Mikrowyprawy w wielkim mieście

Od kilku tygodni planujemy jak spędzić urlop. Zupełnie nie kręcą nas wczasy all inclusive i wylegiwanie się na hotelowych leżakach. Nam w ogóle nie chce się wyjeżdżać na dłużej. Co wcale nie znaczy, że nie chcemy przeżyć przygody. Mamy czasem pomysły typu spacer plażą od Świnoujścia do Kołobrzegu, albo bawienie się w turystów w Szczecinie.




Z tym naszym podejściem czasem czujemy się jak kosmici, bo raczej nikt z rodziny ani znajomych takich urlopów nie preferuje. Odrobinę zrozumienia znajduję na blogach podróżniczych, ale dopiero przy książce Łukasza Długowskiego "Mikrowyprawy w wielkim mieście" poczułam, że to w 100 % jest mój klimat.

Sięgając po ten tytuł byłam przekonana, że przeczytam o tym, jak zwiedzać miasto. Ot, następny przewodnik napisany odrobinę innym językiem. I tu się zaskoczyłam. Ta książka to udane połączenie poradnika motywacyjnego, przewodnika po nieoczywistych atrakcjach turystycznych i literatury popularnonaukowej. 




Mikrowyprawy składają się z dwudziestu rozdziałów. W bardzo ciekawy sposób autor przeplata praktyczne porady, opisy wypraw i wywiady ze specjalistami. Niczego nie jest za mało, niczym też nie idzie się znudzić. 



A właściwie czym są te mikrowyprawy?


Sprawa jest prosta: jeśli masz ochotę na odskocznię od dnia codziennego i chcesz naładować baterie, to po prostu pakujesz plecak i wyruszasz. Łukasz udowadnia, że w okolicach największych polskich miast jest mnóstwo miejsc, w których można się poczuć jak w podróży życia. Czasem trzeba gdzieś podjechać pociągiem,a czasem można dopłynąć kajakiem. Ale całą wyprawę można zaliczyć w kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin. Praktycznie każdy (kto naprawdę chce!) może sobie na nie pozwolić. 



Przy każdej wyprawie podane jest dokładne miejsce, potrzebny czas i sprzęt, a także orientacyjny koszt i poziom trudności. Większość z nich jest naprawdę dostępna dla każdego i nawet z zerowym budżetem można przeżyć wyjątkową przygodę. Teoretycznie książka skupia się wokół największych miast (Kraków, Wrocław, Katowice, Łódź, Poznań, Warszawa, Trójmiasto), ale część z wypraw jest na tyle uniwersalna, że można je ogarnąć gdziekolwiek. 



Książkę naprawdę gorąco polecam. Podczas czytania Łukasz przegonił mojego podróżniczego lenia i myślę, że jeszcze w tym miesiącu zaliczę kilka mikrowypraw w okolicach Szczecina ;) 

A na koniec jedno z moich ulubionych miejsc w Szczecinie: Jezioro Szmaragdowe. Dom ---> piętnaście minut spaceru na tramwaj ---> 30 minut tramwajem --->  półgodzinki spacerku (można podjechać autobusem miejskim) i jestem.




Share this:

CONVERSATION

3 komentarze:

  1. Nigdy nie byliśmy z Mężem w Szczecinie, gdzie polecasz niedrogi nocleg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia ;) Jako szczecinianka nigdy się tym nie interesowałam :) Jak po taniości to można popróbować po akademikach :)

      Usuń
  2. Jak ja to świetnie rozumiem - do tej pory najwspanialsze wyprawy jakie zaliczyliśmy wspólnie z moim chłopakiem to te spontaniczne, do miejsc które leżą całkiem blisko. Wczasy polegające na wylegiwaniu się nad brzegiem basenu również nas nie kręcą a przecież Polska jest piękna i jest w niej wiele miejsc, których nie znamy. Chętnie przeczytam tę książkę!:)

    OdpowiedzUsuń