poniedziałek, 24 października 2016

Urządzenie do pedicure z Biedronki

Niektórzy całe życie mają stópki jak u niemowlaków, a niektórzy muszą się o to baaaardzo postarać. Ja niestety należę do tej drugiej grupy. Bardzo dużo chodzę, więc skóra na podbiciu do najcieńszej nie należy.

Używam mnóstwa kosmetyków (balsamy, peelingi, maseczki) do stóp, testowałam sławne złuszczające skarpetki i... mało to pomaga. Aż boję się pomyśleć, co by było gdybym tych wszystkich czarów nie używała.





Jedynym sposobem na doraźną pomoc dla tych moich kłopotliwych stópek są pilniki elektryczne. Kiedyś pisałam o pilniku z Rossmana (KLIK!) i był całkiem w porządku, ale umarł. Postanowiłam więc spróbować biedronkowej wersji - tańszej o połowę. Ja swój kupowałam dość dawno, ale teraz też są - (KLIK!).



Zacznijmy od tego, że elektryczne pilniki działają jak pumeks, tylko szybciej ;) Dla mnie są po prostu wybawieniem i jedynym sposobem na gładkie pięty. Metoda działania polega na szybkim obracaniu się wałeczka pokrytego papierem ściernym ;) Producent nazywa to mikroziarnami usuwającymi zrogowaciały naskórek i jego martwe komórki. Pilnik może wyglądać na narzędzie tortur, ale ciężko sobie nim zrobić krzywdę. Kiedy przyciśniemy za mocno, to po prostu się zatrzymuje. Zabieg nic nie boli, a nawet trochę łaskocze.



Szczerze mówiąc, nie widzę dużej różnicy pomiędzy tym z Rossmana, a tym z Biedronki. Też jest na dwie baterie AA i posiada wymienne końcówki (trzeba je dokupić), które wydają mi się ciut grubsze niż te rossmanowe. Można je odczepić od urządzenia i umyć pod bieżącą wodą.



Jeśli macie problemy ze wyglądem swoich stóp, to naprawdę polecam. Tym bardziej, że w Biedronce urządzenie kosztuje niecałe 30 zł, a w Rossie dwa razy tyle.

1 komentarz:

  1. Trzeba by się chyba jutro przejść do Biedronki i przyjrzeć się temu sprzętowi ;)

    OdpowiedzUsuń