piątek, 4 marca 2016

Dlaczego nie chcę (dzisiaj) mieć dzieci?

Mam 27 lat, tytuł magistra inżyniera, własną firmę, a przede wszystkim wspaniałego partnera. Mamy też swoje mieszkanie, a czasy kiedy żyliśmy od pierwszego do pierwszego dawno już za nami. Nie zliczę ile razy słyszałam sakramentalne pytanie: kiedy dziecko? 



Zwykle moja odpowiedź jest mini atakiem. Odgryzam się dziecinnymi tekstami typu "jak się dwie niedziele do kupy zejdą", albo "jak Bóg da". Od dzisiaj chyba zacznę mówić prawdę: po prostu nie jestem gotowa. 


Teoretycznie zachowujemy się jak dorośli ludzie, ale to tylko pozory. Uwielbiamy oglądać kreskówki i napieprzać całe weekendy w gry komputerowe. Podczas rodzinnych spotkań marzymy o tym, żeby ktoś powiedział, że możemy już odejść od stołu i pobawić się w swoim pokoju. Cała ta nasza dorosłość sprowadza się do tego, żeby odbębnić obowiązki i mieć święty spokój. Jesteśmy dzieciakami, którzy nie mają jeszcze ochoty dorosnąć. I mamy do tego święte prawo!



Czasem coś tam nam w głowie zaświta i dochodzimy do wniosku, że fajnie byłoby przekazać nasze zajebiste geny. Mamy już wybrane imię (pod uwagę bierzemy tylko chłopca) i wiemy jakie wartości chcemy mu przekazać. Ba! Mamy już nawet przygotowanych kilka wkrętów, które udają się tylko z dziećmi - chłopak nie będzie miał z nami łatwo :D 

A później słyszę lub czytam o trudach rodzicielstwa. O tym, że zwykłe wyjście ze znajomymi organizacyjnie urasta do rangi wyprawy na Marsa. Że nie ma się czasu spuścić wody w toalecie (autentyk! nie uwierzyłabym, gdybym nie słyszała tego na własne uszy), że zakupy trwają dwa razy dłużej, że nic już nie jest takie jak w mitycznych czasach "przed dzieckiem". I tak jak jestem w stanie jeszcze zrozumieć zmęczenie fizyczne, to przeraża mnie wszystko to, co dzieje się w psychice obojga rodziców. 



Jeśli mnie to przeraża, to chyba moje własne bebechy jasno dają mi znać, że to jeszcze nie pora. A pytania "kiedy" jeszcze bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie teraz. Teraz to ja chcę spontanicznie chodzić do kina, imprezować całą noc, czy jechać z koleżankami na weekend do Gdańska. Chcę rozwijać siebie i swoją firmę. Chcę i mogę. Teraz to oboje chcemy pobyć jeszcze trochę takimi dzieciakami odpowiedzialnymi tylko za siebie.

Zdaję sobie sprawę, że ciąża trwa dziewięć miesięcy m.in. po to, żebyśmy się oswoili z myślą, że wszystko się zmieni. Jedne rzeczy zmieniają się na lepsze, inne na gorsze - rozumiem to. Czekam tylko na moment, w którym to po prostu poczuję. Chcę, żeby ta jedna z najważniejszych życiowych decyzji pojawiła się najpierw w sercu, a nie tylko w mózgu. 

Na koniec wyjaśnię jeszcze tytuł. Słowo klucz - dzisiaj. Bo jutro to możemy wpaść, a za trzy tygodnie na świecie pojawi się mój bratanek i nie ręczę za swoje hormony ;)

25 komentarzy:

  1. 1. Do niedawna pisałaś jeszcze, że mieszkanie należy do twojego partnera.
    2. Ile twój partner ma lat, że nazywasz go (i siebie przy okazji również ) dzieciakiem odpowiedzialnym tylko za siebie?

    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Należy, ale co ma piernik do wiatraka? Jesteśmy razem, jestem tu zameldowana, więc mówię nasze. W czym widzisz problem? :)

      2. Odrobinę więcej niż ja - ale dla niego to określenie jest komplementem, więc o co chodzi?:D

      Usuń
    2. 2. Nie potrafię zrozumieć tego typu mężczyzn, ale w sumie dopóki jego postawa szkodzi(lub nie szkodzi) tylko i wyłącznie twojemu partnerowi, to nie widzę w tym niczego niezwykłego.

      K.

      Usuń
    3. ha masz swoich hejterow:-D drobiazgowo ci wszystko wylicza:-P nie daj sie!!!!!

      Usuń
    4. Odpowiedzialność tylko za siebie nie jest równoznaczna z nieodpowiedzialnością.

