wtorek, 28 lipca 2015

Co zabrać ze sobą na Woodstock?

Wpis sponsorowany przez Anonima. I w sumie dobrze, że mnie tak popędzał, to może w tym roku niczego nie zapomnę ;) O idei Najpiękniejszego Festiwalu Na Świecie nie ma się co rozpisywać: sympatyków nie trzeba przekonywać a z przeciwnikami to ja nie mam siły już rozmawiać ;)




Co ze sobą zabieramy?

1. SPANIE

Spać gdzieś trzeba, najlepiej w namiocie (chociaż pierwszy woodstock i spanie pod gołym niebem bardzo miło wspominam). Do tego oczywiście karimata i śpiwór. Jak już jesteśmy przy tym temacie, to jako piżamę polecam dresy i ciepłe skarpetki - bo noce na Wood są naprawdę zimne. O! I jasiek się przyda.

2. BUTY

Co najmniej dwie pary - jedne w miarę odporne na deszcz, a drugie do mycia. Ja zabieram ze sobą glany i sportowe sandały. Glany, bo mam nadzieję na pogo ]:->, w sandałach będę pomykała po polu + czasem się w nich myła :D Z japonkami mam złe doświadczenia - podejście w deszczu pod górę to misja na marsa. Oczywiście zamiast glanów mogą być trampki.

Tak wygląda Huszi po ciężkiej nocy pogowania ;) Bounty na śniadanie!


3. HIGIENA

Na Woodstocku? Seriously?! Nie no, żarcik. Na polu dostępne są umywalki i sławne wanny. Nie wiem jak to wygląda w tym roku, bo na pole dotarła kanalizacja! Ale generalnie woda jest zimna i leci sobie jak chce z tych kraników - mycie to niezłe przeżycie :D Podobno są też płatne prysznice z ciepłą wodą, ale nigdy tam nie dotarłam. A zabieramy ze sobą żel, szampon, szczoteczka i pasta, ręcznik (polecam z mikrofibry). Reszta według uznania. Na pewno przydadzą się chusteczki nawilżane dla dzieci i papier toaletowy ;) 
ToyToye to też temat rzeka - polecam te środkowe! Zwykle są najczystsze i najmniejsze kolejki do nich :)


 4. UBRANIA

Bielizna to wiadomo. A z całą resztą nie bardzo. Na pewno trzeba wziąć ciepłą bluzę i długie spodnie. Na Woodstocku zawsze leje deszcz i zawsze praży słońce. Czyli coś przeciwdeszczowego i coś na krótko. Warto wziąć też strój kąpielowy - w sam raz do błotka ;)

 5. APTECZKA

Plastry, jakieś tabsy (te, które bierzemy regularnie + coś przeciwbólowego) i najważniejsze: witaminki. Taka rada cioci Huszi na kaca - najlepsze są te rozpuszczalne ;)


6. AKCESORIA BIWAKOWE

Warto wziąć ze sobą metalowy kubek (a nóż widelec ktoś wrzątkiem poratuje) i jakieś sztućce. Polecam wziąć też ze sobą latarkę, bo łatwiej będzie wtedy trafić do swojego namiotu :D Przydałby się też jakiś mały plecak/wygodna torebka i nerka, co by nosić zakupy z Lidla, a w nerce dokumenty/telefon/portfel. 


7. ELEKTRONIKA

Polecam wziąć telefon starej generacji - w takim co bateria trzyma dłużej niż dzień ;) Co prawda są punkty do ładowania, ale... komu by się chciało czekać ;) Do tego biorę jeszcze aparat i wsio.

8. JEDZENIE

Kiedyś braliśmy prowiant ze sobą, ale teraz na polu jest Lidl, w którym można wszystko kupić. Są też budki z zapiekankami itp. + jedzonko u Krisznowców.

 9. UŚMIECH!

Dużo uśmiechu i pozytywnej energii! :)

 Post pisany pod presją czasu i możliwe, że o czymś zapomniałam. Na Wood jadę dopiero w czwartek, więc jak macie jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem. A jak się ich dużo zbierze, to zrobię jutro post Q&A.

