niedziela, 31 stycznia 2016

Niedzielnik 4/2016

Uff, całe szczęście, że ten tydzień się już kończy. Jak w pewnych sprawach sobie wyluzowałam, tak w innych spięłam i zafundowałam sobie emocjonalną jazdę bez trzymanki. Nikomu nie polecam. Oj, ciężki ten rok, ale wbrew pozorom zaczyna mi się to wszystko podobać ;) 

Na blogu trochę zmian. W końcu zdecydowałam się na nową domenę i zmianę szablonu. Panuje tu jeszcze niezły bajzel, ale jakbym czekała na idealny moment to... prędzej zamknęłabym bloga niż cokolwiek by się tu zmieniło. Tematyka też powoli będzie ewoluować, raczej w stronę organizacji, lifestyle i może czasami poopowiadam o tym, czym się zajmuję. 

niedziela, 24 stycznia 2016

Niedzielnik 2,3/2016

Jestem bizneswoman od dwóch tygodni i jedyne o czym marzę to urlop. Za mną (za nami) ciężkie i stresujące dwa tygodnie, w których gwiazdy miały chyba najgorszy układ ze wszystkich.  NIC kompletnie nie szło po mojej myśli...

Przez dwa lata uczyłam się na technika rachunkowości i za punkt honoru wzięłam sobie samodzielne prowadzenie księgowości. Wiązało się to z czytaniem ustaw, wyborem programu i milionem pytań bez odpowiedzi. Doskonale wiem, że to początkowe trudności i później będzie już z górki, ale... teraz jest ciężko. 

Do tego wszystkiego doszła złośliwość rzeczy martwych (wirtualnych też!), odkręcanie starych głupich decyzji i kilka rodzinnych uroczystości. Nie pamiętam kiedy miałam kalendarz tak zawalony terminami, ostatecznymi terminami. Chyba pora się do tego przyzwyczaić. 

Ratowałam się wszelkimi możliwymi sposobami. Czasem pomagało mniej, czasem bardziej ;)


Były problemy z odzyskaniem książki od kota, ale jakoś udało się ją przeczytać. Lubię taki rodzaj literatury. Oprócz Małych wielkich odkryć przeczytałam też Hamleta, ale to jednak nie moja bajka ;) 


Z kolorowaniem też mi szło całkiem nieźle. Nowe kredki, nowe kolorowanki - szkoda, że mam na nie coraz mniej czasu.






Po takim ciężkim okresie w końcu pojawiło się światełko w tunelu i... dziś poczuję się jak na studenckiej imprezie :D Nieważne, że siedem lat później :D

A od następnego tygodnia będę miała moce Wonder Woman! ;)



piątek, 22 stycznia 2016

Co Huszi kupiła #26

W postanowieniach noworocznych pisałam, że chcę być świadomym konsumentem i nie kupować niczego pod wpływem impulsu. Z dumą stwierdzam, że mi się to udaje. Prawie każda z poniższych rzeczy była zaplanowana i przemyślana. 

Większość to kosmetyki, bo powoli kończą mi się zapasy z czerwcowej wyprzedaży. Zupełnie wypadłam z orientacji w drogeryjnych promocjach, więc część musiałam kupić w cenie regularnej. Jest też parę książek, ale uwierzcie, wolałabym czytać coś bardziej lekkiego. Na odstresowanie wpadła kolorowanka + zestaw kredek ;)


Postanowiłam w końcu zadbać o te moje nieznośne włosy i zastosować się do rad i poleceń włosomaniaczek. 

1. Alterra, Szampon nadający włosom połysk Morela Bio & Pszenica. No cóż, moje włosy chyba bardziej od natury wolą chemię. Wydaje mi się być mało wydajny, niby dobrze oczyszcza, ale niestety po umyciu mam puch na głowie. Za to zapach ma piękny! Kupiłam na promocji w Rossmanie za 5,99zł/200ml. 

2. Jantar, Odżywka z wyciągiem z bursztynu, czyli najbardziej sławna wcierka do włosów. Używam jej dopiero tydzień, więc efektu jeszcze nie widać. Dam znać za miesiąc. Wcierkę mam z Biedronki, zapłaciłam 8,99 zł/100ml.


