Niedzielnik 5/2016

Tak bardzo chciałabym napisać, że tegoroczna zła passa już się skończyła. Niestety trwa sobie w najlepsze. Przez ostatni miesiąc narzekałam chyba więcej niż przez ostatnie pięć lat. Niby zawsze staram się widzieć jaśniejszą stronę wszystkiego, ale coraz częściej ktoś mi staje na drodze ze znakiem "Nie i ch***". 

Dopóki nie założyłam firmy, to wszystkie sprawy urzędowe załatwiałam zawsze pomyślnie. Krótkie kolejki, uśmiechnięci i pomocni urzędnicy. A teraz każda rutynowa wizyta to niemiła niespodzianka. Bo pani w Urzędzie Skarbowym akurat jest na urlopie i nikt inny nie wie, co mam zrobić. Bo w ZUSie pomylili daty i zamiast 2016 wpisali 2015. Nawet mój wniosek o założenie firmy był zbyt skomplikowany dla systemu...  A wisienką na torcie są codzienne wiadomości, dzięki którym wiem, że nie zanosi się na poprawę czegokolwiek. I tak w sumie to nie mam po co firmy rozwijać, skoro bardziej opłacalna będzie dwójka dzieci i życie na koszt państwa. 

Takiego! Jutro czeka mnie ostatnia (mam taką nadzieję!) wizyta w urzędzie i biorę się ostro do roboty ;) W tym tygodniu udało mi się wynegocjować całkiem fajną umowę i powoli wkręcam się w takie biznesowe klimaty. Już nie mogę się doczekać, aż zamknę te wszystkie urzędowe sprawy i zajmę się tylko drukowaniem :) No zobaczcie jakie mam ładne materiały:


Udało nam się też w końcu wyrwać się do kina na najnowszy film Tarantino. Od czasu do czasu lubię taką jatkę na ekranie, ale po Nienawistnej Ósemce mam dość krwi na kilka lat. Kilka razy musiałam aż zamknąć oczy, chyba się za delikatna na takie filmy zrobiłam ;) Co oczywiście potwierdza genialność tej produkcji. 


Zwykle korzystamy z Heliosa, ale tym razem godziny nam nie podpasowały i poszliśmy do Multikina. I przypomniało mi się, dlaczego nie lubię tam chodzić - strasznie głośno! No ale niech im będzie, za bilet wyszło mniej niż 12 zł (środa z Orange) ;)

W tym tygodniu odbywało się święto pączka. Nie było mi jednak dane świętować, bo pączek okazał się zawierać znienawidzoną konfiturę różaną. Bo wiecie, siedem lat związku to za mało, żeby pamiętać takie pierdoły ;) A konfitury nie lubię z dwóch powodów: po pierwsze to najzwyczajniej w świecie nie lubię zapachu róż. A z drugim powodem wiążę się historia z dzieciństwa: razem z koleżanką chciałyśmy zrobić powyższą marmoladę mamom na pączki. No i zrobiłyśmy tak, jak nam się wydawało że powinnyśmy. Jak pakowałyśmy ją do słoików, to się okazało że to marmolada robakowo-różana :D Ze zdecydowaną przewagą robaków. 


Tydzień miał się skończyć miłą imprezą w ulubionym pubie. Zapomniałam tylko, że to ulubione miejsce jest ulubionym tylko w tygodniu (mało ludzi). A przy piątku to się tam niestety sporo działo. I muzyka jakaś inna i nawet ulubione piwo nie smakowało. Tak, to starość. 

Dobra,  wyrzuciłam to wszystko z siebie i tym samym mam zamiar skończyć z narzekaniem w tym roku :) Jeśli jutro wszystko pójdzie ok, to w końcu poczuję ulgę i zacznę normalnie żyć. Oznacza to ciężką pracę, ale to zdecydowanie lepsze niż niepewność ;)

Share this:

CONVERSATION

6 komentarze:

  1. Oj tam Emilka lepiej narzekaj tu niz sie ciskaj w domu.szybkiego uporania sie z urzedasami zycze:-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, okazało się jednak że z załatwieniem jeszcze troszkę muszę poczekać. Ale już mi lżej :D

      Usuń
  2. Haha, a to historia z marmoladą różano-robakową :D. Bardziej niż z konfiturą, wolę w tym dniu pączki z adwokatem mmmmm.... pycha :) Też nienawidzę załatwiać spraw w urzędach, bo panie prawie zawsze zajęte ploteczkami i kawką. No cóż, myśl pozytywnie, kiedyś przecież zła passa musi się skończyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nic urzędnikom nie mogę zarzucić, ale mam problem w zrozumieniu jak to wszystko działa, a raczej nie działa. Idąc do urzędu trzeba zapomnieć o logice niestety :(

      Usuń