Przeczytane w kwietniu

W kwietniu z książkami było mi wybitnie nie po drodze, na liście znalazły się tylko cztery pozycje.



1. Szczęście. Poradnik dla pesymistów. (Oliver Burkeman)


 To na pewno nie jest książka, która komukolwiek powie jak żyć. Zakwalifikowanie tej książki jako poradnik, to chyba jakaś pomyłka. Nazwałabym ją bardziej rozprawą - takie teoretyczne dywagacje na temat szczęścia. I kurczę, tak jak nie przepadam za poradnikami i zwykle nic ciekawego do mojego życia nie wnoszą, tak ten sprawił, że rzeczywiście zaczęłam zastanawiać się nad istotą szczęścia. Jeśli szukacie recepty na szczęście, to nie polecam. Ale jeśli lubicie sobie pofilozofować, to czytajcie śmiało ;)

2. Żaba (Małgorzata Musierowicz)


Pewnie pisałam już o tym kilka razy, ale uwielbiam Jeżycjadę. Za każdym razem kiedy zaczynam czytać książki Musierowicz zanurzam się w tej idealistycznej atmosferze. W Żabie mamy jak zwykle trochę miłości, jest ciąża, jest pożar... i wszystko kończy się dobrze ;)

3. Sztuka promocji nauki. (N. Osica, W. Niedzicki)


Promowanie nauki, to moja niezaspokojona ambicja. Zabieram się do tego od d... tylnej strony, czyli od teorii w tym temacie. Ze smutkiem muszę przyznać, że ta pozycja mnie nie zachwyciła. Owszem, zawiera wiele pożytecznych wskazówek, ale tyczą się one głównie wystąpień publicznych. Działalność internetowa jest odrobinę pomijana. Poradnik wydany był w marcu tego roku i oczekiwałam, że będzie odrobinę bardziej nowoczesny. A niestety mamy tu przedstawiony obraz stereotypowego naukowca ;)

4. Wiedźmin. Krew Elfów. (Andrzej Sapkowski)


Nie wiem czemu, ale strasznie długo wzbraniałam się przed fantastyką. Grą byłam/jestem zachwycona i to ona (wbrew temu co mówi Sapkowski) sprawiła, że sięgnęłam po sagę o Wiedźminie. Okazało się, że zaczęłam trochę od środka, ale cóż. Krew Elfów czytało mi się bardzo przyjemnie, ale czułam, że jestem odrobinę nie w temacie. Teraz pora nadrobić dwie wcześniejsze pozycje.

I to by było na tyle. Z jednej strony jest mi trochę wstyd, że nie wyrobiłam swojej normy pięć książek w miesiącu, ale z drugiej... hello! Czytanie ma sprawiać przyjemność, a nie być przykrym obowiązkiem ;) A jak tam u Was z czytaniem tej wiosny? Korzystacie z tych zimnych deszczowych wieczorów?




Share this:

CONVERSATION

1 komentarze:

  1. Wstyd się przyznać, ale mimo przeczytanych setek książek, jakoś z Małgorzatą Musierowicz nigdy mi nie było po drodze. Musze to nadrobić ;) Wiedźmin w większości przeczytany, choć też zaczynałam od "Krwi elfów" (jakimś cudem ominęłam opowiadania "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia"). Z tego co pamiętam z początku bardzo mi się podobało, ale im dalej tym mniej i "Panią Jeziora" to czytałam już raczej z sentymentu do całej sagi. U mnie w tym miesiącu 5 pozycji: "W naszym domu" Jodi Picoult (polecam), "Krawcowa z Dachau" Mary Chamberlain (polecam), "Konan Destylator" Andrzej Pilipiuk (uwielbiam całą serię opowiadań), "Nowe oblicze Greya" E.L. James (zdecydowanie nie polecam), "Rogi" Joe Hill (z dwojga złego to już film mi się bardziej podobał).Pozdrawiam słonecznie. Beata

    OdpowiedzUsuń