czwartek, 21 kwietnia 2016

Minimalizm daje radość

Moja przygoda z minimalizmem zaczęła się około siedmiu lat temu. Na początku czytałam blogi, potem zrobiło się z tego wszystkiego małe kółko wzajemnej adoracji, a na koniec wybuchnęła wielka kłótnia i każdy poszedł w swoją stronę Internetu. 

Idea jednak została. Wiem, że może po blogu tego nie widać, ale ja naprawdę mam niewiele przedmiotów. Co jakiś czas robię gruntowne porządki i systematycznie pozbywam się nadmiarowych przedmiotów: oddaję lub po prostu wyrzucam. Pojęcie minimalizmu jest mi bardzo bliskie, jednak za minimalistkę się nie uważam. 

Kiedy dostałam e-mail z propozycją zrecenzowania książki "Minimalizm daje radość" nie zastanawiałam się ani chwili. Moje klimaty, bardzo chętnie przeczytam.



Zakochałam się w okładce. Stwierdziłam, że dla takich pięknych książek warto poszukać w końcu porządnego regału. Ociągałam się z początkiem czytania, bo czekałam na idealny moment na zanurzenie się w tym temacie. 

Muszę przyznać, że na początku książki się nudziłam. Jeśli ktoś zgłębiał się kiedykolwiek w tym temacie, to przez pierwszych kilka rozdziałów nie dowie się niestety niczego nowego. Jest to po prostu krótki wstęp z tekstami typu "zadaj sobie pytanie, po co jest ci ten przedmiot". 

W drugiej części Francine Jay opisuje metodę STREAMLINE. Szczerze mówiąc nie do końca tak naprawdę zrozumiałam o co w niej dokładnie chodzi. Podejrzewam, że dla laików byłoby to bardziej zrozumiałe i przydatne. Dla mnie to po prostu połączenie sprzątania i organizacji. 

Następny rozdział rozbija sprzątanie i organizacje na poszczególne pomieszczenia. Tu masz wszystko powystawiać z pokoju, z innego nie musisz, a łazienkę posprzątasz w jeden dzień. Jak dla mnie za dużo chaosu - fakt, jest trochę konkretnych rad, ale niewiele one konsumpcjonistom pomogą. 

Myślałam już, że zanudzę się na śmierć, a tu nagle BUM! Ostatni rozdział jest genialny i zupełnie nie mam pojęcia dlaczego nie jest na początku. Autorka w bardzo przystępny sposób tłumaczy po co jest ten cały minimalizm, jak nasze wybory wpływają na jakość życia i na naszą planetę. Nie wiem, może jestem dziwna, ale ja najpierw chcę wiedzieć dlaczego, a dopiero później jak ;) Tą ostatnią część przeczytałam sobie kilka razy i rzeczywiście wniosła jakąś wartość dodaną w moje myślenie. 


Książka nie jest idealna. Mam wrażenie, że jest odrobinę nie dostosowana do polskich realiów. Czytając pewne fragmenty w mojej głowie pojawiało się WTF?! Mam sprzątnąć kosmetyki z sypialni, żeby partner nie widział ile szpachli na siebie nakładam? Mam zmienić hobby na takie, które potrzebuje mniej przedmiotów? Oj, czasem  bardzo się irytowałam. Ale dla tego ostatniego rozdziału naprawdę warto było ją przeczytać. 

Wydaje mi się, że "Minimalizm daje radość" to całkiem dobra pozycja dla ludzi dopiero zaczynających przygodę z tą filozofią. Dla mnie pewne rzeczy są już oczywiste, ale jeśli czujesz, że masz problem z nadmiarem rzeczy w domu czy mieszkaniu, to radzę Ci po nią sięgnąć. Francine Jay oprowadzi Cię za rękę po Twoim domu i pokaże, co możesz zmienić :) I taka mała rada ode mnie: zacznij od ostatniego rozdziału ;)

3 komentarze:

  1. Musze się zaliznać z tą książką też bym chciała zaprowadzić w swoim mieszkaniu minimalizm. Niby wiem co i jak a jednak ulegam. Kiedys wyznawalam zasade ze skoro wyrzucilam jedne stare buty to tlumaczyłam sobie, że mam miejsce na dwie nowe pary... chyba nie tędy droga:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, chciałam kupić, ale sobie mówię, że skoro minimalizm, to nie kupię. Ale może jednak kupię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może poszukaj książki w bibliotece? :)

      Usuń