3. Intimea, emulsja do higieny intymnej. Opinie ma niezłe, ale ja w sumie nie mam dużych wymagań do tego typu produktów. Biedronkowy produkt - 3,99zł/400ml.

4. Isana, krem do ciała Owoc granatu i figa. Bardzo lubię te kremy, miałam już wersję kakaową i limitowankę, teraz przyszła pora na granat. Duże, wydajne i oczywiście tanie. Do tego całkiem nieźle nawilżają. Czego chcieć więcej?  W promocji są za 7,99zł/500ml, a bez za 9,99zł.


5. Ziaja, mydło do rąk w żelu Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą. Zupełnie nie wiedziałam, że Ziaja ma serię z taką ładną szatą graficzną. Wzięłam świeży zapach, bo akurat kończy mi się mydło w kuchni, mam nadzieję, że się na Ziai nie zawiodę. Za butelkę 270ml zapłaciłam niecałe 6 zł.

6. Barwa, żel siarkowy antytrądzikowy. To moje drugie opakowanie i muszę przyznać, że bardzo dobrze sobie radzi. Ostatnio coś niedobrego dzieje się na mojej twarzy (podejrzewam stres) i Barwa Siarkowa jako tako mnie ratuje. Bez promocji w B1 kosztuje 11zł/120 ml.

7. Fa, Antyperspirant w sztyfcie Sport Ultimate dry. Skusiło mnie to 96h, ostatnio nie mam na nic czasu więc mycie się co cztery dni wydaje się być niezłą oszczędnością czasu. Oczywiście żartuję, ale antyperspirant jest całkiem niezły. W promocji w Rossmanie za ok. 6 zł. 


8. Killys, silikonowa szczoteczka do mycia i masażu twarzy. Dawno, dawno miałam peeling z garniera, który miał silikonową szczoteczkę na zakrętce. Zapamiętałam go dobrze, więc szukałam takiej myjki w obliczu aktualnych problemów. Znalazłam tą w Rossmanie. Nie jest tak dobra jak tamta, ale sprawdza się zdecydowanie lepiej jak mycie twarzy gołymi rękami. Kupiłam ją za 8,99 zł, ale teraz jako nowość weszła identyczna tylko z logiem FYB za 4,99zł. 

9. Beauty Line, elektryczny pilnik do stóp. Miałam kiedyś rossmanowski i tak go chwaliłam, że wyzionął ducha. Pilniki elektryczne w moim przypadku są chyba niezbędne, bo nie wiem ile i jak bym kombinowała z pumeksem, a takiego efektu nie osiągnę. Takie są uroki miłości do długich spacerów... Pilniki były jakoś na początku stycznia w ofercie Biedronki za 24,99zł. Można było też dokupić 4 rolki za taką samą cenę.  

10. Ewa Schmitt, Szklany pilnik do paznokci. Próbuję jakoś ogarnąć moje szpony, więc skusiłam się na polecany pilniczek. Po kilku użyciach dołączam do zadowolonych posiadaczek i polecam dalej. w B1 ten kosztuje 7,99 zł, a krótszy 4,99zł.


11. Silikonowe trytytki^^. Moja miłość do silikonów nie mija, ale staram się ograniczać. No ale jak P. mi mówi, że tego nam w kuchni brakuje, no to jak nie brać? Netto, 4,99zł/4 sztuki.


12. 7 kroków do własnej firmy. Jestem dopiero na 70 stronie, ale już żałuję że nie poznałam wcześniej tej pozycji. Wszystko ładnie i prosto wytłumaczone. Na pewno zostanie w mojej biblioteczce, bo jest tam wiele informacji, do których będę chciała kiedyś wrócić. W czytam.pl kosztowała 22,47 zł. 

13. Księga przychodów i rozchodów. Jestem tak szalona, że postanowiłam sama sobie prowadzić księgowość. W ciągu ostatnich dwóch tygodni pożałowałam tego ze 100 razy, ale tylko początki są podobno takie trudne ;) Czytam.pl 29,95 zł.





