Gdańsk - miłość od pierwszego wejrzenia

Kilka lat temu radykalnie zmieniło się moje podejście do podróżowania. Kiedyś zwiedzałam nowe miejsca z typowo wycieczkowym podejściem: szybko i dużo. Łaziłam więc po kościołach chociaż sztuka sakralna i tłuściutkie cherubinki zupełni mnie nie kręcą. Bywałam w muzeach ze skrzypiącym parkietem i obsługą chodzącą za mną krok w krok nie pozwalając się skupić na wystawie. Aż mnie w końcu oświeciło: przecież to nie musi tak wyglądać! To ode mnie zależy, co zobaczę i co przeżyję w podróży. Minęło trochę czasu, żebym dojrzała do myśli, że te nudne muzea to nie jest żaden koszt utracony.





Planując wyjazd do Gdańska skupiłam się przede wszystkim na atrakcjach, które NAS interesują. W samym mieście mieliśmy być tylko 28 h, więc na liście znalazły się tylko dwa miejsca, które chcieliśmy odwiedzić: ZOO i Centrum Hewelianum.

Pierwsze wrażenia


Kiedy stanęłam na peronie w Gdańsku poczułam się po prostu... swojsko. Po krótkim spacerze stwierdziłam nawet, że mogłabym tam mieszkać, a jak zobaczyłam ile tam ryglowanych kamieniczek, to już byłam zakochana w tym mieście po uszy. W architekturze uwielbiam łączenie starego z nowym, a tutaj takie połączenia widać było praktycznie na każdym kroku. Już na pierwszy rzut oka widać, że to miasto po prostu się rozwija.



Centrum Hewelianum

 

Oboje z P. jesteśmy takimi dużymi dziećmi, więc nigdy nie pogardzimy dobrą zabawą. Zabawa to jedno, ale ja byłam zachwycona miejscem, w którym owe Centrum się znajduje. Wykorzystano stary fort, czyli znowu moje ulubione połączenie starego z nowym.
Hewelianum podzielone jest na cztery wystawy, a w każdej z nich mnóstwo ciekawych eksperymentów i interaktywnych zagadek. Można stanąć w środku tornada, poczuć uścisk anakondy, a nawet wystrzelić z armaty. A jak ktoś jest hardcorem, to może rozwiązywać zagadki matematyczne ;)
Jedyne do czego mogę się przyczepić, to oznakowanie. Teren duży, a znaków jak na lekarstwo. Jednak zawsze można liczyć na personel ;)



ZOO Gdańsk Oliwa

 

Uwielbiam ogrody zoologiczne, mogłabym tam przychodzić codziennie i nigdy by mi się nie znudziło. Smutam zawsze na widok małych betonowych wybiegów, ale na szczęście jest ich coraz mniej. Wierzę, że zoo to nie tylko rozrywka dla ludzi, ale instytucja z misją.


Gdańskie ZOO zachwyca swoim rozmiarem - zwierzęta mają gdzie szaleć ;) Mile zaskoczyła mnie też mała liczba odwiedzających, ale to chyba ze względu na porę - środek tygodnia rano. Czyli żadnych wrzeszczących dzieciaków, uff. Zachwycałam się każdym zwierzątkiem, ale moje serce skradł słodki kotełek, tuliłabym!



Załapaliśmy się też na karmienie węży, brrr... Sorry gady, ale teraz to już was całkiem nie lubię ;) A P. odnalazł wspólny język z człekokształtnymi, z orangutanem się nie polubił, ale od szympansa dostał szalik ;)



Dowiedziałam się jeszcze o istnieniu zwierzaka, co to się prąd nazywa. Niestety nie było go na wybiegu, wiecie może jak wygląda? ;)




Wieczorem poszliśmy jeszcze na AmberSky, czy tam Gdańskie Oko ;) Miałam trochę stracha, ale na szczęście w tych gondolkach nie czuć wysokości, a widoki wspaniałe. Pochodziliśmy też trochę po tych wszystkich wąskich uroczych uliczkach i z każdą kolejną ryglowaną zabudową coraz bardziej mi się w Gdańsku podobało. Piękne miasto po prostu!



No to nie pozostaje mi nic innego jak zacząć planować kolejną wyprawę ;) Lubicie Gdańsk? Co warto zwiedzić?





Share this:

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Byłam raz w Gdańsku przejazdem, ale bardzo chętnie zatrzymałabym się tam na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń