Konkubina też rodzina!

Niedawno były walentynki i moja tablica na FB radośnie sobie rzygała tęczą. Fajnie ogląda się zakochane pary i ich błyski w oczach. Krew mnie tylko zalewa jak przy takich okazjach pojawiają się dyskusje na temat wyższości instytucji małżeństwa nad konkubinatem.  

Zacznijmy od początku. Społeczeństwo dzieli się na singli i osoby w związkach. Wśród singli można wyróżnić osoby zadowolone ze swojego stanu (tak! są takie!) i osoby wiecznie samotne szukające miłości na każdym kroku. Na tym zamkniemy ten temat, bo nie byłam singielką od 10 lat, więc się po prostu nie znam.





Ze związkami jest bardziej skomplikowana sprawa, bo tutaj są aż trzy podgrupy: pary, które zdecydowały się na konkubinat, pary planujące ślub i ci, którzy "tak" przed księdzem/urzędnikiem mają już za sobą. I nie wiem dlaczego, ale ta trzecia grupa próbuje na siłę udowodnić pierwszej, że są lepsi. 

Że to metalowe kółko na palcu dużo zmienia. Że dopiero po ślubie stajemy się bardziej odpowiedzialni za drugą osobę, że bardziej tęsknimy, że uczucie jest głębsze, że to wyższy level, że od "tego dnia" wszystko jest już razem, że przestaje się myśleć w kategorii "ja" a zaczyna w kategorii "my". I uwaga, najważniejszy argument: musisz być po ślubie, żeby to wszystko zrozumieć. Wychodzi na to, że inne pary nie mają prawa do miłości i szczęścia - to zarezerwowane jest tylko dla małżonków. 



To wam coś powiem, drodzy wojujący małżonkowie: gówno wiecie o miłości innej niż wasza. Macie klapki na oczach i nie wyobrażacie sobie, żeby można kochać inaczej i wybrać inną drogę niż wy. Uświadomcie sobie, że to wy potrzebowaliście potwierdzenia przed kimś waszej miłości, a inni najzwyczajniej w świecie są w stanie w to uwierzyć bez tej ceremonii. 

I to nie jest tak, że coś nam przeszkadza we wzięciu ślubu - my go po prostu nie potrzebujemy. Oboje. Bo na konkubinat, tak jak na ślub, potrzeba zgody obojga. To nie jest sytuacja, że on albo ona nie jest jeszcze gotowa na ten krok. To jest WSPÓLNA decyzja. Kluczem do szczęścia jest rozmowa i ustalenie zasad. W przypadku małżeństw ktoś podsunął już gotową przysięgę i dobrze, jak oboje są świadomi tego, co przysięgają.  Tak, tak, małżonkowie - konkubinaty też mogą sobie przysięgać miłość i wierność, a nawet wspólną przyszłość aż do śmierci. Szczęście do grobowej deski nie jest zarezerwowane tylko dla was. 



Po kilku tygodniach naszej znajomości mieliśmy już ustaloną datę ślubu. Dlaczego? Bo wychowaliśmy się w społeczeństwie, w którym to jest normalne. Ale poznając i ucząc się siebie nawzajem stwierdziliśmy, że ślub nie jest nam potrzebny. Że obrączki wcale nie obronią nas przed kryzysami w związku. Receptą na szczęście jest po prostu szacunek i zrozumienie dla drugiej osoby. Otwieranie się na jej potrzeby nie zatracając przy tym siebie. Wspieranie w trudnych momentach, cieszenie się z sukcesów. 
 
A na koniec będę nieromantyczna i porównam małżeństwo do pracy na etacie. Są ogólne zasady, niby można się wypisać, ale ciężko. A konkubinat to taki freelancing - pracujesz dużo i ciężko, ale wszystko odpowiednio procentuje :) Niczego nie musisz, wszystkiego chcesz :) 

Każdy człowiek szuka swojej recepty na szczęście, ale pamiętaj, że jeśli Tobie coś pomogło, to wcale nie oznacza, że jest dobre dla każdego. Pozwól innym żyć po swojemu. Szanujmy się nawzajem.

To pisałam ja, szczęśliwa konkubina od lat siedmiu.

Share this:

CONVERSATION

11 komentarze:

  1. Choć jestem typem dziewczyny, która czeka na magiczny pierścionek (może być plastikowy z automatu), wesela i bycia przez jedną noc w centrum uwagi to podziwiam, rozumiem i jak najbardziej szanuję, życzę jeszcze pięciu razy tyle lat ze sobą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki, żeby marzenia się spełniły :) Pierścionek z automatu (z dworca!) mam :D

      Usuń
  2. Ja myślę podobnie jak Ty. Nie potrzebuję ślubu, żeby upewnić się, że ktoś mnie kocha. Nie potrzebuję całego tego zamieszania związanego z weselem, chociaż nie mówię, że kiedyś się na to nie zdecyduję, ale na pewno nie wyczekuję tego momentu jakoś specjalnie. Wręcz śmieszą mnie te huczne wesela, na które ludzie zaciągają kredyty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowe podejście ;) A co do kredytów - póki nie biadolą, że goście nawalili i wesele się "nie zwróciło", to niech sobie biorą :D

      Usuń
  3. Oj Emilko...
    Cieszę się, że tak bardzo poruszył Cię mój post na FB. Bardzo bym chciała odnieść się do twoich ''zarzutów'', ale pozwolę sobie tylko na wklejenie dwóch rzeczy.