PS. A jak macie ochotę spotkać się ze mną na polu to piszcie na mejla: elmirkaxp@gmail.com ;)

poniedziałek, 27 lipca 2015

Przegląd gazetek promocyjnych #48

Mam nadzieję, że podczas dzisiejszego przeglądu gazetek coś mnie olśni i w końcu ułożę porządny jadłospis. I muszę przyznać, że zaczynają się ciekawe oferty: coś dla domu, artykuły szkolne (uwielbiam!) i mniej wakacyjne ubrania. 


 A w niej:
- akcesoria szkolne (plecaki, bruliony, zeszyty, akcesoria piśmiennicze)
- ekspres do kawy
- toster
- urządzenie do lodów
- parówki Piratki
- -20% na jogurty pitne, maślanki i kefry
- kiełbasa polska
- mydła w płynie
- moda damska
- moda XXL
- maszyna do szycia
- moda dziecięca (pójdę zobaczyć spodnie dla siebie, a co!)

niedziela, 26 lipca 2015

Niedzielnik #11

Jeszcze do wczoraj uważałam, że ten tydzień jest tak nudny, że nawet nie będę miała Wam co pokazać. P. miał nocki, więc praktycznie całe dnie przesypialiśmy. Jedynymi spacerami w tygodniu były wyprawy na drugi koniec osiedla do kotów P. znajomych, którymi aktualnie się opiekujemy :) Ale jak dzisiaj zgrywałam zdjęcia, to wyszło że jednak coś tam się u nas działo ;)

Zacznijmy od końca, czyli od dzisiaj. Wczoraj przeczytałam post u Happyholic i przypomniało mi się nasze dawne hobby - geocaching ;) Okazało się, że w baaaaardzo bliskiej okolicy jest kilka nowych skrytek. Jakoś udało się namówić P. i poszliśmy szukać skarbów. 

Z pierwszym poszło nam łatwiutko:


Przy drugiej namęczyliśmy się chyba z pół godziny i odeszliśmy z kwitkiem. Tzn. nawet nie z kwitkiem, po prostu z niczym. A akurat na tej zależało mi najbardziej. No nic, wrócimy tak kiedyś. 

Z trzecią było w sumie najwięcej śmiechu. Musieliśmy zamienić się w podmostowe trolle ;) Przy okazji poszukiwań P. znalazł też 2 zł - więc jakby nie patrzeć, opłacił nam się spacer. 

 

Cache był bardzo dobrze ukryty i nie pamiętam, kiedy ostatnio rzucałam mięsem tak bardzo. Po porażce z poprzednim powiedziałam, że tego już nie odpuszczę i choćbym miała nocować pod mostem, to go odnajdę. Na szczęście udało się bez noclegu ;)


Z czwartym poszło w miarę gładko. Wielkie gratki dla autora, bo skrzyneczka bardzo udana i sycząca ;)


I na tym zakończyliśmy keszowanie, ale okazało się, że największy skarb czeka na mnie pod blokiem w... śmietniku! Ale po kolei. Jak mieszkałam w internacie, to na jednym z pięter znajdowała się poradnia dla dzieci. Mieli tam taką wielką salę, z mnóstwem zabawek sensorycznych. Zawsze miałam ochotę pobawić się jedną z nich, ale nigdy nie starczyło mi na to odwagi, żeby tam po prostu wejść. Potem chciałam kupić taką zabawkę siostrzeńcowi, ale w końcu kupiłam co innego, a to cały czas gdzieś mi w głowie siedziało. No i stała ta zabawka w moim własnym śmietniku! W idealnym stanie! No jak mogłam nie wziąć?!


Genialne uczucie! Niby takie nic, ale wciąż mam banana na gębie. 

Przy okazji poruszę jeszcze temat "wystawek". Mieszkam na nowym osiedlu i z tego, co czasem znajduje się w naszych śmietnikach, to spokojnie można by było mieszkanie studenckie umeblować. Z jednej strony nasuwa się pytanie "jak można wyrzucać na śmieci takie coś?", ale z drugiej przypominam sobie jak ciężko jest coś po prostu oddać. Wystawiałam kiedyś książki i sprzęt elektroniczny na olx w kategorii za darmo. Zgłosiło się mnóstwo osób, które chciały: a) żebym im to wysłała za pobraniem b) żebym im to przywiozła na drugi koniec miasta c) opowiadały mi historię o biednych dzieciach i dlaczego im się "to należy". No kurde! Oddaję coś za darmo, a ktoś jeszcze chce, żeby ponosiła koszty dostarczenia. Zdecydowanie łatwiej wynieść coś na śmietnik i pewnie dlatego można na nim znaleźć takie smaczki ;) Koniec rozpisywania się. 