      Usuń
    5. Przecież hejterzy to najlepsze co może się przydarzyć blogerowi - teraz to mnie czeka tylko sława i pieniądze :D

      Usuń
  2. To "dzisiaj" jest ważne. Miałam podobnie. Wszystko zaplanowane, poukładane, nawet dziecko miało być "w danej chwili", bo do tego dnia to, do tamtego to:) I co? W pracy Szef podniósł mi ciśnienie, wróciłam do domu, powiedziałam do Partnera "weźmy ślub, chcę mieć dziecko". W ciągu pół roku zorganizowaliśmy ślub, a później po kolejnych 9m-cach pojawiła się Córcia.
    I znów wszystko zaplanowane - będę karmić do roku, zostanę z nią w domu, później wracam do pracy, a Małą będzie opiekowała się opiekunka... I co? Obudziłam się pewnego dnia zbyt wcześnie i zaczęłam myśleć, że to bez sensu, że zawsze chcieliśmy mieć 2 dzieci, i co? Wrócę do pracy i za rok, dwa znów pójdę na macierzyński... 9 m-cy później urodził się nasz Synek :)

    Reasumująć mój przydługi wywód - Kobiety powinny planować tylko na "dzisiaj" :)

    I życzę Ci byś mimo wszystko zdecydowała się kiedyś na ten krok. Wszystko da się "ogarnąć" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję takich szybkich i przede wszystkim trafnych decyzji ;)

    I dziękuję, dzieci chcę mieć, pytanie tylko kiedy to poczuję i przekonam samą siebie, że to już. Pewnie też mnie olśni pewnego poranka:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty masz 27, a ja 22 lata i już jestem atakowana pytaniami o dziecko, no bo przecież koleżanki już wychowują, mają coś swojego, nie zapominając o ślubach. Jestem w wieku, gdzie chce szaleć, podróżować i imprezować do białego rana, ale niestety rodzina nie potrafi tego zrozumieć. Uważam że, do takich rzeczy jak małżeństwo, czy tym bardziej macierzyństwo trzeba dorosnąć i to jest kwestia indywidualna, czy ktoś dorośnie do tego w wieku 20 czy może 30 lat i pytania tego typu z pewnością nie pomagają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się zgadzam z tym, że do małżeństwa czy macierzyństwa trzeba dorosnąć. Jednak widzę pewien trend, który jest niepokojący. Mianowicie to, że młodzi ludzie dojrzewają coraz później. Nie jestem zwolenniczką obrączki na palcu i zdjęć usg płodu zaraz po maturze, ale wśród moich znajomych coraz więcej osób nie jest gotowych na obydwie rzeczy. I czasami tym ludziom bliżej do 30stki niż 20stki. Każdy okres w życiu ma swoje prawa i obowiązki tylko, że o ile taki ''niedojrzały dzieciak'' w wieku lat 20 jest zabawny, o tyle w wieku 30 jest już mało śmieszny. Niestety ten trend tyczy się zwłaszcza panów, którzy pomimo 30 stki na karku nadal większość wolnego czasu spędzają grając w gierki czy siedząc przy piwie. Trochę to smutne.

      Jolka

      Usuń
    2. Do Joli: A może po prostu ludzie coraz bardziej świadomie podejmują decyzje o małżeństwie/partnerstwie/rodzicielstwie? Nie chcą podejmować ważnych decyzji z podejściem "jakoś to będzie, wszystko się ułoży". Niektórzy wcale nie nadają się do związków czy posiadania dzieci - ich wybór (pewnie najlepszy z możliwych).

      Usuń
    3. Do Hani: Zwykle takie niewygodne pytania zadają ci, którzy nie są w stanie wyjść poza przetarte szklaki. Podróżuj, baw się, rozwijaj :)

      Usuń
    4. Niestety nie zgodzę się z tym, co napisałaś w odpowiedzi na mój komentarz. Wśród moich znajomych 95% ludzi o których pisałam ( głównie faceci, ciekawe dlaczego?) to takie typki, którzy niby już się usamodzielnili i niby już żyją na swoim, ale mentalnie to dzieciuchy. Kiedyś rozmawiałam z jednym z nich na temat mojego życia (mąż/starania o dziecko) i pomimo, że jest w moim wieku (tuż przed 30stką), to stwierdził, że jego takie rzeczy nie dotyczą bo on woli energię zaangażować gdzieś indziej. Jakieś tam kobiety w jego życiu się przejawiły, ale zwykle kończyły się te znajomości w momencie wspólnego mieszkania. On twierdzi, że nie ma cierpliwości i po prostu nie ma ochoty na angażowanie się w jakieś ''poważne relacje''. I w tym jest cały problem...Niby rocznikowo i fizycznie już 30 stka na karku, ale mentalnie to jeszcze dzieciątko, co jak poszaleje za bardzo ze sprzętem komputerowym, to idzie od mamy pożyczyć na czynsz.

