niedziela, 14 lutego 2016

Niedzielnik 6/2014

W końcu mogę powiedzieć, że to był dobry tydzień :) Odpuściłam kilka spraw i świat się nie zawalił, a co przeżyłam to moje :) Co prawda czuję się "odrobinę" niewyraźnie, ale już nie mogę doczekać się planowania następnego tygodnia i... pracy. Z papierologią już prawie skończyłam, więc teraz pobawię się w pozyskiwanie klientów i inne takie przyjemne rzeczy :) Juhuuu! 

W poniedziałek myślałam, że załatwię ostatnią sprawę, ale jak tylko wpisali moje nazwisko to zwiesił się system w całym urzędzie. Czy ja mam serio takiego pecha, czy powinnam takie sytuacje uznać za normalność? Papierek złożony, o decyzji dowiem się... jak zadzwonią. Kiedy? "Nie wiadomo". 

Od wtorku miałam u siebie siostrzenicę. A że jestem bardzo dobrą ciocią, to poszłyśmy do kina na Barbie Tajne Agentki. Bajka jak dla mnie trochę za płytka, ale... hmm.. czego ja oczekiwałam :D Publiczność była dosyć zróżnicowana: matki z kilkuletnimi dziewczynkami to standard, ale szczerze współczułam starszym braciom z malutkimi siostrzyczkami - dawno nie widziałam tak zmarnowanych min po seansie. Najciekawszym przypadkiem był tatuś-metalowiec z dwoma różowymi księżniczkami, które co chwila budziły go konspiracyjnym szeptem "no ale tatuś nie śpij, oglądaj!" ;)

Jako że ciocia ma hopla na punkcie swojego miasta, to trochę tę małą przegoniłam po Szczecinie ;)


A tutaj nasze szczecińskie dźwigozaury:


Wpadłyśmy też do Muzeum Narodowego, głównie na wystawę Miasto Nauki. Większość eksperymentów znałam, ale obie bawiłyśmy się całkiem nieźle :)



Potem poszłyśmy zwiedzić pozostałe wystawy i niestety pomimo wysiłku nie byłam raczej w stanie niczym zainteresować ośmiolatki. W sumie to mnie też nic tam nie ciekawiło - wystawy utknęły w miejscu 15 lat temu i nikt nawet nie próbuje ich uatrakcyjnić. Szkoda. 

 


I na koniec Z. dostała w prezencie plakat - fajny gest, ale okazało się, że był to afisz jakiejś wystawy raczej nie skierowanej dla dzieci. Taka tam koszmarna pamiątka ;)

Mimo wszystko siostrzenica miała ochotę zwiedzić kolejne muzeum. Padło na Przełomy, czyli najnowsze muzeum w Szczecinie. Muszę przyznać, że to była niezła podróż w czasie, bo Przełomy w większości są multimedialne. 




Szczerze przyznam, że jestem pod wrażeniem i wrócę tam na pewno. Bardzo nowoczesne, ale czuć po prostu klimat tamtych czasów - strach pomieszany z ulgą, że wbrew pozorom żyjemy już w wolnej Polsce. Niestety raczej nie dla dzieci.

No właśnie, zwiedzanie z dzieciakami nie jest ani gorsze ani lepsze - jest po prostu inne. Pewne eksponaty trzeba pominąć (sztuka sakralna? "Jak ludzie mogą chcieć oglądać jak Jezus umierał?"), a nad pewnymi przystanąć dłużej i zastanowić się nad pytaniami, które dorosłemu człowiekowi nigdy nie przyszłyby do głowy ;) W sumie to mama zaraziła mnie miłością do zwiedzania/muzeów itp. i cieszę się, że mogę to w jakiś sposób przekazywać następnemu pokoleniu :)

Jedliśmy w tym tygodniu baaaardzo niezdrowo i niestabilnie, ale ferie u cioci bez HappyMeal? Never! I w końcu zmobilizowałam się do zrobienia sushi ;)


A to moje dzieła, a konkretnie lisie foremki do ciastek na lisie urodziny :) Jubilatka zadowolona!


No właśnie, tak się składa, że dostałam zaproszenie na urodziny z opcją walentynkowego śniadania. To już powoli staje się tradycją, że takie śniadania jadam wyłącznie z panną E. 


Muszę przyznać, że powoli zmienia mi się nastawienie do Walentynek. Nie czuję potrzeby jakiegoś szczególnego ich świętowania z P., ale przestałam już o tym świecie myśleć tylko w kontekście komercyjnym. Ot, takie miły dzień :) Fajnie się patrzy na takich zakochanych nastolatków na ulicach! :) I że ludziom się chce, że próbują :)

A na koniec mam orzecha. Kokosa dokładnie. Mleczko wypite, skorupa rozbita tłuczkiem do mięsa, ale nie pomysłu co z nim dalej zrobić. Pewnie można wysuszyć, ale może znacie jakieś ciekawsze przepisy - liczę na Was.



2 komentarze:

  1. hehe Emilka lisy maja dluzsze ryjki:-D ale fajnie ci to wychodzi.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 27 letni Lis powiedział, że są idealne :D

      Usuń