Ruszyliśmy też z naszym projektem DRUK3D. Dzieła z tego tygodnia:


Czyli widać, w co grywa mój P. ;) Są tu jacyś Falloutomaniaki? ;)

I w końcu, po miesiącu drukowania coś tylko dla mnie. Śliczny, prawda?





 Teraz tradycyjnie, przegląd tego, co jedliśmy w tym tygodniu. Muszę przyznać, że było smacznie i prawie zdrowo ;)


Leczo. Było o nim we wtorek na blogu - KLIK! Było takie pyszne, że zrobiłam je drugi raz - 4 kg szczęścia! 


Płatki jaglane z syropem klonowym. Dałam tylko łyżeczkę syropu, ale było zdecydowanie za słodkie. Zdecydowanie bardziej lubię płatki z żurawiną ;)


Dorsz z frytkami. Frytki i ryby mogę jeść kilogramami. Niestety. 


Smoothie - kefir z czarnymi porzeczkami. Boooże, jakie to było pyszne i jakie to było kwaśne! 


Warzywa z masłem (niedawno o nich pisałam - KLIK!) z mięsem mielonym w waflu. Pyszne to to, ale jak sobie pomyślę ile w tym tłuszczu... olaboga! 


A tu "romantyczna kolacja" - ślimaki + bagietka czosnkowa. Najeść się tym nie dało. 

Wczoraj byliśmy na spacerze i przechodziliśmy obok Biedronki. Wyszłam z torebką pięć kilo cięższą, ale mam urocze doniczki na zioła! A tu link do oferty - KLIK! - są jeszcze inne wzory doniczek i puszki.


A na koniec pokażę Wam, jak mój P. ciężko pracuje i jednocześnie opiekuje się dzieckiem na rekonwalescencji.


Następny niedzielnik może być odrobinę opóźniony, bo w niedzielę wracam dopiero z Woodstocku:D Wybiera się ktoś i ma ochotę się spotkać z Huszi? :D Będę żyć gdzieś przy scenie.

sobota, 25 lipca 2015

Chira, Warzywa na patelnię po hiszpańsku (Lidl)

Warzywa na patelnie to coś, co zawsze mam w zamrażarce. Zwykle kupuję trio warzywne (KLIK!) albo klasyczne wersje, ale od jakiegoś czasu próbuję nowych wersji. Dziś padło na warzywa po hiszpańsku z Lidla. 


Skład:


Sposób przyrządzenia:


I wartości odżywcze:


A tak po otwarciu prezentują się warzywa:


No cóż, przyczepić się można tylko do tych ziemniaków. Jednak chyba w każdej mieszance są one już podsmażone - taki urok. 
Oprócz ziemniaków mamy jeszcze cukinie, paprykę, cebulę, fasolki szparagowe i kukurydzę, jak dla mnie bardzo smaczny miks. Lubię jak część warzyw jest miękka (cukinia, ziemniaki), a część odrobinę chrupie (fasolka, kukurydza).
Muszę też przyznać, że jestem wygodna i doceniam te przyprawy w saszetkach, zwykle nie chce mi się kombinować, po prostu wsypuję saszetkę i wiem, że nie będzie ani za słone ani za ostre. 

A tak się "prezentują" po przygotowaniu:


Smacznego!

czwartek, 23 lipca 2015

Finale, Mango&Miód Nawilżające mydło w płynie (Lidl)

Akurat kończyło mi się mydło w kuchni jak trafiłam w ofercie Lidla na letnie zapachy (KLIK!). Przy okazji zakupów wpadło do koszyka. Muszę się przyznać, że w przypadku tego typu produktów zwracam uwagę głównie na zapach i nigdy żadne mydło mi krzywdy nie wyrządziło. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz...


Skusiłam się na wersję z Mango i miodem. Zapach jest obłędny. Co prawda nie jest to typowe mango, ale kojarzy mi się ze słodkimi, żółtymi letnimi owocami. Idealny na lato.


Opakowanie ani ładne ani brzydkie. Mocno przeciętne i typowe dla tego typu produktów. Jakość niestety poniżej przeciętnej. Butelka wykonana jest z tak cienkiego plastiku, że wgina się z każdym przyciśnięciem pompki - po kilku użyciach wygląda to mało estetycznie. Pompka na szczęście działa bez zarzutu.


