weszliśmy do sklepu po lody, a wyszliśmy z Kindle 7. Wiecie, miłość od pierwszego wejrzenia i te sprawy :D Pewnie niedługo napiszę o moim Kundelku ;) (Nie zwracajcie uwagi na moją biblioteczkę - muszę tam w końcu zrobić porządek).


A na koniec pochwalę się moim największym osiągnięciem tego tygodnia. Nie mam pojęcia co z tego wyniknie, ale w końcu zrobiliśmy pierwszy krok w kierunku naszych marzeń. Jeśli nie wpuszczą nas drzwiami, to wejdziemy oknem, albo wyburzymy ścianę. Wiemy czego chcemy i prędzej czy później to osiągniemy. Opcja "rzućmy wszystko i wyjedźmy w Bieszczady" też jest brana pod uwagę ;)



To jak, będziecie trzymać kciuki? ;)

4 komentarze:

  1. Gratulacje, że przyznano Ci środki na działalność gospodarczą! Może jakiś post na blogu, jak się za to zabrać? Byłoby ciekawie. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero złożyłam wniosek, więc nawet nie wiem, czy mi przyznają ;) Ale biznesplan już mamy, więc jak z dotacją się nie uda, to zaczniemy sami na mniejszą skalę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia z wnioskiem! Mój tata wiosną to przechodził i jemu się udało :)

    OdpowiedzUsuń