14. Fotografia kulinarna - od zdjęcia do arcydzieła. Miałam tę pozycję od ponad roku na mojej wishliście, ale szkoda mi było wydać 50 zł na książkę, do której nie będę miała czasu przysiąść porządnie. Ale jak spotkałam ją na promocji w Realu za 15 zł, to grzechem by było nie wziąć. 


15. Astra, kredki ołówkowe Vision 24. Kredki są raczej z tych twardszych i mają intensywne kolory. Brakowało mi takich :D Czytam.pl 11,71 zł.

16. Astra, kredki metaliczne 12. Zdecydowanie lepsze od metalicznych Colorino. Już nie mogę się doczekać aż zmaluję nimi jakąś mandale ;) Czytam.pl 7,17 zł.

17. Kololowanka Kocham kolorować. Coś czuję, że będzie moją ulubioną. Duża różnorodność obrazków i mały format, czyli w pół godziny idzie coś fajnego zmalować. Czytam.pl 11.38 zł.


A na koniec mały prezent dla P.


18. Empik, koszulka "Będę grał w grę". Bo musicie wiedzieć, że żyję pod jednym dachem z typowym graczem, ale jestem taką fajną dziewczyną, która lubi jak on gra;) Upolowałam dzisiaj w Empiku na wyprzedaży -50% za 25 zł. Jakościowo niestety szału nie robi. 

I w tym miesiącu już koniec z zakupami ;) Na przyszły jest już trochę drobiazgów zaplanowanych, więc pewnie wpis z tego cyklu będzie pojawiał się co miesiąc. 

Ok, to teraz Wy się pochwalcie, co ciekawego na noworocznych wyprzedażach (i gdzie) upolowaliście ;)

PS Dalej nie mogę się nadziwić różnicom cen pomiędzy księgarniami stacjonarnymi (i nie mówię tylko o Empiku) a tymi internetowymi. Przez internet za zamówienie zapłaciłam 100 zł, a stacjonarnie musiałabym co najmniej 150 zł i na pewno nie skusiłabym się na kolejne kolorowanki i kredki ;)

czwartek, 14 stycznia 2016

Loyd - idealna zielona herbata

Zimna jesień i cała zima to czas, w którym herbata zdecydowanie wygrywa z kawą*. Ta druga po prostu mi nie smakuje, a że zawsze muszę mieć obok komputera kubek z czymś ciepłym w środku, to wypijam hektolitry herbaty. 

Ogólnie lubię zielone herbaty, szczególnie te z dodatkami od Big-Active. Mam jednak ten problem, że często zapominam o wyjęciu zaparzacza z dzbanka o właściwej porze. Wychodzi z tego mocny, gorzki napar, który mój organizm źle toleruje. Mówię oczywiście o liściastych ;)


Jakiś czas temu natknęłam się w Lidlu na stand z herbatami Loyda. Moje zapasy ostatnio mocno się skurczyły, więc wzięłam liściastą zieloną z białą z płatkami bławatka o smaku Aloe Vera. Prawdę mówiąc rozśmieszyła mnie ta nazwa - dawno nie widziałam herbaty o takiej długiej i skomplikowanej nazwie ;) 


Zaintrygowała mnie. Co prawda nie przepadam za kwiatowymi smakami, ale nie miałam jeszcze okazji spróbować bławatka. 

Herbata jest aromatyzowana, więc zapach ma wyraźnie wyczuwalny. Wydaje mi się, że czuję aromat właśnie tego bławatka, albo takiej kwiecistej letniej łąki. Ogólnie zapach ładny i o dziwo dobrze mi się komponuje z herbatą. Po zaparzeniu czuć go odrobinę słabiej.


Loyd zaparzony w sposób prawidłowy ma delikatny smak z lekko wyczuwalną kwiatową nutą. Niestety Aloe Vera ja nie wyczuwam. Goryczka zielonej herbaty przełamywana jest białą, a bławatek fajnie to wszystko uzupełnia. Nawet jak przesadzę z czasem parzenia, to herbata dalej jest delikatniejsza niż klasyczna zielona.
Wydaje mi się, że Loyd Zielona & Biała itd. może przekonać wszystkich tych, dla których klasyczna zielona jest za gorzka.