      Jola

      Usuń
    5. Ale czy posiadanie własnej rodziny to obowiązek? Jeśli ktoś czuje się niedojrzały, to lepiej żeby tej rodziny wcale nie zakładał. Presja społeczeństwa często sprawia, że właśnie takie osoby biorą ślub, mają dzieci, a po kilku latach rozwód + tragedia dziecka. Będzie chciał, to się później bardziej ustabilizuje życiowo. Nie będzie chciał, to zestarzeje się jako "mentalne dzieciątko". Co do pożyczania kasy: to są jego układy z rodzicami - widocznie obu stronom taki układ pasuje. Dopóki nikomu nie dzieje się krzywda, to nikt nie ma prawa oceniać życia innych.

      Usuń
    6. Nawet nie widziałam, że taka dyskusja się tutaj utworzyła. ;) Jestem takiego samego zdania, że jeśli ktoś nie jest gotowy do macierzyństwa to chyba lepiej, że bezmyślnie się nie rozmraża, bo potem tylko i wyłącznie cierpią na tym dzieci. Uważam że jeśli rodzic nie jest szczęśliwy z tego, że ciąża i obowiązki pojawiły się nie w tym czasie co miały to i dziecko również nie będzie szczęśliwe.

      Usuń
  5. mialam doswiadczenie z dziecmi bo ich "pilnowalam"od szkoly sredniej po koniec studiow.Zdecydowalam sie na dziecko walka moja ( z hormonami trwala kilka lat) I co? ano niby doswiadczenie niemale mialam a i tak przezylam szok. szok bo moje dziecko nie dalo sobie zmienic pieluchy szok bo kolki okazly sie skaza bialkowa a znalezc dobrego pediatre to cud ogolnie miliard szokow.te 9 miesiecy na przygotowanie to mit bo i tak sie zedrzysz z rzeczami o ktorych niby wiedzialas a w realu inaczej to bywa.
    w kazdym razie nie na mawiam na dziecko ani nie odradzam.Jest po prostu inaczej. pewnie ze spontan jako taki trza odlozyc ...ale nie na dlugo:-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi 9 miesiącami to bardziej chodziło mi o przyzwyczajenie się do myśli, że na świecie pojawi się ktoś nowy, który przewróci świat do góry nogami :D
      Powodzenia z tymi wszystkimi niedogodnościami :) I szybkiego powrotu do spontanów :)

      Usuń
  6. Ja tylko z jednym się nie zgodzę... moje zakupy teraz są dwa razy krótsze, niż kiedyś, kiedy nie byłam mamą Wchodzę, kieruję się tylko po produkty zapisane na liście ub potrzebne "na już" i wychodzę... żadnego luksusu typu rozejrzenie się co nowego na półkach :/
    A co do Twojej decyzji, to cóż, Twoje życie, Twoja decyzja :) Ja pierwsze dziecko urodziłam mając 28 lat, drugie mając 32 lata... był czas na zabawę i imprezy, kilka lat popracowałam w swoim zawodzie, podniosłam swoje kwalifikacje, teraz w pełni oddaję się macierzyństwu :) Natura nie da się oszukać, przyjdzie i czas na Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie podjęłam jeszcze decyzji ;) Z tą naturą nie byłabym taka pewna - na niektórych nigdy nie nadchodzi czas i wcale to o nich źle nie świadczy :)
      Z zakupami użyłam skrótu myślowego: teraz po prostu zakładam buty, kurtkę i idę, w sklepie spędzam tyle czasu ile chcę. A przygotowanie dziecka do wyjścia trwa chyba trochę dłużej.

      Usuń
  7. mieszkanie niby własne, ale na kresyt. więc wasze to będzie za X lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredyt spłacimy na pewno szybciej niż Ty pozbędziesz się swojej złośliwości wobec ludzi, którzy potrafią się cieszyć własnym życiem :)

      Usuń
  8. Mądra z Ciebie dziewczyna! Tak trzymaj! Niech każdy żyje po swojemu. Przecież nie ma jednego przepisu/równania/modelu na szczęście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! ;) Może nie do końca mądra, ale szczęśliwa :D

      Usuń
  9. Bez obrazy ale jakoś nie wyobrażam sobie matki która ciegle koloruje kolorowanki, kupuje cale stosy kredek chociaz pewnie ma juz tyle ze nie ma gdzie ukladac i mnóstwo niepotrzebnych rzeczy no niczym dziecko w zabawkowym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz mieć bardzo ograniczoną wyobraźnię ;) Nie zazdroszczę ;)

      Usuń