Niestety nie mogę się zgodzić z pierwszym zdaniem. Nie jestem alergiczką, mydłom w płynie nie stawiam dużych wymagań. Nigdy mnie też nic bardzo nie przesuszyło, więc jak czytałam takie opinie o kosmetykach, to zastanawiałam się jakie to uczucie. Teraz już wiem. Po pierwszym użyciu już czułam, że coś jest nie tak. Po kilku następnych dłonie zaczęły mnie swędzieć. Na szczęście krem do rąk uratował sytuację.

Możliwe, że jestem uczulona na któryś ze składników, ale nie sądzę, że kogoś może to mydło nawilżyć ;)
Dla ciekawskich skład:


Podsumowując: nie polecam. Mydło pięknie pachnie, dobrze się pieni, ale piekielnie przesusza.

Pora wrócić z podkulonym ogonem do biedronkowego ;)

wtorek, 21 lipca 2015

Potrawy sezonowe - LECZO

Co roku czekam momentu, kiedy cukinia w końcu ma cenę zbliżoną do dwóch złotych. Wtedy zaczyna się u nas sezon na leczo. Oboje z P. uwielbiamy potrawy jednogarnkowe, najlepiej takie co to są pyszne i na ciepło i na zimo, a leczo do tego opisu pasuje idealnie. 


Potrawa ta ma jednak jedną wadę: ile jej nie zrobię i tak zjemy wszystko. W zeszłym roku miałam powkładać leczo do słoików - kroiłam warzywa przez dwie godziny, potem czułam się jak pani kucharka na stołówce mieszając to wszystko w wielkim garze. Do słoików nie było co wkładać, zjedliśmy wszystko w dwa dni. Na śniadanie, obiad i kolacje. 


Ok, a teraz pora na szybki przepis. Potrzebne nam są warzywa, sos pomidorowy (passata), kiełbasa i oczywiście przyprawy (sól, pieprz, chili, oregano, bazylia). Proporcje zależą od naszych preferencji. U mnie wyglądało to tak:
  • 3 średnie cukinie
  • 3 czerwone papryki
  • 1 zielona papryka
  • 2 średnie cebule
  • 500 g kiełbasy
  • 700 ml passaty 
  • zioła
Ciachamy paprykę i cukinię mniej więcej w kostkę 2x2cm.  Teoretycznie cukinie powinno dawać się pod koniec, ale kto by sobie tak życie komplikował. Wrzucamy do gara. Cebulę kroimy w piórka (nie musi być ani ładnie ani prosto) i odrobinę podsmażamy - dosypujemy do reszty.



Robimy sos - wlewany passatę do miski i dodajemy wszystkie przyprawy i zioła. Duuuużo ziół i ostrej papryki. Zalewamy tym sosem wszystkie te warzywa w garze i wstawiamy całość na ogień.

Przechodzimy do kiełbasy. U nas leczo bez mięcha nie ma prawa bytu ;) Kroimy w plasterki i podsmażamy.
A potem... do gara!

Całość gotujemy pod przykryciem do momentu aż to się wszystko nie rozpaćka. A potem jeszcze z 10 minut dla pewności.


 A potem to już ćwiczymy swoją silną wolę, żeby nie zjeść całego garnka na raz ;)


Smacznego!

poniedziałek, 20 lipca 2015

Przegląd gazetek promocyjnych #47

Częściowo jestem już po zakupach i przyznam, że nawet podobają mi się promocje w tym tygodniu.  Z chęcią porobiłabym nawet zapasy, ale do zamrażarki już nic nie wcisnę. Ok, lecimy z koksem tradycyjnie zaczynając od Lidla:

LIDL - od dziś - KLIK!