Ta herbata ma też niezły skład: 87,3% herbata zielona liściasta, 10% herbata biała liściasta, 2% płatki bławatka i aromat aloe vera. 


Sposób parzenia:
Do szklanego dzbanka wsypać herbatę w proporcji 1 łyżeczka na 200 ml. Zalać gorącą, ale nie wrzącą wodą i parzyć 2-3 minuty. Przed nalaniem do filiżanek należy dokładnie wymieszać napar. 




Aktualnie to moja ulubiona herbata, więc nie pozostaje mi nic innego jak ją Wam polecić ;) 

*klasycznej kawy niestety nie mogę pić, więc mówiąc kawa mam na myśli inkę z mlekiem :D

PS Kupiłam ją w Lidlu za 3,99zł/80 gram - dobra cena!

niedziela, 10 stycznia 2016

Niedzielnik 1/2016

Mam nadzieję, że ten rok nie będzie cały taki zakręcony i niemiły jak jego początek. Od poniedziałku musi już być lepiej, prawda? ;)

Tydzień zaczął się od wizyty w urzędzie i rejestracji firmy. Oficjalnie od jutra będę właścicielką druk3d.it ;) Zakładanie firmy jest w sumie przyjemne, ale oczywiście musiałam się najeść strachu przez jedną głupotę. Czeka mnie jeszcze trochę odkręcania i kilka wizyt w urzędach, ale mam nadzieję już wyluzować. Co ma być to będzie ;)

Co prawda mam już dość mrozów i śniegu, ale spaceru nigdy nie odmówię. W tym tygodniu zrobiliśmy ponad 24 km ;)



W końcu znalazłam też czas, żeby coś zmalować ;) Jak dalej się będę tak wszystkim stresować, to moje zapasy kolorowanek szybko się skurczą.


Realizując postanowienia noworoczne zrobiłam swoją pierwszą domową wędlinę. Skorzystałam z przepisu mojej siostry - KLIK! 
Wyszedł pyszny! Chyba zacznę się rozglądać za szynkowarem - macie? Polecacie?


A dzisiaj oczywiście wzięliśmy udział w finale WOŚP ;) Wrzuciliśmy co nieco  do puszki i wzięliśmy udział w akcji MasterCard, o której szczegółach napisał Michał z Jak oszczędzać pieniądze. 


Ten tydzień nie był dla mnie łatwy, ale moja produktywność podskoczyła zdecydowanie powyżej normy. Mam nadzieję, że przyszły będzie jednak troszkę spokojniejszy - a mam wizytę u dentysty więc może być trudno o ten spokój ;)

PS Nie obraziłabym się, jakby przyszła już wiosna ;)


sobota, 2 stycznia 2016

O sprzątaniu z Brait

Nie ma że długi weekend, sobota to sobota, trzeba wziąć się za sprzątanie ;) Oczywiście żartuję, sprząta się tylko wtedy jak jest brudno, a i brudno jest pojęciem względnym. Niestety jestem już w tym wieku, kiedy po prostu lubię mieć w domu czysto. Jednak miłości do sprzątania wcale mi nie przybyło... Dlatego na wszelkie sposoby próbuję sobie to sprzątanie uprzyjemniać. 



Mycie podłogi, niby prozaiczna czynność, ale kilka wyborów trzeba poczynić. Dla mnie najważniejszym jest zapach płynu ;)  Brait w swojej ofercie ma ich cztery, ale najbardziej do gustu przypadł mi Ocean Breeze. Nie jest to typowy morski, ale jest świeży i pachnie dobrze wysprzątanym domem ;) Paradise Flowers jest słodko-kwiatowy, a Lily of the Valley pachnie mi... kwiaciarnią :D


Płyny Brait spełniają wszystkie moje wymogi stawiane tego typu produktom:
  • nie zostawiają smug
  • ładnie pachną
  • nie zostawiają widocznej warstwy (kiedyś przez przypadek umyłam kafelki jakimś uniwersalnym płynem z silikonem, więc i na to zaczęłam zwracać uwagę)
  • są wydajne
  • są dość tanie (ok. 5zł/l)
  • mają wygodną butelkę i karbowaną nakrętkę. 
Dla ciekawskich opis i skład:


Miłego sprzątania! ;)

piątek, 1 stycznia 2016

Postanowienia 2016

Chyba nigdy nie robiłam takich typowych noworocznych postanowień. Zawsze uważałam, że można zacząć kiedy się chce. Jednak tym razem styczeń naprawdę wiele zmieni w moim życiu i czy tego chcę czy nie chcę, muszę sobie ten rok zorganizować zupełnie inaczej niż poprzednie. Dawno nie czułam takiej ekscytacji nowym początkiem. Ok, to lecimy z tematem.