    1. Mini dyskusja z której zaczerpnęłaś sporo pomysłów:
    Justyna: Oj ma znaczenie i to niezależnie od tego, czy przysięga była składana przed Bogiem czy też przed urzędnikiem stanu cywilnego. Małżeństwo jest kompletnie innym stanem niż konkubinat.

    A: opowiedz więcej: w jaki sposób innym? coś dało, coś zabrało?

    Justyna: Dało przede wszystkim pewność, że ''my'' jesteśmy ważniejsi niż ''ja''. Dało inny wymiar związku, poczucie głębokiej przynależności do drugiej osoby (o ile o rzeczywiście relacja jest zdrowa) i wynikających z tego pięknych rzeczy jako troska o drugiego człowieka i poświęcenie. Oczywiście małżeństwo jest traktowane inaczej również przez społeczeństwo-poważniej? Nigdy nie myślałam o małżeństwie w kategorii ''utracenia czegokolwiek'' bo po prostu lubię ten stan, kiedy otwieram drzwi do naszego mieszkania i zamykam je po to by wejść w nasz świat.

    A: ładnie

    Justyna: Ależ nie chodzi o to by było ładnie;-). Myślę, że jednak duża zasługa w tym, że trafiłam na takiego faceta, który jest po prostu fajny. Ale widzę dookoła sporo par, które się miotają. Jedno chce ślubu, drugie mówi ''kiedyś''. I to chyba największa życiowa porażka, aby tracić czas na ''stąpanie po niepewnym gruncie'' jak to Grabaż śpiewał;-)

    Justyna:I Kochani! Sorry, ale jak go pierdzieli głupoty, że nie decyduje się na ślub bo ślub kosztuje, to mam ochotę zrobić ''pufff'' jak mój kot, który wydaje takie dźwięki jak go zamęczamy miziankami;-)

    2. Słowa Stachury
    http://motywater.pl/img/143/jesli-cos-dotyka-cie-znaczy-dotyczy-cie-edward-stachura/

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem Justynko, ale posty "ludzi z Internetu" mnie nie ruszają. Wystarczająco dużo bezpośrednich przytyków mam od ludzi z bliskiego mi kręgu ;) A że większość małżonków udając się na krucjatę z moim konkubinatem ma podobne argumenty, to rzeczywiście mogłaś pomyśleć, że piję do Twojego postu.
      A do cytatu dorzucę przysłowie: każdy kij ma dwa końce ;)

      Usuń
  4. Tylko, że te obrączki jednak czasami sa potrzebne. Przykład taki ( nikomu absolutnie tego nie zyczę!) - partner miał wypadek i leży w szpitalu w stanie spiączki. Nic sie nie dowiesz o jego stanie. Albo mieszkacie razem ( mieszkanie jest na niego, nie ma testamentu), on umiera...mieszkanie przechodzi zgodnie z prawem na najbliższą rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do znudzenia będę to powtarzać: w szpitalu wystarczy podpisane oświadczenie. Co ciekawe, małżonek może je także podpisać - w sytuacji kiedy nie chce, żeby żona dowiadywała się o jego stan.
      Sprawa mieszkania: skoro mieszkanie jest na niego, to należy do niego - proste. A mieszkanie można również kupić razem nie będąc małżeństwem.

      Usuń
    2. sama żyję w konkubinacie, ale od strony finansowej bezpiecznie jest życ w małżeństwie. współwłasność, którą zawieracie kupując mieszkanie wspólne w części przypadającej na konkubenta po jego śmierci przypada najbliższym. Ratują tylko dzieci, jeśli ich nie ma wypłacasz zachowek rodzinie. nawet jeśli Ty jesteś w testamencie- płacisz podatek od spadków 20% - maksymalna sankcja dla osoby bliskiej, a jednak obcej. pozdrawiam,

      Usuń
  5. Teoria a praktyka to duża różnica. Tak się składa, że znam przypadek ( moi znajomi) , w którym wspomniane oświadczenie nic nie dało w szpitalu. Nie jest to wszystko takie piekne i proste, jak piszesz.
    Tu sobie możesz doczytać http://e-prawnik.pl/artykuly/prawo-rodzinne/zycie-bez-slubu-konkubinat--skutki-prawne.html

    Wszystko ma swoje plusy i minusy, konkubinat też. Wchodząc w taki a nie inny rodzaj "związku" trzeba sobie zdawać sprawę z obu tych wartości.

    Plusem konkubinatu jest jeszcze z pewnością posiadanie dzieci i status "samotnego rodzica" a co za tym idzie liczne świadczenia, pierwszeństwo w przedszkolu, itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co, lekarze złamali prawo?
      Samotny rodzic w przypadku konkubinatu występuje tylko w prawie podatkowym, w innych przypadkach jest mocno naciągane i niestety często wykorzystywane przez konkubentów.
      Czasy się zmieniają, a ustawodawcy udają, że problemu nie ma.

      Usuń