A w niej: 
- pościel
- akcesoria dla zwierząt (transportery, drapaki, maszynki do golenia)
- waga kuchenna
- blender
- frytkownica
- jogurtownica
- labraks
- tydzień brytyjski
- odzież sportowa
 
 
 A w niej:
- akcesoria szkolne (plecaki, bruliony, zeszyty, akcesoria piśmiennicze)
- ekspres do kawy
- toster
- urządzenie do lodów
- parówki Piratki
- -20% na jogurty pitne, maślanki i kefry
- kiełbasa polska
- mydła w płynie
- moda damska
- moda XXL
- maszyna do szycia
- moda dziecięca


A w niej:
- brzoskwinie
- kabanosy
- koreczki śledziowe
- śledziki na raz
- szpinak mrożony
- chleb tostowy
- kawa rozpuszczalna Jacobs Gold
- Purina One
- akcesoria kosmetyczne
 
 
 
A w niej:
- łosoś
- olej
- tuńczyk
- oliwki
- osełka
- żelki Haribo
- żel do prania Persil
- pierogi
- kawa MK Cafe Premium
- lasagne
- papier toaletowy
 
 
 
A w niej:
- toster
- czajnik
- waga kuchenna
- noże
- tarki
- deski do krojenia
- patelnie/garnki
- obrus
- maty stołowe
 
 
 
A w niej:
- ramki
- wazony
- puszki dekoracyjne
- firany
- szafa
- pojemniki
- książki
 
 
 A w niej:
- szczotki
- mop obrotowy
- żelazko
- klamerki
- mop parowy
- worki do odkurzacza
- silikonowe składane wiadra (nawet w kształcie serca!)
- pochłaniacz zapachów do lodówki


A w niej:
- nektarynki
- pampersy
- nutella
- Dosia
- konewka/pojemnik na kwiaty metalowe


A w niej:
- arbus
- kapsułki Fairy
- ramka na zdjęcia
- storczyki


A w niej:
- szynka wieprzowa
- arbuz
- kukurydza w kolbach
- lody Movenpick
- piwa Kraft
- Purina One
- płyn do płukania E


Na dziś tyle promocji ;) Dodam jeszcze, że w dyskontach (Biedronka, Lidl) czasami wyprzedają towar z poprzednich gazetek. Np. dzisiaj w Biedronce kupiłam 900g mrożonego dorsza za 3,99 zł! Jeśli chcecie być na bieżąco z tego typu wyprzedażami, to zapraszam na FB - KLIK!


niedziela, 19 lipca 2015

Niedzielnik #10

O Boże, co to był za tydzień. Tyle emocji to ja chyba przez cały rok nie przeżyłam ;)

Zaczęło się od Rasti... tak jak pisałam ostatnio, rana zagoiła się dosyć szybko. Okazało się jednak, że ma uczulenie na antybiotyk, potem przestała nam jeść i podłączyli koteła do kroplówki. Zlecili też kompleksowe badania itd. A ja głupia zaczęłam szukać informacji u dr Googla i tak się przeraziłam tym co wyczytałam, że do weta po odbiór wyników wysłałam P. 


piątek, 17 lipca 2015

Green Grocer's - Warzywa z masłem (LIDL)

Każdy nasz obiad składa się z dwóch elementów: mięso + warzywa. Ilość kombinacji różnych rodzajów mięs i warzyw jest praktycznie nieograniczona, więc mam niezłe pole do eksperymentów. Jednak najwygodniej korzystać mi z warzywnych mrożonek. Testując pozycje dostępne w dyskontach trafiłam na lidlowskie Warzywa z masłem. 


Akurat teraz jest promocja i można je kupić w dużym opakowaniu (KLIK!)


Skład i sposób przyrządzenia:


 Tabela z wartościami odżywczymi:




Zawartość opakowania wygląda tak:


Czyli osobno mamy warzywa, a osobno masło ;)

A po przyrządzeniu tak:


Warzywa z masłem są po prostu pyszne! Zwykle jadamy warzywa na patelnię (na parze), więc zapomniałam już jak smakują takie gotowane w wodzie. Masło jest idealnie doprawione (sól, pietruszka) i z warzywami tworzy idealne połączenie (witaminy rozpuszczają się w tłuszczach). Całości nie trzeba nijak doprawiać, od razu po ugotowaniu można serwować na stół.

Muszę jednak przyznać, że sama wciągnęłabym taką porcję 400g. Serio, nie pamiętam kiedy mi tak warzywa smakowały ;) Ale jak ktoś miałby ochotę wypróbować je jako surówka, to myślę że dla czterech osób by wystarczyło. 

Także tego, polecam. 

W sumie od niedawna dopiero testuję lidlowe mrożonki. Próbowałam już  warzyw meksykańskich, tych z dzisiejszego postu i w zamrażarce mam jeszcze po hiszpańsku. Polecicie mi jeszcze jakieś?