1. Założyć i rozwinąć własną firmę. 

W połowie moich studiów zaświtała mi ta myśl w głowie i nie odpuściła. Kompletnie nie wiedziałam czym miałabym się zajmować, po prostu chciałam zostać swoim własnym szefem. I stało się, w styczniu spełni się moje marzenie. Czuję w kościach, że to będzie jazda bez trzymanki, ale jak się powiedziało A, to trzeba jechać do końca alfabetu.


2. Prowadzić zdrowszy tryb życia. 

No cóż, cyferki na wadze nie kłamią. Przez dwa lata przytyłam co najmniej 6 kg. Nie czuję się grubo, ale jestem świadoma tego, że to ostatni dzwonek. Coraz bliżej do trzydziestki, metabolizm już nie ten... Czyli wiecie, będzie dieta i ćwiczenia. Tak naprawdę, z jasno wytyczonymi celami.



3. Ogarnąć angielski.

Bądźmy szczerzy: nie lubię tego języka. Jednak wiem, że jego znajomość otwiera wiele drzwi... Kupiłam kilka kursów, pora je w końcu przerobić od A do Z. Mam nadzieję, że za rok w grudniu będę mogła oglądać filmy bez napisów.



4. Być świadomym konsumentem. 

Czyli zamiast tylko czytać składy, to jeszcze je rozumieć. Chodzi mi głównie o spożywkę i kosmetyki. Mniej więcej już wiem, co mi służy, co jest dobre a co złe. Pora się teraz zastosować do tej wiedzy.


5. Przestać się wdawać w głupie dyskusje. 

Istnieją ludzie, którzy uważają, że wiedzą jak powinni żyć inni. A ja głupia tracę nerwy próbując im uświadomić, że można żyć inaczej i to inaczej wcale nie oznacza źle. Koniec rozmów o moim światopoglądzie z ludźmi, którzy go nie szanują.



6. Przeczytać 52 książki.

Próbowałam w tym roku, ale skończyło się na 30. Teraz będę działała częściowo z listą. I w końcu odświeżę moje konto w bibliotece, żeby mieć dostęp do nowości.



7. Będę REGULARNIE pisała o biotechnologii.

Blogi na ten temat zakładam już od pięciu lat, ale żaden nie przetrwał. Dlaczego? Bo chyba za bardzo się staram. Ciągle mam wrażenie, że jeszcze za mało wiem, żeby o tym pisać. Minęły dwa lata od obrony magisterki, a ja nie chcę, żeby mi ta wiedza całkowicie uleciała. Chcę mieć motywację do śledzenia nowości ze świata nauki. Po prostu to lubię!



8. Poszerzać horyzonty.

Czyli skusić się czasem na to, czego zwykle nie robię. Chętnie pójdę na koncert nieznanego zespołu, obejrzę film spoza ulubionych gatunków czy spróbuję nowego dania. Zawsze byłam otwarta na eksperymenty, a w tym roku chcę być jeszcze bardziej.


 

9. Więcej DIY.

Zawsze uważałam, że mam do tego dwie lewe ręce. I to chyba najgorsza rzecz, jaką człowiek może sobie wmówić. Na styczeń zaplanowałam już wytwórnię własnych wędlin.



 Kilka z tych postanowień potrzebuje dłuższego opisu, więc pewnie niedługo pojawią się posty na ten temat. Czeka mnie bardzo pracowity rok :)

A właśnie, może podrzucicie mi jakieś ciekawe tytuły książek? Najlepiej nowości, bo z tymi jestem najbardziej na bakier.